46-149971290

Jerzy Brzęczek osiągnął cel i na dwie kolejki przed końcem eliminacji wprowadził reprezentację Polski na czwarte z rzędu finały Mistrzostw Europy. Trudno jednak zachłysnąć się tym osiągnięciem, biorąc pod uwagę niską klasę rywali oraz przebieg dotychczasowych meczów. Tym niemniej w naszej drużynie narodowej pojawiło się światełko nadziei, które wznieciła młodzież – najpierw Krystian Bielik, Sebastian Szymański, Dawid Kownacki oraz Przemysław Frankowski, a teraz również Kamil Jóźwiak. Jaką drogą powinna zatem podążyć kadra dowodzona przez 48-letniego szkoleniowca po awansie na EURO 2020?

Nie ma co ukrywać – ostatnie spotkanie z Macedonią Północną Stadionie Narodowym w Warszawie nie należało do tych z gatunku wielkich futbolowych spektaklów. Wspierani przed ponad 52 tysiące fanów gospodarze rozegrali solidne zawody, ale rzeczy do poprawy jest jeszcze mnóstwo. Zalążki ewolucji gry reprezentacji Polski zwiastowały już personalne decyzje Brzęczka, w końcu zdającego się wysłuchać lamentów społeczeństwa. Starcie z przedstawicielem Półwyspu Bałkańskiego powinno upewnić selekcjonera Biało-Czerwonych w przekonaniu, że miejsce na lewej stronie defensywy jest zarezerwowane dla lewonożnego obrońcy. Wyśmiewany do niedawna Reca wreszcie zaprezentował się w narodowych barwach przyzwoicie, a przecież w Rydze na murawę wybiegł także nominalny lewy obrońca – Maciej Rybus. Czy to oznacza definitywne pożegnanie Bartosza Bereszyńskiego z rolą zapchajdziury? Zawodnik Sampdorii, po wielomiesięcznej katordze, wystąpił na swojej optymalnej pozycji, gdzie do tej pory hegemonem w układance Brzęczka był Tomasz Kędziora. Mimo że do piłkarza kijowskiego Dynama nie można było mieć dotychczas większych pretensji, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to właśnie popularny „Bereś” powinien być pierwszym wyborem selekcjonera.


Okazało się również, że podstawowa jedenastka lidera grupy G może obejść się bez irytującego ostatnimi czasy Mateusza Klicha. Jacek Góralski spisał się znów bardzo dobrze w destrukcji, a postawienie na pomocnika Ludogorca pozwoliło dodatkowo uwolnić niedawno objawiony ofensywny potencjał Grzegorza Krychowiaka. To niewątpliwie wybory, które powinny cieszyć reprezentacyjnego kibica. Wygospodarowanie miejsca w pierwszym składzie dla Sebastiana Szymańskiego to kolejna decyzja godna pochwały. Były legionista zaliczył w Rydze asystę, zaś podczas warszawskiej konfrontacji wyglądał na piłkarza, który nie boi się pojedynków i stara się być wszędobylski.

Do rozpoczęcia jubileuszowego turnieju finałowego Mistrzostw Europy pozostało wciąż ponad 200 dni. Dla Jerzego Brzęczka to czas, którego nie można zmarnować. Już w listopadzie będziemy oczekiwać od głównodowodzącego kadrą wypróbowania nowych rozwiązań. Jedno, sprawdzone we wrześniowych meczach, dotyczy potencjalnego piłkarza wyjściowego składu, który może skutecznie obsadzić aż dwie pozycje. Trudno jednak sądzić, by Krystian Bielik, bo o nim mowa, przerwał panowanie Kamila Glika i rozbił coraz bardziej zgrany duet stoperów z Janem Bednarkiem. Zawodnik Derby County to w oczach selekcjonera przede wszystkim defensywny pomocnik niebojący się zainicjować akcji ofensywnej. Czy na horyzoncie widać innych kandydatów gotowych do wskoczenia w reprezentacyjny garnitur?


Problemem, mimo obiecujących występów wspomnianego już Szymańskiego, a także Przemysława Frankowskiego (gol otwierający wynik meczu z Macedonią Północną – przyp. red.), jest obsada skrzydeł. Kamil Grosicki w momencie rozpoczęcia finałów EURO 2020 będzie liczył sobie 32 lata, co dla gracza bazującego głównie na szybkości może mieć spore znaczenie. Dobrze, że sięgnięto znów do młodzieżówki Czesława Michniewicza i zaproszono na zgrupowanie seniorskiej kadry Kamila Jóźwiaka, który już teraz jest jednym z liderów Orląt, a przede wszystkim wyróżniającą się postacią Lecha Poznań.


21-latek to lewoskrzydłowy z wiodącą prawą nogą, a więc wydaje się być idealnym następcą „TurboGrosika”. Jeśli nie wykorzysta swojej szansy, być może odnalazłby się w tej roli bezkompromisowy Przemysław Płacheta, który w Śląsku Wrocław – mimo braku „cyferek” – jest jednym z najbardziej kreatywnych piłkarzy.

Newralgiczną strefą, bez względu na znalezienie nowego rozwiązania z ustawieniem tercetu Góralski – Krychowiak – Zieliński, nadal pozostaje środek pola. Karol Linetty doznał kontuzji i na październikowym zgrupowaniu nie miał nawet okazji powąchać murawy. Od dawna wiadomo jednak, że wychowanek Kolejorza i kadra nie tworzą udanego małżeństwa. Pochodzący ze Żnina pomocnik nie zaliczył w narodowych barwach spektakularnego spotkania ani za kadencji Nawałki, ani podczas panowania Brzęczka.


Alternatywę w osobie Damiana Szymańskiego powoli można odesłać w niepamięć. Martwi natomiast brak minut Szymona Żurkowskiego, który w barwach Fiorentiny zaledwie dwukrotnie pojawiał się na boisku w rozgrywkach Serie A, nie zaliczając przy tym imponującego czasu gry. Ta sama obawa dotyczy Patryka Dziczka, który z kandydata do gry w kadrze A stał się piłkarzem kwestionowanym nawet w młodzieżówce. Wypożyczenie z Lazio do występującej na zapleczu włoskiej elity Salernitany nie przysporzyło bynajmniej aktualnemu mistrzowi Polski większej liczby szans na zaprezentowanie swojego niemałego potencjału, a dodatkowo przydarzył mu się uraz.


Wydaje się, że październikowe boje eliminacyjne dały też odpowiedź, jaki system będzie tym docelowym dla reprezentacji Brzęczka. Po miotaniu się z grą w ustawieniu 1-4-3-3, miłymi początkami przy próbie powrotu do 1-4-4-2, najbardziej optymalnym zdaje się być 1-4-2-3-1, de facto bardziej przypominające 1-4-5-1. Czy miejsce na boisku dla jednej klasycznej „dziewiątki” w owym wariancie oznacza, że selekcjoner kurczowo będzie trzymał się koncepcji powoływania jedynie trzech snajperów? Do czerwca jeszcze sporo może się zmienić, ale póki co hierarchia w ataku drużyny narodowej jest zabetonowana. Jeśli jednak los wymógłby na Brzęczku wysłanie zaproszenia dla dodatkowego napastnika, znalazłoby się kilku kandydatów, którzy niebawem powinni zacząć pukać do reprezentacyjnych drzwi. Adam Buksa dostał już premierowe powołanie, ale nadal nie zaliczył debiutu w seniorskiej kadrze. Atakujący Pogoni Szczecin, aktualnego lidera Ekstraklasy, będzie chciał przekroczyć barierę dwudziestu ligowych trafień, choć i to może nie wystarczyć do wywalczenia biletu na przyszłoroczny turniej. Z kolei 22-letni Karol Świderski zaczyna wyrabiać sobie solidną markę grając regularnie w greckim PAOK-u, ale to wciąż okazuje się za mało.


Reprezentacja Polski zrobiła nieznaczny krok w przód, ale do bram raju jeszcze bardzo daleko. Nie łudźmy się, że w czerwcu nasze „Orły” oczarują cały kontynent wspaniałym, widowiskowym futbolem. Ta drużyna nie będzie grała efektownie, zresztą ewidentnie nie o to chodzi Brzęczkowi. Selekcjoner konsekwentnie brnie swoją drogą, która powoli zaczyna prowadzić do jakiegoś celu (uporczywe stawianie na Recę, szansa dla Szymańskiego). Póki co trudno wyrokować, czy szczytem możliwości tej grupy ludzi będzie faza grupowa Mistrzostw Europy, czy może coś więcej. Stopniowy dopływ świeżej krwi może w jego osiągnięciu wydatnie pomóc. W przeciwnym razie nasza kadra będzie jak mickiewiczowska „lawa”. Aby do tego nie dopuścić, były opiekun płockiej Wisły musi sam stać się „sterem, żeglarzem i okrętem” i jako prawdziwy wódz poprowadzić swój zespół ku nowej, lepszej zmianie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *