sevol8_1

Przed obecnym sezonem Sevilla poniosła bolesne straty personalne, a jedną z największych był transfer Kévina Gameiro do Atlético Madryt. Francuz w ciągu trzech lat zdobył dla Andaluzyjczyków prawie 70 bramek, więc na barkach następcy spoczywał niemały ciężar. Ostatecznie o gole zadbał duet napastników – przybyły na zasadzie wypożyczenia Luciano Vietto oraz sprowadzony z Toulouse FC Wissam Ben Yedder. W ostatnim czasie na lidera ataku Los Nervionenses wyrasta ten drugi, który dość długo czekał na szansę w klubie pokroju triumfatorów Ligi Europy.

Z sali na stadiony

Wissam Ben Yedder jest z pochodzenia Tunezyjczykiem, ale urodził się we Francji, w znajdującym się na północy kraju, liczącym ponad 50 tysięcy mieszkańców prowincjonalnym Sarcelles. Jako dziesięciolatek rozpoczął treningi w zespole FCM Garges, który miał siedzibę w pobliskiej miejscowości, a po siedmiu latach przeniósł się do US Saint-Denis.

Oprócz gry na dużym boisku, Ben Yedder parał się futbolem w wydaniu… halowym. W barwach drużyny Garges Djibson grał we francuskiej ekstraklasie futsalu, a następnie awansował do reprezentacji kraju w tej dyscyplinie, dla której rozegrał sześć spotkań. Nad Loarę futsal dotarł dopiero w latach 70. XX wieku, czyli około dwadzieścia lat później w stosunku do innych europejskich krajów czy Ameryki Południowej. Gra na małej przestrzeni była jednak dla napastnika Sevilii doskonałym przetarciem przed karierą na zielonym boisku. Halowa odmiana futbolu wykształciła bowiem w zawodniku odpowiednią technikę, którą Wissam odznaczał się nawet w niższej lidze.

W wieku 19 lat, kiedy większość obiecujących graczy zdobywa już pierwsze doświadczenia na najwyższym poziomie, Ben Yedder podpisał kontrakt z czwartoligowym UJA Alfortville. Dosyć późne dołączenie do profesjonalnego futbolu w wydaniu jedenastoosobowym nie stanowi jednak większego problemu zdaniem selekcjonera futsalowej reprezentacji Francji, który przypomniał inny wymowny przypadek.

„Ronaldo do piętnastego roku życia był związany głównie z futsalem i dopiero jako szesnastolatek zdecydował się na piłkę nożną. Trzy lata później był już gwiazdą Barcelony”Pierre Jecky dla sofoot.com


Kręta droga na szczyt

Pochodzący z Magrebu piłkarz w sezonie 2009/10 rozegrał 23 mecze w czwartej lidzie francuskiej i zdobył 9 bramek, co wystarczyło, by zwrócić uwagę mocniejszych zespołów. Ben Yedder zdecydował się podpisać kontrakt z czternastą ekipą Ligue 1, Toulouse FC. Przejście o trzy szczeble rozgrywkowe nie odbyły się płynnie i w debiutanckim sezonie napastnik otrzymał jedynie cztery szanse w lidze. Jedynym spotkaniem, w którym Ben Yedder wystąpił od początku było starcie w krajowym pucharze z Paris FC, lecz nie udało mu się wówczas zdobyć premierowej bramki dla zespołu ze Stadium Municipal. Znacznie lepiej wiodło mu się w trzecioligowych rezerwach, gdzie w siedemnastu meczach zanotował 12 trafień oraz 6 asyst. Alain Casanova zaczął dawać Wissamowi więcej szans dopiero pod koniec sezonu 2011/12. Wtedy to jako rezerwowy strzelił pierwszego gola w Ligue 1 w spotkaniu z Evian.

Eksplozja formy nastąpiła jednak na początku kolejnej kampanii. Ben Yedder zaczął ją od wejścia z ławki w meczu z Montpellier i uratowania remisu. Po dziesięciu kolejkach miał na koncie siedem trafień, a dobra dyspozycja przełożyła się na powołanie do młodzieżowej reprezentacji Les Bleus, która wkroczyła w decydującą walkę o awans na Mistrzostwa Europy w kategorii U-21. O wszystkim miał zadecydować dwumecz z Norwegią. Pierwsze spotkanie padło łupem Trójkolorowych, którzy uzyskali skromną zaliczkę 1:0. Niektórzy gracze najwyraźniej poczuli wówczas, że osiągnęli wielki sukces i postanowili wybrać się do nocnego klubu na trzy dni przed rewanżem. Wśród tych pięciu delikwentów znaleźli się Antoine Griezmann, Yann M’Vila, Chris Mavinga, M’Baye Niang oraz właśnie Wissam Ben Yedder. W rozgrywanym w Skandynawii spotkaniu Francuzi polegli 3:5 i nie wywalczyli przepustki na czempionat. Decyzją federacji M’Villa został zawieszony i wykluczony z reprezentacji do czerwca 2014 roku, a pozostała czwórka do grudnia 2013.


Incydent odbił się przez chwilę na dyspozycji Ben Yeddera w klubie, lecz atakujący przebudził się w odpowiednim momencie. Najlepszą partię rozegrał przeciwko ówczesnemu liderowi z Lyonu, z którym Fioletowi niespodziewanie łatwo wygrali 3:0. Główny aktor tamtego widowiska miał udział przy wszystkich trafieniach, a przy okazji ustrzelił pierwszy dublet w karierze. Rozgrywki zakończył z piętnastoma bramkami na koncie, co było piątym wynikiem w lidze. W kolejnym roku nie opuścił już żadnego spotkania swojej drużyny, a ponadto poprawił indywidualne osiągi o jedno trafienie, co dało mu tytuł wicekróla strzelców Ligue 1, jedynie za genialnym Zlatanem Ibrahimoviciem. Drugą pozycję udało się wywalczyć Ben Yedderowi dzięki fantastycznemu ostatniemu spotkaniu, w którym zdobył hat-tricka, zresztą drugiego w sezonie 2013/14.

Wissam zaczął imponować regularnością, a z niepotwierdzonych informacji wynikało, że graczem miała się zainteresować wielka Barcelona. Były reprezentant francuskiej młodzieżówki nie zmienił jednak pracodawcy i ponownie stał się motorem napędowym TFC w kampanii 2014/15. Zakończył ją z czternastoma trafieniami, lecz gra zespołu daleka była od idealnej. Ekipa z Tuluzy pałętała się w dolnych rejonach tabeli, aby zająć na koniec ostatnią pozycję gwarantującą pozostanie w lidze. Kolejne rozgrywki był dla Les Pitchouns jeszcze gorsze, bowiem od degradacji dzielił ich zaledwie punkt. Klasą sam dla siebie nadal był jednak Ben Yedder, indywidualnie rozgrywający wówczas najlepszą kampanię. Jego siedemnaście bramek walnie przyczyniło się do utrzymania Toulouse, a na uwagę zasługuje zwłaszcza hat-trick przeciwko Reims, które zajęło pozycję za zespołem ze Stadium Municipal.

Dość powiedzieć, że bez bramek Ben Yeddera jego ówczesny klub byłby uboższy aż o dziesięć z czterdziestu zdobytych punktów!




Kierunek Andaluzja

To był ostatni dzwonek, aby opuścić tkwiący w marazmie zespół i spróbować sił w ekipie o znacznie większych ambicjach. Ofert nie brakowało, a szczególnie zainteresowane były zespoły angielskie. Ben Yedder ostatecznie przystał na opcję Sevilli, która zapłaciła Tuluzie zaledwie 9 mln €. Z jednej strony, tak niska kwota może dziwić, jednak francuski zespół dużo zawdzięczał swojemu snajperowi, więc nieutrudnianie mu odejścia należy uznać za formę wdzięczności. Doskonała technika, nienaganne ułożenie stopy oraz umiejętność ustawiania się i szukania okazji miały pomóc 26-latkowi w zastąpieniu Kévina Gameiro. Jedynym poważnym konkurentem miał być Luciano Vietto, który w Sevilli szukał odbudowania formy po fatalnym sezonie spędzonym na Vicente Calderón.


Były futsalowiec, podobnie jak cała drużyna Jorge Sampaoliego, sezon rozpoczął niemrawo – od przegranego dwumeczu z Barceloną w Superpucharze Hiszpanii. To jednak nie przełożyło się na zmagania ligowe, gdzie już w pierwszym meczu Ben Yedder wpisał się na listę strzelców. Początkowo większym zaufaniem trenera cieszył się Argentyńczyk, który wcale nie był skuteczniejszy. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać na początku grudnia ubiegłego roku, kiedy po kilku meczach posuchy Vietto musiał pogodzić się z rolą rezerwowego. Były selekcjoner reprezentacji Chile szybko dostrzegł, że alternatywą dobrą dla obu graczy będzie ich wspólna gra, co kilka razy wcześniej miało już miejsce. Ta decyzja Sampaolego okazała się strzałem w „dziesiątkę”. W ostatniej kolejce ligowej przed świętami duet napastników Sevilli walnie przyczynił się do efektownego zwycięstwa 4:1 nad Málagą, notując udział przy każdej bramce dla Los Nervionenses. Następnie obaj zdobyli po hat-tricku w spotkaniu Pucharu Króla z Formenterą (9:1).

Po wznowieniu rozgrywek w 2017 roku na pierwszy plan wysunął się Wissam, a jego kolega i rywal do miejsca w składzie nie rozegrał jeszcze ani minuty. Popularny „Benyebut” nie próżnował i po raz kolejny błysnął formą w ligowej potyczce z silnym Realem Sociedad. O ile jeszcze trzy bramki zdobyte przeciwko słabeuszowi w Copa del Rey można było przyjmować z przymrużeniem oka, o tyle trudno przejść obojętnie obok takiego samego wyczynu przeciwko Baskom. Dzięki tej wygranej Sevillistas awansowali na pozycję wicelidera LaLiga.




Stały progres

Obserwując poczynania byłego gracza Toulouse nie sposób zauważyć stałego rozwoju, który mógłby być nawet szybszy, gdyby rok lub dwa lata wcześniej opuścił francuskiego przeciętniaka. W obecnym sezonie Ben Yedder we wszystkich rozgrywkach uzbierał już piętnaście goli i do wyrównania osobistego rekordu brakuje mu tylko ośmiu bramek. A przecież poziom Primera División jest znacznie wyższy niż Ligue 1, nie wspominając o Lidze Mistrzów, gdzie także dwukrotnie trafił do siatki.

Kontrakt z Sevillą wiąże Ben Yeddera do 2021 roku. Na ten moment Andaluzja wydaje się dla niego najlepszym miejscem do dalszego pięcia się w piłkarskiej hierarchii. Ostatnie spotkania pokazują jasno, że to właśnie Francuza z tunezyjskim paszportem Sampaoli widzi w roli pierwszego napastnika. O utrzymanie miejsca w podstawowym składzie będzie teraz znacznie trudniej, gdyż kilka dni temu do zespołu Los Nervionenses na zasadzie wypożyczenia z Interu dołączył Stevan Jovetić. Przewagą potomka imigrantów z północy Afryki jest fakt, że jego obecni rywale z ataku nie są związani z Sevillą stałym kontraktem, więc ich pozostanie na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán nie jest przesądzone, nawet mimo opcji wykupu zagwarantowanej w umowach.


Jeśli forma strzelecka Ben Yeddera nagle nie wyparuje, być może wkrótce uśmiechnie się do niego także Didier Deschamps i zaprosi na zgrupowanie pierwszej reprezentacji Les Bleus, dla której 26-latek jeszcze nigdy nie zagrał. Incydent z przeszłości jest tylko małą plamą, która nie powinna mieć teraz żadnego wpływu na powołania, o czym zresztą świadczy fakt, że jednym z filarów Trójkolorowych jest teraz Antoine Griezmann. Na brak klasowych napastników Francuzi wprawdzie nie mogą narzekać, ale grzechem byłoby nie danie jakiejkolwiek szansy jednej z rewelacji tegorocznej kampanii LaLiga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *