128450641565178798

Zwycięska passa Śląska Wrocław trwa w najlepsze. Podopieczni czeskiego szkoleniowca Vitezslava Lavički wygrali czwarte ligowe spotkanie z rzędu, tym razem pokonując krakowską Wisłę. Dla Białej Gwiazdy to już ósma kolejna porażka w Ekstraklasie, natomiast Wojskowi podtrzymali doskonałą serię na własnym boisku. „Twierdza Wrocław” po raz ostatni została zdobyta 25 kwietnia, kiedy to ze stolicy Dolnego Śląska komplet punktów wywiózł Górnik Zabrze. Po zakończeniu niedzielnego meczu porozmawialiśmy z bramkarzem aktualnego wicelidera ligi – Matúšem Putnocký’m, który opowiedział o swoich odczuciach dotyczących minionej rundy, a także najbliższych planach ekipy WKS-u.

Wygrywanie powoli zaczyna wchodzić w krew piłkarzom Śląska. Ostatnie spotkania w Waszym wykonaniu kończą się inkasowaniem trzech punktów – w niedzielę wygraliście po raz czwarty z rzędu. Co jest kluczem do świetnych wyników osiąganych przez WKS w ostatnich tygodniach?

Kiedy wygrywasz, Twoje odczucia zawsze są pozytywne. Tak było dzisiaj. Początek meczu z Wisłą to nasze dwie niewykorzystane sytuacje, które jednak pokazały, że jesteśmy w stanie zagrozić rywalowi. Straciliśmy bramkę po rzucie karnym, ale podnieśliśmy się i potrafiliśmy wygrać to spotkanie. Na pewno było w naszej grze trochę nerwowości, ale nie po raz pierwszy już pokazaliśmy charakter i zakończyliśmy mecz tak, jak chcieliśmy.

Niedzielne spotkanie miało różne fazy gry. Na początku to Wy zaatakowaliście drużynę z Krakowa, która później jednak odgryzła się i po wykorzystanym rzucie karnym zaczęła kontrolować grę. Czy to właśnie bramka zdobyta przez Wojciecha Gollę była tym kluczowym, przełomowym momentem meczu?

Zdecydowanie, to był najważniejszy moment. Tak jak powiedziałem, brakowało nam skuteczności na początku meczu, później zabrakło nieco koncentracji i straciliśmy gola po karnym. Dobrze, że jeszcze przed przerwą udało się wyrównać – to nakręciło drużynę. W szatni powiedzieliśmy sobie, że musimy być cierpliwi i czekać na swoje okazje, bo te na pewno przyjdą. W drugiej połowie te szansę rzeczywiście się pojawiły, jedną z nich wykorzystaliśmy i po strzale Krzyśka Mączyńskiego wyszliśmy na prowadzenie. Punkty zostają we Wrocławiu, z czego bardzo się cieszymy.


Obecną serię zwycięstw zaczęliście jeszcze w pierwszej części sezonu, teraz przyszedł czas na rundę rewanżową. Jak oceniasz jesień w wykonaniu Śląska Wrocław?

Na pewno były momenty, kiedy nasza gra wyglądała fajnie. Teraz jednak liczy się to, co przed nami. Chcemy kontynuować naszą pracę i wygrywać kolejne mecze. Najważniejsza jest powtarzalność. Musimy stale pracować nad sobą, by osiągać dobre wyniki. Sezon cały czas trwa, jest długi. Nie możemy oceniać wyłącznie tego, co jest teraz – ważne co będzie na koniec rozgrywek, w maju.

Rok 2019 powoli dobiega końca. Przed wami jeszcze cztery spotkania ligowe, z których żadne nie zapowiada się na łatwą przeprawę…

Zdajemy sobie sprawę, że to będą ciężkie pojedynki. Teraz jedziemy do Gliwic na mecz z aktualnym mistrzem Polski, a potem do Wrocławia przyjeżdżają Legia i Lech. To będą bardzo trudne spotkania. Na koniec zagramy z Cracovią i tu też nie będzie łatwo o dobry wynik. Nie patrzę jednak na to w takich kategoriach. Na początku sezonu terminarz też był trudny – to była jedna, wielka niewiadoma – ale teraz sytuacja jest inna. W tabeli wygląda to naprawdę fajnie, zatem nie mamy się czego bać. Ze wspomnianymi rywalami już się mierzyliśmy i zdobywaliśmy punkty. Cele się nie zmieniają: chcemy pokazać, że potrafimy grać dobrze w piłkę nawet z tymi najlepszymi zespołami.


Rozmawiał: Filip Macuda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *