Tom Davies

W świecie futbolu, w którym liczy się już tylko pieniądz, a doniesienia o kolejnych milionowych transferach do Chin zalewają nas jak śnieżna lawina zlęknionych alpinistów, takie historie są niczym miód na serce. Młody wychowanek od najmłodszych lat marzący o występie w koszulce z ukochanym herbem na sercu, choćby za czapkę gruszek, oraz wiwatujący na jego cześć kibice, którzy od razu widzą w nim nowego bohatera. Wielu dzieciaków na Goodison Park mogło zawołać w niedzielne popołudnie do swoich ojców: „Spójrz, tato! To Tom! Kiedyś ukradł mi lizaka!”. Tym łobuziakiem jest Tom Davies, chłopak z sąsiedztwa, który swoją postawą wbił w siedzenie samego Pepa Guardiolę, a przy okazji udowodnił, że stawianie na młodzież może być najskuteczniejszą formą wyjścia z kryzysu.

15 stycznia 2017 – ta data zostanie na długo zapamiętana przez wszystkich fanów Evertonu, ale przede wszystkim stanie się szczególną dla Toma Daviesa i Ademoli Lookmana. Dwaj nastoletni strzelcy goli dla The Toffees w sumie są młodsi od najstarszego gracza Premier League Shaya Givena (!), lecz już zdążyli poważnie zaleźć za skórę obrońcom wielkiego Manchesteru City.

Wielkie słowa uznania wzbudziła zwłaszcza postawa tego pierwszego, dla którego niedzielny szlagier Premier League był dopiero trzecim meczem ligowym w wyjściowym składzie. 18-latek dzielił i rządził w środku pola przyprawiając o wstyd znacznie bardziej doświadczonych rywali, jak Yaya Touré czy Kevin de Bruyne.

„Spełniłem swoje marzenie i nadal jestem niezwykle podekscytowany. Tak będzie pewnie jeszcze przez najbliższe godziny, dopóki nie porozmawiam z rodziną oraz przyjaciółmi. Dostałem dobre podanie od Rossa Barkleya i na szczęście potrafiłem to wykorzystać. Dla mnie obecność w pierwszej drużynie Evertonu nadal jest jak sen, a to, co dzisiaj zrobiliśmy, było czymś fantastycznym! Granie przeciwko takiemu piłkarzowi jak Touré było trudnym testem, ale teraz już wiem, że jeśli będę ciężko pracował, mogę osiągnąć ten poziom”Tom Davies

Davies zasłużenie odebrał po spotkaniu z Obywatelami nagrodę dla najlepszego zawodnika meczu, a co ciekawe, nie było to jego pierwsze takie wyróżnienie karierze. Angielski pomocnik został wyróżniony także po ostatnim spotkaniu poprzedniego sezonu, gdy Everton wygrał u siebie z Norwich 3:0. Dla Daviesa był to premierowy występ w wyjściowym składzie The Toffees pod okiem tymczasowego menedżera Davida Unswortha, który zastąpił zwolnionego kilka dni wcześniej Roberto Martíneza. Oficjalny debiut wychowanek klubu z Goodison Park zaliczył jednak jeszcze pod okiem Hiszpana w kwietniu 2016 roku, gdy pojawił się z ławki rezerwowych na osiem minut w zremisowanym starciu z Southamptonem.

Zanim jednak Davies znalazł uznanie wśród trenerów pierwszego zespołu, musiał przebyć długą drogę przebijając się przez drużyny juniorskie Evertonu. Chociaż jego pierwszym klubem było pobliskie Tranmere Rovers, nikt nie miał wątpliwości, że przyszłość urodzonego w Liverpoolu zawodnika będzie związana z The Toffees. W końcu jego wujkiem jest również wychowanek Evertonu, ale przede wszystkim mistrz Anglii z 1970 roku w barwach klubu z niebieskiej części Merseyside – Alan Whittle. 66-latek w ciągu pięciu lat gry w ekipie z Goodison zagrał w 74 spotkaniach i strzelił 21 bramek. Teraz może z dumą podziwiać występy kuzyna, którego znakiem rozpoznawczym, poza walecznością i sercem do gry, staje się bujna blond-czupryna, a także opuszczone niemal do kostek getry. Taki wygląd bardziej pasowałby właśnie do piłkarza z lat 70., jednak Davies nie zamierza przejmować się tym, że jest nieco staroświecki.

„To po prostu ja – zawsze grałem w ten sposób. Najważniejsze, aby na boisku czuć się wygodnie i być wyluzowanym. Dla mnie jest to najlepsza droga. Wtedy pokazuję, wszystko co potrafię – tak jak przeciwko City”

W wieku 11 lat pomocnik dołączył do akademii Evertonu, ale jednocześnie występował w szkolnej drużynie, gdzie na swojej drodze spotkał trenera Carla Gilesa. Według niego, pogromca marzeń Manchesteru City o tytule mistrzowskim już wtedy zapowiadał się na klasowego piłkarza.

„Trenowałem Toma w sezonie 2008-09, gdy miał trzynaście lat. Był niezwykle ważnym członkiem mojej drużyny i niesamowicie przykładał się do gry. Zawsze wiedziałem, że da z siebie wszystko. W meczu przeciwko Manchesterowi zaprezentował się wyśmienicie – chyba każdy widział, jakim jest inteligentnym graczem. Umiał odnaleźć się na boisku, a przy tym nie widać u niego gwiazdorskich manier. Wszyscy trenerzy go lubili”

Z każdym meczem na szkolnym boisku Davies coraz lepiej poznawał lokalną społeczność, choć w tamtych czasach nie było to akurat na rękę klubowym akademiom. Jak wspomina Giles, właściwie tylko dzięki uporowi Toma oraz jego rodziców utalentowany piłkarz mógł pozostać w drużynie The Toffees na kilka następnych lat.

„Teraz sytuacja się zmienia, ale wtedy akademie nie chciały słyszeć o grze swoich zawodników w szkolnych rozgrywkach. Rodzice i Tom chcieli jednak, aby również pozostał z nami. Moim zdaniem dzięki temu możesz rozwinąć się nie tylko piłkarsko, ale również jako człowiek. W akademiach wszystko jest nakierowane na rozwój gracza, a wyniki nie są aż tak ważne. W drużynach szkolnych rywalizacja jest jednak spora i młody piłkarz może przeżywać pierwsze zwycięstwa czy zasmakować goryczy porażki. Davies zawsze pozytywnie odnosił się do gry ze swoimi kolegami. Miał na nich duży wpływ, był przywódcą na boisku”

Davies od zawsze wyróżniał się dojrzałością w grze oraz dużą pewnością siebie. W czasach, gdy angielska kadra cierpi na brak wyraźnych, charyzmatycznych liderów, wychowanek Evertonu jest światełkiem w tunelu. Był kapitanem młodzieżówek do lat 16 i 17, a obecnie nosi opaskę w drużynie U-19. Mistrzostwa Świata U-17 w 2015 roku w Chile były dużym zawodem dla młodych Anglików, gdyż nie udało się choćby wyjść z grupy. Ówczesny selekcjoner Neil Dewsnip wspomina jednak pewną sytuację, która idealnym przykładem silnego charakteru Daviesa.

„Przed mistrzostwami graliśmy w Santiago sparing z gospodarzami. Na trybunach było piętnaście tysięcy ludzi, a po 90. minutach i dogrywce umówiliśmy się, że wynik rozstrzygniemy w rzutach karnych. Do piłki pierwszy podszedł Tom. Mimo ogłuszających gwizdów chilijskich fanów, pewnie kopnął piłkę pod poprzeczkę i odwrócił się ze spokojną miną, jakby chciał powiedzieć: o co ten cały hałas?”

Do debiutu w seniorskiej reprezentacji na pewno jeszcze daleka droga, jednak pierwszy trening z dorosłą kadrą Trzech Lwów Davies ma już za sobą. Podczas październikowych przygotowań do chilijskich mistrzostw w ośrodku treningowym Świętego Jerzego treningi odbywała równolegle ekipa Roya Hodgsona, którą czekały eliminacyjne mecze do EURO 2016 z Estonią i Litwą. Przed jednymi z zajęć asystent byłego selekcjonera Gary Neville poprosił Dewsnipa o wskazanie jednego ze swoich podopiecznych, który mógłby pojawić się na treningu Synów Albionu. Ten bez większych wahań wskazał na kapitana.


„Właśnie wracałem ze śniadania, gdy koledzy powiedzieli mi, że trener chce ze mną porozmawiać. Odnalazłem go, a ten zakomunikował mi, że dzisiaj trenuję z pierwszą kadrą. Totalnie się tego nie spodziewałem! Trochę się denerwowałem, ale nie miałem zbyt dużo czasu, aby nad tym rozmyślać. Ross [Barkley – red.] wprowadził mnie do ekipy i niezwykle mi pomógł. Udało mi się nawet strzelić dwa gole, a na skrzydłach w mojej drużynie biegali Raheem Sterling oraz Alex-Oxlade Chamberlain. Trening z takimi piłkarzami to czysta przyjemność, a także niezwykłe doświadczenie”

Tom Davies

Davies nie przestraszył się sławnego towarzystwa i zaprezentował się poprawnie, a jego kariera nabrała właściwego rozpędu. Kilka miesięcy później Anglik zadebiutował w pierwszej drużynie, a latem podpisał nowy, pięcioletni kontrakt z Evertonem. 18-letni pomocnik to kolejna perełka w akademii The Toffees, która od lat szczyci się znakomitymi wychowankami. To stąd przecież do Manchesteru United ruszył Wayne Rooney, a nie wolno zapominać również o najmłodszym strzelcu gola w historii angielskiej ekstraklasy Jamesie Vaughanie czy liderze obecnego zespołu Rossie Barkleyu. Niedzielne trafienia Daviesa i Lookmana pozwoliły Evertonowi wyrównać wynik Arsenalu w liczbie nastolatków, którzy strzelali gole w Premier League – teraz jest ich już siedemnastu.

W tym sezonie nie tylko przykład Daviesa pokazuje, że Ronald Koeman korzysta z młodych zawodników garściami. Przeciwko The Citizens futbol z głowy ofensywnym gwiazdom gości z Manchesteru wybijał przecież 20-letni Mason Holgate, a kontuzjowany jest obecnie 19-letni Dominic Calvert-Lewin, który przed odniesieniem urazu również zdążył zademonstrować swój spory talent. Młodzi piłkarze cieszą się na tyle dużym zaufaniem Holendra, że w ostatnim meczu szkoleniowiec Evertonu nie wahał się posadzić na ławce kapitana Phila Jagielki, reprezentanta Irlandii Jamesa McCarthy’ego czy sprowadzonego za ponad 20 mln £ Morgana Schneiderlina.


Osobną historią jest przypadek strzelca ostatniej bramki dobijającej gwóźdź do trumny zespołu Guardioli, bowiem za usługi Ademoli Lookmana The Toffees musieli tej zimy solidnie zapłacić. 19-letni Anglik przybył na Goodison Park z Charltonu Athletic i kosztował 11 mln £, co na pierwszy rzut oka wydaje się sporą sumą. Po jego pierwszym meczu w angielskiej ekstraklasie można jednak stwierdzić, że na razie działacze Evertonu dalecy są od popełnienia transferowego Waterloo. Co ciekawe, właśnie taką nazwę nosił pierwszy klub w karierze Lookmana i nie była to wcale drużyna z belgijskiego miasta. Młodzieżowy zespół ma swoją siedzibę w Londynie, gdzie na jednym z meczów napastnik został wypatrzony przez działaczy Charltonu. W tym sezonie zaliczył w barwach The Addicks 21 występów i strzelił 5 bramek, choć do ekipy z The Valley dołaczył już w poprzednich rozgrywkach, gdy ta rywalizowała jeszcze w Championship.


Po niezwykle udanym początku sezonu podopieczni Koemana nieco spuścili z tonu i dopiero ostatnie tygodnie znów dają powody do optymizmu na Goodison Park. The Toffees nadal mogą włączyć się do walki o czołowe lokaty, a to wszystko dzięki postawie młodych zawodników odważnie wprowadzanych przez holenderskiego szkoleniowca. Fani z niebieskiej części Liverpoolu są zachwyceni i po takim meczu jak przeciwko Manchesterowi City będą w stanie wiele wybaczyć w przyszłości młodemu Daviesowi. 18-latek twardo stąpa jednak po ziemi i nie zamierza się zatrzymywać, gdyż mimo wszystko utrzymanie na stałe miejsca w podstawowym składzie będzie niezwykle trudnym zadaniem – przecież nikt nie płacił grubych milionów za Schneiderlina, aby w dłuższej perspektywie Francuz siedział na ławce rezerwowych. Zadziorny blondyn na pewno jednak nie złoży broni, co sprawia, że Koeman może mieć za chwilę w środku pola niezwykły kłopot bogactwa. Niedługo z Pucharu Narodów Afryki wróci boweim Idrissa Gueye, na którego nieobecności również skorzystał bohater meczu z City.

„Gdzie ci mężczyźni?!” – śpiewała kiedyś Danuta Rinn. Jeden właśnie powoli wkracza w dorosły świat na Goodison Park, a może już wkrótce poważnie zapuka do bram reprezentacji. Idolami Daviesa są Andrés Iniesta i Sergio Busquets. Młodemu Anglikowi szczególnie imponuje ich wizja gry oraz panowanie nad piłką. Jeżeli jego rozwój będzie przebiegał prawidłowo, może kiedyś sam trafi do Barcelony, lecz teraz skupia się na walce z Evertonem o powrót do europejskich pucharów. Z taką młodzieżą na pewno wiele rzeczy będzie dla Ronalda Koemana łatwiejszych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *