Malaga CF 2017

W lidze hiszpańskiej coraz więcej zespołów zgłasza akces do reprezentowania kraju na arenie międzynarodowej. Biorąc pod uwagę potencjał kadrowy, w gronie tym powinna znaleźć się Málaga, jednak obecny sezon może spisać na straty. Brak awansu choćby do Ligi Europy stawia przed trudnym zadaniem dyrekcję sportową Blanquiazules, w szeregach których nie brak piłkarzy wzbudzających zainteresowanie innych klubów. Końcówka kampanii pod wodzą Míchela jest dla ekipy z Andaluzji zaskakująco udana, ale czy zawodnicy zaufają nowemu trenerowi i zostaną na La Rosaleda, aby powalczyć o wyższe cele?

Do trzech razy sztuka

Do końca sezonu w Primera División pozostały dwie kolejki, ale kibice Malaguistas nie mogą już liczyć na zbyt wiele. Ich ulubieńcy zajmują obecnie jedenaste miejsce i nie mają możliwości wskoczenia do górnej połówki tabeli. Drużynę Boquerones w trakcie rozgrywek prowadziło trzech trenerów, ale dopiero obecny szkoleniowiec okazał się być właściwym człowiekiem, który odpowiednio zagospodarował potencjał drzemiący w piłkarzach z La Rosaleda.

Do obecnej temporady zespół z Malagi przygotowywał utytułowany Juande Ramos, który zna smak triumfu w Pucharze UEFA oraz wie, jak wdrapać się na ligowe podium. 62-letni menedżer swój czas chwały miał jednak dekadę temu, kiedy prowadził Sevillę. Po opuszczeniu Estadio Ramón Sánchez Pizjuán notował niezadowalające wyniki z Tottenhamem i Realem Madryt, a przez ostatnie lata prowadził ukraińskie Dnipro. Objęcie ekipy Blanquiazules miało być szansą na przypomnienie się piłkarskiemu światu, lecz skończyło się na rozczarowaniu i dymisji po upływie niecałej rundy. Wówczas Malaga okupowała miejsce w środku ligowej stawki, a na plus w tamtym okresie należy zapisać domowe zwycięstwo nad Athletikiem (2:1) oraz urwanie punktów Barcelonie na Camp Nou (0:0).

Następcą doświadczonego Hiszpana został Marcelo Romero, który wcześniej był członkiem sztabu szkoleniowego Malagi pełniącym rolę asystenta pierwszego trenera. Urugwajczyk odmienił oblicze drużyny, ale bynajmniej w pozytywnym znaczeniu – z przeciętniaków uczynił bowiem słabeuszy przegrywających seriami. Fani Malaguistas poważnie zaczęli obawiać się spadku, ale w moment zareagowali klubowi decydenci i na początku marca zwolnili trenera rodem z Montevideo, kiedy zespół zajmował piętnastą pozycję w tabeli, z siedmioma punktami przewagi nad strefą spadkową.

Po rozstaniu z Romero wrócono na La Rosaleda do koncepcji z rodzimym szkoleniowcem, którym został Míchel. Były pomocnik przez kilkanaście lat był gwiazdą Realu Madryt, a po zawieszeniu butów na kołku rozpoczął karierę menedżerską. Obecnie 54-latek może pochwalić się doświadczeniem zdobytym w trzech ligach: hiszpańskiej, greckiej oraz francuskiej. W Máladze nie udało mu się jednak odpalić z miejsca. Po trzech meczach bez zwycięstwa przyszło wreszcie wyczekiwane zwycięstwo nad Sportingiem Gijón, co nie było jeszcze wielkim wyczynem, ale już kolejny triumf nad Dumą Katalonii musiał wzbudzić respekt.

Teraz Míchel może pochwalić się nawet czterema zwycięskimi pojedynkami z rzędu oraz ofensywną grą swoich podopiecznych, czego dowodem jedenaście zdobytych bramek w czasie zwycięskiej serii. Pod wodzą madrytczyka udało się Albicelestes odnieść sześć zwycięstw i zanotować remis w dziesięciu potyczkach, co zaowocowało dziewiętnastoma punktami. W tabeli za ten okres Malaga okupuje wysoką, piątą lokatę.




Kolejka chętnych po piłkarzy

Latem ubiegłego roku do klubu z południa Hiszpanii zawitał Sandro Ramírez, który przyszedł na zasadzie wolnego transferu po wygaśnięciu kontraktu z Barceloną. W barwach Blaugrany 21-latek nie potrafił przebić się do naszpikowanego gwiazdami pierwszego składu. Kanaryjczyk odrzucił także korzystniejsze finansowo oferty z Anglii, lecz potrafił zadbać o własne interesy. Wprawdzie klub z wybrzeża pozyskał utalentowanego atakującego, który później potwierdził swoją przydatność, niemniej uczynił to dzięki niskiej klauzuli wykupu, która została ustalona na poziomie zaledwie 6 mln €.

Sandro jest motorem napędowym ofensywy Boquerones – w tym sezonie już szesnaście razy karcił bramkarzy przeciwników, w tym czternaście w LaLiga. Tak skutecznym graczem na pewno nie pogardziliby Diego Simeone i Jorge Sampaoli, którzy latem będą szukać nowego napastnika do swoich zespołów. Radio MARCA donosi, że temu drugiemu były młodzieżowy reprezentant La Roja zdążył już odmówić, gdyż czeka na lepsze oferty pod względem ekonomicznym.


Łatwiejszym, ale nie prostym zadaniem może okazać się zatrzymanie na La Rosaleda duetu wychowanków: Pablo Fornalsa oraz Javiego Ontiverosa. Pierwszy z nich jest 21-letnim ofensywnie usposobionym pomocnikiem, który w Maladze terminuje od szesnastego roku życia. Mający epizod w dorosłej kadrze Hiszpanii zawodnik w poprzednim sezonie był odważnie wprowadzany do pierwszej drużyny, lecz dopiero w obecnej kampanii stał się prawdziwym objawieniem. Fornals zdobył sześć bramek, w tym kilka przedniej urody, jak choćby niedawne trafienie przeciwko Sevilli. Według angielskich mediów parol na piłkarza dorastającego w Castellón zagiął Arsenal, w którym miałby zastąpić rodaka, Santiego Cazorlę.

Ontiveros natomiast jest skrzydłowym o rok młodszym od Fornalsa i przebywa w klubie znad Morza Śródziemnego od siedmiu lat. Już rok temu utalentowany wychowanek otrzymał kilka szans w pierwszym zespole Blanquiazules, lecz w wymiarze czasowym pozwalającym jedynie na liźnięcie atmosfery LaLiga. W tegorocznej edycji Juande Ramos długo wstrzymywał się z postawieniem na nastolatka i dopiero w listopadzie pozwolił mu na przeszło 30-minutowy występ przeciwko Sportingowi, a ten odwdzięczył się asystą ledwie siedem minut po wejściu na boisko. Od tego momentu Ontiveros zbierał kolejne okazje do gry, ale wkrótce zaczął prezentować się gorzej. Andaluzyjczyk odżył dopiero za kadencji Míchela. Operujący głównie na prawej stronie boiska piłkarz zaliczał asysty w meczach z Valencią i Granadą, zaś z Celtą popisał się bramką po akcji indywidualnej. W jednym z wywiadów Ontiveros pozytywnie wypowiedział się na temat nowego trenera, a obecne występy, jak sam stwierdził, mają zaprocentować dopiero w nowym sezonie. To może oznaczać, że utalentowanemu skrzydłowemu nie spieszy się ze zmianą otoczenia.


Sygnał od kapitana

Podwójnym ciosem dla ekipy z miasta Pabla Picassa byłaby utrata Ignacio Camacho, który oprócz dyrygowaniem drugą linią Boquerones pełni rolę kapitana. Tę ewentualność można jednak określić jako mało prawdopodobną, a wręcz niemożliwą. Wychowanek Atlético Madryt z pewnością byłby ponownie mile widziany w czerwonej częścu stolicy, zwłaszcza że jego były klub poszukuje gracza o podobnej charakterystyce. Wypowiedź 27-latka sugeruje, że póki co nie zamierza zmieniać pracodawcy:

„Jestem graczem Málagi. Mam ważny kontrakt i jestem tu bardzo szczęśliwy. Trudno byłoby mi stąd odejść”Ignacio Camacho

Aragończykowi wtóruje młodszy kolega z zespołu, który niedawno odnowił swój kontrakt do 2021 roku. Juanpi przez długą część sezonu był ważnym ogniwem Malagi, a rozwój 23-latka zahamowała kontuzja pachwiny, z którą Wenezuelczyk zmaga się od lutego.

„Nie sądzę, abym mógł się gdzieś rozwijać równie dobrze, jak w Máladze. Gra w tym klubie świetnie wpływa na progres mojej kariery piłkarskiej”Juanpi Añor w programie radiowym „1600 AM”


Nawiązać do najlepszych lat

Pięć lat temu Albicelestes zdołali zająć czwarte miejsce w Primera División, kwalifikując się do Ligi Mistrzów. Ze wszech miar udany udział w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na Starym Kontynencie zakończył się dopiero na ćwierćfinale (Malaga odpadła wówczas po wyrównanym pojedynku z Borussią Dortmund, która następnie awansowała do finału – przyp. red.). We wcześniejszych fazach gorsze od Blanquiazules okazały się m.in. AC Milan czy FC Porto. W przyszłym sezonie trudno oczekiwać od podopiecznych Míchela awansu do Champions League – bardziej należy spodziewać się walki o Ligę Europy, choć trzeba pamiętać, że podobne ambicje będzie miało kilka innych hiszpańskich zespołów, które wciąż rosną w siłę, jak np. Eibar czy Deportivo Alavés.

Kluczowym wydaje się zatem utrzymanie Sandro, który obecnie jest prawdopodobnie najlepszym zawodnikiem Malagi i gwarantem na skuteczne wykańczanie kreowanych akcji. Ewentualne odejście napastnika wiązałoby się dodatkowo z dość nikłym zastrzykiem finansowym dla klubu z La Rosaleda, co utrudniłoby także pozyskanie wartościowego następcy. Deską ratunku w razie ewentualnych strat kadrowych i braku odpowiednich środków na wzmocnienia może być postawienie na wypożyczenia. Na podobnej zasadzie w zespole z wybrzeża przebywa obecnie choćby Diego Llorente, którego macierzystym klubem jest Real Madryt, ale na Bernabéu 23-letni defensor nie miałby szans na grę. Sympatycy i władze Malaguistas powinni więc liczyć, że piłkarze uwierzą w projekt tworzony przez Míchela, a postawa kapitana zmobilizuje resztę zespołu do pozostania i zawalczenia o przepustkę do rozgrywek międzynarodowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *