DN3PKrMXcAAN9nk

Od zawsze uchodził na Półwyspie Apenińskim za spory talent, który jednak nigdy nie wspiął się powyżej solidnego poziomu. Wielokrotnie wypożyczany wychowanek Milanu długo nie mógł nigdzie zagrzać miejsca na stałe. Dość powiedzieć, że dopiero rok temu podpisał długoterminowy, pięcioletni kontrakt z klubem, który zdecydował się na niego mocniej postawić. I jak na razie nikt takiego ruchu nie żałuje, wszak poprzedni sezon w barwach Bologny był dla Simone Verdiego bardzo udany, a obecny jest już zdecydowanie najlepszym w karierze 25-letniego skrzydłowego. Czy średniak Serie A to wszystko, na co stać pochodzącego z Lombardii piłkarza? Jeżeli dalsza część bieżącej kampanii będzie dla niego równie owocna, wydaje się, że latem powinno pojawić się wiele ciekawych propozycji transferu do znacznie bardziej renomowanego zespołu.

Kariera Verdiego od samego początku nie była usłana różami. Wyróżniający się w Primaverze Milanu nastolatek został przed rozpoczęciem sezonu 2011/12 bez żalu oddany do grającego wówczas w Serie B Torino. W drużynie walczącej o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej był zawodnikiem szerokiego zaplecza, który otrzymywał od czasu do czasu swoje szanse. Drugą część rozgrywek w całości stracił jednak ze względu na kontuzję łydki. Po prawie pięciomiesięcznej przerwie wrócił na boisko w ostatniej kolejce ligowej, kiedy Granata miała już zapewniony awans do elity.

Źródło: Toro News
Źródło: Toro News

Naturalną koleją rzeczy wydawało się być zatem wypożyczenie do drużyny, w której Verdi miałby szansę na regularną grę. To nastąpiło dopiero zimą, wszak wcześniej młody skrzydłowy stracił kolejne pół roku – tym razem przesiadując na ławce rezerwowych, z której przez pierwszą część sezonu podniósł się na zaledwie 136 minut. Wypożyczenie do rywalizującej na poziomie Serie B ekipy Juve Stabia było o tyle ważne, że utalentowany Włoch mógł wreszcie zaprezentować swoje umiejętności w szerszym przedziale czasowym. Początek w nowych barwach miał doprawdy obiecujący – w rozgrywanym w fatalnych warunkach spotkaniu z Vicenzą popisał się bowiem dwiema przytomnymi asystami.

Regularna gra na Stadio Romeo Menti przyczyniła się do zainteresowania lepszych ekip i nowy sezon Verdi rozpoczął już w barwach walczącego o awans do Serie A Empoli. To właśnie kampania 2013/14 była dotychczas zdecydowanie najlepszą w wykonaniu byłego młodzieżowego reprezentanta Italii. Simone grał w praktycznie każdym meczu, strzelał bramki, notował asysty i walnie przyczynił się do powrotu Azzurich na najwyższy poziom rozgrywkowy po sześciu latach nieobecności. Nasz bohater pozostał natomiast w ekipie ze Stadio Carlo Castellani na następny sezon, by pomóc w spokojnym utrzymaniu.

Cel udało się zrealizować – Empoli zajęło piętnaste miejsce, jednak wkład wychowanka Rossonerich w ten sukces mógł być zdecydowanie większy. Zaledwie jedno trafienie i dwa decydujące podania nie mogły sprawić, że po zawodnika rodem z Broni ustawi się kolejka chętnych, jednak wtedy za 450 tys. € wykupiła Verdiego ekipa Milanu. Wiadomym było, iż na grę w pierwszej drużynie Il Diavolo skrzydłowy nie ma praktycznie żadnych szans, więc perspektywą było kolejne wypożyczenie – na pierwszą część rozgrywek do hiszpańskiego SD Eibar, gdzie Włoch kompletnie rozczarował, a następnie do Carpi, dla którego zdobył trzy bramki, ale nie pomógł w uratowaniu klubu przed degradacją.


Przed kolejnym campionato po Verdiego zgłosiła się Bologna. 1,5 mln € odstępnego było przystępną ceną za 24-letniego wówczas gracza, który związał się z klubem z regionu Emilia-Romania pięcioletnim kontraktem. Po kilkuletniej tułaczce przed Verdim otworzyła się w końcu spora szansa na regularną grę we włoskiej elicie. I rzeczywiście, od początku stał się dużym wzmocnieniem Rossoblù, czego nie zmieniła nawet dwumiesięczna pauza spowodowana kontuzją odniesioną pod koniec 2016 roku. Po dojściu do zdrowia Simone prezentował równą, wysoką formę, co zaowocowało nawet powołaniem do Squadra Azzurra, dla której rozegrał krótki epizod w towarzyskim meczu z Holandią i ponad godzinę w spotkaniu eliminacyjnym z Macedonią. Rozgrywki Serie A, przy jego wydatnej pomocy, Bologna zakończyła natomiast na 15. miejscu, spokojnie utrzymując się w gronie najlepszych zespołów w Italii.

Od początku bieżącej kampanii klub z północy Włoch utrzymuje się w środku ligowej stawki, a Verdi rozgrywa sezon życia. Po 17. kolejkach miał bezpośredni udział w dziewięciu z dziewiętnastu zdobytych przez Veltrich bramek.


Od sierpnia Verdi gra w Serie A niemalże od deski do deski i wydaje się, że wreszcie znalazł swoje miejsce, gdzie jest lubiany, doceniany, a przede wszystkim może skupić się wyłącznie na futbolu. Pytanie, czy klub aspirujący co najwyżej do roli średniaka włoskiego calcio nie stanie się niedługo zbyt ciasny dla 25-latka, zwłaszcza jeśli utrzyma swoją wysoką dyspozycję, którą imponuje od półtora roku.

„W styczniu nie odejdę z Bologny. Powiedziałem to już wiele razy i potwierdzam także teraz, że chcę zostać na Renato Dall’Ara do końca sezonu. Mówiąc to nie mam jednak na myśli, że na pewno zostanę w tym klubie na przyszły sezon”

Simone Verdi na temat swojej przyszłości

Taką wypowiedzią najlepszy strzelec zespołu Roberto Donadoniego z jednej strony ucina wszelkie spekulacje dotyczące zimowego transferu, ale również zostawia sobie furtkę na sezon 2018/19. A skoro o zawodnika pyta mający mistrzowskie aspiracje Inter (w niektórych włoskich mediach przewinęła się także informacja o zainteresowaniu ze strony Juventusu – dod. red.), to pokusa zmiany otoczenia może być bardzo silna.

Źródło: www.gazzetta.it
Źródło: www.gazzetta.it

Wypada jedynie mieć nadzieję, że jeżeli faktycznie latem Simone Verdi zamieni klub na lepszy, to za kolejne pół roku nie będziemy świadkami jego kolejnego wypożyczenia w poszukiwaniu regularnej gry…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *