DGD_s39XgAI8lJQ

Niepokojące wieści docierają z obozów przygotowawczych niemieckich potentatów. O fatalnych wynikach gier kontrolnych Bayernu Monachium mówi już cały świat, ale gdzieś w cieniu rozgłosu i zamieszania spowodowanego przez bawarskiego giganta, ze swoimi także niemałymi problemami zmaga się po cichu Borussia Dortmund. Na Signal Iduna Park pojawił się nowy trener, a wraz z nim nastały nowe porządki. Zawodnicy trzeciej ekipy minionego sezonu Bundesligi z dużym oporem przyswajają sobie jednak taktykę proponowaną przez Petera Bosza. Wyniki sparingów są mało zadowalające, wewnątrz drużyny również pojawiają się zgrzyty, a sezon 2017/18 za pasem…

Okoliczności pożegnania Thomasa Tuchela z dortmundzkim klubem były bardzo specyficzne i nie pozostawiały najmniejszych wątpliwości, że jego następca – kimkolwiek będzie – usiądzie na gorącym stołku. Wyniki osiągane przez byłego już szkoleniowca Die Schwarzgelben śmiało można nazwać maksimum możliwym do wyśrubowania w warunkach, z jakimi musiał sobie radzić Tuchel. Jego autorytarna osobowość doprowadziła jednak do jawnego konfliktu z władzami BVB i domniemanych (nigdy wprawdzie niepotwierdzonych) nieporozumień z zawodnikami. Chcąc nie chcąc, zarząd Borussii, a więc w głównym stopniu jego prezes i twarz Hans-Joachim Watzke, musiał wziąć pełną odpowiedzialność za zwolnienie trenera, który wbrew wszelkim przeciwnościom prowadził zespół prostą drogą rozwoju. Kiedy zwalnia się zawodzącego menedżera, jego następca znajduje się pod naciskiem, bo wymaga się od niego natychmiastowej poprawy gry. Ciężko więc wyobrazić sobie, jak olbrzymia presja musi towarzyszyć fachowcowi mającemu poprawić wyniki niemal nienagannie pracującego poprzednika…


Szefowie BVB z pewnością mieli świadomość, że zatrudnienie na stanowisku pierwszego szkoleniowca akurat Petera Bosza będzie się wiązało z niechybną zmianą taktyki i stylu prezentowanego przez drużynę z Signal Iduna Park. Być może nawet właśnie o to chodziło, zwłaszcza że filozofię gry Holendra porównuje się do tej, którą od lat prezentuje żywa legenda klubu z Zagłębia Ruhry, obecny opiekun Liverpoolu Jürgen Klopp. Być może to miał być też sygnał – w równym stopniu dla kibiców, co piłkarzy i rywali Żółto-Czarnych – zwiastujący powrót wielkiej Borussii, którą stać będzie na ponowny występ w finale Ligi Mistrzów i w której prezes, trener oraz dyrektor sportowy współpracują nadzwyczaj sprawnie, rozwijając klub pod każdym aspektem.


Jeśli tak właśnie było, to zamysł władz Die Borussen okazał się wyjątkowo chybiony. Dortmundzkie dziedzictwo szalonego okularnika o niesymetrycznym, choć niebywale szczerym uśmiechu jest zbyt młode, aby kibice BVB mogli z radością przyjąć jakiekolwiek celowe nawiązania do niego. Tym bardziej, że u Bosza próżno szukać tej pozytywnej energii i wiecznego optymizmu, jakim emanuje i zdobywa serca Klopp. Mało tego – tak drastyczna zmiana systemu gry zapoczątkowana przez byłego szkoleniowca Ajaxu, której doprawdy nie sposób było nie przewidzieć, zdaje się być brakiem szacunku dla pracy Thomasa Tuchela. W zespole z Signal Iduna Park w ostatnim czasie pojawiło się istne zatrzęsienie bardzo młodych i piekielnie zdolnych piłkarzy. Przez ostatni rok Tuchel systematycznie z tą młodzieżą pracował, uczył tych nastoletnich chłopaków zaawansowanej kultury gry i na własne ryzyko posyłał ich potem w bój w najważniejszych momentach sezonu. W kampanii 2016/17 w Borussii nie wszystko oczywiście funkcjonowało jak należy i o tym też nie należy zapominać. Bez wątpienia jednak zasługi 43-latka dla przyszłego dobrobytu klubu z Westfalii są niemałe i również powinny być pamiętane.


Tymczasem z obozu Dortmundczyków próżno nasłuchiwać pozytywnych sygnałów. Gra zespołu w meczach towarzyskich z Rot-Weiss Essen i Urawą Red Diamonds (pierwszy przegrany 2:3, drugi wygrany 3:2 – przyp. red.) pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Sparing ze znajdującym się na etapie przebudowy Milanem (3:1) dostarczył nieco więcej powodów do optymizmu, ale już dwie kolejne gry kontrolne – z Espanyolem i Atalantą, oba przegrane po 0:1 – przysporzyły sympatykom Die Schwarzgelben solidnych powodów do zmartwień.


A przecież takowych wystarczająco dużo dostarczają niemieckie media, relacjonując wydarzenia i przekazując atmosferę z treningów BVB. Kolejne zdjęcia oraz filmy ukazują bowiem kibicom Żółto-Czarnych obraz Petera Bosza nieustannie wściekającego się i energicznie coś tłumaczącego swoim nowym podopiecznym. Rozpoczynane ćwiczenia często są przerywane przez Holendra, bo zachowanie któregoś z zawodników wymaga naprostowania. Słynne już stało się organizowane przez Bosza „Studium Video”, podczas którego przy pomocy multimediów tłumaczy zawodnikom, czego od nich oczekuje. Wygląda jednak na to, że niewystarczająco klarownie…

„Na odprawach video siedzisz i odpowiadasz, że rozumiesz. Później tak czy siak będziesz musiał to robić. Ale potem w praktyce nic z tego nigdy nie wychodzi…”

„Jesteśmy jeszcze w fazie przyswajania nowej filozofii gry. To oczywiste, że nie jesteśmy w stu procentach zgrani. Obawiam się jednak, że nie zdołamy przyswoić tego systemu przed początkiem sezonu”

„Gegenpressing polega na wychodzeniu z pressingiem bardzo wysoko, niezależnie od tego, w którym sektorze boiska straciliśmy piłkę. To oznacza, że i ja muszę ustawiać się wyżej, aby odległości między formacjami się zgadzały”

„W trzyosobowym bloku obronnym zawodnicy stoją z tyłu stosunkowo blisko siebie. W czteroosobowym z kolei boczni defensorzy wychodzą bardzo wysoko, a środkowi rozchodzą się na boki. To znaczy, że ja muszę wypełnić środek i być pod grą, kiedy wymiana podań między stoperami okaże się zbyt ryzykowna”

„W ciągu ostatnich dwóch sezonów nauczyliśmy się bardzo wielu rzeczy. Teraz musimy je wszystkie zapomnieć i uczyć się kompletnie czego innego. Większość graczy nie ma pojęcia, jak powinniśmy teraz grać”

Roman Bürki

To seria wypowiedzi podstawowego bramkarza Borussii przytoczona przez renomowane tytuły zza naszej zachodniej granicy: „Bild” i „Ruhr Nachrichten”. Kiedy piłkarz podstawowego składu tak otwarcie, dość ostro i stosunkowo wcześnie krytykuje metody pracy nowego trenera, nie może to zwiastować niczego dobrego. Co prawda pojawiło się też kilka zdań łagodzących wydźwięk jego relacji (choćby o tym, że jako Borussia Dortmund muszą wygrywać bez względu na stan przygotowań), jednak pomijając domysły, przekaz Bürkiego jest jasny – piłkarze BVB nie są w stanie przyswoić nowego, tak odmiennego systemu gry przed zbliżającym się startem sezonu Bundesligi, czego szwajcarski golkiper zdaje się być absolutnie pewien.

Gegenpressing, formacja 1-4-3-3, szybki, agresywny futbol nastawiony na bardzo wysokie tempo gry – to typowa holenderska szkoła. Właśnie taką Borussię Dortmund wymarzył sobie Peter Bosz. Na orzekanie o czyimkolwiek błędzie jest jeszcze o wiele za wcześnie, jednak zdaje się, że wybór autokratycznego Holendra na następcę Tuchela nie był najbardziej fortunnym ruchem włodarzy BVB. Niewykluczone, że z czasem drużyna zrozumie wreszcie filozofię gry Bosza, a piłkarze znów będą cieszyć się grą.


Tylko czy nie można było oszczędzić wszystkim tego okresu przejściowego i zatrudnić kogoś, kto zbudowałby zespół na postawionym przez Tuchela bardzo solidnym fundamencie zamiast burzyć wszystko do gołej ziemi? A przecież Peter Bosz to wcale nie najgorętsze nazwisko na rynku trenerskim tego lata… Kto wie, być może konflikt z Tuchelem tak mocno dał się we znaki władzom dortmundzkiego klubu, że te postanowiły się oddzielić od jego ery jak najgrubszą kreską. Watzke i spółka nie wzięli najwyraźniej pod uwagę, że uciekając przed jednym „potworem” mogą wpaść w szpony kolejnego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *