SWANSEA, WALES - NOVEMBER 26:  Wilfried Zaha of Crystal Palace reacts during the Premier League match between Swansea City and Crystal Palace at Liberty Stadium on November 26, 2016 in Swansea, Wales.  (Photo by Jan Kruger/Getty Images)

W zeszłym sezonie postawa Crystal Palace była niezwykle miłym zaskoczeniem. Orły były wynoszone pod niebiosa i momentami latały niezwykle wysoko. Oprócz pewnego utrzymania w elicie angielskiej ekstraklasy (15. pozycja), londyński zespół okrasił udaną kampanię awansem aż do finału Pucharu Anglii, gdzie w decydującej rozgrywce musiał uznać wyższość Manchesteru United. Doceniona została również praca trenera ekipy z Selhust Park Alana Pardewa, którego wybrano na najlepszego menadżera ligowych rozgrywek 2015/16. Jakże inaczej wygląda obecna sytuacja Palace, które od kilku tygodni znajduje się w poważnej zapaści.

Sezon 2016/17 jest jednym wielkim pasmem rozczarowań i bolesnych upokorzeń. Crystal Palace po 13. kolejkach zajmuje fatalne 17. miejsce w Premier League z miernym dorobkiem zaledwie 11 punktów. W ostatnich 6 meczach gracze Alana Pardew’a nie zdobyli ani jednego punktu, tracąc przy tym aż 18 bramek!

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że obecna sytuacja, w której znalazła się ekipa Crystal Palace nie miała prawa się wydarzyć. Przemyślana polityka transferowa w letnim okienku (sprowadzenie do klubu Christiana Benteke, Jamesa Tomkinsa, Androsa Townsenda, Steve’a Mandandę, Loica Remy’ego oraz Mathieu Falminiego), ustabilizowana pozycja Alana Pardew’a, który sprawuje swoją funkcję od 3 stycznia 2015 roku oraz fantastyczny finisz na mecie poprzednich rozgrywek wskazywały raczej, że Orły nie będą przysłowiowym chłopcem do bicia i każdy angielski klub będzie musiał się liczyć z londyńskim zespołem. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała ten stan i okazała się być diametralnie inna. Crystal Palace znalazł się w niezwykle trudnym położeniu, bowiem po 1/3 sezonu zaledwie lepszym bilansem bramkowym wyprzedza Hull City, które zajmuje obecnie miejsce spadkowe.

Fatalna seria i ostatnie wyniki to nie jedyny powód słabej gry Orłów w sezonie 2016/17. Warto także zwrócić uwagę na fakt iż w poprzednich rozgrywkach Pardew wykrzesał spośród zawodników cały maksymalny potencjał. Obecnie trudno cokolwiek dobrego powiedzieć o formie wielu graczy z podstawowej jedenastki. Gra drużyny z Selhust Park uległa bardzo dużemu załamaniu i nie prezentuje świeżości, wystarczającego zaangażowania, którą imponowała w poprzednich rozgrywkach. Najlepszy snajper zespołu Christian Benteke – 5 ligowych trafień – w wielu spotkaniach znika na długie fragmenty, będąc cieniem gracza, który swego czasu błyszczał, jeszcze w barwach Aston Villi. Wtedy przez pełne 90 minut był pod grą, szukał wielu rozwiązań wykończenia akcji i dodatkowo był niezwykle skuteczny. Obecnie belgijskiemu snajperowi bardzo dużo brakuje do optymalnej formy. Najlepszym potwierdzeniem jest mierna postawa Benteke w spotkaniach domowych. 25-latek na Selhust Park ani razu nie trafił jeszcze do siatki, a wszystkie swoje bramki zdobył w starciach wyjazdowych! Na domiar złego w ostatniej ligowej potyczce ze Swansea fatalnej kontuzji zerwania więzadła krzyżowego doznał Connor Wickham, autor 2 ligowych trafień i w sezonie 2016/17 nie pojawi się już na boisku, co oznacza, że jeszcze większy ciężar i odpowiedzialność za strzelanie goli spadnie na Benteke, bowiem z gry wyłączony jest także Loïc Rémy, napastnik wypożyczony z Chelsea.


Pasja, dobra organizacja gry, wdzięk, zaangażowanie i poświęcenie to elementy, które określały obronną grę Orłów w poprzednim sezonie. Obecnie każdemu piłkarzowi z linii defensywnej są one całkowicie obce, nie wspominając już o cechach przywódczych. Dominuje chaos, niechlujstwo oraz niezdarność. Niskie loty Orłów i związane z tym nagłe załamanie formy obrońców jest jednym z głównych powodów obniżki jakości gry podopiecznych Alana Pardew’a. Orły spisują się znacznie poniżej oczekiwań w tej formacji,  mając jedną z najgorszych defensyw w angielskiej ekstraklasie. Popełnili aż 9 indywidualnych błędów, z których aż 3 skończyły się bezpośrednio bramką dla rywali i zajmują niechlubne pierwsze miejsce w tej klasyfikacji. Ostatnia ligowy mecz i porażka 4:5 ze Swansea uwypukliły, jak wielkie problemy mają The Eagles z utrzymaniem właściwego poziomu koncentracji, a także odpowiednim ustawianiem się podczas stałych fragmentów gry dla rywali.

Aż 4 z 5 trafień dla Łabędzi padło wówczas po dośrodkowaniach z rzutów wolnych bądź rożnych! W całej Premier League trudno znaleźć inną równie słabą drużynę, tracącą masowo gole po takich zagraniach. Poniżej statystyka, która obnaża braki defensywne Orłów przy stałych fragmentach gry.

źródło: BBC Sport
źródło: BBC Sport

Dodatkowo obaj bramkarze Crystal Palace, Steve Mandanda i Wayne Hennessey musieli wyciągać piłkę z siatki aż 26 razy, co nie wystawia im oraz ich kolegom najlepszego świadectwa. Francuski bramkarz w 9 spotkaniach na 56 strzałów nie zapobiegł utracie 21 bramek!

Poniżej czołowa „10” klubów Premier League z największą liczbą straconych bramek w trwającym sezonie (stan po 13 kolejkach):

źródło: squawka.com
źródło: squawka.com

Innym czynnikiem determinującym bardzo słabą postawę Crystal Palace jest gra linii pomocy, która dramatycznie obniżyła loty w trwających rozgrywkach. Jej jakość pozostawia wiele do życzenia, a tacy zawodnicy jak Jason Puncheon, Yohan Cabaye, James McArthur, Andros Townsend czy też Wilfried Zaha są nie tylko zbyt statyczni w przeprowadzaniu akcji ofensywnych, ale też coraz rzadziej potrafią wykreować dobrą sytuację strzelecką swoim kolegom. W sumie po 13. rozegranych seriach gracze środka pola Orłów zanotowali tylko 114 kluczowych podań, które zamieniły się na zaledwie 15 asyst. Prym w takich zagraniach wiedzie Wilfried Zaha, który jako jeden z nielicznych wznosi się na wyżyny swoich umiejętności, bowiem już 5 razy otwierał kolegom, drogę do bramki, w tym 4 finalne podania i jedną bramkę zanotował w 5 ostatnich meczach!


Jeżeli spojrzymy jednak na inną statystykę 24-latka, biorącą pod uwagę największą liczbę strat w Premier League w sezonie 2016/17 to okaże się, że świeżo upieczony reprezentant WKS-u (niespodziewanie zrezygnował z barw narodowych Anglii) przewodzi tej niechlubnej klasyfikacji ze średnią 3,6! W sumie po 12 rozegranych meczach Zaha aż 43 razy nie był w stanie utrzymać piłki przy nodze!


Kolejnym piłkarzem, od którego należy wymagać znacznie więcej jest Andros Townsend. Były gracz Tottenhamu przychodził na Selhust Park w letnim okienku transferowym za niebagatelną sumkę 13 mln € ze zdegradowanego Newcastle United. 25-letni pomocnik jest jednym z synonimów upadku Orłów w trwających rozgrywkach. W 13 spotkaniach tylko raz wpisał się na listę strzelców i nie brał udział w ani jednej kluczowej akcji swojego zespołu, zakończonego bramką. Townsend po przybyciu na Selhust Park gdzieś zatracił swoje główne walory, czyli umiejętność dryblingu oraz mocny strzał z dystansu. Dodatkowo Andros we wspomnianym wyżej rankingu zajmuje miejsce numer 4 z aż 36 stratami w 13 meczach ligowych tego sezonu!

Wyniki osiągane przez Crystal Palace w ostatnich tygodniach z pewnością nie bronią szkoleniowca. Orły nie zaznały smaku zwycięstwa w Premier League od 24 września, kiedy to w dramatycznych okolicznościach pokonały na Stadium of Light ekipę Sunderlandu 3:2. Posada 55-letniego Anglika zawisła na włosku. Prezes klubu Steve Parish powoli traci cierpliwość i w gronie ewentualnych następców widzi m.in. Roberto Manciniego, Roya Hodgsona czy też Sama Allardyce’a. W 2016 roku bilans Pardew wygląda bardzo mizernie. W 32. spotkaniach pod jego wodzą Crystal Palace odniosło zaledwie 5 skromnych wygranych, przy pokaźnej liczbie 20 porażek! Presja, która towarzyszy Pardew jest coraz większa, a z każdą kolejną przegraną jego pozycja słabnie w ekipie z Selhurst Park.

W sobotnim programie „Match of The Day” emitowanym w stacji BBC Sport Phil Neville, były zawodnik Manchesteru United, a obecnie ekspert telewizyjny, odniósł się do formy ekipy Palace, a także jej trenera, który powoli traci grunt pod nogami.

„W poprzednim sezonie pod wodzą Pardew, Orły mogły się pochwalić imponującym rekordem i niezwykle szczelną defensywą, która wspólnie z Tottenhamem straciła zaledwie 7 bramek po stałych fragmentach w 38 meczach w Premier League! Obecnie, jeśli grasz przeciwko Palace, wiadomo, że istnieje 60-70% prawdopodobieństwo, że zdobędziesz bramkę w taki sposób. Ponadto strzelanie bramek nie stanowi żadnego problemu dla ekipy Pardew’a. On posiada graczy, którzy nie tylko potrafią posłać piłkę do siatki, ale również preferuje taki system gry, w którym wykorzystywane są obie flanki i ma miejsce dużo crossowych podań. Nie sądzę, aby ostatnia porażka Palace kosztowała trenera posadę. Pardew jest szczęśliwy, a właściciel klubu Steve Parrish to rozsądny człowiek – rozumie futbol, widzi co się dzieje i wie o tym, że zespół posiada dobrego szkoleniowca” – podsumowuje Neville, którego słowa są przytaczane w portalu BBC.com

Prezes klubu Steve Parrish  doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, ale wydaje się, że da jeszcze szansę Pardew na odkupienie win, pomimo tego, że Anglik ma najgorszą passę na Wyspach w 2016 roku, biorąc pod uwagę 4 najwyższe klasy rozgrywkowe! W 32 meczach 55-latek wywalczył z ekipę z Selhust Park zaledwie 22 punkty, co daje koszmarną średnią 0,69 punktu na mecz. Najbliższy miesiąc i trudny kalendarz gier dadzą odpowiedzieć na pytanie, czy Pardew zdoła uratować swoją posadę? Po meczach z Southamptonem i Hull City, kolejne konfrontacje z silnymi przeciwnikami pokroju Man Utd, Arsenalu czy też Chelsea będą sprawdzianami najwyższej wagi, a także grą dla Pardew o pozostanie na Selhurst Park.

Anglik nie ma żadnych planów, aby opuścić klub z Londynu i w wywiadzie, którego słowa cytuje portal FourFourTwo emanuje pewnością siebie:

„Jestem doświadczonym menadżerem. W takiej sytuacji byłem już wiele razy. To mój 9 sezon w Premier League i chciałbym mieć „10” w Crystal Palace. Wiem, w jakim miejscu się znajduję. Jestem realistą. Nikt nie jest nietykalny, ale już to przerabiałem i nigdy nie pytałem o zapewnienie kierownictwa. Muszę się przyjrzeć wszystkim problemom i mieć pewność, że cały zarząd jest ze mną. Nigdy nie odszedłbym sam z tego klubu. To jest dokładnie taka sama presja, z jaką zmagałem się, pracując w Newcastle i West Hamie, kiedy przechodziliśmy przez trudny okres, ale tutaj jest to dla mnie bardziej osobiste ze względu na rodzinę i przyjaciół, którzy są kibicami Crystal Palace”Alan Pardew

Czy los Alana Pardew’a zostanie przypieczętowany? Przekonamy się w najbliższych tygodniach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *