a10351526846086

Chociaż wszystko wskazywało na taki rozwój wydarzeń już od kilku dni, to dopiero w poniedziałek byłemu asystentowi Romeo Jozaka oficjalnie powierzono misję dalszego prowadzenia mistrza Polski. Cała historia ma jeden wątek pozytywny – działaczom Wojskowych udało się znaleźć nowego opiekuna szybciej niż sternikom Realu Madryt, niemniej jednak od dłuższego czasu poszukiwania te przypominały farsę. Chorwat doprowadził rozbity zespół do tytułu najlepszej klubowej ekipy nad Wisłą, a także sięgnął po Puchar Polski, a mimo tego lista jego potencjalnych następców była dłuższa od zer wpływających co miesiąc na konto Artura Jędrzejczyka. Ostatecznie, gdy wszystkie możliwe opcje nie wypaliły, zdecydowano się pozostawić Deana Klafuricia na stanowisku, co po raz kolejny dobitnie pokazało, że ostatnią rzeczą, na którą może liczyć trener w Polsce, jest nie regularna wypłata czy pozytywne usposobienie właściciela, ale właśnie szacunek.

Warto wrócić na chwilę do początku związku Klafuricia z Legią. Pozbawiona ambicji i woli walki drużyna zdecydowanym krokiem zmierzała nie ku kolejnemu mistrzostwu, ale co najwyżej miejscu dającemu prawo startu w kwalifikacjach Ligi Europy. Z tego względu przy Łazienkowskiej zakończona została skazana od samego początku na porażkę i pozbawiona jakiegokolwiek sensu współpraca z Romeo Jozakiem.

Oczekiwane przez wszystkich nowe otwarcie nie nastąpiło. Misję dokończenia sezonu powierzono bowiem głównemu współpracownikowi 45-letniego szkoleniowca, który również miał znikome, niczym pozostałości w budżecie Legii po udziale w Lidze Mistrzów, doświadczenie na ławce trenerskiej.

Sytuacja kryzysowa w stołecznym klubie pokryła się niemal idealnie z wysoką dyspozycją Lecha Poznań, zatem tylko wyjątkowy optymista mógł spodziewać się wtedy pozytywnego zakończenia. Wbrew wszystkim przeciwnościom niedoświadczony menedżer zdołał jednak wprowadzić zespół Wojskowych na zwycięską ścieżkę i ostatecznie uzupełnił klubową gablotę o kolejne dwa trofea.

Źródło: legia.com
Źródło: legia.com

Co w takim przypadku powinien zrobić rozsądnie postępujący właściciel? Wyjścia są dwa: jak najszybsze ogłoszenie, że tymczasowy opiekun dostaje nową umowę i pełny etap na przygotowanie drużyny do kolejnych rozgrywek albo podziękowanie za wykonaną pracę połączone z rozstaniem. Tymczasem Dariusz Mioduski zdecydował się na trzecią opcję: trzymanie Klafuricia w niepewności, przy otwartych pertraktacjach z jego potencjalnymi współpracownikami.


Czy Chorwat rzeczywiście nie zasłużył choćby na odrobinę szacunku? Skoro ostatecznie włodarze Legii przekonali się do jego warsztatu i wizji na przyszłość, to dlaczego podpisanie umowy nie nastąpiło już następnego dnia po zakończeniu sezonu? Trudno uwierzyć w słowa prezesa, że do podjęcia decyzji nie skłoniły go wyniki, lecz bezpośrednie spotkania ze szkoleniowcem…

„Dean Klafurić przejął Legię w trudnym momencie i doprowadził nas do zdobycia Mistrzostwa i Pucharu Polski  Mieliśmy okazję poznać jego styl działania, umiejętności taktyczne, a także sposób pracy z drużyną, którą już dobrze zna i z którą ma dobry kontakt. To wszystko sprawiło, że był jednym z kandydatów na trenera Legii w kolejnym sezonie. Żeby nim zostać, musiał nas jeszcze przekonać, że ma plan rozwoju tej drużyny, zgodny z naszymi możliwościami i oczekiwaniami, a także spójny z wizją rozwoju klubu. Mieliśmy kilku kandydatów, z którymi odbyliśmy zaawansowane rozmowy, ale po ostatnich spotkaniach z Deanem podjęliśmy decyzję, że to on zostanie trenerem Legii w przyszłym sezonie.”

Dariusz Mioduski na oficjalnej konferencji prasowej

To wszystko świadczy nie tylko o niskich pokładach empatii przy Łazienkowskiej 3, ale także o braku jakiejkolwiek poważnej wizji czy przyszłościowego myślenia. Co stałoby się w momencie, gdyby Klafurić okazał znużenie kilkutygodniowym oczekiwaniem i zdecydował się na przyjęcie innej oferty?

Oczywiście trzeba wyraźnie zauważyć, że Chorwat nie jest trenerem idealnym dla aktualnego zdobywcy podwójnej korony na krajowym podwórku. Trudno nie odnieść wrażenia, że klub o tak mocarstwowych planach i mimo wszystko pokaźnych możliwościach finansowych zasługuje na szkoleniowca z nieco wyższej półki, o uznanej renomie na rynku. Takich kandydatów jednak nie wymieniano w kontekście objęcia Wojskowych, a przy całym szacunku dla dorobku Jerzego Brzęczka w Płocku, trudno było traktować byłego reprezentanta Polski, chociażby z racji wcześniejszych pozycji w trenerskim CV, za bardziej uzasadniony wybór.


Nominacja dla Deana Klafuricia to z całą pewnością ogromna zagadka. Do tej pory niczym król Midas zamieniał wszystko co dotknął w złoto, miał już okazję poznać zespół i nie zanotował ani jednej porażki. Ponadto niezwykle umiejętnie skompletował swój sztab, wprowadzając do niego zaledwie 30-letniego, ale niezwykle szanowanego w swojej ojczyźnie Ivana Preleca.


Stary-nowy trener Legii nie szczędził mu komplementów na wtorkowej konferencji prasowej, zaznaczając przy tym, że członkiem jego „drużyny” dalej będzie Aleksandar Vuković.

„Jestem bardzo zadowolony ze sztabu, którym dysponuję. Mamy nie tylko najlepszych piłkarzy, ale też szkoleniowców. Dzięki temu moja praca staje się łatwiejsza. Aleksandar Vuković w dalszym ciągu będzie moim asystentem. Ivan Prelec to prawdopodobnie jeden z najlepszych młodych trenerów w Europie – znam go doskonale i cieszę się, że będę mógł z nim współpracować. To świetny człowiek, z odpowiednim charakterem. W zespole będzie pełnił funkcję asystenta pierwszego trenera.”

Dean Klafurić podczas wtorkowego spotkania z dziennikarzami

Druga strona medalu jest jednak znacznie mniej optymistyczna, nie tylko dlatego, że przyjście asystenta może się wiązać z powrotem Michała Masłowskiego. Prędzej czy później braki Klafuricia w doświadczeniu wypłyną na powierzchnię, co może się okazać kluczowe przy gaszeniu pierwszego pożaru. A to, w połączeniu z brakiem jakiekolwiek stabilizacji, o czym przekonali się już Magiera, Hasi, czy Jozak, może się okazać dość wybuchową mieszanką.


Nie będzie wiec żadnym zaskoczeniem, że wśród notowań bukmacherów największą popularnością cieszy się kurs wieszczący, że urodzony w Zagrzebiu trener zakończy swoją misję już podczas jednej z jesiennych przerw reprezentacyjnych. Na samym początku będzie mógł jeszcze liczyć, mimo zaskakująco długiego procesu rekrutacyjnego, na wsparcie prezesa i kibiców, ale spotka się także z ich strony ze sporymi oczekiwaniami. Nikt w stołecznym klubie nie zamierza przecież ukrywać, że kolejny rok bez gry w fazie grupowej europejskich pucharów będzie prawdziwą katastrofą, nie tylko pod względem sportowym, ale przede wszystkim finansowym.

Do realizacji tego celu niezbędne jest jednak znaczne przewietrzenie warszawskiej szatni, bo trudno liczyć na awans chociażby do Ligi Europy, jeśli ciężar rozgrywania akcji ofensywnych dalej będzie spoczywał głównie na barkach Miroslava Radovicia czy Michała Kucharczyka. Zwłaszcza, że Chorwat zapowiadał już na konferencji prasowej, iż jego podopieczni będą się charakteryzować widowiskowym stylem gry.

Pomocną dłoń, zapewne całkiem nieświadomie, wyciągnął jednak w kierunku Klafuricia Adam Nawałka, skreślając z ostatecznej kadry na mistrzostwa świata dwóch jego podopiecznych: Sebastiana Szymańskiego i Krzysztofa Mączyńskiego. Obaj pomocnicy nie tylko spędzą w klubie cały okres przygotowawczy, ale pomogą Wojskowym już podczas walki na pierwszych szczeblach eliminacyjnych.


Dean Klafurić staje więc przed idealną szansą na udowodnienie wszystkim wątpiącym, że posiada wystarczające umiejętności, aby nie tylko być trenerem Legii, ale także solidnej ekipy w znacznie silniejszej lidze. Jeśli jej nie wykorzysta, to już definitywnie wróci na futbolowe peryferia, czyli do pracy z kobietami…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *