Marco Silva i asystentura w HULL

Puchar Portugalii, mistrzostwo Grecji i wprowadzenie niewiele znaczącego w portugalskim futbolu GD Estoril Praia do fazy grupowej Ligi Europy to dotychczasowe sukcesy trenerskie Marco Silvy. W Hull City nikt jednak od 39-latka trofeów czy tym bardziej europejskich pucharów nie wymaga. Cel jest klarowny, a zarazem szalenie trudny do zrealizowania – utrzymać Tygrysy w Premier League.

Who is Silva?

3 stycznia klub z KCOM Stadium oficjalnie poinformował o zwolnieniu Mike’a Phelana, który funkcję menedżera Hull City pełnił niecały kwartał. Początkowo bowiem po odejściu Steve’a Bruce’a były asystent Sir Alexa Fergusona był jedynie menedżerem tymczasowym. Gdy jednak okazało się, że pomimo olbrzymich problemów kadrowych i finansowych, na początku października Tygrysy zajmowały bezpieczne miejsce w tabeli, 54-latkowi powierzono dalszą misję prowadzenia drużyny beniaminka. Jak pokazały następne tygodnie, lepiej szło mu w roli tzw. „caretakera” (w wolnym tłumaczeniu: „opiekun tymczasowy” – przyp. red.), wszak po tym, jak Phelan stał się centralną postacią sztabu szkoleniowego Hull City, zespół lada moment znalazł się w strefie spadkowej. Od 9. kolejki, a dokładniej 22 października i porażki przed własną publicznością 0:2 ze Stoke City, pozycja Hull tylko się pogarszała.

Tabela Premier League (stan na 12.01.)
Tabela Premier League (stan na 12.01.2017); źródło: worldfootball.net

W końcu miarka się przebrała i Phelanowi podziękowano. Na nazwisko następcy długo nie trzeba było czekać, bo już niespełna dobę później angielskie media zgodnie huczały na temat przejęcia posady przez Marco Silvę, zaś dzień później sam Portugalczyk został oficjalnie zaprezentowany jako nowy szkoleniowiec The Tigers. 39-latek podpisał umowę do końca bieżącego sezonu.

„Wierzymy, że osiągnięcie tego jest możliwe. Jesteśmy tutaj, aby pomóc Hull City utrzymać się w Premier League i to jest nasz jedyny cel w najbliższych miesiącach. Sukcesem dla nas w tym sezonie byłoby pozostanie w elicie i tylko to mam w głowie. To naprawdę trudne wyzwanie, ponieważ w tym momencie nasza pozycja w lidze jest zła i rezultaty nie są najlepsze, więc ważne, aby zmienić tę sytuację. Przybyłem tutaj z przeświadczeniem, że te sprawy mogą ulec zmianie” – tak brzmiało kilka pierwszych zdań wypowiedzianych przez Silvę na oficjalnej prezentacji

Portugalczyk ma na swoim koncie krajowy puchar, który zdobył ze Sportingiem CP w sezonie 2014/15, a ponadto mistrzostwo Grecji wywalczone z Olympiakosem Pireus. Swój pierwszy klub, Estoril, najpierw wprowadził do portugalskiej ekstraklasy, a następnie dwukrotnie zapewnił mu miejsce premiowane grą w kwalifikacjach do Ligi Europy. Teraz stoi przed nim zgoła inne zadanie, wszak przejmuje zespół, który jest w rozsypce, boryka się z problemami kadrowymi i nadal jest czerwoną latarnią ligi, choć do bezpiecznego miejsca traci zaledwie 3 punkty.


„Uwierzcie tak, jak ja uwierzyłem”

Taki komunikat Silva przesłał do wszystkich niedowiarków w Kingston upon Hull, którzy nie dają większych szans na zrealizowanie postawionego przed nim celu.

„Wiem, że nie mamy zbyt wiele czasu. Ale jeśli nie wierzyłbym, nie stałbym dziś tutaj. Znam wielu ludzi, którzy mówią, że potrzebujemy cudu, aby się utrzymać w Premier League. To normalne, że ludzie tak mówią, ale czasami takowe się zdarzają. Może jeden z nich wydarzy się w maju? Zobaczymy” – mówił na swojej pierwszej konferencji przedmeczowej portugalski menedżer

Po wypowiedziach Silvy błyskawicznie można się zorientować, że doskonale zdaje sobie sprawę, w jak trudnym położeniu znajduje się jego drużyna. 39-latek już zdążył wszystkim dookoła obwieścić – choć na stanowisku jest raptem tydzień – że jeśli w Hull realnie myślą o utrzymaniu, to fundamentalnym ogniwem będzie praca na treningach. Ponadto przed byłym szkoleniowcem Olympiakosu arcytrudne zadanie zjednoczenia kibiców, którzy cały czas protestują i bojkotują rządy Assema i Ehaba Allamów. Sen z powiek z pewnością będzie mu również spędzała kwestia zatrzymania w składzie Roberta Snodgrassa, którego usługami interesują się kluby Premier League, m.in. West Ham United. Swoją drogą, Młoty złożyły już pierwszą ofertę opiewającą na 3 mln £, ale komentować tej kwoty nawet nie wypada…

Zwycięstwo w debiucie, choć nie na ligowym froncie, może częściowo zdjąć presję z nowego szkoleniowca Hull City. Terminarz ułożył się dla Silvy dość pomyślnie, bo z pewnością korzystniejsze dla niego i jego zespołu jest rozegranie na rozgrzewkę dwóch pierwszych spotkań w pucharach aniżeli od razu w Premier League, gdzie każdy punkt jest teraz na wagę utrzymania. W najbliższy weekend Portugalczyka i jego ekipę czeka jednak niezwykle ważna rywalizacja z Bournemouth przed własną publicznością. Jeśli Tygrysy marzą o grze w angielskiej elicie również w przyszłym sezonie, to z pewnością muszą punktować w meczach z takimi przeciwnikami.

Terminarz Hull City na nadchodzące tygodnie; źródło: hullcitytigers.com
Terminarz Hull City na nadchodzące tygodnie; źródło: hullcitytigers.com


Brak miejsca na błędy i eksperymenty

Nowy opiekun ostatniej drużyny w tabeli Premier League nie powinien liczyć na zimowe szaleństwo zakupów, choć jak sam zapowiedział, powiew świeżości w jego kadrze jest nieodzowny, stąd m.in. transfery Evandro Goebela, pomocnika FC Porto, oraz Oumara Niasse, czyli ubiegłorocznej wielkiej wpadki transferowej Evertonu. Ponadto z klubem na stałe związał się Markus Henriksen, który dotychczas był jedynie wypożyczony na KCOM Stadium z AZ Alkmaar.


Cytując klasyka: jeśli nie możesz wygrać meczu, to przynajmniej go nie przegraj. I właśnie taki cel powinien przyświecać podopiecznym Marco Silvy w nadchodzących tygodniach.

źródło: Squawka.com
źródło: Squawka.com

Zabawne, że według danych, które zbiera serwis Squawka, Hull City znalazłoby się na… 15. miejscu w stawce. Jak widać na powyższej grafice, pod uwagę wzięte zostały punkty za reakcje i poczynania defensywne (np. odbiory, przechwyty, wybicia) oraz ofensywne (np. bramki, strzały, wykreowane okazje), a także posiadanie piłki. I tu znów nasuwa się kolejne sportowe porzekadło, że istnieją kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki. Co również ciekawe, Tygrysy są jedynym (!) zespołem w stawce, którego zawodnicy nie popełnili choćby jednego błędu indywidualnego, który doprowadziłby do straty bramki. Dla porównania Liverpool, czyli aktualny wicelider, takowych błędów ma aż 5. To także świadczy, jak mylące potrafią być futbolowe liczby.

Najwięcej straconych bramek po Swansea City (44) i najmniej strzelonych, do spółki z Middlesbrough (17) – to bilans Hull City Mike’a Phelana w Premier League. Do tego aż 13 porażek w 20. spotkaniach, czyli tyle samo, co znajdujące się również w strefie spadkowej Łabędzie oraz Sunderland. Dość powiedzieć, że w ostatnim dziesięcioleciu w angielskiej ekstraklasie nie było drużyny, która mając na koncie 13 punktów lub mniej po 20. kolejkach, została w lidze również na kolejny sezon. Choć terminarz wygląda dla Tygrysów zabójczo, to jakiekolwiek punkty wywalczone przez Hull City w meczach z ligową czołówką będą niebagatelnym bonusem. Drużyna Silvy może bowiem w ten sposób zyskać małą przewagę nad innymi zespołami walczącymi o utrzymanie. Sęk w tym, że w Sunderlandzie, Swansea czy Middlesbrough myślą tak samo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *