PKO BP Ekstraklasa new logo background

W ostatnich tygodniach słowo „koronawirus” odmieniane jest we wszystkich możliwych przypadkach. Przed szalejącą w zatrważającym tempie pandemią wywołaną przez COVID-19 nie chroni ani status stołeczny, ani zasobność portfela, o czym świadczą przykłady Toma Hanksa, Daniele Ruganiego, czy Mikela Artety. Z uwagi na zaistniałe zagrożenie epidemiologiczne przynajmniej do końca marca zawieszono rozgrywki ligowe we Włoszech, Hiszpanii, Francji, Niemczech i Anglii, a w piątkowe przedpołudnie odwołano przewidziane na przyszły tydzień zmagania w Lidze Mistrzów oraz Lidze Europy. Prawdopodobnie we wtorek zapadnie również decyzja odnośnie zaplanowanego na czerwiec i lipiec turnieju finałowego EURO 2020. Dlatego tak zdumiewająca była opieszałość władz rodzimej ligi w podjęciu rozsądnej decyzji.

Pierwsze perturbacje dotknęły Ekstraklasę w miniony wtorek. Wówczas Premier Mateusz Morawiecki zdecydował o odwołaniu wszystkich imprez masowych na terenie Polski. To oznaczało, że bez udziału kibiców odbędzie się przynajmniej kilka najbliższych kolejek, w tym niezwykle ciekawie zapowiadające się starcie Lech – Legia zaplanowane pierwotnie na 14 marca. Decyzja zapadła w momencie, gdy wykryto dopiero 22 przypadki zakażenia koronawirusem i nie mieliśmy jeszcze w naszym kraju do czynienia z ofiarami śmiertelnymi. Pojawiło się jednak pytanie, czy jest to właściwe rozwiązanie. Nie brakowało głosów, że radykalne kroki należało podjąć natychmiast, łącznie z całkowitym zakazem rozgrywania meczów. Narażeni na niebezpieczeństwo byli bowiem nie tylko piłkarze, ale również trenerzy, członkowie sztabów szkoleniowych, dziennikarze, czy też pracownicy niezbędni do obsługi meczów Ekstraklasy i transmisji telewizyjnych.


W czwartek ogłoszona została przymusowa przerwa w rozgrywkach od trzeciej ligi w dół, ale na wyższych szczeblach mecze miały się odbywać, tyle że bez udziału kibiców. W przypadku najwyższej klasy rozgrywkowej zdecydowano jedynie o kształcie tabeli, gdyby w ogóle nie udało się dokończyć kampanii 2019/20. To nie spodobało się przedstawicielom klubów, które dalej miały rozgrywać swoje spotkania. Zewsząd zaczęły więc spływać apele o pauzę we wszystkich rozgrywkach. Owszem, polski piłkarz od dawna musi się mierzyć ze stereotypem, na który sam konsekwentnie pracował. Przyjęło się, iż jest leniwy, za dużo zarabia, a mecze są dla niego jedynie przerwą w kolejnych imprezach. Nawet jeśli jest w tym choćby część prawdy, nie oznacza, że bezpieczeństwo zawodników oraz ich najbliższych jest mniej warte i nie wymaga odpowiedniej ochrony.

W końcu głos postanowił zabrać jeden z największych autorytetów wśród rodzimych piłkarzy, nawołując do podjęcia zdecydowanych działań. Jego apel został błyskawicznie poparty przed graczy innych ekip.

„Po wielu przeprowadzonych rozmowach z kolegami zawodnikami i przedstawicielami wszystkich zawodów polskiej piłki zwracam się z gorącą prośbą do osób zarządzających naszym sportem w Polsce, o przemyślenie ostatnich decyzji związanych z kontynuowaniem rozgrywek najwyższych lig piłkarskich. W obliczu tak poważnego zagrożenia jakim jest „koronawirus”, na nas wszystkich spoczywa teraz ogromna odpowiedzialność. Nie tylko za zdrowie samych zawodników i członków sztabów ale także, a może nawet przede wszystkim, za ich rodziny i inne osoby z najbliższego otoczenia. W moim najgłębszym przekonaniu najlepszą obecnie decyzją byłoby zawieszenie rozgrywek na okres kilku tygodni, tak aby dać sobie czas na wypracowanie docelowej decyzji, przemyślanej i zgodnej z decyzjami władz państwowych i UEFA, które mają zapaść w najbliższym czasie.”

Jakub Błaszczykowski

Przepychanki trwały także przez sporą część piątku. Nie brakowało opinii, że za przerwą w rozgrywkach optują jedynie kluby, które w tym momencie mają zapewnione utrzymanie czy awans na wyższy poziom. To jednak szybko zostało zdementowane przez jednego z graczy Korony Kielce, która znajduje się przecież w strefie spadkowej.


Pojawiły się również sugestie, jakoby czwartkowa decyzja osób zarządzających ligową spółką zapadła bez odpowiednich konsultacji z przedstawicielami wszystkich klubów, w oparciu o opinie wyłącznie części z nich. Ostatecznie tuż przed godz. 13 podjęto jedyną słuszną decyzję w obecnej sytuacji – przynajmniej do końca marca nie odbędzie się żaden mecz PKO BP Ekstraklasy. Nie musi to natomiast oznaczać paraliżu czy zakończenia sezonu już na tym etapie. Wszystko wskazuje, że we wtorek zapadnie decyzja o przełożeniu na przyszły rok Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Nie będzie zatem żadnych przeciwwskazań, aby dokończyć ligowe zmagania właśnie w okresie wakacyjnym. Jeśli nie, można przecież od kolejnego sezonu wprowadzić format rywalizacji z udziałem 18 zespołów, co spowoduje, że nie będzie konieczności degradowania żadnej z drużyn krajowej elity.

W tej wyjątkowej chwili najważniejsze jest zdrowie i życie. Szkoda tylko, że trzeba było tak długo zwlekać z oczywistą na pozór decyzją. Pozostaje się tylko cieszyć, że odpowiednia refleksja nadeszła zanim doszło do niebezpiecznej sytuacji. Za swoją nieodpowiedzialność szybko zostały ukarane władze Premier League, które najpierw ogłosiły, że 30. kolejka najbogatszej ligi świata odbędzie się zgodnie z planem, a później musiały zupełnie zmienić plany, gdy zarażeni okazali się Mikel Arteta i Callum Hudson-Odoi.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *