methode_times_prod_web_bin_fc7fbe3a-557c-11e9-a8f5-a9ee11ff7e6d

Jeszcze nie tak dawno Mauricio Pochettino uchodził za jednego z głównych kandydatów do objęcia dwóch najbardziej prestiżowych stołków trenerskich w piłkarskim światku – w Manchesterze United oraz Realu Madryt, które prowadzone były wówczas przez tymczasowych menedżerów. Wydawało się, że tego lata popularny „Poch” będzie najbardziej łakomym kąskiem wśród szkoleniowców, a wspomniane kluby za wszelką cenę będą usiłowały wyrwać go Danielovi Levy’emu. Jednakże w futbolu wszystko obraca się niczym w kalejdoskopie. Ostatnie ligowe niepowodzenia Spurs zmieniły optykę – fotele na Old Trafford i Estadio Santiago Bernabéu zostały już obsadzone, zaś w brytyjskiej prasie zaczęły pojawiać się pytania dotyczące dalszych losów argentyńskiego coacha. Czy Pochettino nie przegapił zatem szansy na kolejny krok w swojej obiecująco zapowiadającej się karierze trenerskiej?

Kibice śledzący regularnie rozgrywki angielskiej Premier League doskonale wiedzą, że pochodzący z prowincji Santa Fe menedżer zrobił niesłychanie dużo dla klubu z północnego Londynu. Za jego kadencji Lilywhites niemal rokrocznie meldują się w Champions League, co więcej – potrafią awansować z niełatwej grupy do dalszej fazy rozgrywek. Co roku biją się także o miejsce w TOP4 (5., 3., 2. i 3. miejsce w ciągu czterech pełnych sezonów pracy Pochettino w Tottenhamie – przyp. red.), a nawet udało im się po wielu latach zakończyć ligowe zmagania wyżej niż odwieczny rywal zza miedzy, co dla fanów Kogutów jest zawsze sprawą honorową.

Trwająca kampania Premier League jeszcze nieco ponad miesiąc temu zapowiadała się nader udanie, jednak stołeczny zespół zapomniał, jak wygrywa się mecze na krajowym podwórku. W pięciu spotkaniach poprzedzających środowy triumf na nowym stadionie nad Crystal Palace ekipa dowodzona przez Mauricio Pochettino zdobyła zaledwie punkt, co stanowi najgorszą serię w trwającej już blisko 5 lat kadencji Argentyńczyka przy High Road. Aktualnie Tottenham balansuje na granicy miejsca gwarantującego udział w przyszłorocznej edycji Champions League. Na koncie Spurs widnieją 64 oczka – to wynik o 3 punkty słabszy niż na tym samym etapie poprzedniego sezonu i aż o siedem punktów gorszy niż przed dwoma laty. Co więcej, podopieczni „Pocha” doznali w obecnej kampanii angielskiej ekstraklasy aż 10 porażek, czyli tyle samo, co łącznie przez całe rozgrywki 2015/16 i 2016/17!



Źródło: SkySports

Tottenham doszlusował już do angielskiej czołówki, ale z zawodnikami pokroju Harry’ego Kane’a, Christiana Eriksena i Delego Allego, a w tym sezonie także Son Heung-mina, kibice mają prawo wymagać czegoś więcej. Wydawało się, że przełomowym momentem może być poprzednie letnie okno transferowe, wszak właśnie wtedy londyński zespół potrzebował 1-2 uzupełnień składu, by nieco poszerzyć pole manewru na ławce rezerwowych. Daniel Levy zdecydował się jednak zainwestować w nowy stadion, który mimo swojej niezaprzeczalnej efektowności sukcesów sportowych nie zapewni. Aż trudno uwierzyć, że ostatni transfer do klubu miał miejsce w styczniu ubiegłego roku. Nowych zawodników nadal brakuje, podobnie jak trofeów, a trener zdaje się być zamknięty w swoistej złotej klatce. Niekorzystne wyniki można oczywiście wrzucić do ogródka prezesa, który na dobrą sprawę sam pozbawił swojej drużyny atutu domowych spotkań, albo wytłumaczyć kontuzją kluczowego elementu taktycznej układanki w osobie Belga Moussy Dembélé. Nie sposób natomiast nie zauważyć, że zawodnicy Spurs zmaksymalizowali swój potencjał do granic możliwości, dlatego z każdym kolejnym potknięciem media zastanawiają się, jak wiele i co jeszcze może zaoferować swoim piłkarzom były reprezentant Albicelestes.

Być może Daniel Levy był tak przejęty sprawą przeciągającej się inauguracji nowego stadionu, że po prostu zbagatelizował konieczność dokonania wzmocnień. Nic dziwnego, w końcu kiedy pojawił się na pachnącym świeżością Tottenham Hotspur Stadium podczas premierowego oficjalnego meczu, zobaczył przekonujące zwycięstwo swojej drużyny. Projekt zapoczątkowany przed pięcioma laty przybrał dokładnie taką postać, jaką docelowo zakładał sobie 57-letni brytyjski biznesmen. Nie dostrzegł natomiast tego, że gdyby pieniądze w klubowej kasie wciąż były dostępne, dwa lub trzy mądre uzupełnienia składu mogłyby pozwolić Kogutom progresować dalej.

Każdy z zespołów, który bezpośrednio konkuruje w tabeli z Tottenhamem, ma już wykrystalizowaną wyjściową jedenastkę. Plusem takiego obrotu sprawy jest wytworzenie się między zawodnikami więzi, podobnych wręcz do rodzinnych, co równocześnie może rodzić przeświadczenie o braku jednostek, które mogłyby odpowiednio wkomponować się w grupę przebywającą ze sobą od tak długiego czasu. W ekipie dwukrotnego triumfatora Pucharu UEFA, pomimo braku dopływu świeżej krwi, magia trenera zdaje się nadal działać, co możemy zaobserwować m.in. w najbardziej elitarnych rozgrywkach klubowych na Starym Kontynencie.


Temat przyszłości Pochettino wciąż rozpala jednak zagranicznych żurnalistów. Z ostatnich doniesień włoskiej prasy wynika, że mocno zainteresowany sprowadzeniem argentyńskiego menedżera jest próbujący odzyskać dawny blask AC Milan. Kolportowane przez tamtejsze media newsy wskazują, że w przypadku przeprowadzki były defensor Espanyolu czy PSG usiadłby za sterami projektu, którego główne założenie – gruntowna przebudowa – jest już realizowane, a zespół Rossonerich z Krzysztofem Piątkiem na szpicy zaczyna przejawiać potencjał. Decydującym aspektem, który miałby przekonać 47-letniego szkoleniowca do podjęcia pracy na San Siro jest pokaźny budżet transferowy mający wynosić, bagatela, ponad 300 mln €! Do tych rewelacji należy dodać także pogłoskę, jakoby usługami aktualnego opiekuna Tottenhamu miał być również zainteresowany Bayern Monachium, który w najbliższe wakacje planuje całkowicie zreorganizować kadrę. Bawarczycy definiują właśnie kształt zespołu na przyszły sezon, w oparciu o kapitana reprezentacji Polski – Roberta Lewandowskiego, ale wcale nie jest powiedziane, że Die Roten dalej będzie prowadził Niko Kovač, nawet w przypadku zdobycia mistrzostwa Niemiec.

„Na ten moment naszym celem jest dotarcie do półfinału Champions League. Oczywiście wszyscy wiemy, kto jest naszym przeciwnikiem, oraz że będzie to niesamowicie trudne zadanie. Jeżeli jest aktualnie na świecie jakiś klub, który jest w stanie wygrać wszystko, to niewątpliwie jest nim City.

Mauricio Pochettino przed pierwszym meczem 1/4 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem City

Sam zainteresowany nie zabrał póki co głosu w sprawie kolejnych kroków na swojej trenerskiej ścieżce i wydaje się być maksymalnie skupiony na ćwierćfinałowym dwumeczu. Pierwsza jego część już za nami – Kogutom udało się sprawić nie lada niespodziankę i wypracować jednobramkową zaliczkę. Pochettino nie jest raczej typem trenera, który postawi się prezesowi i za wszelką cenę będzie próbował odejść. W każdym zawodzie chce się natomiast zdobywać nowe, wyższe cele, a jeżeli ktoś ci tę możliwość odbiera, na co nie masz zbyt dużego wpływu, najzwyczajniej zaczynasz się dusić. Być może okaże się, że wszystkie te spekulacje są wyssane z palca i Levy nie musi się obawiać o obsadę ławki trenerskiej swojego zespołu. Jednak gdy latem znowu zabraknie pieniędzy na transfery, a z drużyną pożegnają się wielkie nazwiska (patrz: Eriksen lub Kane), to piękny związek może nie zakończyć się happy endem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *