Bezrobotni-piłkarze-foto-główne (Kopiowanie)

Okres wakacyjny to czas wzmocnień, pozyskiwania nowych zawodników, ale także pozbywania się graczy szukających nowych wyzwań oraz tych, którym nie po drodze z obecnym pracodawcą. Od 1 lipca wielu piłkarzy z umiejętnościami predysponującymi ich do gry na wysokim poziomie pozostanie bez przynależności klubowej. Udało nam się stworzyć całkiem niezłą jedenastkę z zawodników, którzy są do zakontraktowania bez konieczności płacenia sumy odstępnego.

11 piłkarzy bez klubów - grafika

BR: Beto

Niezwykle doświadczony, 34-letni bramkarz ostatnie lata swojej kariery spędził w Sevilli, gdzie do momentu kontuzji przeżywał iście gwiezdny czas. Wraz z klubem z Andaluzji dwukrotnie z rzędu triumfował w Lidze Europy. W przeszłości zdobywał to trofeum także w barwach FC Porto.

Beto nigdy nie należał do europejskiej czołówki bramkarzy, ale solidna marka wyrobiona w Hiszpanii powinna pomóc mu w znalezieniu pracodawcy, czy to w klubie z rodzimej ligi, czy właśnie w Primera División. Wychowanek Sportingu Lizbona to typowy rzemieślnik na swojej pozycji i choć zdarzały mu się błędy, stanowił ważny element drużyny Unaia Emery’ego. W ostatnim sezonie był golkiperem nr 2, a ze składu „wygryzł” go Sergio Rico. W Sevilli z pewnością zapamiętają kilka jego niezwykle efektownych parad. Cichy bohater, który potrafił wygrywać mecze swoim drużynom, bez problemu powinien znaleźć nowy klub.



PO: Álvaro Arbeloa

Na prawej stronie obrony umieszczamy doświadczonego defensora z Hiszpanii. 33-latkowi wygasł kontrakt z Realem Madryt, do którego powrócił w 2009 roku (Arbeloa jest wychowankiem Los Blancos – przyp. red.). Wcześniej reprezentował barwy Liverpoolu, a także rodzimego Deportivo La Coruña. Nigdy nie zszedł poniżej solidnego poziomu, choć wraz z przyjściem do zespołu Królewskich Daniego Carvajala zaczął mieć poważne problemy z grą w stołecznym klubie. Niemniej, stanowił ważne ogniwo Realu, z którym dwukrotnie sięgnął po Ligę Mistrzów (ta sztuka nie udała mu się w zespole z Anfield Road, kiedy przegrał finał Champions League z Milanem – dod.red).

Niewykluczone, że w przyszłym sezonie Arbeloa zasili barwy jednego z hiszpańskich średniaków. O dobrej firmie i grze w podstawowym składzie raczej może zapomnieć, chyba że zgodzi się na pełnienie podobnej roli co w Realu Madryt. Mówi się także o kierunku włoskim.




ŚO: Kolo Touré

Silny iworyjski stoper ma już swoje lata, ale poprzednim sezonem pod skrzydłami Jürgena Kloppa udowodnił, że nie zapomniał piłkarskiego rzemiosła. W przeszłości wraz z WIlliamem Gallasem czy Solem Campbellem tworzył jedne z najsolidniejszych bloków obronnych w angielskiej Premier League.


Nazywany „Afrykańskim Cannavaro” piłkarz przez siedem lat bronił barw Kanonierów, później reprezentował Manchester City, a przez ostatnie trzy sezony był zawodnikiem The Reds. 35-latek nie zawiódł Kloppa, który mocno zaufał Touré, gdy zdyskwalifikowany został Mamadou Sakho. Wraz z Lovrenem były reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej stworzył niezły duet stoperów i mimo że w jego metryce od dawna z przodu widnieje „3”, nie popełniał większych błędów. Odchodzi z Anfield Road z powodu zakontraktowania przez LFC kolejnego środkowego obrońcy – Kameruńczyka Joëla Matipa.





ŚO: Martín Demichelis

Być może mało kto pamięta, ale Demichelis był kiedyś… jednym z najlepszych stoperów w Europie! Dawne czasy świetności doświadczonego, argentyńskiego obrońcy (w grudniu skończy 36 lat -przyp. red) już przeminęły, ale mimo upływu lat Martin wciąż stara się dotrzymywać kroku młodszym kolegom. Od 2013 roku w barwach Manchesteru City. Stanowił istotną część drużyny Manuela Pellegriniego, który wobec kontuzjogenności kapitana Kompany’ego często korzystał z usług urodzonego w Justiniano Posse defensora. Demichelis nie wystrzegł się poważnych błędów, ale ogólnie pozostawił po sobie przyzwoite wrażenie. Jego kariera na Etihad Stadium została zakończona prawdopodobnie wtedy, gdy dał się ograć Marcusowi Rashfordowi w Wielkich Derbach Manchesteru.


Warto zwrócić uwagę, że Argentyńczyk  sprawdził się w aż trzech poważnych ligach – niemieckiej (Bayern), hiszpańskiej (Málaga) i angielskiej (Manchester City).


Dla solidnego brytyjskiego zespołu to idealny kandydat na środek obrony – doświadczony i silny. Jedynym problemem mogą być jego wymagania finansowe.


LO:  Martín Cáceres

Trudno w to uwierzyć, ale urugwajski wszechstronny obrońca ma już 29 lat. Nie tak dawno mówiono o nim, że jest jednym z najzdolniejszych defensorów w Europie. Udana gra w Recreativo Huelva zaowocowała w 2008 roku transferem do Barcelony, jednak praktycznie przez  całą przygodę z Dumą Katalonii był wypożyczany, kolejno do Sevilli i Juventusu. W rozgrywkach 2008/09, a więc w pierwszym sezonie Pepa Guardioli na Camp Nou, rozegrał 23 spotkania i wygrał z Blaugraną wszystko, co było możliwe do zgarnięcia. Przez ostatnie cztery sezony grał dla Juventusu, ale nie należał do podstawowych piłkarzy Antonio Contego, a ostatnio Massimiliano Allegriego.


Od 2007 roku Cáceres stanowi ważny element reprezentacji Urugwaju, z którą zdobył Copa America, a także wywalczył 4. miejsce na mundialu w RPA. Twardo, czasami wręcz brutalnie grający zawodnik wyrobił sobie solidną markę i jest obrońcą o uznanej klasie. Nie powinien mieć problemu ze znalezieniem nowego pracodawcy.




ŚP: Tomáš Rosický

tomas-rosicky

Czeski rozgrywający zawsze miał problemy z kontuzjami. Być może dlatego, mimo iż spędził w północnym Londynie aż 10 lat, nigdy nie należał do pierwszoplanowych postaci Arsenalu.

W klubie z Emirates Stadium (a wcześniej Highbury) był ważną postacią, ale Wenger częściej korzystał z usług innych piłkarzy. Przez notoryczne urazy w zespole Kanonierów rozegrał 248 gier. W przeszłości należał do największych gwiazd Bundesligi, a 14 lat temu w barwach Borussii Dortmund sięgnął po mistrzostwo kraju.

Biorąc pod uwagę, że nie jest już najmłodszym zawodnikiem, a kontuzje nie przestają mu dokuczać, raczej nie zakotwiczy w poważnym zagranicznym klubie. Najprawdopodobniej Rosický wróci do rodzimej ligi – być może do Sparty Praga, której jest wychowankiem.




ŚP: Raul Meireles

Charakterny, zadziorny pomocnik znany z zamiłowania do….. ekstrawaganckiej fryzury, a później łysiny i brody. Ostatnie cztery lata spędził w Turcji, broniąc barw Fenerbahçe, ale największym sukcesem 76-krotnego reprezentanta Portugalii pozostaje wygranie Ligi Mistrzów z Chelsea w 2012 roku. W Anglii przez pewien czas był także zawodnikiem Liverpoolu, ale głównie kojarzony jest z FC Porto i właśnie The Blues. Mimo że nie przeprowadza już tak efektownych rajdów, jak ten z ćwierćfinałowego starcia Champions League 11/12 przeciwko Benfice, to jest jeszcze w takim wieku (33 lata), że może się przydać dobremu zespołowi.

Chętnie zobaczylibyśmy go z powrotem w Anglii, gdzie charakterologicznie idealnie pasuje. Może już nie w tak silnym klubie jak Chelsea, ale na pewno byłby wzmocnieniem któregoś z zespołów z drugiej połówki tabeli Premier League.


ŚP: Mathieu Flamini

Cb7fNYDWwAA2oCm

Trzykrotny reprezentant Francji przez większość swojej kariery związany był z Arsenalem Londyn. 1 lipca jego kontrakt z The Gunners dobiegł końca, a Marsylczyk pozostał bez klubu. Podczas przygody na Emirates Stadium jego losy układały się różnie, ale mimo pięcioletniej przerwy (w latach 2008-13 grał w Milanie – przyp. red), w barwach Arsenalu występował łącznie przez siedem sezonów. Nigdy nie należał do pierwszoplanowych postaci 13-krotnych mistrzów Anglii, ale nigdy także nie zawiódł swojego rodaka na ławce trenerskiej.


Zawsze waleczny, zdeterminowany, z dobrym odbiorem, a przy tym niezwykle wszechstronny – były momenty, że Arsené Wenger wystawiał go w linii defensywnej, nawet na pozycji lewego obrońcy. Podczas swojego pobytu w północnym Londynie Flamini zawsze miał poważnych kontrkandydatów do gry w pierwszym składzie – Gilberto Silvę, Abou Diaby’ego czy Cesca Fábregasa. Kibice z pewnością zapamiętają datę 23 września 2015 roku, kiedy wychowanek OM rozegrał jeden z najlepszych meczów w karierze, strzelając dwa gole odwiecznemu rywalowi z White Hart Lane.

Mathieu Flamini, czyli solidna firma z wyrobioną marką na Wyspach. Wkrótce zapewne znów zobaczymy go na boiskach czy to Premier League, czy rodzimej Ligue 1.


N: Hal Robson-Kanu

Rewelacja EURO 2016 nie przedłużyła swojego kontraktu z Reading, gdzie występowała od początku swojej kariery, z przerwami na wypożyczenia do innych klubów. Turniej we Francji wykreował walijskiego napastnika, o którego powinny się „zabijać” kluby z Premier League, gdzie zapewne ostatecznie trafi. Wielu angielskim drużynom przydałby się zawodnik o charakterystyce Robsona-Kanu. W zespole Chrisa Colemana 27-latek stał się, obok Bale’a i Ramseya, kluczowym piłkarzem i jest pewniakiem do tytułu największego odkrycia tegorocznych mistrzostw.


Silny fizycznie, potrafiący znaleźć sobie miejsce w polu karnym i przepchnąć rywala, sprytny i szybki – te cechy Robsona-Kanu potwierdzają, że jest bardzo dobrym zawodnikiem i szybko powinien znaleźć o wiele lepszego pracodawcę niż występujące w Championship Reading.




N: Nicklas Bendtner

Piłkarz nazywający siebie „Lordem” najlepsze lata kariery spędził w Arsenalu, gdzie rozegrał 233 spotkania i stanowił alternatywę dla van Persiego i Adebayora. Imponował zwłaszcza niesamowitym wyskokiem do piłki i świetnym timingiem.

Po tym, jak zaczął wzbudzać zainteresowanie mediów swoją osobą, Kanonierzy pozbyli się krnąbrnego napastnika, a ten nie potrafił znaleźć sobie miejsca w Birmingham, Sunderlandzie, Juventusie, a ostatnio Wolfsburgu. Na Volkswagen Arena cierpliwość do Duńczyka skończyła się 25 kwietnia, kiedy klub rozwiązał z nim umowę. Nie wiadomo, czy 28-letni napastnik urodzony w Kopenhadze zyska nowego pracodawcę, szczególnie, że dla potencjalnych kupców jest gwarantem kłopotów. W wielu drużynach byłaby to typowa „persona non grata”.




N: Emmanuel Adebayor

Niegdyś Adebayor znajdował się w ścisłej czołówce napastników w Europie. Doświadczony piłkarz rodem z Togo był swego czasu zmorą… Bendtnera, pod żadnym pozorem nie dopuszczając Duńczyka do wyjściowej jedenastki Arsenalu.

Wraz z van Persie’m tworzył zabójczy duet, przed którym drżała cała Anglia. Późniejsze nieprofesjonalne prowadzenie się ciemnoskórego snajpera, a także intratna oferta z Manchesteru City doprowadziły do jego odejścia z północnego Londynu. Na Etihad Stadium z regularną grą bywało różnie i mierzący 191 cm wzrostu zawodnik został wypożyczony do Realu Madryt, a później do Tottenhamu, gdzie ostatecznie zakotwiczył na nieco dłużej. Skuteczność Adebayora wraz z wiekiem jednak zanikała i ostatni sezon w Crystal Palace może spisać na straty, gdyż zdobył tylko jedną bramkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *