borussia-dortmund-cropped_pq42m336jia51l4rjy85873tz

Sezon 2017/18 rozpoczął się dla Borussii Dortmund wyśmienicie – od pięciu ligowych zwycięstw z rzędu bez choćby jednego straconego gola. Pod wodzą nowego trenera Żółto-Czarni grali pięknie i wygrywali spektakularnie. Obawy o tempo przyswajania holenderskiej filozofii futbolu przez piłkarzy BVB, których przecież u progu tegorocznej kampanii nie brakowało, szybko odeszły w zapomnienie. Po sześciu kolejkach Peter Bosz mógł się pochwalić najlepszym startem sezonu w historii klubu i najlepszym w historii ligi bilansem bramek na tym etapie rozgrywek. Przełom września i października przyniósł jednak drastyczną zmianę nastrojów w Dortmundzie. W ostatnich tygodniach nawet nie tyle zmianie uległa postawa piłkarzy z Signal Iduna Park, ile splot okoliczności bezlitośnie obnażył mankamenty w grze zespołu, których wcześniej nie sposób było dostrzec.

Borussia rozegrała w tym sezonie 13 oficjalnych spotkań, które można podzielić na dwie grupy: te z rywalami o klasie wyraźnie niższej i te z równorzędnymi lub lepszymi oponentami. W pierwszej grupie znajdzie się dziewięć meczów – z Rielasingen, Wolfsburgiem, Herthą, Freiburgiem, 1. FC Köln, Hamburgerem SV, Borussią Mönchengladbach, Augsburgiem i APOEL-em, z których siedem zakończyło się zwycięstwem Żółto-Czarnych a dwa podziałem punktów. Z bardziej wymagającymi rywalami BVB mierzyła się natomiast czterokrotnie – były to ekipy Bayernu Monachium, Tottenhamu Hotspur, Realu Madryt i RB Lipsk. Wszystkie te mecze podopieczni Petera Bosza zdecydowanie przegrali. Bez cienia wątpliwości nie jest to wyłącznie zbieg okoliczności – Borussia Dortmund nie radzi sobie z rywalami z wyższej półki, a to problem, obok którego holenderski szkoleniowiec nie może przejść obojętnie…


We wspomnianych czterech meczach BVB straciła łącznie aż 11 goli, czyli średnio po 2,75 w każdym. To statystyka sama w sobie nader niepokojąca, zaś w obliczu zaledwie trzech wpuszczonych bramek w pozostałych dziewięciu konfrontacjach okazuje się prawdopodobnie bezkonkurencyjnym numerem jeden wśród problemów, z którymi musi poradzić sobie aktualny opiekun ośmiokrotnych mistrzów Niemiec.


Po wygranym 3:0 meczu z HSV w piątej kolejce Bundesligi Łukasz Piszczek pytany o to, jak jemu i reszcie drużyny udało się tak szybko poprawić grę w defensywie, odpowiedział, że w dużej mierze jest to zasługa… Thomasa Tuchela i Jürgena Kloppa, których filozofie gry łączą się w systemie proponowanym przez Bosza. Wówczas BVB miała za sobą pięć ligowych spotkań bez utraty gola, porażkę w Superpucharze Niemiec (który za Odrą jest bardzo mało prestiżowym trofeum) i przegraną 1:3 na wyjeździe z Tottenhamem, która choć zabolała, to nie wznieciła na Westfalenstadion alarmu, wszak gra Die Schwarzgelben wyglądała dobrze, a przeciwnik był z najwyższej półki.


Świetna prasa klubu z Zagłębia Ruhry zaczęła się psuć pod koniec września – od domowego spotkania z wielkim Realem Madryt. Klasa rywala była niepodważalna, ale Die Borussen mieli podstawy, aby wierzyć w korzystny przebieg tego spotkania. Zwłaszcza, że na własnym stadionie BVB w ostatnich latach była w stanie poradzić sobie dosłownie z każdym. I kilkukrotnie radziła sobie między innymi właśnie z Królewskimi, którzy notabene nigdy wcześniej nie wygrali w Dortmundzie. Porażka 1:3 nie tylko popsuła nastroje miejscowych kibiców, ale również bardzo skomplikowała Żółto-Czarnym kwestię wyjścia z grupy w tegorocznej edycji Champions League.


Kilka dni później Borussia wymęczyła ligowe zwycięstwo nad Augsburgiem, po którym Bosz mówił wprost: „To był nasz najsłabszy mecz w sezonie”. Wtedy nadeszła przerwa na mecze reprezentacji, która miała pomóc dortmundczykom ustabilizować formę, ale zamiast tego przyniosła jeszcze większe kłopoty. W rywalizacji z Czarnogórą urazu nabawił się bowiem Łukasz Piszczek, w związku z czym w westfalskim klubie został tylko jeden zdrowy boczny obrońca.


Pierwszy październikowy mecz ligowy Borussia przegrała, co zabolało tym mocniej, że była to konfrontacja ze znienawidzoną ekipą z Lipska, która na domiar złego dzięki zwycięstwu na Signal Iduna Park mocno zbliżyła się do BVB w ligowej tabeli. Po tym dotkliwym niepowodzeniu Die Schwarzgelben mieli sobie pofolgować w Nikozji, gdzie spodziewano się łatwego triumfu nad APOEL-em. Nic takiego się jednak nie wydarzyło – remis 1:1 w meczu z Cypryjczykami praktycznie wyeliminował Borussię z wiosennych rozgrywek LM.


Lista zarzutów wobec szkoleniowca Borussii jest długa i bardzo konkretna. Co istotne, jeszcze zanim Holender na dobre rozpoczął swoją przygodę z niemiecką piłką, dokładnie te same aspekty trenerskiego rzemiosła wytykano jako jego słabe strony i obawiano się, że błędy, które raziły w grze jego poprzednich drużyn, powieli również w Dortmundzie. Tak się właśnie dzieje na początku bieżącego sezonu. System, którego od dawna kurczowo trzyma się 52-latek to klasyczne 1-4-3-3, z ofensywnie usposobionymi środkowymi pomocnikami grającymi w linii i ultra ofensywną trójką z przodu bazującą na wymienności pozycji i dynamice. Główne założenia filozofii Bosza to agresywny gegenpressing i duża liczba podań, za którą idzie wysokie posiadanie piłki.

Taka taktyka doskonale sprawdzała się w pojedynkach ze słabszymi rywalami – lepiej wyszkoleni, szybsi i bardziej zdyscyplinowani taktycznie piłkarze BVB w większości meczów w Bundeslidze bardzo szybko, zgodnie z życzeniem trenera, odbierała piłkę rywalom i konsekwentnie budowała swoje akcje czekając na odpowiedni moment do przyspieszenia gry. Przynosiło to efekty w postaci spektakularnych zwycięstw, jak choćby z 5:0 z Kolonią, 3:0 z HSV czy 6:1 z Borussią Mönchengladbach.


Nie sposób stwierdzić, czy to naiwność, czy pycha kazały Peterowi Boszowi twierdzić, że z równą skutecznością jego piłkarze będą w stanie odbierać piłkę graczom Realu czy Tottenhamu. Pewnym jest natomiast to, że na wspomniane spotkania Holender nie przygotował żadnego specjalnego pomysłu na grę. Po trzech miesiącach wpajania zawodnikom swojej filozofii uwierzył, iż są oni gotowi, aby zmierzyć się z najlepszym klubem świata uzbrojeni tylko w teorię. Być może trener BVB zadaje sobie teraz pytanie, czy to moc swojej taktyki, czy jakość piłkarzy przecenił w przedmeczowych kalkulacjach. Jednak nawet jeśli w ogóle na to pytanie da się odpowiedzieć, to nie wnosi ono do sprawy niczego nowego. Kluczem jest świadomość, że współczesny futbol wymaga elastyczności. Wiedział o tym Thomas Tuchel, wie Pep Guardiola i pamięta o tym nawet 72-letni Jupp Heynckes. Tymczasem Bosz zdaje się być zbyt mocno zakochany w wykreowanej lata temu w jego ojczyźnie myśli szkoleniowej, aby dostrzec wyzwania, jakie stawia przed trenerami współczesny futbol.


Światełkiem w tunelu dla sympatyków Żółto-Czarnych może być zachowanie trenera w przegranym 2:3 meczu z Lipskiem. W przerwie spotkania, jeszcze przy stanie 1:2, dokonał on ciekawej zmiany, zastępując prawego obrońcę Jeremy’ego Toljana ofensywnie usposobionym skrzydłowym Christianem Pulisiciem. To posunięcie można było odczytać jako przygotowywaną zmianę taktyki, bowiem na murawie pozostało wówczas tylko trzech obrońców, w dodatku nominalnych stoperów. To był pierwszy w tym sezonie sygnał od Petera Bosza, że istnieje jakikolwiek plan B na wypadek niepomyślnego rozwoju boiskowych wydarzeń. Czerwona kartka dla Sokratisa już po dwóch minutach od wznowienia gry po przerwie zmusiła jednak opiekuna dortmundczyków do kolejnych korekt ustawienia, przez co nie mogliśmy dowiedzieć się, jaki wariant taktyczny na drugą odsłonę przygotował były szkoleniowiec Ajaxu.


Być może zatem, pomimo dość zaawansowanego wieku, Peter Bosz w Dortmundzie – mieście znanym jako doskonałe miejsce do szkolenia piłkarzy – sam odkryje nowe sposoby rozumienia piłki i spojrzy na futbol z szerszej perspektywy. Być może bolesne porażki z renomowanymi rywalami dadzą mu do myślenia i Holender choć częściowo zacznie dostosowywać swoją koncepcję gry do specyfiki drużyny, z którą przychodzi się Die Schwarzgelben mierzyć. Pytanie tylko, czy naprawdę działacze BVB, tuż po rozstaniu z wizjonerem pokroju Thomasa Tuchela, jako następcę wymarzyli sobie właśnie 53-latka, który dopiero będzie odkrywał tajniki swojego zawodu…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *