C9J8h1ZXcAApx2m

W cieniu niepokojących wydarzeń, które miały miejsce w Dortmundzie, Juventus rozbił na własnym stadionie Barcelonę 3:0 i jest bliski awansu do półfinału Ligi Mistrzów. Bohaterem wtorkowego wieczoru został Argentyńczyk Paulo Dybala, który w pierwszej połowie zapisał na swoim koncie dwie fantastyczne bramki.

Mistrzowie Italii przystępowali do spotkania z Barceloną w znakomitych nastrojach, szczególnie że od 21 spotkań w europejskich pucharach na J Stadium nie zaznali goryczy porażki. Katalończycy przyjeżdżali do stolicy Piemontu w atmosferze rozczarowania po przegranym 0:2 meczu w Maladze, a ich nastroje dodatkowo pogorszyła informacja o tym, że Neymar opuści trzy kolejne ligowe spotkania – w tym kluczowe z Realem Madryt. Brazylijczyk znajdujący się obecnie w kapitalnej dyspozycji miał stanowić największe zagrożenie dla bramki strzeżonej przez Gianluigiego Buffona.


Gospodarze dowodzeni przez Massimiliano Allegriego wyszli w swoim najmocniejszym zestawieniu personalnym, zaś goście z Katalonii byli istotnie osłabieni. Absencja Sergio Busquetsa wymusiła na Luisie Enrique zmianę w środku pola, gdzie miejsce znalazł Javier Mascherano. Środek obrony tworzył natomiast duet Pique – Umtiti.


Spotkanie, które miało być rewanżem za finał Ligi Mistrzów 2014/15 rozpoczęło się w grobowej atmosferze. Smutne informacje docierające z Dortmundu nie mogły pozostać bez echa.


Początek wtorkowej rywalizacji przypomniał Barcelonie koszmary z Paryża. Goście nie potrafili wyjść z własnej połowy i kompletnie nie radzili sobie z bardzo wysokim, agresywnym pressingiem Juventusu. Turyńczycy już w drugiej minucie dali sygnał, że zamierzają wypracować sobie dobry wynik przed rewanżem na Camp Nou. Główka Higuaina trafiła jeszcze w ręce ter Stegena, ale pięć minut później lider Serie A otworzył wynik spotkania. Aktywny od pierwszej minuty Juan Cuadrado pomknął po prawej stronie boiska, bez większych kłopotów ogrywając słabszego szybkościowo Mathieu, dograł futbolówkę do Paulo Dybali, a Argentyńczyk sprytnym uderzeniem pokonał niemieckiego golkipera przyjezdnych.


Szybko zdobyta bramka spowodowała, że Bianconeri mogli rozpocząć grę, w której według powszechnego mniemania są mistrzami. Włoskie „catenaccio” dało o sobie znać już po dziesięciu minutach, kiedy do głosu zaczęli wreszcie dochodzić Hiszpanie. Znakomicie ustawiona defensywa Starej Damy nie pozwalała jednak na zbliżenie się Messiemu i spółce choćby w pobliże bramki Buffona. Choć Duma Katalonii utrzymywała się w posiadaniu piłki, zawodnicy drugiej linii Barçy byli zbyt pasywni i nie pokazywali się w wolnych sektorach. Z kolei gdy wreszcie Messi dostrzegł wbiegającego w pole karne Iniestę, do akcji wkroczyły ręce Buffona, który nie po raz pierwszy potwierdził swoją niezaprzeczalną klasę. Zaledwie kilkanaście sekund później wzorowa kontra Juventusu zakończyła się drugim golem Dybali.

Barcelonie brakowało wszystkiego tego, czego zabrakło również 14 lutego na Parc des Princes. W poczynaniach katalońskiej ekipy nie widać było żadnej koncepcji na sforsowanie doskonale dysponowanych gospodarzy. Juventus nie prowadził gry, nie grał ofensywnie, ale po raz kolejny pragmatyzm i skuteczność mistrzów Italii musiały budzić podziw obserwatorów. Ataki Bianconerich, choć nieliczne, niemal za każdym razem przyprawiały kibiców Barcelony o palpitacje serca. Fenomenalnie, poza strzelcem dwóch goli Dybalą, prezentował się duet operujący na prawej stronie boiska – Dani Alves i Juan Cuadrado.

Statyczna gra mistrzów Hiszpanii sprawiała, że doświadczona defensywa dowodzona przez Giorgio Chielliniego nie miała większych problemów z odpieraniem ataków gości. W poczynaniach zespołu Luisa Enrique brakowało nie tylko polotu, ale przede wszystkim elementu zaskoczenia. Wszystkie akcje prowadzone przez Blaugranę były niemalże przekładane przez kalkę – próżno było doszukiwać się w nich czegoś niesztampowego. Końcówka pierwszej połowy należała ponownie do Juventusu, a piłkarze i trener Barcelony mieli piętnaście minut na to, żeby diametralnie zmienić swoją grę po zmianie stron.


Luis Enrique postanowił na drugą odsłonę spotkania zmienić ustawienie swojej drużyny – za beznadziejnie dysponowanego w pierwszej połowie Mathieu, na murawie zameldował się André Gomes. Następne 45 minut tej rywalizacji rozpoczęło się dokładnie tak samo, jak premierowe. Juve zaatakowało Katalończyków agresywnym pressingiem i niemal w pierwszej akcji było bliskie podwyższenia rezultatu na 3:0. Potężne uderzenie z dystansu autorstwa Samiego Khediry minęło jednak bramkę ter Stegena. W posiadaniu futbolówki przez lwią część czasu znajdowali się goście, ale niewiele z tego faktu wynikało. Barça rozgrywając piłkę szukała różnych rozwiązań, ale niemal każde kończyło się fiaskiem. Zawodnicy Starej Damy natomiast kontynuowali misternie przygotowany plan Allegriego i wyprowadzali coraz to groźniejsze kontrataki. Dogodne sytuacje na potęgę marnował Higuain, ale w 55. minucie barcelońskie koszmary z Paryża znów stały się żywe. Do siatki trafił magister Giorgio Chiellini, a w oczy zespołu „Lucho” autentycznie zajrzało widmo odpadnięcia z Champions League. Juventus jako drużyna odpowiedzialna taktycznie niemal w każdym aspekcie wtorkowego starcia był lepszy od wicelidera LaLiga.

Z każdą minutą w grze Barcelony widać było również większe zrezygnowanie i mniejszą wiarę w końcowy sukces. Akcje prowadzone w zatrważająco wolnym tempie nie miały szans na powodzenie, a Juventus mizerne egzekwował swój plan na ten pojedynek.


Duma Katalonii długimi fragmentami nie potrafiła zdziałać niczego konstruktywnego, a jeżeli już pojawiała się okazja, to Suárez marnował ją zupełnie nie w swoim stylu.


W 73. minucie Juventus po raz czwarty trafił do siatki rywali, ale Szymon Marciniak niesłusznie odgwizdał spalonego. Co gorsza dla polskiego sędziego, chwilę wcześniej kontrowersje pojawiły się pod drugą bramką, gdzie futbolówka trafiła w rękę Chielliniego. Nasz eksportowy arbiter jednak rzutu karnego nie podyktował i wydaje się, że będzie mógł się z tej sytuacji wybronić. Allegri postanowił wtedy bronić wyniku i za świetnego tego wieczoru Cuadrado wprowadził Mario Leminę. Jedna ze strat Francuza mogła się zakończyć utratą gola, ale nawet w tak sprzyjających okolicznościach gracze Blaugrany nie potrafili pokonać Buffona.

Bianconeri do ostatnich minut szukali okazji do powtórzenia paryskiego rezultatu wyprowadzając groźne akcje, choć angażując już mniejszą liczbę piłkarzy niż uprzednio. Analizując grę poszczególnych zawodników Juventusu można dojść do wniosku, że każdy z nich dołożył olbrzymią cegłę do wspaniałego rezultatu na J Stadium. W obronie imponował Chiellini , który poza bramką niejednokrotnie fenomenalnie oddalał zagrożenie spod pola karnego gospodarzy. Tempo gry znakomicie regulował Miralem Pjanić, zaś Higuain – mimo nieskuteczności – walczył za trzech z defensorami Barcelony. Z kolei w drużynie z Katalonii poza Messim trudno wyróżnić jakiegokolwiek piłkarza. Bardzo słabo zaprezentowała się zwłaszcza defensywa mistrzów Hiszpanii, która pokazała, na czym polega pozorne bronienie dostępu do własnej bramki. Zatrważająco słabo dysponowany był Piqué, a nawet będący często w tym sezonie ostoją formacji Samuel Umtiti popełniał proste błędy. Druga linia pozbawiona Sergio Busquetsa prezentowała się fatalnie, a w poczynaniach Neymara więcej było przypadku niż racjonalnego zagrożenia.


Juventus wypracował sobie znakomitą zaliczkę przed rewanżem na Camp Nou i choć na myśl przychodzi „remontada” Barcelony ze starcia z Paris Saint-Germain, to wydaje się, że mistrz Włoch nie powtórzy błędów zespołu Emery’ego. Doskonale zbilansowana ekipa, jaką bez wątpienia jest Stara Dama, ma bowiem na tyle dużo jakości i doświadczenia, by nie zniweczyć wysiłku włożonego we wtorek na J Stadium. Bardzo prawdopodobne zatem, że Katalończycy drugi sezon z rzędu zakończą zmagania w Lidze Mistrzów już na etapie ćwierćfinału.

Juve logo Juventus FC 3:0 FC Barcelona Barcelona logo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *