10851481152701

Legia Warszawa przystępuje do ostatniego meczu w roku z Górnikiem Łęczna w niezwykle dobrych nastrojach. Za Wojskowymi bowiem bardzo udany okres zwieńczony zwycięstwem ze Sportingiem CP i awansem do 1/16 finału Ligi Europy. Champions League powróciła nad Wisłę po dwudziestu latach przerwy i choć nauka była momentami bolesna, to ostatecznie została przekuta w sukces. Legioniści nie uniknęli również obniżek formy, a początek sezonu w ich wykonaniu należał do katastrofalnych. Podopieczni Besnika Hasiego przegrali w sierpniu choćby z najbliższym rywalem z Lubelszczyzny, co powoduje, że teraz, już pod wodzą Jacka Magiery, chcą się odegrać za tamten wynik. O ostatnich miesiącach w wykonaniu mistrza Polski, a także swoich ulubionych zwyczajach świątecznych na kilka dni przed Wigilią Bożego Narodzenia opowiedział nam Michał Kucharczyk.

Jeszcze w trakcie trwania fazy grupowej Ligi Mistrzów snułeś plany o meczu ze Sportingiem mówiąc, że będzie to starcie o wysoką stawkę i rzeczywiście tak się stało. Skąd takie przeczucie?

Nie rzucałem słów na wiatr, bo wierzyłem w nasze umiejętności i to, że możemy coś osiągnąć w tej grupie. Real i Borussia były drużynami poza naszym zasięgiem, co uniemożliwiło nam walkę o awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale jednak w meczu ze Sportingiem oba zespoły były na równym poziomie. Te dwa spotkania decydowały o tym, który zespół zagra na wiosnę w Lidze Europy, a my okazaliśmy się lepsi.

Champions League w waszym wykonaniu była prawdziwym rollercoasterem. Zdarzyły się szalone mecze z Realem czy Borussią, gdzie traciliście dużo bramek, ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Jakie będziesz miał wspomnienia z tej przygody?

Jestem bardzo zadowolony, a wręcz dumny, bo pilnie uczyliśmy się tej Ligi Mistrzów. Początek nie był dla nas łaskawy, gdyż szybko dostaliśmy lekcję pokory, jednak z każdym meczem nasza gra wyglądała coraz lepiej. Moim zdaniem trzeba być szczęśliwym nawet z wyników na Santiago Bernabéu i w Dortmundzie. Nie staliśmy w szesnastce, bo naszym celem nie było zamurowanie bramki – chcieliśmy grać otwartą piłkę. Może czasem porywaliśmy się z motyką na słońce, ale jeśli nauczymy się grać na wysokim poziomie w ofensywie, a potem dorzucimy do tego aspekty defensywne, to będzie tak, jak pokazaliśmy w ostatnim meczu. Myślę, że jeśli damy radę awansować w kolejnych latach, co jest naszym celem, będziemy jeszcze mocniej dążyć do realizacji marzeń. Najpierw musimy jednak obronić mistrzostwo Polski i na tym się skupiamy.


Gra w Lidze Mistrzów była dla ciebie spełnieniem dziecięcych marzeń?

Gdy byłem młodym chłopakiem, najlepszymi piłkarzami świata byli Zidane czy Brazylijczyk Ronaldo i chciałem zagrać w tamtej Lidze Mistrzów. Teraz mamy już innych bohaterów, ale trafiliśmy na Real Madryt, który również dzisiaj dysponuje pełnym gwiazdozbiorem. Na Bernabéu przez pierwsze 15 minut to my byliśmy lepszą drużyną, potem jednak ofensywa Królewskich się rozkręciła i strzelili nam pięć bramek. Staraliśmy się grać otwartą piłkę, podobnie jak na naszym stadionie, gdzie pokazaliśmy, że można się Realowi przeciwstawić. To też są ludzie, może nieco lepiej wyszkoleni technicznie i szybciej myślący, ale te różnice można czasem zniwelować. Udowodniliśmy, że potrafimy podjąć rękawicę i walczyć z najlepszymi.

Co takiego stało się po przyjściu trenera Magiery, że zaczęliście grać na wysokim poziomie, a wyniki się odmieniły?

Można powiedzieć, że prawdziwy z niego Albus Dumbledore, który odmienił nasz styl gry za pomocą czarodziejskiej różdżki. Kiedyś nie potrafiliśmy dobrze wymienić trzech czy czterech podań i wyjść z własnej połowy pod bramkę przeciwnika, a teraz wygląda to zupełnie inaczej, nawet pod polem karnym rywala. Trener Magiera ma trochę inne podejście w kontaktach indywidualnych, jak i do całego zespołu. Myślę, że tutaj jest różnica między nim a trenerem Hasim. Czujemy się silniejsi mentalnie, przez co na boisku również widać większą pewność.

Cieszysz się na mecze z Ajaxem Amsterdam?

Spokojnie, najpierw musimy wygrać z Górnikiem Łęczna, a potem mamy przerwę zimową. Chodzi o wyłączenie się, zresetowanie i wyrzucenie otoczenia, które nas przytłacza od połowy czerwca. To jest spora sztuka, aby oddzielić tę codzienność, gdy przyjeżdżamy do klubu, potem trenujemy i gramy mecze, a później pojawia się wolny czas, który trzeba odpowiednio wykorzystać.

Będziesz resetował się lepiąc pierogi?

Kuchnia to działka moich rodziców, bo naprawdę świetnie gotują, a ja zajmuję się bardziej rzeczami młodzieżowymi, czyli pakowaniem prezentów i ubieraniem choinki.

Co najbardziej smakuje na świątecznym stole?

Jak mama ugotuje, to wszystko smakuje, jednak jeśli już mam wybierać, to jestem koneserem barszczu czerwonego z uszkami i pierogów.

Przed wami ostatni mecz w roku – z Górnikiem Łęczna. Dodatkowym smaczkiem tego spotkania jest powrót na ławkę trenerską Franciszka Smudy. Podchodzicie do tego meczu jako okazji do rewanżu za to, co wydarzyło się kilka miesięcy temu w Lublinie?

Nie interesowałem się, kto będzie trenerem Górnika Łęczna, ale na pewno chcemy pokazać naszym rywalom, że ich zwycięstwo na początku sezonu było efektem naszej słabej gry i złego przygotowania mentalnego. Teraz sytuacja zupełnie się zmieniła – do każdego meczu podchodzimy jak do najważniejszego w sezonie.

Za wami niezwykle udany rok, jednak już niedługo czekają nowe wyzwania, a najważniejszym będzie oczywiście zdobycie mistrzostwa. Zdajecie sobie sprawę, że jeśli się nie uda, kibice mogą zapomnieć o sukcesach w Europie?

Myślę jednak, że rok 2016 zostanie na długo zapamiętany. Zrobiliśmy na stulecie tego klubu naprawdę dużo, bo przecież zdobyliśmy mistrzostwo, puchar, zagraliśmy w Lidze Mistrzów i wyszliśmy z tej grupy do rozgrywek Ligi Europy. To był niezwykle tłusty okres dla Legii i chcielibyśmy, aby każdy rok był podobny.


Dlaczego więc w nowym, 2017 roku nie pójść za ciosem i wyeliminować Ajax? Myślisz, że jest to realne?

Każdy mówił, że nierealne jest zdobycie bramki w Lidze Mistrzów, ale dzięki naszej wierze i ciężkiej pracy pokazaliśmy, że wszystko jest możliwe. Po Nowym Roku czeka nas okres przygotowawczy do rundy wiosennej i moim zdaniem po dobrej pracy na obozach, jeśli trafimy z formą, Ajax nie będzie miał z nami łatwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *