Parma team photo 2017-2018

Parma dla pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków – tych trochę starszych i tych niewiele młodszych także – jest klubem kultowym. Wszyscy pamiętają sukcesy Gialloblù nie tylko na włoskich boiskach, ale także na Starym Kontynencie. Ich starcia w europejskich pucharach z Widzewem czy przede wszystkim Wisłą Kraków weszły na stałe do kanonu polskiego futbolu, a żeby przypomnieć sobie skład z takimi indywidualnościami, jak Buffon, Thuram, Cannavaro czy Crespo, wcale nie trzeba popisywać się pamięcią Tomasza Hajty. Dziś Parma Calcio 1913 to jedynie czołowa drużyna Serie B, ale klub z regionu Emilia-Romania jest na najlepszej drodze do odbudowy.

Zanim jednak przejdziemy do przedstawienia teraźniejszości, musimy cofnąć się o kilka lat, by zrozumieć, że praca, jaką wykonano w Parmie przez ostatnie dwa lata, jest doprawdy kolosalna. Wiosną 2015 roku, żeby Gialloblu dokończyli sezon, musieli otrzymać od władz ligi pożyczkę w wysokości 5 mln €. Zanim to się stało, piłkarze Roberto Donadoniego nie rozegrali dwóch spotkań (przeciwko Genoi i Udiniese – przyp. red.), a za podróż na jeden z meczów wyjazdowych zapłacili… kibice. Nie może więc dziwić, że zespół Gli Emiliani spadł z ligi wygrywając tylko sześć potyczek. Jakby tego było mało, nowy właściciel Parmy (już trzeci w tamtym sezonie, po Tommaso Ghirardim i Albańczyku Rezarcie Tacim) miesiąc po przejęciu spółki został aresztowany! Giampietro Manenti – bo tak nazywał się ów hochsztapler – został ujęty przez włoską policję podatkową za obracanie nielegalnymi pieniędzmi.

W całym tym zamieszaniu rozpoczęło się także postępowanie sądowe mające na celu ogłoszenie upadłości klubu. Żeby przystąpić do nowego sezonu w Serie B, należało spłacić dług sportowy w wysokości 88 mln € (dług całkowity szacowano w okolicach 200 mln € – dod. red.). Redukcja do zera takiego zadłużenia w praktyce okazała się niemożliwa i 22 czerwca 2015 roku sąd pozbawił Parmę tytułu sportowego, co oznaczało upadek dwukrotnego triumfatora Pucharu UEFA i próbę odbudowy od Serie D.

Źródło: Squawka
Źródło: Squawka

Prawo gry na tym poziomie otrzymała nowa spółka powołana przez Nevio Scalę – Parma Calcio 1913. Warto tu nadmienić, że z podobnymi planami do FIGC (Włoski Związek Piłki Nożnej – przyp. red.) wystąpił inny podmiot – Magico Parma, Giuseppe Corrado i już na samym początku odradzania klubu kibice nie byli pozbawieni obaw czy to się w ogóle uda. Zdecydowana ich większość ściskała kciuki za spółką Scali i 27 lipca mogli odetchnąć z ulgą po decyzji władz włoskiej piłki.

Jak łatwo się domyślić, tak późna decyzja federacji znacząco wpłynęła nie tylko na plan przygotowań do nowego sezonu, ale przede wzzystkim na kształt kadry. W sierpniu gotowych do gry było tylko dwóch piłkarzy – kapitan Alessandro Lucarelli oraz wychowanek Lorenzo Adorni! Mimo tych problemów udało się stworzyć drużynę, która w całych rozgrywkach nie przegrała ani jednego meczu i w cuglach awansowała do Lega Pro, czyli obecnej Serie C. Piłkarze Crociatich dostosowali się poziomem do swoich kibiców, którzy przed rozpoczęciem zmagań zakupili 10 tysięcy karnetów, co jak na czwarty poziom rozgrywkowy jest wynikiem doprawdy znakomitym. Dość powiedzieć, że więcej sprzedawali tylko Glasgow Rangers (występujący na mogącym pomieścić 50 tysięcy widzów Ibrox) oraz w tym roku łódzki Widzew.


Zmagania na trzecim poziomie rozgrywkowym nie były tak łatwe, jak ligę niżej. Jeszcze w trakcie rundy jesiennej po porażce na Stadio Ennio Tardini z Padwą 1:4 z parmeńskiego klubu zwolnieni zostali trener Luigi Apolloni (jako piłkarz ponad 300 meczów dla Parmy – przyp. red.) oraz dyrektor sportowy Andrea Galassi. W proteście przeciwko tym ruchom oraz w geście solidarności ze swoimi protegowanymi do dymisji podał się także prezes Nevio Scala. W miejsce pierwszej dwójki zatrudnieni zostali trener Roberto D’Aversa oraz dyrektor sportowy Daniele Faggiano. Wakat na stanowisku prezesa utrzymywał się natomiast aż do listopada 2017 roku.

Nowy szkoleniowiec dosyć szybko zaczął punktować i pomimo kilku wpadek wprowadził Parmę do barażu o Serie B z drugiego miejsca w swojej grupie, za Venezią dowodzoną przez Filippo Inzaghiego. Ten dodatkowy turniej o ostatnią przepustkę na zaplecze włoskiej ekstraklasy Gialloblù wygrali i w czerwcu tego roku mogli cieszyć się z drugiego awansu z rzędu. Wisienką na tym udanym sezonie jest z pewnością dwukrotne zwycięstwo w Derby dell’Enza przeciwko Reggianie, które rozegrano pierwszy raz po dwudziestoletniej przerwie, zatem taki sukces musiał smakować fanom Parmy wyjątkowo.

Letnie przygotowania do campionato 2017/18 przebiegały stosunkowo spokojnie, o ile można użyć takiego zwrotu w kontekście mercato. Dyrektor sportowy Daniele Faggiano pracował w pocie czoła, ale jego zwierzchnicy także nie mogli pozwolić sobie na urlop. Wszystko przez ofertę kupna klubu, która wpłynęła z chińskiej firmy Desports Group zajmującej się, najogólniej mówiąc, marketingiem sportowym. Za początek jej działalności uznaje się 2004 i już w tym samym roku pośredniczyła w podpisaniu kontraktu reklamowego pomiędzy Luisem Figo a chińską marką odzieży Seven Brand. W styczniu grupa zakupiła z kole prawa telewizyjne do Ligi Mistrzów za około 350 mln € w imieniu PPTV (sieć telewizyjna Suning – przyp. red.).

Na czele wspomnianej Desports Group znajduje się Jiang Lizhang i to pomimo tego, że w lipcu sprzedał spółkę za około 107 mln € chińskiemu gigantowi Wuhan DDMC Culture notowanemu na giełdzie w Szanghaju. To rzutki 37-letni biznesmen, który na świat przyszedł w niewielkiej wiosce rybackiej, a jego pierwsze związki ze światem sportu polegały na próbowaniu swoich sił w roli… dziennikarza sportowego. Obecnie obywatel Państwa Środka jest nie tylko prezesem (to on wypełnił wakat po Scali – przyp. red.) i głównym udziałowcem Parmy (60%), ale także Granady, którą w maju zeszłego roku odkupił od rodziny Pozzo za 37 mln €. Poza tym w styczniu zakupił 90% udziałów w chińskim klubie Chongqing Lifan, a pół roku wcześniej za 5% własności zespołu NBA Minnesota Timberwolves musiał wyłożyć 45 mln €. Jak widać Lizhang nie należy do grona kapryśnych milionerów, dla których zakup Parmy byłby kolejną fanaberią. Włoski klub zdaje się być częścią jego większego planu inwestycji w sport.


Początkowo media na Półwyspie Apenińskim informowały o przejściu Parmy w nowe ręce już podczas tegorocznych wakacji, ale ostatecznie nastąpiło to w listopadzie. Takie operacje finansowe zajmują sporo czasu, bowiem prawnicy obu stron potrzebują tygodni na przeanalizowanie każdego paragrafu umowy. Nie udało się więc uzyskać zastrzyku finansowego pozwalającego „zaszaleć” na rynku transferowym już latem, ale na Ennio Tardini zbudowano bardzo solidny skład mogący powalczyć o wymarzony awans do Serie A. Za 1,3 mln € z Carpi pozyskano filigranowego skrzydłowego Antonio Di Gaudio i był to jedyny gotówkowy transfer tego okienka. Z tego samego klubu wypożyczono także środkowego obrońcę Riccardo Gagliolo, a z Hellas za darmo doszedł Luca Siligardi – napastnik mający na koncie około 200 meczów tak w Serie A (64 mecze i 7 goli), jak i w Serie B (36 bramek, 24 asysty). Doświadczony Włoch póki co zawodzi jednak oczekiwania kibiców…

Źródło: FlashScore
Źródło: FlashScore

Tego samego nie można natomiast powiedzieć o wypożyczonym z Napoli Roberto Insigne. Zbieżność nazwisk nie jest tutaj przypadkowa – to brat grającego dla Partenopeneich Lorenzo. Roberto ma już w tym sezonie na koncie pięć bramek i trzy asysty, ponadto dwukrotnie znalazł się w jedenastce kolejki portalu TuttoMercatWeb.com. Czy zimą można zatem spodziewać się w Parmie zakupowego szaleństwa? Raczej nie. Zespół powinien być uzupełniony dwoma-trzema zawodnikami, którzy będą w stanie podnieść poziom zespołu, a obecne rezultaty pokazują, że potencjał, jakim dysponuje trener Roberto D’Aversa, jest wystarczający do podjęcia skuteczniej walki o awans. W momencie powstawania tego tekstu jego podopieczni otwierają ligową stawkę z dorobkiem 29 punktów po siedemnastu kolejkach.


Jiang Lizhang na powitalnej konferencji prasowej potwierdził oczywiście, że celem Gialloblù jest promocja do elity, najlepiej już wiosną 2018 roku, ale nie bał się także zaakcentować innych potrzeb klubu – z perspektywy kibiców być może nawet ważniejszych, bo pokazujących długofalowe plany nowego właściciela. Centrum treningowe Collecchio ma wkrótce zostać wykupione z rąk sądu, a Stadio Ennio Tardini stopniowo modernizowane. Nowy prezes Parmy (drugi w historii obcokrajowiec po wspomnianym wcześniej Albańczyku Rezarcie Tacim – dod. red.) podczas pierwszego oficjalnego spotkania z dziennikarzami nie omieszkał także podziękować i pogratulować swoim poprzednikom.

„Ważne jest to, iż naszego planowania i działania nie musimy zaczynać od zera, gdyż poprzedni właściciele wykonali kawał znakomitej roboty i położyli solidne fundamenty pod dalszy rozwój Parmy. Ludzie z Nuovo Inizio oraz Parma Partecipazioni Calcistiche znakomicie znają ten klubu i darzą go ogromną miłością, dlatego też nie wyobrażaliśmy sobie sytuacji, w której mogłoby ich zabraknąć w naszym projekcie”

Tłumaczenie: fcparma.com.pl

W rękach tak zwanych „siedmiu wspaniałych”, czyli ludzi stojących za Nuovo Inizio, pozostaje co prawda jeszcze 30% udziałów, ale ich wpływ na najnowszą historię klubu będzie już znikomy. Wiele wskazuje jednak na to, że Panowie Marco Ferrari, Paolo Pizzarotti, Guido Barilla, Mauro Del Rio, Angelo Gandolfi, Gian Paolo Dallara i Giacomo Malmesi często będą wysłuchiwani jako głos doradczy. To ważne dla tifosich Parmy, że pomimo przejęcia sterów przez magnata z Azji w jakiś sposób utrzymana zostanie ta rodzinna atmosfera, jaka towarzyszyła klubowi z regionu Emilia-Romania od początku jego odbudowy aż do Serie B.

Niejasna jest jedynie przyszłość wiceprezydenta Hernana Crespo, który według mediów był jedną z kluczowych postaci, dzięki której doszło do ostatecznego porozumienia w negocjacjach między chińczykami a grupą Nuovo Inizio. Spekuluje się, że na tym zakończy się misja Argentyńczyka na Ennio Tardini, a jego nowym miejscem pracy zostanie Club Atlético River Plate. Sam zainteresowany w wywiadzie udzielonym już po zamknięciu operacji zmiany właściciela nie ukrywał, że dla Parmy pracować może nawet „z cienia”, bo to jej dobro jest w tej chwili najważniejsze:

„Ludzie uważają mnie za koło zapasowe w nowym projekcie Parmy, która już w tej chwili posiada dobrą strukturę zarządzania. W żadnym wypadku takie postrzeganie mi nie przeszkadza, nawet wolę pracować niejako z cienia dla dobra tego klubu. W moim wieku nie potrzeba mi błysku fleszy. Z całych sił zamierzam służyć temu zespołowi radą i doświadczeniem. Dobro Parmy jest najważniejsze i każdy z nas musi być tego świadomy. Jestem tutaj i zawsze będę obecny. Mam nadzieję, że choć w drobnym stopniu uda mi się przyczynić do powrotu Parmy na należne jej miejsce”

Tłumaczenie: fcparma.com.pl

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że mocna Parma jest potrzebna lidze włoskiej. Jeżeli dodatkowo wejdą w życie zapowiadane reformy, takie jak m.in. zmniejszenie ligi do 18 drużyn, to mocny beniaminek tylko podniesie rywalizację o czołowe lokaty, która już teraz jest bardzo zacięta. W najbliższym czasie możemy więc spodziewać się Crociatich na salonach, na których powinni czuć się zdecydowanie pewniej niż choćby Pescara, Benevento, Crotone czy SPAL, przy całym szacunku do ich osiągnięć. Parma Calcio 1913 wraca na swoje miejsce i jest to z pewnością dobra wiadomość dla wszystkich sympatyków calcio.


Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *