heung-min-son-tottenham-hotspur-02102019_n1teg1wxowi1ikcjckfs5c0u

Trzy lata to w futbolu epoka. Inne składy, inne kluby, inni zawodnicy – wszystko inne. W takim okresie zawodnicy potrafią zanotować niesamowity progres, w związku z czym należy ich szukać zupełnie gdzie indziej, ale zdarzają się też spektakularne regresy, upadki i rozczarowania. Historia dzisiejszego bohatera pokazuje, jak poprzez upór i ciężką pracę można zamienić początkowy zawód i rozgoryczenie w życiową formę oraz status jednego z najlepszych skrzydłowych czołowej ligi świata. W ciągu ostatniego miesiąca Son Heung-min był nie do zatrzymania, a patrząc w dłuższej perspektywie, podtrzymuje stabilną, wysoką formę zawsze dokumentowaną liczbami.

Maj 2016 roku. Son jest jednym z najgorszych zawodników spotkania na St. James’ Park, a Tottenham przegrywa aż 1:5 ze zdegradowanym już Newcastle United w ostatnim meczu sezonu, dodatkowo pozwalając, aby w tabeli przeskoczył go Arsenal, co wywołało jeszcze większe rozgoryczenie u fanów popularnych Kogutów. Tego feralnego dnia Koreańczyk był dramatycznie słaby. W pełni zasłużenie został zmieniony już w przerwie spotkania, a na placu gry zastąpił go niedoświadczony Josh Onomah. To miał być koniec przygody Sona w północnym Londynie. Jeszcze tego samego lata, zniechęcony słabą adaptacją na Wyspach, chciał odejść. Bayer Leverkusen zaproponował mu nawet powrót do Bundesligi, do jego strefy komfortu, już po 10. miesiącach przygody z angielską piłką. Dla wielu obserwatorów i ekspertów nie było to żadnym zaskoczeniem. Ambitny skrzydłowy dołączał na White Hart Lane w ostatnich dniach okienka transferowego, toteż nie przeszedł z zespołem Spurs okresu przygotowawczego, co w obliczu konieczności zbudowania zaufania Mauricio Pochettino było bardzo złym omenem. Szczególnie, że argentyński szkoleniowiec już niejednokrotnie pokazywał, iż pokaźna kwota transferowa czy znane nazwisko nie robią na nim większego wrażenia, o czym przekonali się chociażby Moussa Sissoko czy Lucas Moura. Koreańczyk podjął wyzwanie i zdecydował się udowodnić swoją wartość.


Musiało jednak upłynąć sporo czasu, by kapitan Wojowników Taegeuk przystosował się do warunków brytyjskiej piłki, ale również do bycia największą gwiazdą w swojej ojczyźnie. Na potwierdzenie tych słów wystarczy przypomnieć sobie, ilu Azjatom rzeczywiście powiodło się na Wyspach. W najnowszej, 27-letniej historii rozgrywek można policzyć takowych na palcach jednej ręki. Ji-sung Park miał momenty chwały w barwach Manchesteru United, Shinji Okazaki sensacyjnie wygrał mistrzostwo z Leicester City, a poza tym Junichi Inamoto, Li Tie, Kazayuki Toda i niewielu więcej. Podobnie 72-krotny reprezentant Korei Południowej rozkręcał się stopniowo. W najsłabszym, premierowym sezonie strzelił 8 bramek i zanotował 5 asyst na wszystkich frontach. W następnej kampanii liczby Sona były już dużo bardziej imponujące. 26-latek zapisał na swoje konto 21 goli i 10 decydujących podań, natomiast w ubiegłej ustabilizował formę na wysokim poziomie, posyłając piłkę do siatki rywali 18 razy i aż 11 razy dogrywając ją kolegom. Aktualne rozgrywki zapowiadają rekordowe osiągnięcia skrzydłowego, a ostatni miesiąc z drobnym nakładem to istny popis umiejętności sympatycznego Azjaty. Choć jest dopiero środek lutego, wychowanek HSV ma już na swoim koncie 16 strzelonych bramek oraz 9 asyst, dzięki czemu Tottenham pozostaje na polu walki w Premier League i najprawdopodobniej także w Lidze Mistrzów (wygrana 3:0 w pierwszym meczu z Borussią Dortmund – przyp. red.).



Wygląda więc na to, że oglądamy właśnie Sona w najlepszej dotychczas dyspozycji. Według ekspertów koreańska gwiazda Kogutów dojrzała, by być liderem nie tylko reprezentacji swojego kraju, ale również prowadzić spragniony sukcesów Tottenham do prestiżowych trofeów.

„Son jest dla Koreańczyków skarbem narodowym, największą sportową gwiazdą, chociaż powiedziałbym, że jego popularność już dawno przekroczyła granicę bycia wyłącznie gwiazdą sportową. Jest jedną z największych osobistości w kraju. Przez te trzy lata stał się nie tylko kapitanem reprezentacji, ale również zaczął ewoluować w lidera Tottenhamu. Wykazuje teraz dużo więcej odpowiedzialności za te dwa zespoły jako doświadczony już piłkarz, w przeciwieństwie do wcześniejszych lat. Powiedziałbym, że jest dużo bardziej dojrzały, nie tylko jako piłkarz, ale przede wszystkim jako człowiek. Jest także dużo spokojniejszy niż wcześniej.”

Sungmo Lee – reporter serwisu goal.com

Nie ulega wątpliwości, że Koreańczyk nie będzie miał takiego rozgłosu jak Harry Kane, ani nie będzie tak bardzo medialny jak Dele Alli. Son zawsze wydawał się być odrobinę za nimi – słabiej opłacany i mniej znany. Wynika to z prostego faktu, że Anglicy grający w rodzimych klubach zawsze będą zyskiwać więcej rozgłosu. Wystarczy jednak spojrzeć na ten sezon i statystyki Koreańczyka, by uświadomić sobie, że nikt nie ma takiego wkładu w grę zespołu z północnego Londynu. Nikt nie biega tyle co on i nikt nie jest tak szybki jak on. Dość powiedzieć, że tylko Harry Kane może się z nim równać, jeśli chodzi o efektywność pod bramką rywala. W porównaniu do czasów, kiedy skrzydłowy z Chuncheon czuł się jak jedna z opcji, nastąpiła zmiana o 180 stopni. Teraz jest niezbędną częścią londyńskiej maszyny, najlepszym uczniem „Pocha”, który słucha, rozumie i wdraża w życie to, co zostanie mu przekazane.


Te słowa już nie raz znajdowały potwierdzenie, chociażby w listopadzie, gdy Son niemal w pojedynkę ograł Chelsea. Jego poświęcenie najlepiej obrazuje niedawna sytuacja, gdy od razu po odpadnięciu Korei Południowej w ćwierćfinale Pucharu Azji Son wrócił do ośrodka treningowego w Enfield, zdał testy i niebawem zagrał pełne 90 minut przeciwko Watfordowi zdobywając wyrównującą bramkę, która odwróciła losy meczu. Po tym spotkaniu Mauricio Pochettino stwierdził, że nie był nawet pewny, czy jego skrzydłowy będzie zdolny wyjść w pierwszej jedenastce na późniejsze, niedzielne starcie z Newcastle United. Można tylko gdybać, czy bez Koreańczyka Koguty wygrałyby którekolwiek z tych starć i czy pozostałyby w walce o mistrzostwo Anglii.

Okazuje się, że ewolucja Sona-człowieka zbiegła się w czasie z ewolucją Sona-piłkarza, w wyniku czego powstała mieszanka wybuchowa, niosąca za sobą radość, uśmiech, a przede wszystkim kilogramy dobrego futbolu. Jeden z perspektywicznych piłkarskich instrumentów stał się jednym z tych, bez którego orkiestra nie zagra. Tym, który nadaje jej rytm, a nie jest tylko jednym z wielu. Teraz to koreański dyrygent dowodzi całym zespołem i w dużej mierze to od niego będzie zależało, czy osiągnie sukces. Sukces w postaci bycia równorzędną konkurencją dla Manchesteru City i Liverpoolu, a przy odrobinie szczęścia być może czegoś więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *