FBL-GER-CUP-BAYERN-MUNICH-DORTMUND-1-e1463865509716

Nie ulega wątpliwości, że Bayern Monachium to najlepiej zarządzany klub w Europie, a co za tym idzie – również na świecie. Te najważniejsze, spektakularne, międzynarodowe trofea pojawiają się na Allianz Arena trochę wolniej, niż by tego chcieli monachijscy stratedzy, jednak jeśli tempo, w jakim Bayern ucieka reszcie kontynentu pod względem biznesowym i logistycznym się utrzyma, już niedługo klub z Bawarii może zdominować europejskie rozgrywki w podobnym stopniu jak krajowe.

Kupują tylko, gdy potrzebują. Sprzedają tylko, gdy chcą

Mimo że na brak pieniędzy Bayern nie narzeka, w historii transferów bawarskiego klubu próżno szukać transakcji pokroju Jamesa Rodrigueza do Realu, Memphisa Depaya do Manchesteru czy Roberto Soldado do Tottenhamu. Nie znajdziemy wśród nich również absurdalnych decyzji o sprzedaży ważnych zawodników, jak chociażby słynne przenosiny Angela di Marii do Manchesteru United. W Monachium wszystko odbywa się dokładnie tak jak powinno. Piłkarska Europa zagubiła się trochę na finansowej karuzeli nieustannie rosnących płac, kontraktów i sum transferowych, podczas gdy Bayern, nie zapominając, o co tak naprawdę w tym sporcie chodzi, tworzy swój futbol zgodnie z piłkarskimi prawidłami.

Przede wszystkim Bayern prowadzi bardzo rozsądną i zrównoważoną politykę transferową. Przez ostatnie dziesięć lat Alianz Arena opuścił tylko jeden zawodnik, który w razie pozostania w Monachium  grałby w podstawowym składzie – Toni Kroos. On jednak tak bardzo pragnął wyjechać do Madrytu, że trzymanie go w Monachium nie miałoby najmniejszego sensu. A tę porażkę Bayern i tak potrafił przekuć w zwycięstwo, bo za trzykrotnie mniejsze pieniądze wyciągnięto wtedy z Realu Xabiego Alonso, który przez kolejne dwa lata był kluczową postacią w układance Josepa Guardioli.


Jest to główny powód dla którego można być pewnym, że Robert Lewandowski tego lata nigdzie się nie wybiera. Są tylko dwie możliwe sytuacje, w jakich Polak mógłby opuścić Monachium – gdyby sam tego bardzo chciał albo… przestał być potrzebny. Doskonale wiemy, że żadne z wymienionych nie ma aktualnie miejsca. Przykładów nie brakuje i moglibyśmy je przytaczać bardzo długo, ale postaramy się skupić tylko na tych najważniejszych i najbardziej znamiennych.

Spójrzmy najpierw na zeszłoroczne okienko transferowe. Z klubu odchodzi Bastian Schweinsteiger – żywa legenda Bawarczyków. Ruch pozornie kiepski, zarówno pod względem sportowym, jak i marketingowym. Ludzie w Monachium jednak wiedzieli, co robią i wyczyny Bastiego w Manchesterze w brutalny sposób unaoczniły wszystkim, dlaczego Bayern pozwolił mu odejść. W Monachium zastąpił go Arturo Vidal – niesamowicie pracowity, waleczny, niesłychanie produktywny i dość bramkostrzelny tytan środka pola. Na Allianz Arena mało kto pamięta już o Schweinsteigerze. Cofnijmy się o jeszcze jeden rok, do letniego okienka transferowego 2014. Od pół roku zaklepany i oficjalnie ogłoszony jest transfer 25-letniego króla strzelców ligi, Roberta Lewandowskiego. Dopiero wtedy Bayern wystawia na sprzedaż Mario Mandžukicia, który wtedy był już niepotrzebny.




Mniejsze nakłady – lepszy efekt

W ciągu ostatnich dziesięciu lat Bayern Monachium wydał na transfery 540 mln €, średnio – 54 mln na rok. Porównajmy ten wynik z innymi potęgami europejskiego futbolu. Manchester United przebił ten wynik samymi pięcioma ostatnimi latami – Od 2011 roku Czerwone Diabły na transfery wydały 560 mln €. Ale może to nie jest fortunny przykład – przecież klub z Old Trafford jest w ostatnim czasie symbolem nieprzemyślanych, absurdalnie drogich transferów. Zerknijmy na wzmocnienia Realu Madryt. Królewscy monachijskie 10-letnie 540 milionów wydali od 2010 roku, a więc w ciągu sześciu ostatnich lat. Na przestrzeni ostatniej dekady średnie roczne wydatki Los Blancos na graczy to 110 milionów, a więc dwukrotnie więcej niż Bayernu Monachium. Jak to się przekłada na osiągnięcia? Spójrzmy.

 Bayern Monachium
(54 mln € / rok)
Manchester United
(80 mln € / rok)
Real Madryt
(110 mln € / rok)
Mistrzostwo kraju653
Puchar kraju522
Superpuchar kraju252
Liga Mistrzów111
Klubowe Mistrzostwo Świata111
Superpuchar Europy101

Pierwszy wniosek? Bayern kupuje mniej. To jednak nie jest takie jednoznaczne. Monachijczycy nie kupują mniej, lecz mądrzej. To zabawne, że rekordowym transferem tak wielkiego klubu wciąż pozostaje 40 mln € wydane na Javiego Martineza w 2012 roku.


W nadchodzącym sezonie mistrzowie Niemiec tradycyjnie już będą walczyli o najwyższe cele. Z nowym trenerem, pomysłem, świeżością i energią Bawarczycy będą chcieli znów wznieść ku niebu puchar Ligi Mistrzów. Większa część podstawowych zawodników dzisiejszego Bayernu nie byłą częścią zespołu Juppa Heynckesa z 2013 roku, który wygrywał potrójną koronę. Robert Lewandowski, Kingsley Coman, Douglas Costa, Arturo Vidal, Xabi Alonso, Mehdi Benatia i Joshua Kimmich – to kluczowi lub bardzo ważni zawodnicy FCB i większość z nich w Monachium na sezon 2016/17 pozostanie. Żaden z wymienionych piłkarzy nie zna jeszcze smaku triumfu w Champions League. Motywacja i ciśnienie na sukces będzie zatem w stolicy Bawarii ogromne.


Arcydzieło piłkarskiej ewolucji

W osiągnięciu tych celów pomóc mają nowe nabytki Bayernu: Mats Hummels i Renato Sanches. Niemca nie trzeba nikomu przedstawiać. W obecnej formie – najlepszy stoper świata. Wyciągnięty za 38 mln € – brzmi jak jeden z najlepszych transferów wszech czasów. Natomiast zdobycie podpisu utalentowanego zawodnika Benfiki może być pierwszym krok w kierunku tak wyczekiwanego zdobycia Złotej Piłki przez zawodnika Bayernu.


Portugalczyk ma 18 lat, już spore doświadczenie z rodzimej ligi i Ligi Mistrzów, a z piłką potrafi wyczyniać takie rzeczy, jakie pokazuje nam obecnie zaledwie kilku zawodników na świecie. W dodatku jest silny, szybki, zwrotny i inteligenty. Ten chłopak jest arcydziełem piłkarskiej ewolucji, a naturalną tego konsekwencją jest gra na wymagającej najwięcej kunsztu pozycji środkowego pomocnika.

Środek pola to właśnie strefa w której Bayern najbardziej potrzebuje wzmocnień. Jest to dziwne biorąc pod uwagę, kto był przez ostatnie trzy lata trenerem Bawarczyków, ale zrozumiałe, jeśli weźmiemy poprawkę na nadzwyczajne przywiązanie Guardioli do Xabiego Alonso i Thiago Alcantary, które nie pozwalało mu dostrzec, że ten pierwszy powoli przestaje już nadążać za tempem gry na najwyższym poziomie, a drugi nigdy się na tym pułapie tak naprawdę nie sprawdził.


Bayern zrobił swoje na rynku transferowym jeszcze przed otwarciem okienka i spektakularnych inwestycji ze strony mistrzów Niemiec nie ma się już co spodziewać. Bawarczycy nigdy nie wydali w jednym okienku więcej niż 88 mln €, a Sanches i Hummels już kosztowali ich łącznie 73 mln €. Najprawdopodobniej więc Bayern dorzuci tylko do tego tradycyjnie kilku młodzieńców znalezionych w kraju. W zeszłym roku ściągnięto ze Stuttgartu na Allianz Arena grającego na wypożyczeniu w 2.Bundeslidze w barwach RB Leipzig Kimmicha, który okazał się później jednym z kluczowych piłkarzy dla Guardioli w sezonie 2015/16.


„Meister 4ever”

W koszulkach z takimi napisami piłkarze Bayernu świętowali ostatnie mistrzostwo Niemiec, nawiązując do faktu, iż zdobyli je już czwarty raz z rzędu. Owo forever być może jest odrobinę na wyrost, ale całkiem możliwe, że ta dominacja potrwa jeszcze przez dobrych kilka lat. Europejskie potęgi  piłkarskie z innych krajów toną w długach. Pod względem biznesowo-logistycznym Bayern jest na Starym Kontynencie absolutnie bezkonkurencyjny i to raczej kwestia czasu, kiedy zacznie się to przekładać na wyniki w Lidze Mistrzów. Pytanie brzmi: czy i kiedy reszta Europy pójdzie po rozum do głowy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *