jerzybrezeczek

W poniedziałek piłkarska reprezentacja Polski rozegrała szósty mecz w ramach eliminacji do przyszłorocznych Mistrzostw Europy. Niestety znów nie udało się odnieść zwycięstwa, ale Biało-Czerwoni wciąż znajdują się na czele swojej grupy. Mimo to, po końcowym gwizdku sędziego trudno było o uśmiech, nawet ten wymuszony. Podopieczni Jerzego Brzęczka w starciu ze Austrią ponownie nie zachwycili, przez niemal całe spotkanie irytując nieporadnością. Nic więc dziwnego, że błyskawicznie na selekcjonera ruszyła kolejna fala krytyki…

Zatrudnieniu byłego opiekuna Wisły Płock na najbardziej eksponowanym stanowisku trenerskim w polskim futbolu od samego początku towarzyszyły kontrowersje i głośne słowa sprzeciwu, płynące przede wszystkim ze środowiska kibiców. Pośród absurdalnych wniosków o powiązaniach rodzinnych z Jakubem Błaszczykowskim, słusznie wytykano Brzęczkowi brak odpowiedniego doświadczenia i możliwe przywiązanie do zawodników prowadzonych w poprzednim klubie.

Przegrane z kretesem zmagania w ramach Ligi Narodów potraktowano jednak jako poligon doświadczalny i nikt nad Wisłą nie zamierzał wyciągać konstruktywnych wniosków, zwłaszcza wobec zbliżającego się startu kwalifikacji do EURO 2020. Tymczasem mimo upływu niemal roku pracy 48-letniego szkoleniowca w roli selekcjonera trudno doszukiwać się pozytywów i chyba nadchodzi czas, aby do akcji wkroczył specjalista…


Zestawienie „przewinień” Brzęczka jest bowiem imponujące, niczym ilość nieczystości, które wciąż dostają się do Wisły. Trudno nie rozpocząć tej wyliczanki od zmarnowanego czasu na selekcję i absurdalnych nominacji dla Adama Dźwigały, Huberta Matynii, czy praktycznie niegrającego w klubie Arkadiusza Recy. Oczywiście każdy selekcjoner powinien mieć pełną swobodę w wyborach personalnych, ale nie można przemilczeć elementarnej pomyłki, która rzutuje później na cały obraz kadencji.

Mimo że Biało-Czerwoni rozegrali już 11 spotkań po zakończeniu współpracy z Adamem Nawałką, wciąż trudno określić, jakie jest bazowe ustawienie naszej kadry. Brzęczek korzystał bowiem z formacji 1-4-4-2, 1-4-2-3-1, 1-4-3-1-2 oraz nieudanego eksperymentu z rosyjskiego mundialu, czyli wariantu z trzema defensorami.


Trzeba było także niemal 10 starć, aby wyciągnąć podstawowy wniosek: ta reprezentacja ma swoją przyszłość jedynie wtedy, gdy obok siebie gra dwóch napastników. Dość powiedzieć, że 7 z 8 trafień w tych eliminacjach Polacy zanotowali, gdy na murawie przebywali jednocześnie Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek.

Rotowanie ustawieniem niemal w każdym meczu sprawia natomiast, że powoli zaczyna brakować na boisku miejsc, w których nie zostałby sprawdzony Piotr Zieliński. Nie jest przecież tajemnicą, że gracz Napoli najlepiej czuje się na skrzydle, co potrafią wykorzystać także na Półwyspie Apenińskim. Tylko na przestrzeni kilkunastu miesięcy w drużynie narodowej błyskotliwy pomocnik miał za to okazję grać głęboko w środku pola, tuż za plecami napastnika, a nawet w linii ataku!


Nieumiejętne wykorzystanie naszego najbardziej kreatywnego gracza automatycznie przekłada się na sposób gry kadry, który irytuje już niemal każdego. Niestety, dalej mało kto chce rozmawiać o szkoleniu i tym, że młodych adeptów futbolu nie uczy się grać w piłkę, ale chyba wszyscy widzą, że reprezentanci z każdej grupy wiekowej kompletnie nie radzą sobie w ataku pozycyjnym. Nie da się, rzecz jasna, w kilka miesięcy nadrobić wieloletnich zaniedbań w tym aspekcie, niemniej jednak przynajmniej kilkanaście jednostek treningowych po zmianie selekcjonera to chyba wystarczający czas, aby wypracować chociażby kilka, nawet najprostszych wariantów rozegrania akcji. To naprawdę upokarzające, gdy Polacy w rywalizacji z Macedonią Północną oddają tylko jeden (i to bardzo szczęśliwy) strzał na bramkę, a Wyspy Owcze są w stanie pokonać bramkarza Hiszpanii…


Niestety, nie wszyscy zdają się zauważać nawarstwiające się coraz bardziej problemy. Wymęczone zwycięstwa nad Łotwą i Macedonią nie czynią przecież reprezentacji Polski silniejszą, a wręcz przeciwnie – coraz więcej ekip będzie przystępowało do meczów z Biało-Czerwonymi bez respektu, widząc szansę na zdobycz punktową. Czy wtedy ewentualne niepowodzenia też będziemy tłumaczyć w najprostszy sposób?


Nieco optymistyczne wydaje się, że brak stylu i toporną grę zaczynają zauważać sami piłkarze, ale to nie ich zadaniem jest przeprowadzenie badania, zdiagnozowanie przypadłości i znalezienie panaceum. Oni mają jedynie wdrożyć odpowiednie leczenie pod nadzorem kompetentnej osoby. Potrzebne są bez wątpienia zdecydowane reakcje, inaczej trudno będzie uniknąć kompromitacji. Sam awans na ważną imprezę już dawno przestał być czymś prestiżowym, gdyż na międzynarodowych czempionatach nie brakuje już miejsc nawet dla słabszych zespołów. Dobrze zatem, że nie chcemy już, aby rywale rozpracowali nas w kilka minut, ale warto poszukać innego sposobu. Sama rezygnacja z jakiegokolwiek stylu może okazać się niewystarczająca…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *