DLo2jU1W4AEjIhd

W ubiegłym tygodniu selekcjoner reprezentacji Polski Adam Nawałka wysłał pierwsze zagraniczne powołania na marcowe mecze towarzyskie z Nigerią oraz Koreą Południową. Wówczas w gronie „wybrańców” byłego opiekuna Górnika Zabrze znalazło się dwóch debiutantów: Paweł Jaroszyński i Bartosz Białkowski. W piątek dość pokaźna lista kadrowiczów została poszerzona o kolejne nazwiska, wśród których znaleźł się chociażby Taras Romanczuk.

Już w momencie ogłoszenia wiosennego zestawu rywali reprezentacji Polski stało się jasne, że należy spodziewać się bardzo szerokiej listy powołań. Mówiono wówczas o liczbie zawodników zbliżonej do 30, lecz po zaproszeniach wysłanych dla graczy występujących w ligach europejskich okazało się, że zapowiadany pułap zostanie nawet nieznacznie przekroczony.

W niezwykle bogatym gronie reprezentantów znalazło się miejsce dla dwóch graczy, dla których miał to być pierwszy kontakt z seniorską kadrą. Mianowanie Białkowskiego nie było raczej dla nikogo nadzwyczajnym zaskoczeniem, gdyż bramkarz Ipswich Town zalicza właśnie kolejny znakomity sezon na zapleczu Premier League. Ponadto Łukasz Skorupski – jego główny konkurent do wyjazdu na rosyjski mundial – od dłuższego czasu musi się zmagać z wysoką dyspozycją Allisona i pokornie znosić rolę rezerwowego w Romie.


Co ciekawe, największa konsternacja zagościła na twarzy głównego zainteresowanego, który niezwykle emocjonalnie zareagował na w pełni zasadne wyróżnienie.


Znacznie dłuższe dywagacje wywołała nominacja dla lewego defensora Chievo, który w obecnym sezonie przywdziewał koszulkę Gialloblu zaledwie przed 453 minuty. Wprawdzie w starciach z Romą czy Juventusem wychowanek Górnika Łęczna zaprezentował się bardzo solidnie, także poprawił się w wielu aspektach piłkarskiego rzemiosła, ale wydaje się jednak, że powołanie otrzymał nieco na wyrost.

Wiosenne spotkanie selekcjonera z kadrowiczami ma także na celu sprawdzenie różnych możliwości, wszak na mundialu świat się nie kończy. Od dawna było również wiadomo, że w marcu pierwszeństwo będzie miała pierwsza reprezentacja. Dlatego bez względu na to, że „młodzieżówka” Czesława Michniewicza będzie w tym czasie toczyć eliminacyjny bój z Litwą, niektórzy podopieczni „Polskiego Mourinho” znaleźli się wśród graczy bardziej doświadczonych, co zresztą powinno być dla byłego szkoleniowca Zagłębia Lubin powodem do dumy, a nie zmartwień.

„Sztab pierwszej reprezentacji przygląda się szerszej grupie naszych zawodników. Zna dokładnie potencjał chłopców. Oczywiście, gdyby nie nasze mecze eliminacyjne, pewnie ktoś już trafiłby do kadry, żeby poznać zasady i reguły funkcjonowania w zespole Nawałki. Chcę, żeby jak najwięcej piłkarzy z naszej drużyny dostawało szansę w pierwszej, bo to by pokazywało, że jest jakaś podstawa. Liczę, że ktoś pojedzie na mistrzostwa świata. Ma natomiast mamy na każdej pozycji ranking i wielu zawodników, z których możemy korzystać”

Czesław Michniewicz w wywiadzie dla „Polsatu Sport”

Początkowo Nawałka zaprosił na zgrupowanie Dawida Kownackiego, a później spekulowano, że mogą do niego dołączyć także Konrad Michalak, wypożyczony z Legii Warszawa do Wisły Płock, oraz Jakub Piotrowski z Pogoni Szczecin i Szymon Żurkowski, przywdziewający na co dzień barwy Górnika Zabrze. Wszyscy wiele obiecują sobie zwłaszcza po tym ostatnim, który od wielu miesięcy jest kluczowym elementem w układance trenera Marcina Brosza. Z tego względu 20-letni pomocnik doczekał się nawet niespodziewanego porównania do aktualnego prezesa PZPN-u.


Ostatecznie jednak tak się nie stało, a zamiast nich zaszczytu dostąpili Rafał Kurzawa, Damian Kądzior czy Sławomir Peszko.

Grono powołanych ekstraklasowiczów uzupełniła „sztandarowa trójka” – Michał Pazdan, Krzysztof Mączyński i Artur Jędrzejczyk, którego obecność w kadrze wywołała spore poruszenie. Zastrzeżenia budziła przede wszystkim dyspozycja fizyczna popularnego „Jędzy”, a jej poziom można było doskonale zaobserwować podczas ligowego klasyku z Lechem Poznań, gdy niemiłosiernie ogrywał go uważany za gigantyczny niewypał transferowy Mihai Răduţ.


Mimo to, Adam Nawałka niezwykle mocno obdarza 30-letniego defensora swoim zaufaniem, na co bez wątpienia wpływ ma niezwykle bogate doświadczenie Jędrzejczyka na arenach międzynarodowych, umiejętność tworzenia właściwej atmosfery w zespole czy przede wszystkim jego uniwersalność.

Największe emocje towarzyszyły w ostatnich dniach zupełnie innemu zawodnikowi. Od dawna wspominano o chęci gry w biało-czerwonych barwach Tarasa Romanczuka, a spekulacje spotęgowało jeszcze przyznanie mu polskiego obywatelstwa. Nie wszyscy byli orędownikami wysłania zaproszenia dla urodzonego na Wołyniu gracza, mając w pamięci niespecjalnie udane epizody w kadrze Ludovica Obraniaka czy Damiena Perquisa. W przypadku pomocnika Jagiellonii sytuacja była jednak zupełnie inna.


Wiele wskazuje, że zakulisowe rozmowy na temat obecności w polskiej drużynie narodowej Romanczuka trwały do ostatnich godzin i ciągle nie było wiadomo, jaki kierunek obierze kciuk selekcjonera. Wątpliwości rozwiano już we czwartek, prosto z Białegostoku, zamieszczając nieco tajemniczego, ale jasnego dla wszystkich zainteresowanych Tweeta.


Żadne dywagacje na temat wyborów personalnych Adama Nawałki nie mają rzecz jasna logicznego uzasadnienia. Kwestionować można natomiast decyzję Edwarda Miszczaka, który wiosenną ramówkę TVN-u zbudował w oparciu o „show” „Iron Majdan”, czy powierzenie misji ratowania przed degradacją Górnika Łęczna Bogusławowi Baniakowi, piastującemu ostatnio funkcję dyrektora sportowego w… Burkina Faso. Tutaj mowa jednak o człowieku, który wprowadził Orły na dwa ważne, międzynarodowe turnieje. I chociażby dlatego należy mu się gigantyczny, niczym długi Ruchu Chorzów, kredyt zaufania.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *