eduardo-da-silva-pikarzem-legii-fot-mateusz-kostrzewa-legiacom_1515067344_7344 (Kopiowanie)

Ledwie rozpoczęło się zimowe okienko transferowe, a Legia Warszawa ogłosiła już trzy transfery. Nie były to jednak wyłącznie uzupełnienia kadry, bowiem wraz z początkiem stycznia do stolicy przyleciał znany Brazylijczyk Eduardo da Silva, który w przeszłości występował z powodzeniem między innymi w Arsenalu czy Szachtarze Donieck. Przez kilka lat był także głównym napastnikiem reprezentacji Chorwacji, ale ostatnio przesiadywał głównie na trybunach stadionu należącego do Atlético Paranaense. Czy piłkarz, który w lutym skończy 35 lat okaże się rzeczywistym wzmocnieniem Wojskowych, a co za tym idzie całej Ekstraklasy?

O tym, czy Eduardo sprawdzi się w zespole mistrza Polski od paru dni głowią się niemal wszyscy dziennikarze w kraju nad Wisłą, słusznie zauważając, że wszystko będzie zależało głównie od tego, jak Brazylijczyk z chorwackim paszportem przepracuje najbliższy miesiąc – czy uda mu się wrócić do odpowiedniej formy fizycznej i czy po prostu będzie mu się chciało. Ci, którzy dobrze znają byłego gwiazdora Dinama Zagrzeb i od dłuższego czasu śledzą jego karierę zapewniają, że zaangażowania na pewno mu nie zabraknie, jednak na niekorzyść doświadczonego atakującego rodem z Rio de Janeiro z pewnością przypada fakt, iż ostatnie spotkanie rozegrał 24 lipca ubiegłego roku, kiedy to pojawił się na murawie w 67. minucie rywalizacji z Ponte Pretą. Od tego czasu popularny „Dudú” męczył się z urazami, które do końca roku nie pozwoliły mu już wybiec na boisko.

Eduardo, oprócz ogromnego doświadczenia, jakie gwarantuje, powinien przede wszystkim istotnie wzmocnić rywalizację w przedniej linii ekipy Wojskowych, gdzie w rundzie jesiennej bardzo mocną pozycję wypracował sobie Jarosław Niezgoda. Wychowanek Wisły Puławy może zresztą bardzo dużo wynieść z gry i treningów z piłkarzem, który jeszcze kilka lat temu biegał po boiskach Premier League i Champions League w koszulce Arsenalu.

Źródło: Read Arsenal
Źródło: Read Arsenal

Nie ma też wątpliwości, że pozyskanie Eduardo to świetny ruch marketingowy, który przyniósł klubowi z Łazienkowskiej rozgłos w całej Europie. Już niedługo drużyna ze stolicy uda się na prestiżowy turniej towarzyski Florida Cup. Jednym z celów tego dalekiego wyjazdu ma być promowanie marki klubu za granicą oraz szukanie nowych kibiców, a posiadanie w kadrze znanego i utytułowanego napastnika z pewnością pomoże w osiągnięciu tych założeń.


Dla sympatyków Ekstraklasy sprowadzenie gracza tego formatu jest wiadomością z kategorii tych wyczekiwanych. W naszej przaśnej lidze niewielu jest bowiem zawodników, którzy poradzili sobie w poważnych rozgrywkach zagranicznych i przez wiele sezonów utrzymywali się tam na powierzchni. Ostatnim takim piłkarzem był Danijel Ljuboja, który nad Wisłą poradził sobie doprawdy znakomicie.


W międzyczasie naszej najwyższej klasy rozgrywkowej nie podbił chociażby Nacho Novo, który już po sześciu miesiącach czmychnął do Hiszpanii, gdzie podpisał kontrakt z SD Huesca, a następnie rozpoczął tułaczkę po klubach, zaczepiając się po drodze między innymi w Szkocji, Anglii czy niższych ligach w Stanach Zjednoczonych. Całkiem dobrze w Wiśle Kraków wyglądał za to Kew Jaliens, a od początku swojej przygody z Lechią Gdańsk przebłyski swoich nieprzeciętnych umiejętności daje Miloš Krasić. Podobnie było z Olivierem Kapo, który w barwach Korony Kielce strzelił co prawda kilka bramek, ale bardzo szybko spakował się i opuścił Polskę.

Nie ma więc reguły, która potwierdzałaby albo zaprzeczała tezie, że zawodnicy z imponującym CV poradzą sobie w polskiej Ekstraklasie. Eduardo, o ile będzie zdrowy, z pewnością nieco wzbogaci naszą ligę, która od lat cierpi na niedobór barwnych osobistości. Tymczasem gracz z przeszłością w Arsenalu, efektownymi bramkami w Premier League czy występami w Lidze Mistrzów może tylko pomóc w podniesieniu jej prestiżu.

Z drugiej strony zasadne wydaje się pytanie, czy Wojskowi, którzy mieli dążyć do odmłodzenia drużyny, nie zboczyli z obranej przez siebie ścieżki, a nowy nabytek nie będzie zabierał minut młodym zawodnikom na czele z Jarosławem Niezgodą, który jesienią kilka razy pokazał się z naprawdę dobrej strony. Sprowadzenie 34-latka z pewnością będzie także niemałym wyzwaniem dla budżetu Legii, gdyż według informacji niektórych mediów Brazylijczyk w swoim ostatnim klubie, Atlético Paranaense, mógł zarabiać około 60-70 tys. $ miesięcznie. W Warszawie aż takich pieniędzy raczej nie dostanie, ale jego uposażenie i tak znajdzie się zapewne w czołówce listy płac stołecznego klubu.

Wszystkie wątpliwości rozwieją się dopiero w momencie, w którym Eduardo da Silva pojawi się na ekstraklasowych boiskach. Wtedy wszelkie komentarze czy analizy bardzo szybko zweryfikują się samoistnie.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *