maxresdefault

Na siedem kolejek przed końcem bieżącej kampanii we włoskiej Serie A widoczny jest wyraźny podział na pięć grup. Pierwszą tworzą walczące o mistrzostwo ekipy Juventusu i Napoli, ostatnią zaś samotne i nikomu niepotrzebne Benevento. Drużyny z miejsc 11-19 dzieli dziesięć punktów i to z nich wyłonią się dwaj kolejni spadkowicze. Ekipy Torino, Sampdorii, Atalanty, Fiorentiny i, od niedzielnej wpadki chyba już definitywnie, Milanu powalczą o szóste miejsce, dające prawo gry w Lidze Europy. Jednak na najbardziej zaciętą wydaje się zapowiadać rywalizacja drużyn z miejsc 3-5 o dwa miejsca gwarantujące grę w Lidze Mistrzów. Trzy zespoły, punkt różnicy, siedem spotkań do końca, dwa bezpośrednie starcia, wielkie oczekiwania i wielkie nadzieje. Na koniec dwa z nich będą się cieszyć z awansu do elitarnej Champions League i tak potrzebnego zastrzyku gotówki, jeden zostanie natomiast zepchnięty w otchłań często nikomu niepotrzebnej czwartkowej rywalizacji w pucharze pocieszenia. Konia z rzędem temu kto już teraz pokusi się o odgadnięcie końcowej klasyfikacji. Każdy scenariusz wydaje się być równie prawdopodobny.

W ostatnich tygodniach coraz więcej, w kontekście pościgu za pierwszą czwórką, mówiono o Milanie, który pod wodzą Gennaro Gattuso przeżywa fantastyczny okres. Strata jednak była tak duża, że mało kto tak naprawdę byłby skłonny postawić większe pieniądze na powodzenie szalonej pogoni Rossonerich. Zniwelowanie straty z osiemnastu do zaledwie siedmiu punktów w niespełna trzy miesiące, rozbudziło apetyty czerwono-czarnej części Mediolanu, jednak zaledwie dwa zdobyte oczka w ostatnich trzech spotkaniach ostudziły ich zapędy i przypomniały, że tak naprawdę sezon został stracony kilka miesięcy temu, gdy dowodzony przez Vincenzo Montellę klub pałętał się w drugiej części ligowej stawki.

„Walczymy o zachowanie miejsca w Lidze Europy. Mamy wielu rywali za plecami. W tej chwili musimy się skupić na grze o miejsce w Lidze Europy i na Pucharze Włoch. To, że Liga Mistrzów się oddaliła, nie znaczy, że zabraknie nam motywacji” Gennaro Gattuso o bieżącej sytuacji Milanu

Z jednej strony siedem punktów straty w siedmiu meczach nie jest dystansem nie do odrobienia, z drugiej jednak konieczność wyprzedzenia aż dwóch z trzech ekip znajdujących się wyżej w tabeli minimalizuje prawdopodobieństwo powodzenia praktycznie do zera, a seria trzech spotkań bez zwycięstwa (mimo świetnej gry z Juventusem) każe raczej spoglądać za siebie, gdzie na niebezpieczną odległość zbliżyła się Fiorentina, wygrywająca mecz za meczem. To właśnie Viola w miniony weekend dołożyła od siebie wiele w kontekście budowania emocji związanych z walką o Ligę Mistrzów, rozprawiając się w Rzymie z podopiecznymi Eusebio di Francesco.


Mimo tej i poprzedniej wpadki (remis 1-1 na Stadio Renato Dall’Ara z Bologną) największe szanse na zajęcie miejsca w pierwszej czwórce wydaje się mieć właśnie Roma. I to nie tylko ze względu na niesamowitego zwycięstwo z rywalizacji z Barceloną. Z siedmiu pozostałych do końca sezonu spotkań aż pięć rozegra z drużynami z dolnej części tabeli, a spotkanie z Juventusem, w ramach 37 kolejki ma duże szanse by odbyć się już w momencie, w którym ekipa Massimiliano Allegriego będzie miała zapewnione scudetto. Dla Romy awans do LM jest o tyle istotny, że w związku z ciągnącymi się od dłuższego czasu problemami finansowymi latem może zaistnieć konieczność sprzedaży któregoś (kilku?) z czołowych postaci. Dużo bogatsze firmy wyciągają ręce po robiącego furorę w bramce Giallorossich Alissona Beckera.


Inter z kolei w ostatnim czasie bardzo poważnie zainteresował się Kevinem Strootmanem i wydaje się, że Monchiemu może być trudno utrzymać obu tych zawodników w przyszłym sezonie. Sam dyrektor sportowy w oficjalnych wypowiedziach uspokaja, jednak brak awansu do Champions League może zweryfikować najbliższe plany bardzo szybko.

 „Jeśli myślę o przyszłości Alissona w Romie na odcinku trzydziestu lat mówię nie, jeśli z kolei myślę o przyszłości na odcinku tygodnia mówię tak lub jeśli zapytacie o przyszły rok, mówię tak. Nie musimy go sprzedawać. Nie potrzebujemy sprzedawania graczy i widzę go nadal tutaj w przyszłym sezonie”  Monchi o obecnej sytuacji Romy

Bardzo ważne, ale jeszcze o niczym nie decydujące będą zbliżające się Derby Della Capitale z Lazio, które z kolei szanse na awans do Ligi Mistrzów poprzez rozgrywki ligowe wydaje się mieć z całej trójki najmniejsze. Roma, Fiorentina, Sampdoria, Torino, Atalanta, Crotone, Inter to rywale podopiecznych Simone Inzaghiego do końca rozgrywek i nie trzeba dużej wyobraźni by dopuścić możliwość straty punktów nawet w sześciu z nich. Z drugiej strony najskuteczniejsza ofensywa w lidze oparta na zabójczym trio – Luis Alberto-Ciro Immobile-Sergej Milinković-Savić jest w stanie rozprawić się z każdym rywalem. I jeżeli tylko cała trójka będzie zdrowa, można być pewnym, że do ostatniej kolejki będzie walczyć o kolejne zwycięstwa otwierające bramy upragnionej Ligi Mistrzów. A przy okazji Włoch postara się wyśrubować swój fantastyczny dorobek strzelecki, zdecydowanie przekraczając zapewne trzydzieści ligowych bramek (w tym momencie ma ich na koncie aż 27).

Z jednej strony najcięższy terminarz, z drugiej przesądzone odejście ostoi defensywy Stefana de Vrija i wielkie zainteresowanie europejskich potentatów serbską gwiazdą środka pola pokazuje jasno, że przed nowym sezonem Biancocelesti będą mieli do załatania spore dziury w składzie i z całą pewnością zrobią wszystko, żeby osłodzić kibicom zbliżające się ciężkie okienko transferowe awansem do Ligi Mistrzów. Szacując szanse trzech ekip idealnie pośrodku znajduje się Inter. Przybyły latem Luciano Spalletti miał za zadanie przywrócić Nerazzurrich na należne miejsce. Po ostatnim sezonie, w którym ponieśli oni aż 14 ligowych porażek i stracili 49 bramek, progres widać gołym okiem. Wzmocnienia w postaci zwłaszcza Milana Škriniara, Borji Valero i Matíasa Vecino okazały się strzałem w dziesiątkę. Największym powodem do niepokoju była z całą pewnością chwilowa i niczym nie dająca się wytłumaczyć indolencja Mauro Icardiego w niedawnych derbach Mediolanu. Strzelec 24 z 50 (!) ligowych bramek mógł w pojedynkę rozstrzygnąć je na korzyść niebiesko-czarnych, dwukrotnie jednak zrobił coś niewytłumaczalnego.


Zarówno spotkanie derbowe, jak i rozegrane w miniony weekend przegrane starcie z Torino były w wykonaniu Interu bardzo dobrymi zawodami, w których mimo zdobycia zaledwie jednego punktu i nie strzelenia żadnej bramki nie było widać jakichkolwiek innych (poza fatalnymi pudłami Icardiego) znamion zbliżającego się kryzysu. Chińscy właściciele sprowadzili Spallettiego po to, by przywrócił klub do Champions League i istnieje duża szansa, że tak właśnie się stanie, a w klubie już myślą o wzmocnieniach przed kolejnym sezonem. Zaklepany jest już transfer wschodzącej gwiazdy argentyńskiej piłki Lautaro Martineza, a praktycznie potwierdzone przybycie Kwadwo Asamoah’a i Stefana de Vrija. Najnowszym celem Nerazzurrich stał się z kolei Kevin Strootman, którego traktuje się jako ewentualny prezent dla Spallettiego za awans do upragnionej Ligi Mistrzów.  Pokazuje to jasno, że inny scenariusz niż top 4 Interu na koniec maja, nie wchodzi w grę, a i w samym Mediolanie są w tym temacie optymistami.

„Jestem pewien naszego awansu do Ligi Mistrzów, nawet pomimo trudnych okresów, które towarzyszą wszystkim. Ważne jest, aby wiedzieć, jak sobie z nimi radzić, a drużyna udowadnia, że potrafi to zrobić” Javier Zanetti o sytuacji Interu

W każdym z trzech klubów walczących o dwa miejsca w przyszłorocznej Lidze Mistrzów nadzieje na końcowy sukces przeplatają się ze świadomością zastrzyku tak potrzebnej gotówki jaki wiąże się z tymi rozgrywkami. Lazio pamięta wielkie problemy finansowe sprzed dekady, Roma jeszcze niedawno była zmuszona do sprzedaży Mohammeda Salaha i cały czas musi dokładnie oglądać każde wydane euro, Inter nieustannie zmaga się z koniecznością wypełnienia wymogów związanych z Finansowym Fair Play. Awans do piłkarskiego raju jest więc dla tych klubów absolutnym priorytetem. Za półtora miesiąca okaże się, kto z tej trójki spędzi lato na w miarę spokojnym planowaniu dalszego rozwoju klubu i próby gonienia Juventusu, który w skali calcio uciekł pozostałym na kilka długości, a kto będzie musiał znowu kombinować i kolejny raz spróbować sforsować bramę do piłkarskiego raju w przyszłym sezonie, kiedy chętnych będzie z całą pewnością przynajmniej o jednego więcej. Końcówka Serie A zapowiada się elektryzująco.