1_UxjORH2Sy4MMiYrwMD88dg

W historii Leicester City niewiele razy zdarzało się, aby przed konfrontacjami z Chelsea, Arsenalem czy innym z angielskich potentatów poważnie zastanawiać się, jaki będzie końcowy rezultat. Przez przytłaczającą większość klubowych dziejów ekipa z King Power Stadium uważana była za ligowego kopciuszka i dopiero pamiętna kampania 2015/16 wyniosła The Foxes na futbolowe salony. W tym sezonie zespół prowadzony przez Brendana Rodgersa znów przypomina świetnie naoliwioną maszynkę do robienia punktów, z żelazną defensywą i odrodzonym Jamie’m Vardy’m, a angielscy żurnaliści coraz śmielej stawiają sobie pytanie, czy pod wodzą 46-letniego menedżera LCFC włączy się do walki o końcowy triumf, nawiązując w ten sposób do jednej z najpiękniejszych historii współczesnego futbolu.

Jedenaście punktów przewagi nad Arsenalem, dwanaście nad Manchesterem United i Tottenhamem – taki dystans na przełomie trzynastu dotychczasowych kolejek angielskiej elity udało się wypracować podopiecznym byłego szkoleniowca Liverpoolu. Brendan Rodgers od momentu przejęcia stołka trenerskiego w klubie z East Midlands w marcu tego roku potrafił w mgnieniu oka przywrócić Lisom zwycięskie DNA, choć początki wcale na to nie wskazywały. Od tego czasu tylko The Reds (19) i The Cityzens (17) mogą pochwalić się większą liczbą zwycięstw od Leicester City (12) w ligowych spotkaniach, co jasno pokazuje, że wyniki osiągane przez Vardy’ego i spółkę nie są przypadkowe. Sensacyjni zwycięzcy Premier League z 2016 roku zaliczają obecnie wyśmienitą passę sześciu kolejnych wygranych meczów (wyrównanie najlepszej serii zanotowanej de facto w historycznej kampanii 2015/16 – przyp. red.) i pewnie okupują drugie miejsce w tabeli, ustępując wyłącznie rozpędzonemu walcowi z Anfield. Wygląda na to, że charyzmatyczny szkoleniowiec z Carnlough wreszcie zrozumiał, że zamiast sloganów czy obiecywania gruszek na wierzbie, należy pozwolić przemówić swojej filozofii futbolu, wszak ostatecznie to właśnie z tego rozliczany jest trener. Co zatem zmienił Rodgers przychodząc do Leicester?


Na pierwszy plan wysuwa się żelazna defensywa. W trwającym sezonie żadna drużyna angielskiej elity nie ma równie skutecznej pary stoperów. W trzynastu dotychczas rozegranych spotkaniach Lisy straciły zaledwie 8 bramek, a to wszystko po rekordowym transferze na Old Trafford bohatera ubiegłorocznego mundialu – Harry’ego Maguire’a. Główną rolę w tylnej formacji odgrywają teraz weteran Johnny Evans oraz młody turecki talent Caglar Söyüncü, który pod okiem Rodgersa wyrasta na jednego z czołowych obrońców w Europie. Na przestrzeni 9 miesięcy ekipa LCFC dała sobie wbić 16 goli. Jeśli zestawimy ten wynik chociażby ze znacznie bogatszym w trofea i fundusze Arsenalem, którego bramkarze w tym samym okresie musieli sięgać po piłkę do siatki aż 28 razy, wszystko staje się jasne. Jeśli chcesz zbudować zespół, który ma regularnie punktować, nie możesz tracić bramek – to znane od dawna uniwersalne prawidło Leicester City zdaje się wdrażać perfekcyjnie.


Oprócz fenomenalnej postawy defensywy trudno nie wspomnieć również o ofensywie, a w szczególności o przeżywającym drugą młodość kapitanie The Foxes Jamie’m Vardy’m. Reprezentant Synów Albionu już dwunastokrotnie wpisywał się na listę strzelców, dokładając do tego 3 asysty. W ogólnym rozrachunku wygląda to jeszcze bardziej imponująco – w 21 meczach pod batutą Rodgersa zawodnicy obecnego wicelidera Premier League zgromadzili aż 46 trafień, co przekłada się na imponującą średnią blisko 2,2 gola na mecz. Ofensywne popisy piłkarzy z King Power Stadium nie powinny dziwić co zagorzalszych fanów angielskiego futbolu, wszak pamiętają oni z pewnością szybki i ofiensywny futbol, jaki prezentował Liverpool prowadzony przez Irlandczyka z Północy (101 zdobytych bramek w sezonie 2013/14 – przyp. red.). Teraz jednak 46-latek dużo lepiej zbilansował swój zespół, któremu przewodzi grupa młodych-gniewnych, szalenie zdolnych zawodników.


Bardziej spostrzegawczy obserwatorzy na pewno dostrzegą także fakt, że w Leicester kładziony jest aktualnie dużo większy nacisk na posiadanie piłki niż za rządów Claude’a Puela, aczkolwiek nie przeszkadza to Lisom w płynnych zmianach tempa gry, umiejętnym jej przyspieszaniu czy kreowaniu pokaźnej liczby dogodnych pozycji. Dodatkowo, zgodnie z przydomkiem, nie zatraciły przebiegłości i boiskowej inteligencji, których uosobieniem są Tielemans oraz Madison – główne filary drużyny Rodgersa. Umiejętne połączenie tych wszystkich elementów skutkuje bardzo wysoką, czwartą pozycją w lidze pod względem liczby strzałów oddawanych w kierunku bramki przeciwnika. W samym aspekcie efektywności i celności owych prób gracze Leicester dystansują już krajową stawkę. Prawdziwy popis strzelecki urządzili sobie mierząc się w ostatni weekend października z Southampton FC, z Janem Bednarkiem w składzie, kiedy to bezlitośnie wykorzystywali kolejne okazje, kończąc kanonadę na rekordowym wyniku 9:0.

Po wiekopomnym starciu na St Mary’s Stadium podniosły się głosy, jakoby menedżer LCFC ugruntował swoją pozycję pośród angielskiej czołówki i w przyszłości miał zająć miejsce samego Pepa Guardioli, który prędzej lub później zwolni posadę w Manchesterze City. Co więcej, brytyjskie media w poprzednim tygodniu obiegła sensacyjna informacja o kontakcie ze strony przedstawicieli Tottenhamu, którzy po zwolnieniu Mauricio Pochettino rozważali ponoć kandydaturę Rodgersa. Jego akcje w początkowej fazie miały nawet stać znacznie wyżej niż kapryśnego Portugalczyka, ale młodszy z tego duetu postanowił nie ruszać się z King Power Stadium, uznając, że ma tam jeszcze trochę pracy do wykonania.


Jeszcze do niedawna wpisując w wyszukiwarce frazę „Rodgers” częściej można było natknąć się na zbiór „mądrości”, które zdarzyło mu się puścić w eter podczas konferencji prasowych, niż wzmianki o trofeach bądź sukcesach. W tym momencie jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, iż zaprawiony w bojach i nauczony poprzednimi doświadczeniami menedżer dojrzał, a ciekawie rozwijającą się karierę trenerską chce przypieczętować znaczącym osiągnięciem u obecnego pracodawcy. Już teraz interesują się nim topowe marki na Wyspach, a jego drużyna równa do najlepszych, mimo że możliwości ma dużo mniejsze. Rodgers przestał mówić, a zaczął działać. W mieście, które nadal przesiąknięte jest miłością do założonego przez 135 laty klubu, po raz kolejny udało się rozpalić nadzieje kibiców czekających z utęsknieniem na jeszcze jeden magiczny sezon. Do końcowych rozstrzygnięć wprawdzie długa droga, jednak nie brakuje sygnałów wskazujących na to, że Leicester City może w bieżących rozgrywkach narobić sporego bałaganu w ligowej tabeli, a sam Rodgers wygrać tą kampanią coś więcej niż serca kibiców The Foxes.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *