C9zXwrGXgAAK6Fa

Barcelona nie zdołała powtórzyć spektakularnego wyczynu z rewanżowego meczu z PSG i nie dokonała remontady w starciu z Juventusem. Mistrzowie Hiszpanii bezbramkowo zremisowali z czempionem Italii i po raz drugi z rzędu żegnają się z Ligą Mistrzów na etapie ćwierćfinału. Niesmak pozostaje większy niż przed rokiem, gdyż Duma Katalonii okazała się jedyną drużyną, która na tym etapie rozgrywek nie strzeliła gola. W drugim meczu Monaco nie pozostawiło złudzeń Borussii Dortmund zwyciężając 3:1.

Mistrzowie Włoch przyjeżdżali do stolicy Katalonii ze świadomością, że zaliczka z J Stadium może okazać się niewystarczająca. Podtrzymanie fenomenalnej serii zwycięstw na własnym obiekcie do 22 spotkań nie gwarantowało wszakże Juventusowi, że na Camp Nou nie dojdzie do tego, co wydarzyło się 8 marca. Ponowna remontada w wykonaniu zespołu Luisa Enrique wydawała się jednak misją z gatunku niemożliwych. Statystyki dawały Barcelonie nadzieję, ale żelazna defensywa Bianconerich była przeciwnikiem o wiele trudniejszym niż PSG.


Szkoleniowiec gospodarzy w porównaniu do spotkania w Turynie dokonał dwóch zmian. W miejsce Javiera Mascherano do składu wrócił nieobecny przed tygodniem Sergio Busquets, a na lewej stronie obrony etatowy Jordi Alba zastąpił Francuza Jeremy’ego Mathieu. Massimiliano Allegri po raz kolejny zaufał jedenastce, która w tym sezonie nie zawodzi. Autorzy ubiegłotygodniowego triumfu 3:0 rozpoczęli więc od pierwszej minuty także starcie rewanżowe.


Początek środowej rywalizacji jak żywo przypominał początek rewanżu pomiędzy Barceloną a Paris Saint-Germain. Katalończycy starali się od pierwszego gwizdka holenderskiego arbitra Björna Kuipersa przejąć inicjatywę, ale Juventus nie ustawił się we własnym polu karnym biernie czekając na egzekucję. Słowa Allegriego, który zapowiadał, że jego piłkarze na Camp Nou nie będą myśleć o wypracowanej w stolicy Piemontu przewadze zdawały się znajdować odzwierciedlenie na murawie. Turyńczycy, tak jak w pierwszym meczu, imponowali znakomitym ustawieniem na boisku, przez co gospodarzom ciężko było przedostać się w rejony pola karnego Buffona. Po początkowym fragmencie, w którym dłużej piłkę w posiadaniu miała ekipa Luisa Enrique, do głosu zaczęli dochodzić przyjezdni. Znów aktywny był Juan Cuadrado, który raz po raz wyprowadzał groźne kontry.

Cuadrado vs Barcelona

Pierwszy kwadrans został przez Juventus rozegrany niemalże modelowo. Mistrzowie Italii nie dopuścili praktycznie do żadnej groźnej sytuacji pod własną szesnastką, a sami stwarzali zagrożenie. Mimo że to Duma Katalonii prowadziła grę, brakowało jej pomysłu na sforsowanie szczelnej defensywy dowodzonej przez Chielliniego. Gdy wreszcie przed szansą stanął Messi, koncertowo zepsuł dogodną okazję, po której Barça powinna objąć prowadzenie. Gospodarzom w oczy znów zaczęły zaglądać koszmary ze wszystkich najgorszych spotkań tego sezonu. W grze mistrzów Hiszpanii poza kilkoma zagraniami brakowało dokładności, ale przede wszystkim koncepcji na to, jak dobrze skomasowanych Turyńczyków przełamać. A Stara Dama prezentowała swój futbol, pełen pragmatyzmu i defensywnego kunsztu. W przeciwieństwie do wszystkich innych drużyn, które w tym sezonie Ligi Mistrzów wizytowały Camp Nou, Juventus bez respektu przedzierał się pod bramkę ter Stegena. W zespole „Lucho” z minuty na minutę widać było coraz więcej frustracji przejawiającej się licznymi faulami. Dobrze dysponowani goście radzili sobie nawet z najbardziej przebojowymi akcjami aktywnych Neymara i Messiego. Brazylijczyk niekiedy dwoił się i troił, aby sforsować perfekcyjnie funkcjonującą obronę lidera Serie A, ale gracze Juve pozostawali niezłomni. Duet stoperów Bianconerich wyglądał na pozbawiony układu nerwowego. Chiellini do spółki z Bonuccim skutecznie zarządzali turyńską defensywą, dodatkowo obrzydzając grę Luisowi Suárezowi.



Tuż przed końcem pierwszej połowy nerwy po raz kolejny puściły Neymarowi, który w bezpardonowy sposób sfaulował Miralema Pjanicia, za co otrzymał żółty kartonik. 45 minut upłynęło, Barcelona nie odrobiła nawet trzeciej części strat, a jej poczynania wciąż cechowała bezradność.


Finałowe 45 minut rozpoczęło się dokładnie tak, jak wyglądała cała pierwsza połowa. Piłkę miała Barcelona – głównie za sprawą prowadzącego ją Neymara – i cały czas niewiele z tego nie wynikało.


Hiszpanie starali się o szybsze rozgrywanie akcji, ale nawet jak udawało się wymanewrować obronę Juventusu, Barcelonę zawodziła skuteczność. Enrique po blisko godzinie gry zdecydował się na czwartego napastnika – za Ivana Rakticia na murawie zameldował się Paco Alcácer. W grze gospodarzy nie było jednak widać wiary, że można choć raz pokonać rzadko zatrudnianego tego wieczoru Buffona. Szturmowe ataki Dumy Katalonii z początku drugiej połowy ustały mniej więcej po kwadransie, Włosi zaś wciąż imponowali wyrachowaniem. Niejedna defensywa wobec takiego naporu rywala prędzej czy później upadłaby, ale nie Starej Damy. Drużyna Allegriego wygląda na ekipę stworzoną do bronienia i wyprowadzania kontrataków. Pojedyncze akcje Bianconerich niejednokrotnie były bowiem groźniejsze niż misternie konstruowane natarcia Barcelony. Jedyną rzeczą, która mogła zmartwić szkoleniowca mistrzów Italii była żółta kartka, jaką otrzymał Sami Khedira, wszak oznacza ona, że reprezentant Niemiec nie będzie mógł zagrać w półfinale.

Mimo tego, że wynik na tablicy świetlnej ani drgnął, to Barcelona rozgrywała znacznie lepsze spotkanie niż w Turynie. Rezultat ich działań był jednak taki sam jak przed tygodniem, z tym, że Hiszpanie starali się przynajmniej rozgrywać piłkę w sposób różnorodny. Mankamentem pozostawała skuteczność. Kiedy po jednym z rzutów rożnych nieoczekiwany błąd popełnił Buffon, piłka po strzale Messiego nie chciała wpaść nawet do opustoszałej bramki. Im bliżej gola byli gospodarze, tym większe rozczarowanie ogarniało fanów na Camp Nou. Na drodze do osiągnięcia celu stawał Chiellini, Bonucci albo grający fenomenalne spotkanie w destrukcji Mario Mandžukić. Lwia część strzałów Barçy lądowała po prostu na trybunach za bramką strzeżoną przez legendarnego „Gigiego”. W końcowym kwadransie w polu karnym przeciwnika meldował się regularnie Gerard Piqué, ale także obecność ofensywnie usposobionego stopera Barcelony nie przyniosła pożądanego efektu. Cały dwumecz był potwierdzeniem kunsztu taktycznego Massimiliano Allegriego.



Barcelona logo FC Barcelona 0:0 Juventus FCJuve logo



W drugim półfinale, który z polskiego punktu widzenia wydawał się szczególne interesujący, Monaco pewnie pokonało Borussię Dortmund 3:1 i przypieczętowało czwarty w historii klubu z Księstwa awans do czwórki najlepszych zespołów na Starym Kontynencie. Zarówno Kamil Glik, jak i Łukasz Piszczek rozegrali w swoich zespołach całe spotkanie, ale pierwszoplanowymi postaciami po raz kolejny byli dwaj napastnicy ASM – Kylian Mbappé i Radamel Falcao. Obaj zdobyli po bramce, a trzeciego gola dla Les Rouges et Blancs dołożył rezerwowy Valère Germain. Honoru gości z Zagłębia Ruhry nie uratowała bramka Marco Reusa. Dortmundczycy zaprzepaścili swoje szanse na skuteczny pościg już bardzo słabą pierwszą połową.


Zespoły Allegriego i Jardima nie były tuż po losowaniu faworytami swoich potyczek, ale udowodniły, że liczy się to, co na murawie. Pragmatyczne Juve i ofensywne Monaco dołączyły zatem do dwóch madryckich potentatów i powalczą o udział w wielkim finale w Cardiff!


AS Monaco 3:1 Borussia Dortmund 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *