Round of 16 UEFA Champions League 15 lutego 2017 - foto główne

Po kilku tygodniach nieobecności z przytupem powróciła UEFA Champions League, od razu wbijając kibiców w fotele fantastyczną grą PSG, które na Parc des Princes nie dało szans Dumie Katalonii. Środa to kolejny dzień piłkarskiego święta. Napoli w paszczy lwa będzie chciało osiągnąć jak najkorzystniejszy rezultat w starciu z faworyzowanym Realem Madryt, a Arsène Wenger postara się o przełamanie fatalnej passy sześciu lat bez awansu do ćwierćfinału LM. Zadanie przed nim piekielnie trudne, bo na drodze Kanonierów stoi znienawidzony przez Francuza Bayern.

Jeszcze rok czy dwa lata temu postronni kibice nie wyczekiwaliby z przesadnym entuzjazmem konfrontacji Realu z Napoli, z góry zakładając wygraną 32-krotnego mistrza Hiszpanii. Jednak tym razem jest inaczej, bowiem to właśnie starcie na Estadio Santiago Bernabéu uchodzi za ciekawsze z dwóch, jakie UEFA serwuje nam w środku tygodnia. Jeszcze kilka tygodni temu mówiło się o pojedynku Dawida z Goliatem, jednak ostatnie występy podopiecznych Maurizio Sarriego zdają się stawiać pytanie, kto z tej dwójki będzie Dawidem, a kto Goliatem? Partenopei to teraz ofensywna maszyna, która nie przegrała już od piętnastu spotkań licząc rozgrywki Serie A i Coppa Italia! Neapolitańczycy problemy mieli tylko na początku sezonu, gdy tracili punkty z teoretycznie słabszymi rywalami, a także wtedy, gdy z powodu kontuzji na kilka miesięcy wypadł Arkadiusz Milik. Sarri szybko znalazł jednak magiczną recepturę na braki w ataku i przesunął tam Driesa Mertens. Belg w wieku 29 lat osiągnął szczyt (?) swoich możliwości i już trzykrotnie w trwającej kampanii kończył spotkanie z więcej niż trzema bramkami na koncie. Najgroźniejszą bronią ekipy spod Wezuwiusza pozostaje niezmiennie atak. 58-letni szkoleniowiec Azzurrich niemal w każdym meczu stawia wszystko na jedną kartę i nakazuje swoim zawodnikom aktywną grę w ofensywie. Efekt? 7:1 z Bologną, 5:0 z Cagliari czy 5:3 z Torino.

„Napoli to zespół ze świetnym atakiem, grający z odpowiednią szybkością i dynamiką. Nasi rywale mają w składzie małych, sprytnych zawodników z dobrą techniką, ale my mamy odpowiednie narzędzia, aby wyrządzić im w środę szkodę” – mówił szkoleniowiec Realu Madryt Zinédine Zidane

Jednym z kluczowych zawodników Napoli, z którym będą się musieli zmierzyć defensorzy Realu jest ich dobry znajomy – José María Callejón. 30-letni Hiszpan jest wychowankiem Królewskich, który Santiago Bernabéu opuścił ostatecznie w 2013 roku przenosząc się do stolicy Kampanii. W madryckim klubie cały czas są jednak obrońcy, którzy razem z nim występowali i znają zarówno dobre, jak i słabe punkty Callejóna – chociażby Sergio Ramos czy Pepe. Zatrzymanie skrzydłowego wicemistrza Italii będzie jednym z podstawowych zadań dla podopiecznych Zidane’a, szczególnie że Andaluzyjczyk jest w wybornej formie. W tym sezonie ligowym zanotował już dziesięć asyst – najwięcej w Serie A.


Sarri ma dodatkowo tą małą przewagą nad francuskim vis-à-vis, że niemal cały skład jego zespołu jest zdrowy i gotowy do środowej rywalizacji. Jednym zawodnikiem, którego status nie został dokładnie określony jest Arkadiusz Milik, jednak ostatnie spektakularne występy tria Insigne – Mertens – Callejón, a do tego posiadanie na ławce rezerwowych „ekskluzywnego” rezerwowego w osobie Leonardo Pavolettiego powodują, że sytuacja kadrowa raczej nie spędza snu z powiek byłemu opiekunowi Empoli. Włoskie media spekulują za to, kto zagra w środku pola Napoli. Tu zdania są podzielone. „La Gazzetta dello Sport” większe szanse daje Piotrowi Zielińskiemu, natomiast „Sky Sport” przewiduje do gry w środku pola Allana. To, kto wyjdzie w pierwszej jedenastce gości sporo powie o nastawieniu włoskiego zespołu na ten pojedynek. Zieliński to bowiem zawodnik bardziej ofensywny, nauczony kreowania sytuacji swoim partnerom. Polak zdecydowanie częściej od Brazylijczyka zapuszcza się także pod pole karne rywala. Allan to z kolei opcja defensywna, gracz o charakterze „przecinaka”, który w głównej mierze miałby skupić się na rozbijaniu akcji Królewskich, a kreowaniem gry zająłby się ustawiony obok Marek Hamšík.



Real również podchodzi do środowej rywalizacji bez jakiegokolwiek strachu. Królewscy w tym sezonie przegrali tylko jedno ligowe spotkanie (1:2 z Sevillą – przyp. red.) i póki co przewodzą w walce o mistrzostwo Hiszpanii. Los Blancos mają co prawda tylko jeden punkt przewagi nad drugą w tabeli Barceloną, ale i dwa mecze zaległe do rozegrania. Dziennikarze z Madrytu zastanawiają się, na jakie ustawienie zdecyduje się Zidane. Jedni wskazują, że Francuz pozostanie przy systemie 1-3-5-2, inni wskazują natomiast jako bardziej prawdopodobne 1-4-3-3. Ta druga opcja to oczywiście rozwiązanie bardziej defensywne, nastawione na zatrzymanie szalejącego ataku Napoli.

„Napoli prezentuje dobry futbol. Sarri robi świetną robotę jako szkoleniowiec, co zresztą możecie zobaczyć po samych wynikach, jakie klub osiąga. Patrząc na to, jak gra nasz włoski rywal, to będzie dobry mecz” – dodał szkoleniowiec ekipy ze stolicy Hiszpanii


Opiekun Królewskich ma bardzo podobną sytuację kadrową jak trener Napoli. W zasadzie jedynym nieobecnym zawodnikiem wyjściowego składu będzie Gareth Bale. Chociaż Walijczyk uczestniczył w całym ostatnim treningu Realu, Zidane nie zdecydował się włączyć go do kadry na środowe starcie. Palmę pierwszeństwa w ataku Realu utrzyma zatem Cristiano Ronaldo, który w 1/8 finału Ligi Mistrzów niemal zawsze błyszczy. Jak podliczyli hiszpańscy żurnaliści, Portugalczyk, od kiedy trafił do Realu, w tej fazie rozgrywek zdobył już 15 bramek! Rok temu właśnie na tym etapie zamknął rywalizację z Romą pięknym uderzeniem.

„Napoli to dobry zespół, ale my gramy u siebie. Jesteśmy w dobrej formie i chcemy ten mecz wygrać. Zwyciężyliśmy w dwóch ostatnich spotkaniach i do najbliższej konfrontacji podchodzimy w dobrych nastrojach. Jesteśmy gotowi na dobrą grę i dobry rezultat” – powiedział z kolei pomocnik Królewskich Luka Modrić

W drugim środowym pojedynku Arsenal zmierzy się na wyjeździe z Bayernem – swoistym przekleństwem Arsène’a Wengera. Od sześciu lat jego Kanonierzy nie potrafią przejść fazy 1/8 finału Champions League i teraz również nie są stawiani w roli faworytów. Co prawda Bawarczycy w lidze nie porywają, od początku sezonu mocno zawodzi chociażby Thomas Müller, a sytuacja wokół klubu jest ostatnimi czasy mocno zdestabilizowana z powodu niespodziewanej decyzji o zakończeniu kariery przez Philippa Lahma, jednak to niemiecki zespół ma wyraźną przewagę nad angielskim. Na tym samym etapie rozgrywek oba kluby spotkały się bowiem w sezonie 2013/14 i w pierwszym meczu Bayern gładko ograł Londyńczyków 2:0, a w rewanżu padł remis 1:1.

„Mamy złe wspomnienia z meczów przeciwko nim, jednak czuję, że zebrane doświadczenie w poprzednich konfrontacjach jest dla nas szansą” – mówił na konferencji prasowej Arsène Wenger

Bayern Arsenal

Ogólne statystyki również przemawiają za liderem Bundesligi. W ostatnich dziesięciu bezpośrednich pojedynkach pięć razy górą był Bayern, trzy razy Arsenal, a dwa razy padał remis. Bawarczycy dalecy są jednak od swojej optymalnej dyspozycji. W weekend bardzo długo męczyli się z outsiderem z Ingolstadt, a decydujące dwie bramki zdobyli dopiero w doliczonym czasie gry. Jeżeli męczarnie z ekipą Die Schanzer zakończone ostatecznie zwycięstwem obrazują gorszy okres Bayernu, to co powiedzieć o Arsenalu, który z trzech ostatnich spotkań przegrał dwa, a w jednym triumfował przy dużej pomocy sędziego i… ręki Alexisa Sáncheza. The Gunners najpierw skutecznie przeciwstawił się ligowy średniak z Watfordu, a potem zmierzająca po mistrzostwo Chelsea.

„W Niemczech wygraliśmy już wcześniej, z tym, że teraz gramy tam pierwsze spotkanie w dwumeczu. To ważne, aby uzyskać w Monachium dobry rezultat i w rewanżu zachować szansę na awans. Drugie spotkanie rozgrywane u siebie daje nam możliwość przejścia dalej. W środę nie chcemy zagrać wysoko – musimy się dobrze bronić jako drużyna” – zakończył Wenger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *