Drużyna Martina Schmidta od początku obecnych rozgrywek prezentuje bardzo nierówną dyspozycję. Forma Zero-Piątek zmienia się z tygodnia na tydzień, a ostatni remis z Saint-Étienne 0:0 nie poprawił nastrojów panujących w Moguncji. Przez podział punktów we Francji FSV Mainz straciło szansę na awans do fazy pucharowej Ligi Europy, choć akurat może się to okazać zbawienne…

Jeszcze w poprzednim sezonie Mainz imponowało nie tylko grą ofensywną, ale i defensywną. Podopieczni trenera Martina Schmidta potrafili wykorzystywać słabość rywali i dzięki równej, stabilnej dyspozycji awansowali do Europa League. Kadra wydawała się być idealnie wyważona, gotowa na łączenie wyzwań wynikających z gry w lidze i na arenie międzynarodowej. Rzeczywistość okazała się jednak zdecydowanie bardziej okrutna, niż się w Moguncji spodziewano.


Syndrom Europy powraca niczym widmo

Kibice niemieckiego futbolu mają świeżo w pamięci poprzednią kampanię w wykonaniu Wolfsburga. Wilki, mimo że doszły aż do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, nie zaliczą sezonu 2015/16 do udanych. Wymagające rozgrywki Champions League sprawiły bowiem, że Dieter Hecking i jego zespół kompletnie położyli rywalizację w Bundeslidze. Ówcześni wicemistrzowie Niemiec na krajowym podwórku kompromitowali się niemal co tydzień, a szyderczych komentarzy nie brakowało.


Teraz, ku rozpaczy kibiców z Moguncji, podobna sytuacja ma miejsce na Opel Arenie. W Mainz już po losowaniu fazy grupowej Ligi Europy wiedzieli, że łatwo nie będzie i godzenie rywalizacji na trzech frontach (LE, liga i DFB Pokal – przyp. red.) może okazać się niezwykle trudne. Zbliża się grudzień i choć jesienna część rozgrywek pod egidą UEFA jeszcze się nie zakończyła, to wiadomo już, że wiosną w stolicy Nadrenii-Palatynatu europejskie puchary nie zagoszczą. Saint-Éttiene i Anderlecht Bruksela okazały się lepsze od niemieckiego zespołu i to one po nowym roku będą rywalizowały w 1/16 finału LE. Wydaje się jednak, że odpadnięcie z walki o triumf w Europa League może wyjść drużynie Die Nullfünfer na dobre. Za nami dwanaście ligowych kolejek i mimo że Mainz zajmuje ósme miejsce w tabeli, to swoją grą nie przekonuje, że wynik z poprzedniej kampanii można poprawić.


Brak równowagi

Jeżeli spojrzymy na tabelę niemieckiej ekstraklasy i odszukamy w niej FSV Mainz, to pierwsze, co rzuci się w oczy, to nie dorobek punktowy, lecz kuriozalny wręcz bilans bramkowy. Zero-Piątki zdobyły w tym sezonie 21 goli, a straciły… tylko jedną bramkę mniej. Nie jest to przypadek, ani zbieg okoliczności. O ile zespół Schmidta można gloryfikować za naprawdę dobrą grę ofensywną – szczególnie jeśli chodzi o współpracę Cordoby i De Blasisa – o tyle do linii obrony, a już w szczególności pomocy, można mieć ogromne zastrzeżenia. FSV w tym sezonie zaledwie dwukrotnie zachowało w Bundeslidze czyste konto. Latem z klubu odszedł podstawowy bramkarz, fundament drużyny Loris Karius, a zastąpił go 27-letni Duńczyk Jonas Lössl. Do byłego golkipera Guingamp także można mieć pretensje, ale bez solidnej obrony nawet najlepszy bramkarz sobie nie poradzi. W ostatnim spotkaniu ligowym z beniaminkiem z Freiburga widać było, jak olbrzymie problemy ma z organizacją gry defensywnej ma ekipa z Moguncji. Dwaj stoperzy – Niko Bungert i Stefan Bell – popełniają mnóstwo błędów, regularnie gubiąc krycie, nie nadążając za rywalami czy łamiąc linię.

Mało kompatybilni są także boczni defensorzy – Brosinski i Donati, którzy często zapominają o obowiązkach defensywnych zapędzając się nadto do przodu. Nie jest więc przypadkiem, że Schmidt od początku sezonu poszukuje zaginionego złotego środka w linii obrony. Rotacje personalne również nie przynoszą spodziewanego progresu, a zawodnicy, którzy dostają szanse (Ramalho, Balogun), póki co zawodzą.

Jednak czasami, nawet przy słabszej dyspozycji defensywy, dobrze funkcjonujący atak jest w stanie sobie poradzić. Gdy drużyna traci bramki, ale jest silna w przednich formacjach, potrafi strzelić o jednego gola więcej niż przeciwnik. W Mainz taka filozofia rzadko się sprawdza, a powód jest prozaiczny – środek pola, a raczej jego brak.


Pomocnicy nie pomagają

Martin Schmidt preferuje dość popularne ustawienie 1-4-2-3-1. Problem w tym, że poza Yunusem Mallım, operującym tuż za plecami napastnika, w Moguncji brakuje klasowych środkowych pomocników.


Fabian Frei czy młodziutki 21-letni Jean-Philippe Gbamin spisują się znacznie poniżej oczekiwań, a właśnie słaba postawa drugiej linii jest główną przyczyną niestabilności FSV. Drużynie Zero-Piątek brakuje równowagi pomiędzy poszczególnymi liniami, przez co niekiedy oddaje ona pole rywalowi, czekając na jego ruch. Mainz potrzebuje także pierwiastka agresywności i determinacji, którą często wygrywało spotkania w poprzednim sezonie. Co gorsza, ostatnio pojawiły się także problemy z koncentracją. Zresztą zdaniem 49-letniego szkoleniowca Die Nullfünfer właśnie to był jeden z głównych czynników, który spowodował odpadnięcie z Ligi Europy.

W meczach z Anderlechtem i Saint-Étienne zabrakło nam spokoju, koncentracji do końca. To są silne drużyny, które pozwoliły nam zebrać doświadczenie na arenie międzynarodowej, niemniej jednak brakowało nam pewności siebie. Kiedy grasz w Europie, musisz być zdeterminowany, wiedzieć, czego chcesz. Nie byliśmy wystarczająco mądrzy w tych pięciu spotkaniach, które rozegraliśmy. Chcemy się jednak rozwijać, dlatego teraz koncentrujemy się tylko na Bundeslidze”Martin Schmidt po czwartkowym, zremisowanym 0:0 spotkaniu z Saint-Étienne

W lokalnym dzienniku „Allgemeine Zeitung” pojawiła się nawet teza, że zawodnicy z Moguncji specjalnie odpuścili walkę w Europa League, by skoncentrować się na grze w niemieckiej ekstraklasie. Można z tym polemizować, jednak patrząc na grę FSV chociażby w spotkaniu wyjazdowym przeciwko Anderlechtowi (1:6) można się zastanowić, czy Zero-Piątki rzeczywiście były gotowe na rywalizację na scenie międzynarodowej.

Tym bardziej, że wypowiedzi samych zawodników także nie wskazują na to, jakoby ktokolwiek w Moguncji przejmował się odpadnięciem z europejskich pucharów.

„W końcu możemy się skoncentrować na Bundeslidze. Mamy nadzieję grać jeszcze lepiej i poprawić naszą pozycję w tabeli”Leon Balogun

Na Opel Arena doskonale pamiętają pierwsze, bolesne zetknięcia z Ligą Europy za czasów Thomasa Tuchela. Wówczas również nie udawało się skutecznie łączyć walki na kilku frontach. Mainz zaczyna więc przejawiać syndrom klubu, który musi koncentrować się wyłącznie na jednych rozgrywkach, by rzeczywiście osiągać dobre rezultaty. Poprzedni sezon był dla drużyny Schmidta niezwykle udany, ale latem odeszło dwóch absolutnie kluczowych zawodników – bramkarz Karius, a także defensywny pomocnik Julian Baumgartlinger. To Austriak przez ostatnie sezony był łącznikiem pomiędzy liniami obrony i pomocy. To on zapewniał bezpieczeństwo, spokój i wyważenie w drużynie, którego ostatnio tak bardzo FSV brakuje. Wyjęcie dwóch ważnych ogniw spowodowało, że Martin Schmidt musiał zmienić koncepcję swojej jedenastki, w konsekwencji czego Mainz przestało być już tak efektywnym zespołem jak przed rokiem. A rywale Zero-Piątek stale rosną w siłę. Do Bundesligi awansowała rewelacja z Lipska, zaś Hoffenheim i Kolonia pokazały, że mogą skutecznie rywalizować nawet z najlepszymi ekipami w Niemczech.

Niewykluczone jednak, że grając jedynie w rozgrywkach ligowych Mainz po raz kolejny udowodni, że jest drużyną z górnej połówki tabeli i ma aspiracje na coś więcej niż bezpieczny środek tabeli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *