2017-05-04_149390656210

Poprzedni sezon na KCOM Stadium okazał się być wielkim rozczarowaniem. Mimo słabej postawy pod wodzą Mike’a Phelana, przybycie do klubu z północnej Anglii Marco Silvy tchnęło w Tygrysy nowe życie. Po kilku głośniejszych ryknięciach Hull City znów zmieniło się jednak w drużynę niegroźną, a co najważniejsze niezdolną do utrzymania. Czy ekipa Kamila Grosickiego ma szansę na szybki powrót do elity i wreszcie czy Polak może zameldować się w Premier League szybciej niż zrobi to jego aktualna drużyna?

Pomimo spadku akcje Marco Silvy na KCOM Stadium stały wysoko. Na tyle wysoko, że rodzina Pozzo z otwartymi ramionami powitała Portugalczyka na Vicarage Road. Gino Pozzo, właściciel Szerszeni, sięgnął po szkoleniowca, którego zespół prezentował ładny dla oka futbol, gdyż był zmęczony pragmatycznym i nie zawsze skutecznym pomysłem na prowadzenie drużyny proponowanym przez Waltera Mazzariego. Silva mimo degradacji pozostanie zatem w Premier League na kolejny sezon (przynajmniej do momentu, gdy ekscentryczny włoski właściciel go nie zwolni). O całym zamieszaniu wokół ekipy Watfordu możecie przeczytać w oddzielnym artykule.

Na KCOM Stadium nastał czas Leonida Slutskiego. 46-letni Rosjanin, który w przeszłości pracował w CSKA Moskwa czy reprezentacji Rosji, 9 czerwca podpisał umowę z Tygrysami.

19693554_10154795952374537_9052095216753628027_o

Już od początku pracy w Hull Slutsky musi się jednak zmagać z poważnymi problemami. 13,7 mln € to pokaźna suma, ale odejście Harry’ego Maguire’a stanowi bolesny cios dla defensywy The Tigers (w zbliżającym się sezonie stoper będzie bronił barw Leicester City – przyp. red.), podobnie jak przejście Curtisa Davisa do Derby County. Z kolei skrzydłowy Shaun Maloney nie przedłużył wygasającego w czerwcu kontraktu i odszedł z klubu na zasadzie wolnego transferu. Co gorsza, kolejnych czterech ważnych zawodników musiało opuścić Hull, bowiem kończył im się okres wypożyczenia. I o ile odejście Mbokaniego nie należy traktować w kategoriach osłabienia (Kongijczyk zdobył jednego gola… w dodatku samobójczego), o tyle utrata Ranocchii, N’Diaye’a czy Elabdellaouiego mogą okazać się poważnymi wyrwami. Do niedawna wydawało się, że do tego grona dołączy także Kamil Grosicki.


Polski skrzydłowy w poprzednim sezonie spełnił swoje marzenie i zagrał w Premier League. „Grosik” spędził na murawach angielskiej elity ponad 1000 minut i mimo, iż w żadnym z 15 spotkań nie zdobył bramki, to może się poszczycić pięcioma asystami i naprawdę przyzwoitą grą. Po spadku Tygrysów spekulowano, że pochodzący ze Szczecina skrzydłowy będzie jedną z tych postaci, które bez trudu znajdą zatrudnienie w Premier League. Należy jednak pamiętać, że Grosicki ma wciąż trzy lata kontraktu na KCOM Stadium. Media na Wyspach podawały, że 50-krotny reprezentant Biało-Czerwonych ma szansę trafić do Watfordu, gdzie pracę zaczyna Marco Silva, który sprowadzał Kamila do Anglii. Choć wszyscy w Hull chcieliby zapewne, aby „TurboGrosik” został na KCOM, to należy pamiętać o deklaracji władz klubu, które zawodnikom sprowadzanym w sierpniu zapowiedziały, że w przypadku spadku z Premier League nie będą mieli żadnych przeszkód z opuszczeniem drużyny.


9,5 mln £, jakie skłonne były wydać Watford i Newcastle, to jednak zbyt mało dla władz Hull City. Działacze Tygrysów mają zamiar odzyskać fundusze, jakie zainwestowały w Polaka (9 mln z tytułu transferu, 45 tys. € tygodniówki – przyp. red.). Wciąż nie milkną jednak echa ewentualnego transferu do innych klubów Premier League: Crystal Palace, West Bromwich czy West Hamu. I o ile przybycie na Selhurst Park nie musiałoby oznaczać gry w pierwszym składzie (silna pozycja Wilfreda Zahy – dod. red.), o tyle The Hawthorns czy Olympic Stadium wydają się być miejscami optymalnymi dla „Grosika”. The Baggies pod wodzą Tony’ego Pulisa zanotowali znakomity sezon 2016/17, a ich głównym założeniem jest gra z kontrataku. W West Bromie, dzięki taktyce niedocenianego walijskiego szkoleniowca, wypromował się chociażby Matt Phillips mający za sobą udane ubiegłe rozgrywki. West Ham po odejściu Dimitriego Payeta wciąż szuka natomiast zawodnika, który byłby w stanie przywrócić blask zespołowi Młotów. Slaven Bilić chce grać ofensywnie, a Grosicki idealnie wpisywałby się w szaloną drużynę równie szalonego menedżera. Polak jest jednak przygotowany na każdą ewentualność, nawet na pozostanie w Championship.


Nadal otwarta pozostaje kwestia przenosin do Bournemouth, wszak klub Artura Boruca również zgłaszał aspiracje sięgnięcia po skrzydłowego kadry Adama Nawałki. Alternatywą pozostaje jeszcze Bundesliga. Jak wiadomo, agent Grosickiego Felix Roth to Niemiec, dlatego w kontekście gry Kamila za naszą zachodnią granicą wymieniało się między innymi Herthę Berlin (Roth umieścił tam już swoich dwóch skrzydłowych – Genkiego Haraguchiego i Hosogaia – przyp. red.).


Trudno jednak dziwić się determinacji Hull City, a w szczególności kibiców tego klubu, którzy chcą, by Grosicki został w ich drużynie. Slutsky stracił już niemal połowę składu, a odejście jednego z najlepszych zawodników poprzedniego sezonu dodatkowo zaburzyłoby okres przygotowawczy The Tigers. Rosjanin co prawda monitoruje rynek transferowy, ale póki co, poza wypożyczonym z Chelsea Olą Ainą, nie dokonał żadnego wzmocnienia. Prorokuje się, że 46-latek będzie chciał ściągnąć na KCOM Stadium kilku rodaków, ale nie będą oni gwarancją jakości w wymagającej i piekielnie długiej Championship. Grosicki udowodnił swoją wartość w rundzie wiosennej i z pewnością pokazał, że prezentuje poziom uprawniający go do gry w angielskiej ekstraklasie.

Kluczowe jednak jest to, że choć zainteresowanych byłą gwiazdą Jagiellonii Białystok jest wiele klubów, to do Hull wciąż nie wpłynęła żadna oficjalna oferta kupna polskiego skrzydłowego! Jest to o tyle zastanawiające, że Grosicki, jak na brytyjskie realia, jest dość tanim piłkarzem. 9-11 mln £ wydaje się być okazyjną, wręcz promocyjną ceną za gracza klasy europejskiej gwarantującego określony poziom. Choć do końca okienka transferowego pozostało jeszcze półtora miesiąca, to Polak z pewnością chciałby, by jego przyszłość wyklarowała się wcześniej. Powtórka z 31 sierpnia 2016 z pewnością nie byłaby mile widziana. Wówczas od bram Premier League dzieliły go dwa, góra trzy stopnie. Kiedy już w styczniu wdrapał się na szczyt marzeń polskiego i nie tylko piłkarza, został wraz ze swoją drużyną z elity pogoniony. Determinacja „TurboGrosika” nie zna jednak granic i wygląda na to, że prędzej czy później wychowanek Pogoni zagra jeszcze w Premier League. Zwłaszcza, że z jego pozyskania cały czas nie rezygnuje były opiekun…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *