TELEMMGLPICT000214143954-xxlarge_trans_NvBQzQNjv4BqaRL1kC4G7DT9ZsZm6Pe3PehAFAI_f6ud569StXyOKH0

W obliczu rekordowej wygranej Leicester City nad Southampton FC, a także nadspodziewanie wysokiego wyniku, jaki padł w ligowym klasyku pomiędzy Legią Warszawa i Wisłą Kraków, postanowiliśmy pogrzebać w odmętach piłkarskiej historii, by sprawdzić, jak prezentują się najwyższe zwycięstwa w topowych ligach na Starym Kontynencie oraz jak na tym tle wypada rodzima Ekstraklasa. Wiele historycznych rezultatów szokuje po dziś dzień – część z nich została pobita stosunkowo niedawno, a pozostałe dumnie trwają na swoich miejscach.

AngliaPremier League logo

Debatując na temat angielskiej elity piłkarskiej należy jasno określić ujęcie dziejowe podejmowanego problemu. Premier League, znana dziś jako najbardziej dochodowa liga świata, w obecnej formie istnieje bowiem dopiero od sezonu 1992/93, zaś jej poprzedniczką była Division 1. W niniejszej publikacji postanowiliśmy jednak skupić się wyłącznie na rezultatach rywalizacji, która emocjonuje kibiców na świecie od przeszło 25 lat.

W sezonie 1994/95 Manchester United toczył zaciekłą batalię o tytuł mistrzowski z napędzanym przez Alana Shearera Blackburn Rovers. 4 marca 1995 roku, w meczu 30. kolejki Premier League, Czerwone Diabły urządziły sobie prawdziwą strzelecką kanonadę i rozbiły na Old Trafford bezradne Ipswich Town aż 9:0. Bohaterem pamiętnego starcia został Andy Cole, który aż pięciokrotnie skierował piłkę do bramki strzeżonej wówczas przez kanadyjskiego bramkarza Craiga Forresta. Dwie bramki dołożył przeżywający najlepszy okres w swojej karierze Mark Hughes, a po jednym trafieniu zaliczyli Paul Ince oraz… ustawiony po prawej stronie bloku obronnego 24-letni Roy Keane.

Rekord ustanowiony przez MU mógł zostać wyrównany 22 listopada 2009 roku, kiedy to Tottenham dowodzony przez Harry’ego Redknappa na własnym boisku podejmował Wigan Athletic. Koguty, w barwach których futbolowego pokera ustrzelił Jermaine Defoe, podobnie jak ekipa Sir Alexa Fergusona czternaście lat wcześniej, zdołały zdobyć aż dziewięć goli. Od niechlubnego rekordu zespół gości uratował jednak Paul Scharner, który jeszcze przy stanie 3:0 zdobył honorową, jak się później okazało, bramkę dla popularnych The Latics. Ostatecznie londyńczycy po trafieniach Croucha, Lennona, Kranjcara, samobóju Kirklanda i pięciu bramkach wspomnianego Defoe pokonali gości z DW Stadium aż 9:1, stając się tym samym drugim zespołem w historii Premier League z tyloma bramkami na koncie w jednym spotkaniu.

W piątek 25 października rekord Manchesteru United omal nie znalazł pogromcy. Skraść prymat, który Czerwone Diabły dzierżyły przez ponad 24 lata, mogły bowiem… Lisy. Piłkarze Leicester City urządzili sobie wielki festiwal strzelecki, a sceną główną stał się stadion St. Mary’s. Zresztą gdyby nie ofiarna postawa Angusa Gunna, który mimo nieudolności swoich partnerów z obrony dwoił się i troił, by nie powiększać strat, mecz mógł zakończyć się dwucyfrowym wynikiem. Wygrana 9:0, jaką odnotowali zawodnicy Brendana Rodgersa to wyrównanie rekordu United, ale i obwieszczenie innego historycznego wyniku: żaden zespół w historii Premier League nie wygrał tak wysoko w spotkaniu wyjazdowym. Strzelcy bramek: Chilwell, Maddison, Tielemans, a także autorzy hat-tricków: Peréz i Vardy mogą zatem wpisać sobie do CV udział w wiekopomnym wydarzeniu.



Francja ll

Przepływając przez kanał La Manche natykamy się na rekordy, które nie dziwią absolutnie nikogo. Od marca 2016 roku hegemonem, jeśli chodzi o najwyższe zwycięstwa w historii Ligue 1, pozostaje Paris Saint-Germain. Stołeczny zespół w konfrontacji z Troyes wyrównał rekord, który przez bagatela trzydzieści lat samodzielnie dzierżyło AS Monaco. 18 stycznia 1986 roku klub z Księstwa pokonał 9:0 prowadzone przez późniejszego selekcjonera Aimé Jacqueta Girondins Bordeaux. 13 marca 2016 roku w stolicy Szampanii Les Parisiens co prawda „jedynie” wyrównali rekord monakijczyków, ale – tak jak w przypadku Leicester City – zaliczyli najwyższy wyjazdowy triumf w historii ligi. Tamtego feralnego dla gospodarzy niedzielnego popołudnia prawdziwą zmorą okazał się Zlatan Ibrahimović, który aż czterokrotnie pakował piłkę do bramki strzeżonej przez Matthieu Dreyera.


Dwa razy trafił także Edinson Cavani, a po jednym golu dołożyli Javier Pastore i Adrien Rabiot – obaj grający obecnie we włoskich klubach. Dzieła zniszczenia dopełniło samobójcze trafienie stopera Troyes, Matthieu Sauniera.

W tym roku Paryżanie mieli okazję pobić własny rekord, jednak wygraną z 19 stycznia nad EA Guingamp zamknął gol na 9:0 autorstwa Thomasa Meuniera. Tak jak niespełna 3 lata wcześniej brylował niezrównany „Ibra”, tak tym razem katem rywali okazał się Edinson Cavani – strzelec hat-tricka, który dodatkowo asystował przy dwóch kolejnych bramkach. Trzy gole zdobył też Kylian Mbappé, a dwukrotnie na liście strzelców widniało nazwisko Neymara.




Hiszpania

Mimo różnic, jakie istnieją w LaLiga pomiędzy czołowymi zespołami a ligowymi outsiderami, wydaje się, że rekordowe zwycięstwo już wkrótce może świętować setne urodziny! 8 lutego 1931 roku baskijski Athletic Club rozgromił FC Barcelonę 12:1! O tym spotkaniu niewiele można się dowiedzieć, i choć jedyne, co pozostało w annałach to wynik i lista strzelców, na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż niejaki Bata aż siedmiokrotnie kierował piłkę do katalońskiej bramki!


Najnowsza historia należy już do Realu Madryt. Najwyższa wygrana w XXI wieku to dzieło właśnie Królewskich i jest to bodaj jedyna pozytywnie zapamiętana rzecz z niechlubnej kadencji Rafy Beniteza. 20 grudnia 2015 roku Los Blancos sprawili swoim fanom przedwczesny prezent świąteczny rozbijając na własnym terenie Rayo Vallecano aż 10:2. Sam tercet BBC zdobył wówczas dziewięć bramek, a królem polowania został Gareth Bale. Trzy gole stały się udziałem Karima Benzemy, dublet ustrzelił natomiast Cristiano Ronaldo. Strzelanie rozpoczął jednak brazylijski obrońca Danilo, dziś zawodnik Juventusu. Bramki Jozabeda i Amayi na nic się zdały, blamaż drużyny z Campo de Vallecas stał się faktem.




Włochy

Podobna sytuacja jak w Hiszpanii ma miejsce we Włoszech. Triumf Torino nad Alessandrią Calcio, który miał miejsce w 1948 roku, także wydaje się być wynikiem nie do pobicia, wszakże piłkarze ze stolicy Piemontu zwyciężyli aż 10:0. Do tego wyniku w XXI wieku nie zbliżył się nikt, choć najbliżej były Juventus i Inter Mediolan (dwukrotnie), a także Udinese oraz Roma. W 2006 roku rzymianie rozgromili Catanię 7:0, a prym w zdobywaniu goli wiedli Simone Perrotta, a także – dość nieoczekiwanie – boczny obrońca Christian Panucci. Po jednym trafieniu dołożyli Vincenzo Montella, Mancini i Francesco Totti. Pięć lat później rezultat Giallorossich powtórzyło Udinese. Piłkarze z północy Italii – także w rozmiarze 7:0 – pokonali na wyjeździe Palermo, a bramowym łupem podzieliło się dwóch piłkarzy: Alexis Sánchez (4) oraz legendarny Antonio di Natalie (3).


W sezonie 2013/14, w takim samym stosunku co Roma i Udinese, zwyciężył Inter nad Sassuolo. Na Mapei Stadium Nerazzurri mogli pochwalić się aż sześcioma różnymi strzelcami, bowiem do siatki Alberto Pominiego trafiali kolejno: Rodrigo Palacio, Saphir Taïder, Raffaele Pucino, Ricardo Gabriel Álvarez, a także Esteban Cambiasso, którego gol przedzielił doppietę Diego Alberto Milito. Rok później koszmar Neroverdich się powtórzył. Tym razem na San Siro Inter pokonał tego rywala 7:0. Udział w powtórnym okazałym zwycięstwie mieli Mateo Kovačić, Fredy Guarín, autor dubletu Dani Osvaldo, ale przede wszystkim Mauro Icardi, który upolował swojego pierwszego hat-tricka w barwach La Beneamata. Fiaskiem zakończyła się także próba bicia rekordu w wykonaniu Juventusu. Podobnie jak wspomniane zespoły, Bianconeri wygrywali „zaledwie” 7:0, i to dwukrotnie. Najpierw w 2014 roku, po dubletach Llorente, Teveza i Moraty, a także trafieniu Lichtsteinera, pokonali Parmę, a przed rokiem, dzięki trzem bramkom Higuaina, dwóch Khediry oraz pojedynczym trafieniom Pjanicia i Alexa Sandro, rozgromili nieszczęsne Sassuolo.




Niemcy

Zwycięstwo, które 29 kwietnia 1978 roku Borussia Mönchengladbach odniosła nad imienniczką z Dortmundu wydaje się być niezagrożone. 12:0 – tak szokującym rezultatem zakończyły się ówczesne „Derby Borussii”. XXI wiek przyniósł nieśmiałe próby odbicia rekordu zespołowi BMG, ale za każdym razem paliły one na panewce. Najbliżej – bez zaskoczeń – był Bayern Monachium.Bawarczycy w 2015 i 2017 roku konsekwentnie pokonywali Hamburgera SV 8:0. Za pierwszym razem dwukrotnie do siatki Jaroslava Drobný’ego trafiali Müller, Robben i Götze, a po jednym trafieniu dorzucili Lewandowski i Ribéry. Z kolei dwa lata temu królem polowania okazał się kapitan reprezentacji Polski, który trzykrotnie zmusił do kapitulacji Rene Adlera. Drogę do siatki znaleźli także Coman, Alaba, Vidal i – tak jak w 2015 roku – Arjen Robben. Na uwagę zasługuje także rezultat FCB z 2013 roku. Rozpędzony Bayern Juppa Heynckesa rozbił 9:2 – jakżeby inaczej – HSV. Nieszczęśnikiem w bramce gości ponownie był wspominany już Adler, a jego pogromcami Shaqiri, Schweinsteiger, Ribéry, dwukrotnie Robben i wreszcie trzykrotnie Claudio Pizarro. Honorowe gole dla przyjezdnych (jeśli można traktować je w takich kategoriach) zanotowali stoperzy – Jeffrey Bruma i Heiko Westermann.



Polska

Na koniec zaglądamy na rodzime podwórko, gdzie najwyższą współczesną wygraną jest ta z 9 kwietnia 2003 roku. Właśnie wtedy prowadzony przez Waldemara Fornalika Górnik Zabrze nie dał szans Pogoni Szczecin dowodzonej przez Jerzego Wyrobka. Na liście strzelców znaleźli się Adam Kompała (3 bramki), Adrian Sikora i Rafał Kaczmarczyk (po 2 gole), Tomasz Prasnal, a także Marek Koźmiński. Niedzielna kanonada legionistów zakończona wygraną 7:0 nad Wisłą Kraków to z kolei wyrównanie wyniku Zagłębia Lubin, które w 2004 roku w identycznym stosunku rozbiło GKS Katowice.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *