Ribery Robben Bayern

Już tylko jeden mecz, jedna emocjonująca potyczka, pełna wspomnień, ale też smutku. Właśnie tyle pozostało do końca wielkiej przygody z Bayernem Monachium jednym z żywych legend bawarskiego klubu – Franckowi Ribéry’emu i Arjenowi Robbenowi. To, o czym od kilku miesięcy spekulowały niemieckie media, stało się faktem. Po 10 latach kluczowych asyst, decydujących bramek oraz licznych trofeów nadszedł czas pożegnania. Koniec schodzenia na lewą nogę i uderzania po długim rogu, czy konfliktów z Robertem Lewandowskim. Francuz i Holender pozostawiają po sobie ogromną spuściznę, którą przez lata będą próbowali doścignąć kolejni, młodsi koledzy po fachu. Zapraszamy na małą podróż w czasie obfitującą w momenty, które pozostaną w pamięci kibiców Die Roten na bardzo długo.

Pierwszy z legendarnego już duetu w Monachium pojawił się Ribéry, który po bardzo dobrym sezonie w barwach Olympique’u Marsylia zdecydował się na transfer do Bundesligi. Włodarze bawarskiego giganta zapłacili za 24-letniego wówczas reprezentanta Les Bleus 30 mln €, a ten już w pierwszym sezonie popisał się niewiarygodnymi statystykami. W 46 meczach na wszystkich frontach zdobył 19 bramek i zanotował aż 20 asyst. To były pierwsze znamiona tego, że na Allianz Arena pojawił się zawodnik niebanalny, jednak niewielu spodziewało się, że Francuz na długie lata zapisze się w annałach najbardziej utytułowanego niemieckiego klubu.

Holender przybył do Bawarii dwa lata później. Real Madryt bez większego żalu oddał dynamicznego atakującego za 25 mln €, zwalniając miejsce w składzie dla wielkiego Cristiano, natomiast Bayern nie zwykł marnować takich okazji. Za stosunkowo niewielką kwotę udało się włodarzom FCB pozyskać zawodnika, który gwarantuje jakość, odpowiednie liczby i chce rywalizować o najwyższe cele. 23 gole i 8 asyst w premierowym sezonie to był dopiero początek! Zabójczy duet nazwany przez media za Odrą mianem „Robbéry” narodził się tak naprawdę 29 sierpnia 2009 roku. Louis van Gaal, ówczesny szkoleniowiec Gwiazdy Południa, posłał do boju obu skrzydłowych w starcu z Wolfsburgiem, przy jednobramkowym prowadzeniu gospodarzy. W przeciągu pięciu minut było już po sprawie. Robben zanotował premierowe trafienie po podaniu Ribéry’ego, a klub z Bawarii wygrał ostatecznie 3:0. Bundesliga już nigdy nie była taka sama, jak wcześniej. Po dekadzie wspólnej gry ich liczby są wręcz kosmiczne: 266 bramek i aż 284 asysty! A to wszystko z imponującą regularnością utrzymywaną przez dziesięć długich lat.



Mocny start

Pierwszy występ Robbena w wyjściowej jedenastce Bayernu przypadł na wygrany 5:1 mecz z Borussią Dortmund – nieco ponad dwa tygodnie po tym, jak ustrzelił dublet przeciwko Wilkom. W tym samym pojedynku na Signal Iduna Park pojawił się również francuski „człowiek z blizną” i strzelił swojego premierowego gola w sezonie. Od tamtej pory ta dwójka budziła strach w oczach wszystkich obrońców, niezależnie od tego, czy grali dla HSV, obu Borussii czy Barcelony. Zabójczych skrzydeł Bawarczyków obawiał się każdy.

Duet „Robbéry” znakomicie wpisał się w najnowszą historię klubu nazywanego prześmiewczo FC Hollywood. Odkąd połączyli swoje siły w Monachium, przyczynili się do zdobycia siedmiu tytułów mistrzowskich, czterech Pucharów Niemiec oraz jednego, niezwykle upragnionego triumfu w Champions League. Nie da się jednak ukryć, że ich ogromny potencjał hamowały po drodze kontuzje, co skutkowało tym, że wspólnie zachwycali w stosunkowo niewielkiej liczbie meczów. Kto wie, dokąd udałoby się doprowadzić francusko-holenderskiemu tandemowi Bayern, gdyby stan zdrowia pozwolił im wystąpić we wszystkich 334 spotkaniach, odkąd reprezentant Oranje dołączył do swojego o rok starszego kolegi „po fachu”.




Zabójcy skrzydeł

Kiedy jednak obaj przebywali na placu gry, niewielu w Niemczech mogło się z nimi równać. Dokonania zespołowe: 87 zwycięstw odniesionych w 113 ligowych konfrontacjach (77%, średnia 2,4 pkt na mecz – przyp. red.) są równie imponujące, co indywidualne statystyki: aż 197 wygranych (72%) z udziałem urodzonego w Boulogne-sur-Mer piłkarza oraz 150 (76%) na koncie Holendra. Robben i Ribéry przyczynili się również do imponującej, bo trwającej aż 25 gier, serii bez porażki w mistrzowskim sezonie 2017/18. Lista zasług obu dżentelmenów jest oczywiście bardzo długa, w tym m.in. dwukrotne zakończenie rozgrywek Bundesligi powyżej bariery dziesięciu bramek w jednym sezonie (2011/12: po 12 goli; 2013/14: Robben – 11, Ribéry 10). Dość powiedzieć, że były kadrowicz Trójkolorowych jest aktualnie drugim najlepszym asystentem w historii niemieckiej ekstraklasy z wynikiem aż 121 decydujących podań, z kolei wychowanek Groningen może pochwalić się 62 kluczowymi zagraniami. W przypadku zdobytych bramek sytuacja jest odwrotna. Mistrz schodzenia na lewą nogę zanotował 98 trafień w porównaniu do 84 goli strzelonych przez byłego gwiazdora OM.




Dominatorzy

Sezon 2012/13 stanowił ukoronowanie fantastycznego czasu spędzonego przez bohaterów tego tekstu przy Säbener Straße. Czarodziej znad Sekwany przechodził samego siebie, grał popisowy futbol, a Bayern dosłownie rozjeżdżał kolejnych faworytów (choćby pamiętny dwumecz z Barceloną wygrany przez Bawarczyków aż 7:0 – przyp. red.). We wspomnianej kampanii udało mu się wykręcić statystyki na poziomie 11 bramek i aż 23 asyst (!), co pozwoliło wprowadzić zespół Die Roten do finału Champions League. W decydującej potyczce kluczową postacią był natomiast nie kto inny, jak urodzony w Bedum prawoskrzydłowy. Podopieczni Juppa Heynckesa dominowali nad drużyną dowodzoną przez Jürgena Kloppa, ale przez długi czas utrzymywał się wynik remisowy. Kiedy wszyscy szykowali się do już dogrywki, wybiła pamiętna 89. minuta…


Wembley eksplodowało. Bayern po raz piąty w historii podniósł Puchar Europy, a fani koronowali już Ribéry’ego na zdobywcę Złotej Piłki. Wybór padł jednak na Cristiano Ronaldo. Decyzję tą Arjen Robben podsumował następującymi słowami:

„Franck grał niesamowicie, jak nikt inny zasłużył na uhonorowanie! Jeśli chcemy zdobywać trofea, potrzebujemy Ribéry’ego w takiej formie.”


Źródło: Bild



Piłkarska emerytura

Dalsze losy legendarnego duetu nie są jeszcze znane. Wydaje się, że żaden z nich nie powinien mieć problemu ze znalezieniem pracodawcy, ale śledząc aktualne tendencje na Starym Kontynencie raczej ciężko wyobrazić ich sobie w znaczących europejskich drużynach. Może zatem zdarzyć się, że w poszukiwaniu ostatniego słusznego kontraktu Holender i Francuz wybiorą się na Bliski Wschód lub do Chin. Być może to właśnie tam będzie im dane doczekać skądinąd zasłużonej sportowej emerytury. Nie należy wykluczać też opcji amerykańskiej. Niezależnie od podjętej decyzji, ich osiągnięcia przemawiają same za siebie. Robben i Ribéry jak nikt inny naznaczyli jeden z najbardziej obfitych okresów w najnowszej historii bawarskiego klubu. Kibice futbolu z pewnością są wdzięczni, że mogli oglądać w akcji genialny duet skrzydłowych, emocjonować się ich sukcesami i zachwycać wspaniałymi bramkami. Mimo że nie raz zaszli za skórę fanom różnych klubów, boiskowej klasy nikt im nie odbierze. Merci, Franck! Dank u wel, Arjen!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *