Juventus-Torino serie A

W poprzednim sezonie zachwycił cały piłkarski świat. Strzelając bramki jak na zawołanie zwrócił na siebie uwagę agentów największych europejskich klubów, jednak mimo wielu mniej lub bardziej wiarygodnych plotek, a przede wszystkim ze względu na długi kontrakt ostatecznie pozostał w Torino na kolejny rok. Ze świadomością, że w barwach średniaka Serie A, jakim od wielu lat jest ekipa Granaty, ciężko będzie o równie spektakularne występy. Rzeczywistość zdaje się potwierdzać te przypuszczenia – były klub Kamila Glika nie jest w stanie przeskoczyć pewnego poziomu i regularnie dryfuje w okolicy środka tabeli, a jego czołowy snajper Andrea Belotti chwilowo (?) złapał zadyszkę, stając się po prostu solidnym napastnikiem solidnej włoskiej ekipy. Wydaje się, że aby wrócić na właściwe tory i dalej rozwijać swój talent, którym zachwycał w ubiegłych rozgrywkach, 23-latek powinien najpóźniej latem zmienić otoczenie.

Kariera urodzonego w Calcinate napastnika aż do obecnego sezonu rozwijała się bardzo harmonijnie, można wręcz powiedzieć modelowo. W wieku osiemnastu lat Andrea zadebiutował na seniorskim poziomie w barwach AlbinoLeffe, którego jest wychowankiem. W campionato 2011/12 pokazał się w kilku ostatnich spotkaniach zdegradowanego już klubu i zaliczył swoje premierowe trafienia. Spadek na trzeci poziom rozgrywkowy był oczywiście dla wszystkich związanych z La Celeste niezwykle smutnym wydarzeniem, jednak dla wchodzącego do dorosłej piłki Belottiego okazał się wielką szansą na rozegranie pierwszego pełnego sezonu z dala od rozgrywek Primavery.

Udana kampania, w której młody atakujący ekipy z Lombardii zdobył 12 bramek, zaowocowała transferem na wyższy poziom. Po zdolnego snajpera zgłosiło się zdegradowane Palermo, którego celem był natychmiastowy powrót do elity. Strzelanie goli spoczywało wówczas na barkach Urugwajczyka Abela Hernándeza, pozyskanego ze szwajcarskiego Sionu Kyle’a Lafferty’ego oraz dwóch dwudziestolatków przejawiających ogromny talent – Paulo Dybali i wypożyczonego z opcją wykupu Belottiego. Plan udało się zrealizować w stu procentach – Palermo z ogromną przewagą 18 punktów nad miejscem gwarantującym udział w fazie play-off awansowało do Serie A po zaledwie rocznym rozbracie, a wspomniana czwórka napastników zdobyła dla Rosanero aż 40 z 62 bramek (sam Belotti – dziesięć).

Awans do włoskiej ekstraklasy był dla klubu z Sycylii obowiązkiem, zaś dla młodzieżowego reprezentanta Italii kolejnym krokiem naprzód, wszak Palermo nie zastanawiało się ani chwili i za 5,5 mln € wykupiło dobrze rokującego zawodnika. Na Belottim spoczywała funkcja jokera, który najczęściej wchodził na podmęczonego rywala wspierając lub zastępując Paulo Dybalę. Przez cały sezon nasz bohater pozostawał zatem w cieniu genialnego Argentyńczyka. Dość powiedzieć, że na 38 spotkań Serie A Andrea nie opuścił ani jednego meczu, ale w aż 29 pojawiał się na murawie w roli rezerwowego. Wspomnianą kampanię mógł jednak zaliczyć do udanych – Palermo bez najmniejszych problemów utrzymało się w najwyższej klasie rozgrywkowej, natomiast młody Włoch zapracował na transfer do Torino, które zapłaciło za jego usługi niespełna 8,5 mln €.

„On nie jest wisienką na torcie, tylko całym tortem!”

Prezes Torino Urbano Cairo po transferze Belottiego

Transfer do ekipy Byków okazał się strzałem w dziesiątkę zarówno dla klubu ze stolicy Piemontu, jak i samego piłkarza. Belotti z miejsca stał się najskuteczniejszym napastnikiem Granaty zdobywając w sezonie 2015/16 dwanaście bramek, jednak najlepsze dopiero miało nadejść. Kolejna kampania to już eksplozja talentu wychowanka AlbinoLeffe. 26 goli zaaplikowanych bramkarzom rywali w rozgrywkach Serie A nie pozwoliło co prawda wywalczyć korony króla strzelców (więcej goli ustrzelili Edin Džeko i Dries Mertens – przyp. red.), ale wystarczyło, aby na 23-latka zwrócił uwagę cały piłkarski świat.

Mniej lub bardziej wiarygodne źródła znacząco wydłużały listę klubów zainteresowanych usługami Belottiego o takie firmy, jak Borussia Dortmund, Everton FC, Liverpool FC, AS Monaco czy SSC Napoli. Finalnie w grze pozostały trzy inne kluby: Chelsea FC, odradzający się z ery marazmu AC Milan i… Torino. Kontrakt podpisany przez Włocha pod koniec 2016 roku z jednej strony przedłużał o rok umowę z obecnym pracodawcą (do czerwca 2021 – przyp. red.), z drugiej zaś wpisana klauzula w wysokości 100 mln € (tylko dla klubów zagranicznych) dla wyjątkowo zdeterminowanego kontrahenta nie powinna być przeszkodą nie do pokonania. Brak najlepszego snajpera Byków w kampanii promocyjnej prezentującej nowe stroje zespołu z Turynu zdawał się potwierdzać to, co wydawało się być nieuniknione…


Ostatecznie jednak, mimo poważnego zainteresowania zwłaszcza ze strony Milanu, którego finalna oferta miała opiewać na 75 mln € i kartę M’Baye Nianga, reprezentant Squadra Azzurra pozostał na Stadio Olimpico di Torino. Zdeterminowany w tym zakresie był zwłaszcza prezes Il Toro Urbano Cairo, który odrzucał wszystkie oferty za swoją gwiazdę, które nie pokrywały klauzuli odejścia.

„Nigdy nie mów nigdy. Być może jeszcze w tym oknie transferowym ktoś wpłaci kwotę wpisaną w klauzulę gracza? Wówczas nie będziemy mogli nic zrobić i Belotti sam zadecyduje…”

Dyrektor sportowy Torino Gianluca Petrachi trzy dni przed końcem okienka transferowego

Nowy sezon Belotti również rozpoczął z przytupem, zupełnie jakby wszelkie plotki transferowe nie miały na niego żadnego wpływu. W pierwszych pięciu kolejkach Serie A trzykrotnie pokonywał golkiperów drużyn przeciwnych, dokładając do tego jedną asystę (plus dwie bramki i decydujące podanie w Coppa Italia). A w sierpniowej konfrontacji z Sassuolo pokazał pełnię swoich możliwości:


Dorobek Włocha zatrzymał się 20 września. Osiem kolejnych spotkań w jego wykonaniu? Trzy mecze opuszczone ze względu na kontuzję kolana oraz pięć występów w pełnym wymiarze czasowym, w których licznik napastnika ani drgnął. Czy to powód do niepokoju? I tak, i nie. Z jednej strony wydaje się pewne, że dla walczącego maksymalnie o miejsce w górnej połowie tabeli Torino, Belotti zdobędzie jeszcze w tym sezonie wiele bramek. Z drugiej natomiast szatnia Granaty robi się zbyt ciasna dla znajdującego się w kwiecie piłkarskiego wieku snajpera i lato mijającego roku było dobrym momentem na zmianę otoczenia. Ciężko bowiem wyobrazić sobie, by mniej utytułowany turyński klub był w stanie dorównać ambicjom swojego najskuteczniejszego w ostatnich sezonach napastnika, które ze względu na skalę talentu powinny sięgać zadziwianiu świata we wtorkowe i środowe wieczory, na co w obecnych barwach Belotti nie ma najmniejszych szans.

Przyszłoroczne wakacje jawią się zatem jako absolutnie ostatni moment na zmianę otoczenia. Oczywiście wiele zależy od tego, czy Belotti zacznie z powrotem regularnie nękać bramkarzy na włoskich boiskach, aby największe europejskie kluby nadal o nim pamiętały. Wydaje się jednak, że większą przeszkodą niż obecny, dwumiesięczny zastój w strzelaniu goli może być dla 23-latka kaprys prezesa Cairo, który może spowodować, że za pół roku wszystkie oferty ponownie wylądują w koszu na śmieci. To mogłoby być najgorsze rozwiązanie dla mającego jeszcze 3,5 roku kontraktu piłkarza, ale serial dotyczący jego ewentualnego odejścia latem przyszłego roku zapewne znów zelektryzuje całą futbolową Italię, dla której w tym okresie emocji czysto piłkarskich niestety zabraknie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *