image

AS Roma jeszcze w październiku i listopadzie rozpieszczała swoich kibiców. Świetny mecz na Stamford Bridge, rozbicie Chelsea w rewanżu, poprawienie klubowego rekordu dwunastu wygranych z rzędu w lidze na wyjeździe i na dodatek wygranie Derbów Rzymu. Także na początku grudnia udało się przypieczętować awans z grupy Ligi Mistrzów zostawiając w pokonanym polu m.in. Atlético Madryt, ale później coś się zacięło. Kiepskie wyniki zespołu schodzą jednak w cień, kiedy rozpoczyna się dyskusja o długofalowej polityce klubu.

W maju wiele serwisów internetowych i gazet sportowych przekonywało, że Roma dokonała najlepszego transferu w swojej historii. Posadę dyrektora sportowego przejął Monchi, który z Sevilli uczynił klub regularnie kolekcjonujący puchary. Co prawda nie te najważniejsze z mistrzostwem Hiszpanii czy Ligą Mistrzów na czele, ale przy dziesięciu latach posuchy, jakie trwają właśnie w stolicy Włoch, zwycięstwo w Lidze Europy przyjęte by było entuzjastycznie. Hiszpan w czerwcu przekonywał kibiców Giallorossich, że klub nie musi sprzedawać najlepszych zawodników by normalnie funkcjonować.

„Roma to nie supermarket”

Ramón Rodríguez Verdejo, „Monchi”

Wszyscy mający Romę w sercu zakładali, że latem uzupełniony o wartościowych zmienników będzie skład, który zdobył rekordowe 87 punktów na mecie sezonu 2016/17. Z odejściem trenera wszyscy byli pogodzeni, zresztą Luciano Spalletti pomimo rewelacyjnych wyników nie pozostawiał po sobie dobrego wrażenia po swoim konflikcie z Francesco Tottim, który kończył wówczas karierę. Eusebio Di Francesco potrafiący wprowadzić prowincjonalne Sassuolo do europejskich pucharów wydawał się dobrym następcą. Jeżeli dołożyć do tego background zdeklarowanego romanisty to lepszego wyboru być nie mogło.

Źródło: AS Roma
Źródło: AS Roma

Niechybnie nadchodził jednak 30 czerwca, a z tą datą wiązało się spełnienie wymogów Finansowego Fair Play. Latem z klubu odeszli więc m.in. Mohammed Salah, Antonio Rüdiger, Leonardo Paredes, a tylko swoim sprzeciwem transakcję z Zenitem „położył” Kostas Manolas. Letnie mercato okazało się więc bardzo intensywne zarówno w ruchy in, jak i out.

Drużynę trzeba było budować na nowo w oparciu o graczy, którzy przed sezonem dołączyli do Trigorii. Ponieważ zakupy hiszpańskiemu „magowi” ,eufemistycznie rzecz ujmując, niezbyt się udały fala krytyki zaczęła przybierać na sile. W styczniu natomiast na światło dzienne zaczęło wychodzić coraz więcej szczegółów dotyczących funkcjonowania klubu. Szybko się okazało, że na sprzedaż jest każdy zawodnik z kadry drużyny. Do londyńskiej Chelsea wytransferowano perspektywicznego lewego obrońcę Emersona Palmieriego.


Młody Brazylijczyk co prawda nie grał zbyt wiele w tym sezonie, ale każdy zdawał sobie sprawę z potencjału jaki w nim drzemie. Gdyby tego było mało to ten sam kierunek obrać miał Edin Džeko czyli najlepszy strzelec drużyny i capocannoniere 2016/17. Bośniak co prawda nie jest obecnie tak skuteczny jak w minionych rozgrywkach, ale wciąż dał Romie sporo ważnych goli. Tutaj też sam zawodnik doprowadził do fiaska transakcji. Kluby szybko doszły do porozumienia, ale były piłkarz Manchesteru City nie dogadał się w kwestii indywidualnego kontraktu. W Rzymie jego umowa obowiązuje do 2020 roku i taką samą długość kontraktu chciał mieć w Londynie (plus oczywiście sowita podwyżka). Džeko ma dwójką małych dzieci i można zrozumieć jego potrzebę stabilizacji i spokojnego życia rodzinnego przez najbliższe lata w jednym miejscu. Jego familia dobrze czuje się w Rzymie i zapewnienie jej komfortu było dla niego priorytetem.


Zaraz po zerwaniu negocjacji transferowych włoskie media obiegła informacja o słabej kondycji finansowej klubu i to pomimo dokapitalizowania go w październiku kwotą 120 milionów euro. Portal forzaroma.info przekonuje, że w klubie wciąż czkawką odbija się porażka w barażach o Champions League z sierpnia 2016 roku. To brak tych wpływów mocno nadszarpnął finansami trzykrotnych mistrzów Włoch. Załataniu tej dziury nie pomogło też veto Manolasa o którym wspominamy wyżej.

Okazuje się więc, że latem zeszłego roku Roma musiała sprzedawać swoich piłkarzy, tak samo jak musiała to robić w styczniu. Gdyby poza Palmierim udało się spieniężyć Nainggolana albo Strootmana, albo Džeko, to w ich miejsce nie przyszedłby nikt wartościowy. Wystarczy wspomnieć, kto zastąpił Emersona – Jonathan Silva ze Sportingu Lizbona, który od listopada zmaga się z zerwanymi więzadłami… włoski dziennikarz, Alessandro Austini – prywatnie kibic ASR, trafnie ironizował, że pasuje do klubu wręcz idealnie gdyż jest to uraz z którym w ostatnich miesiącach zmagała się bądź zmaga olbrzymia liczba piłkarzy Romy.


Włosi prognozują też, że już latem kolejny ważny dla układanki Di Francesco gracz opuści Stadio Olimpico, a jeśli wicemistrzowie Włoch nie zajmą miejsca w pierwszej czwórce exodus może być jeszcze bardziej okazały.

Problemy finansowe to jednak nie jedyny problem prezydenta Jamesa Pallotty i jego świty. Bostoński biznesmen zarządza klubem zza oceanu, a jeśli spotyka się z najbliższymi współpracownikami (Monchi i dyrektor generalny Mauro Baldissoni) to od jakiegoś czasu robi to w Londynie (sic!). Zza granicy też co jakiś czas wygłasza bon moty, które uderzają w rzymskie środowisko oraz w kibiców. Tych ostatnich zdążył już swego czasu nazwać „pier******* idiotami” [f****** idiots] i oskarżyć ich o systemowe łamanie prawa na trybunach. W jednym z wywiadów dał do zrozumienia, że nie chce widzieć takiej publiczności na nowym stadionie (później wycofywał się z tych słów zasłaniając się marnym tłumaczeniem jego słów na włoski). Kibice z Curva Sud nie pozostali mu oczywiście dłużni pisząc w liście otwartym do niego, że absolutnie nie chcą budowy nowego stadionu i generalnie jego osoby na czele klubu. Podczas niedawnego pojedynku z Sampdorią Genua w Rzymie na stadionie kolportowano naklejki banknotu jednodolarowego z wizerunkiem Pallotty. Znalazły się one nie tylko na sektorze ultrasów, ale też w lożach sponsorów oraz tam gdzie zasiadają rodziny piłkarzy. Transparenty skierowanego do Amerykanina z włoskim paszportem to już niemalże codzienność. Na wspomnianym meczu widniał taki:

Il business e finito. Andate in pace!” [Koniec biznesu. Odejdźcie w pokoju!]

Ośrodek treningowy również nie pozostaje wolny od podobnych manifestacji. Kibice (póki co) nie odmawiają wsparcia dla drużyny, która walczy ze swoimi słabościami jak i z rywalami. W sporych liczbach jeżdżą na wyjazdy, a na Olimpico kiedy wybrzmiewa pierwszy gwizdek kończy się obrażanie kierownictwa, a trwa normalny doping. Tak było m.in. na przywoływanym już dwukrotnie meczu z La Samp, ale kiedy po jego zakończeniu fani domagali się podejścia piłkarzy pod Curva Sud i rozmowy z nimi tylko Radja Nainggolan chciał się do nich udać. Zawrócił go jednak pełniący wtedy funkcję kapitana Alessandro Florenzi tłumacząc to „regulaminem drużyny”. Ponieważ Włoch jest w trakcie negocjacji nowej umowy fani uznali go za koniunkturalistę i został okrzyknięty „marionetką Pallotty”.

Wracając jeszcze na moment do Nainggolana to on również święty nie jest. Jego live na portalu społecznościowym w Sylwestra kiedy paląc papierosy i popijając alkohol relacjonował swoją zabawę to kolejny z problemów jakie piętrzą się w klubie. Belg został ukarany odsunięciem od meczu z Atalantą (0:1) i grzywną 100 tys. euro. W poniedziałek nad ranem (5.02) swoje auto rozbił za to Bruno Peres. Drużyna w ten dzień treningu nie miała, ale ciężko zakładać, że prawy obrońca o piątej nad ranem śpieszył się do piekarni. Badanie alkomatem wykazało dodatkowo jazdę „na podwójnym gazie”.


Brazylijczyk spisuje się w tym sezonie fatalnie, a do tego dokłada jeszcze takie wybryki. Czysta głupota. Najprawdopodobniej spotka go identyczna kara jak Nainggolana, a więc grzywna i brak powołania na mecz z Benevento. W Rzymie nikt jednak nie ukrywa, że chętnie pozbyto by się go z drużyny definitywnie. W styczniu to przez jego brak zgody nie doszło do wymiany na linii Roma-Genoa. Brazylijczyk miał powędrować do Ligurii, a Diego Laxalt w drugą stronę.

Również Eusebio Di Francesco nie ułatwia życia swoim przełożonym. Słabe wyniki mocno nadszarpnęły jego pozycją w klubie, ale chyba jeszcze mocniej naruszyły ją wypowiedzi rzucające światło na codzienność w klubie. Trener bez ogródek przyznał, że sytuacja finansowa w Rzymie jest zła co miało nie spodobać się Palloccie. Szkoleniowiec jednak jest szanowany przez trybuny, które absolutnie nie obwiniają go o obecną pozycję w tabeli. Pytanie tylko czy to dla niego dobra wiadomość jeżeli przypomnimy o konflikcie kibiców z prezydentem?

Roma ma więc przed sobą bardzo ciężką wiosnę, którą wręcz musi zakończyć w pierwszej czwórce. Bez pieniędzy z Ligi Mistrzów ambicje sportowe stołecznego klubu trzeba będzie jeszcze bardziej zredukować, a przecież miał on na poważnie włączyć się do walki o scudetto. Na szczęście dla Romy pod formą jest także Inter, a Lazio to nie jest jeszcze drużyna wygrywająca wszystko z zespołami sklasyfikowanymi niżej więc w tym wyścigu Giallorossi wciąż się liczą. Nie mogą jednak trzymać kciuków tylko za kolejne wpadki rywali. Sami muszą wywierać presją swoją dobrą grą.


Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *