12. kolejek Ligue 1 za nami. Prowadząca w tabeli drużyna ma na koncie 29 punktów, na które złożyło się dziewięć zwycięstw, dwa remisy i tylko jedna porażka. Jeszcze parę miesięcy temu można było w ciemno strzelać, że tym zespołem jest PSG, hegemon, który poprzednią kampanię zakończył z 31-punktową przewagą nad drugim Olympique’m Lyon. Minęło kilka miesięcy, a bezwzględny dominator musi oglądać plecy… OGC Nice. Nie jest to szok, raczej miłe zaskoczenie, a gdy dokładnie przyjrzymy się drużynie, poszczególnym zawodnikiom i trenerowi, zaskoczenie zmieni się w podziw i zrozumienie, że przy takiej konsekwencji oraz wizji prowadzenia zespołu ten projekt po prostu musiał wypalić.

    Rok 2012. Po nieudanej przygodzie z Olympique’m Lyon Claude Puel przejmuje Niceę – typowego średniaka Ligue 1, choć zasłużonego. W pierwszym sezonie wykręca wynik zdecydowanie ponad stan, jakim jest czwarte miejsce. Po zakończeniu rozgrywek drużyna z Lazurowego Wybrzeża nieznacznie się wzmacnia pozyskując Mathieu Bodmera i Nampalysa Mendy’ego, tracąc z podstawowych zawodników jedynie Renato Civellego. Brak większych roszad, ten sam trener, czyli kolejny sukces gwarantowany? Niekoniecznie. W europejskich pucharach Orlęta odpadły już w kwalifikacjach, przegrywając z Apollonem Limassol (0:2, 1:0), a sezon w Ligue 1 zakończyły tuż nad strefą spadkową, zaledwie dwa punkty nad osiemnastym Sochaux.

    bez-tytulu-2

    Ten moment wydaje się przełomowym. Większość prezesów po tak nieudanej kampanii podziękowałaby za współpracę trenerowi i zaczęła szukać jego następcy, ale nie w Nicei. Na Allianz Rivierze postanowiono zaufać szkoleniowcowi i dać mu drugą szansę na odbudowanie drużyny. Puel porzucił preferowaną przez siebie defensywną wersję formacji 1-4-3-3 na rzecz 1-4-2-3-1, na którą, z drobnymi wyjątkami, stawiał już do końca swojego pobytu w Nicei. Trzeci sezon w wykonaniu jego podopiecznych był już zdecydowanie lepszy – pewne utrzymanie i 11. pozycja na mecie rozgrywek.

    Przed ubiegłą kampanią zaryzykowano bardzo dużo, decydując się na rewolucję kadrową. Za 1 mln € ściągnięto z Portugali filigranowego pomocnika Jeana Michaëla Seriego, z Monaco wypożyczono Valère’a Germaina, z drugiej drużyny wyciągnięto młodziutkiego Vincenta Koziello i postanowiono dać szansę spisywanemu przez większość na straty Hatemowi Ben Arfie. O tym, jak genialne były to posunięcia niech świadczą ich liczby z występów w Ligue 1:

    • Jean Michaël Seri – 38 meczów, 3 bramki, 6 asyst
    • Valère Germain – 38 meczów, 14 bramek, 6 asyst
    • Vincent Koziello – 35 meczów, 3 bramki, 6 asyst
    • Hatem Ben Arfa – 34 mecze, 14 bramek, 6 asyst


    Czwórka nowych zawodników strzeliła 34 z 58 bramek Nicei w lidze, czyli niemal 60 procent! Oko do transferów godne pozazdroszczenia. Poprzednią kampanię Les Aiglons zakończyli na 4. pozycji, wyrównując tym samym wynik sprzed dwóch lat.

    30 czerwca 2016 skończyła się pewna epoka w historii OGC Nice – po 1449 dniach ze stanowiska zrezygnował Claude Puel. Osierocił dotychczasową drużynę w imię nowych wyzwań, których pragnie doświadczyć wraz z ekipą Southamptonu. W tym samym miesiącu doszło również do innej zmiany w klubowym gabinecie. Nowym właścicielem Nicei, o którym mówiono od przeszło roku, okazało się chińsko-amerykańskie konsorcjum inwestujące głównie w rynek hotelarsko-deweloperski. Zagraniczni udziałowcy przejęli 80% akcji i zarzekali się, że będzie to nowy, lepszy start.

    Wybór padł na Luciena Favre’a. O tym, jak bardzo wyjątkowy jest to szkoleniowiec niech świadczy wypowiedź dziennikarza „Przeglądu Sportowego” Michała Treli:

    „Nikt Favre’a nie chciał zwalniać. Przez cały dzień zarząd przekonywał go, żeby został. Szwajcar był jednak zdeterminowany. Po całym dniu negocjacji, zrezygnowany faktem, że nikt nie chce przyjąć jego dymisji, wystosował notę do niemieckiej agencji prasowej, w której poinformował, że przestał być trenerem Borussii. Dopiero postawieni przed faktem dokonanym działacze pozwolili mu odejść”

    cytat z przewodnika Vive la Ligue1

    Trener-dziwak, który pomimo historycznego wyczynu ze Źrebakami (pierwszy występ klubu z Mönchengladbach w Lidze Mistrzów po reorganizacji rozgrywek – przyp. red.) i bardzo dobrej wcześniejszej pracy z Herthą Berlin sam (!) podał się do dymisji, której zarząd nie chciał przyjąć. Rzadko spotyka się tego typu szkoleniowców. Większość jest zadufana w sobie i przeświadczona o posiadaniu niezwykłych umiejętności. Nicea wolała jednak postawić na trenera błyskotliwego, którego drużyny grają w sposób niezwykle widowiskowy, ale i mającego problemy z akceptacją porażek oraz z małym pokładem wiary w siebie. Zapowiadało się widowiskowo, ale czy stabilnie?

    Oczywistym było, że większości czołowych zawodników nie uda się na Allianz Rivierze utrzymać. Hatem Ben Arfa, po odbiciu się od dna w barwach Nicei, wspiął się na sam szczyt przechodząc do Paris Saint-Germain (jak dotychczas niezbyt trafiona decyzja – dod. red.), Valère Germain wyrobił sobie nazwisko i powrócił w glorii chwały do AS Monaco, natomiast defensywny pomocnik Nampalys Mendy zdecydował się skorzystać z oferty mistrza Anglii Leicester City opiewającej na sumę 15 mln €. Dość poważne straty, ale trzeba było się z nimi liczyć. Po decyzjach związanych z nowymi zawodnikami widać, że trener wraz z zarządem dobrze odrobili lekcję.

    Lucien Favre postanowił więc ściągnąć za 2,5 mln € swojego byłego podopiecznego z Borussii Dantego – zawodnika, który przy młodych lub niedoświadczonych kolegach mógłby uchodzić za co najmniej doktora habilitowanego i wykładać sztukę futbolu na najbardziej prestiżowych uniwersytetach. Z Ligue 2 pozyskano zaś jedną z największych jej gwiazd – Wylana Cypriena. Wydatek rzędu 5 mln €, jak na klub pokroju Nicei, to już spory pieniądz. Ponadto wypożyczono Younesa Belhandę, jednego z głównych twórców sensacyjnego mistrzostwa Montpellier z 2012 roku, który pomimo nieudanego późniejszego okresu m.in w Dynamie Kijów, we Francji cały czas cieszy się dobrą marką. Jednak żaden z tych transferów nie umywa się do bomby, jaką ogłoszono w ostatnich dniach okienka. Na Lazurowe Wybrzeże trafił Mario Balotelli – piłkarz, na którym wszyscy wieszali psy. Klapa w Manchesterze City, niepowodzenie w Milanie, zupełna tragedia w Liverpoolu, gdzie miał przecież nad sobą wybitnego wychowawcę Jürgena Kloppa. Każdy kolejny transfer zapowiadał powolne rozdrabnianie się tego wybitnego, choć niesfornego zawodnika. Dlaczego postanowiono dać mu szansę w Nicei? Zarząd uwierzył, że jeśli poradzili sobie przed rokiem z równie wybuchowym Ben Arfą, to i z Włochem dadzą radę.


    Ponadto właściciele na samym początku zapowiedzieli chęć budowy nowej marki klubu, a transfer tego pokroju automatycznie przyciągnie oczy wielu kibiców. Część z nich zostanie na krótko, obejrzy 1-2 mecze z czystej ciekawości, ale będą i tacy, którzy na stałe zsolidaryzują się z ekipą Les Aiglons, a to jest warte ryzyka.

    Już od pierwszych spotkań Lucien Favre porzucił dotychczasową formację i styl gry preferowany przez Puela. Trener „wychowany” w niemieckiej myśli szkoleniowej postawił na żelazną defensywę. W zależności od przeciwnika stosuje formację 1-3-5-2 lub 1-4-3-3. W obronie, co najbardziej zaskakujące, błyszczy zaledwie 17-letni Malang Sarr. Szwajcarski szkoleniowiec nie bał się postawić na młodego piłkarza, który dopiero od tego roku gra na poziomie seniorskim, w dodatku na tak odpowiedzialnej i newralgicznej pozycji, jaką jest środek obrony. Jego partnerami zamiennie są Dante lub Paul Baysse. Z tym drugim także wiąże się ciekawa historia. Niechciany w Saint-Étienne stoper został przed rokiem wypożyczony do Nicei, w której spisywał się na tyle dobrze, że na Allianz Rivierze postanowili go nie tylko wykupić, ale i powierzyć opaskę kapitańską. Bocznymi defensorami bądź wahadłowymi w systemie 1-3-5-2 są Dalbert (lewa) i Ricardo Pereira (prawa obrona), przy czym tego drugiego czasem zmienia Arnaud Souquet, jak choćby w meczu z Metz czy Montpellier. Po dwunastu kolejkach Orlęta straciły zaledwie dziewięć bramek, co pokazuje, że postawienie na młodych (Sarr, Pereira, Dalbert) może przynieść zamierzone rezultaty.

    Defensywa to podstawa, ale bez udanej gry ofensywnej na niewiele się zda. A w przodzie Nicea ma kim postraszyć – do wyboru są Balotelli, Plea, Cyprien, Belhanda czy Eysseric. Przypisanie któregokolwiek z nich (może poza „SuperMario”) do konkretnej pozycji nie będzie miało większego sensu, bowiem w zależności od potrzeby mogą zagrać zarówno na środku ataku, skrzydle, jak również pozycji ofensywnego pomocnika.

    Po ogłoszeniu transferu „Balo” wszyscy zastanawiali się, czy Włoch znajdzie jeszcze w sobie motywację do dobrej gry. Pierwsze trzy występy w jego wykonaniu były najlepszą odpowiedzią – dwie bramki w debiucie z Marsylią, dwa trafienia przeciwko Monaco i jeden gol w meczu z Lorient. Aktualnie 26-letni napastnik trochę przygasł, ale jest to częściowo związane z nagłym wybuchem formy jego partnera w ataku – Alassane’a Pléi.

    Na starcie Ligue 1 Francuz był w cieniu Włocha i w pięciu pierwszych spotkaniach wpisał się na listę strzelców tylko raz, ale z czasem zaczynał coraz bardziej przejmować pałeczkę odpowiedzialnego za wynik. Jeden sztych z Monaco, jeden z Nancy, dający zwycięstwo, kolejny w fazie grupowej Ligi Europy w meczu z Salzburgiem, jednak to, co zrobił po zaledwie trzech dniach, przyćmiło poprzednią regularność. „One Man Show” w wykonaniu Plei pokazało, jak duży wpływ na zespół ma ten zawodnik.

    OGC Nice wciąż przewodzi tabeli ligi francuskiej, ale po dość niespodziewanej porażce w ostatniej kolejce z Cean przewaga Le Gym nad rywalami skurczyła się do zaledwie trzech punktów. Kadrę mają szeroką, a zawodnicy są na tyle wszechstronni, że mogą zastąpić niedysponowanych kolegów, ale mało prawdopodobne, aby przez cały sezon potrafili pogodzić grę aż na trzech frontach. Już teraz widać, że Liga Europy trochę Nicei wadzi. W czterech meczach fazy grupowej mniej prestiżowego z europejskich pucharów udało się podopiecznym Favre’a zgromadzić marne trzy punkty i w tej sytuacji mało prawdopodobny jest ich awans do 1/16 finału. Tutaj można jednak upatrywać szansy Orląt na walkę o coś więcej niż tylko czwarte miejsce w lidze. PSG, Lyon i Monaco będą prawdopodobnie także na wiosnę męczyły się nad racjonalnym połączeniem rozgrywek ligowych z rywalizacją w Champions League, a tymczasem Nicea spokojnie będzie mogła przygotowywać się do kolejnych spotkań w Ligue 1.

    Oczywiście wiele jeszcze może się wydarzyć, na czele z wykupieniem w zimowym oknie czołowych zawodników, ale warto wierzyć w pozytywne zwieńczenie tej historii. Największą szansą Nicei jest stosunkowo słaba dyspozycja mistrza Francji. Gdyby Paryżanie grali tak jak w zeszłym roku, ten tekst mógłby w ogóle się nie pojawić. Ale podopieczni Unaia Emery’ego są w lekkim dołku. Kadra PSG jeszcze się nie dotarła, a hiszpański szkoleniowiec jakby szukał optymalnej taktyki, co skrzętnie wykorzystują przeciwnicy. Mocny skład, błyskotliwy trener, skuteczność w ofensywie i defensywie, do tego słabość rywali – to musi wypalić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *