IMG_20190802_144133

Pierwsze dni sierpnia to w wielu najsilniejszych ligach okres wytężonych przygotowań do nowego sezonu. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku rodzimych klubów, dla których już w wakacje rozpoczyna się z reguły bardzo krótka przygoda z europejskimi pucharami. W tym roku do pojedynków w ramach eliminacji do Ligi Europy przystąpiły Legia Warszawa, Lechia Gdańsk, Cracovia oraz Piast Gliwice. Niestety, czwartkowy występ podopiecznych Waldemara Fornalika w Rydze przyniósł wielką kompromitację, jaką jest porażka i odpadnięcie z przedstawicielem łotewskiej ekstraklasy. Z tej okazji warto przypomnieć inne spektakularne wpadki polskich klubów na arenie międzynarodowej.

1. Pogoń Szczecin – Fylkir Reykjavik (1:1 i 1:2; sezon 2001/02)

Przełom wieków był dla kibiców Pogoni okresem niezwykle barwnym. Drużynę z Pomorza przejął wówczas inwestor znad Bosforu – Sabri Begdas. Turek zainwestował wtedy w klub blisko 23 miliony złotych, tworząc na północy Polski mocny zespół, który zdobył wicemistrzostwo kraju w sezonie 2000/01. Kolejnym krokiem miało być zaatakowanie europejskich pucharów. Portowcy w I rundzie eliminacji Pucharu UEFA trafili na półamatorski Fylkir Reykjavik z Islandii, który najpierw sensacyjnie wywalczył remis w Szczecinie, a potem pokonał drużynę prowadzoną wówczas przez Mariusza Kurasa na własnych śmieciach. Ta porażka była początkiem końca „wielkiej” Pogoni, z której w niedługim czasie odszedł Begdas, zostawiając klub ze sporym zadłużeniem. Właśnie przez problemy finansowe Portowcy dwa lata później spadli do drugiej ligi.



2. Wisła Kraków – Vålerenga Oslo (0:0 i 0:0, rzuty karne: 3-4; sezon 2003/04)

2003.11.27_Wisła_Kraków_-_Vålerengens2

Okres od 2002 do 2005 roku był dla Białej Gwiazdy pasmem sukcesów na krajowym podwórku. Trzy mistrzostwa z rzędu dobitnie potwierdzały ligową dominację ekipy z Krakowa, jednak na nic się zdały w europejskich pucharach. Naszpikowana gwiazdami pokroju Marcina Baszczyńskiego, Macieja Stolarczyka, Mirosława Szymkowiaka, Macieja Żurawskiego czy Tomasza Frankowskiego drużyna w sezonie 2003/04 potknęła się już w II rundzie eliminacji Pucharu UEFA. Rywal nie był zbyt wymagający – Wisła trafiła bowiem na Vålerengę Oslo. Norwegowie w obu spotkaniach postawili się jednak wyżej notowanym rywalom, nie tracąc ani jednej bramki! Ponadto lepiej egzekwowali rzuty karne (swoich prób nie wykorzystali Szymkowiak i Frankowski), dlatego zespół Henryka Kasperczaka pożegnał się z rozgrywkami szybciej niż się wszyscy spodziewali.



3. Ruch Chorzów – Valletta FC (1:1 i 0:0; sezon 2010/11)

Źródło: FAKT
Źródło: FAKT

Wprawdzie Ruch dzięki korzystnemu bilansowi bramek awansował do kolejnej rundy, jednak styl, w jakim tego dokonał, był – najłagodniej mówiąc – fatalny. W pierwszym spotkaniu na Malcie padł remis 1:1, a w rewanżu w Chorzowie gospodarze wyrwali bezbramkowy remis. Wyrwali, bo przez większość spotkania… rozpaczliwie się bronili, wybijając piłki na oślep z własnego pola karnego. Bohaterem Niebieskich był wówczas golkiper Matko Perdijić, który bronił wszystkie strzały, niczym w transie. Siedem doliczonych minut było dla gospodarzy prawdziwym koszmarem, z którego ostatecznie wyszli obronną ręką. Co ciekawe, w 97. minucie Arkadiusz Piech zdecydował się na rozpaczliwe uderzenie z połowy boiska, a piłka niespodziewanie wpadła do siatki, jednak jeszcze w trakcie lotu futbolówki… sędzia zakończył spotkanie! Chorzowianie awansowali, ale w następnej rundzie zostali już zmiażdżeni przez Austrię Wiedeń, która rozgromiła Niebieskich w dwumeczu aż 6:1.



4. Wisła Kraków – Qarabağ Ağdam (0:1 i 2:3; sezon 2010/11)

Źródło: Polska The Times
Źródło: Polska The Times

W tym samym czasie co Ruch, z Europą pożegnała się także Wisła. Biała Gwiazda odpadła z Pucharu UEFA po przegranej z azerskim Qarabağem Ağdam. Ten dwumecz był niezwykłym pokazem bezsilności Krakowian. O ile niewielką porażkę w pierwszym spotkaniu uznano jeszcze za małe potknięcie, o tyle rewanż rozwiał już wszelkie wątpliwości co do formy podopiecznych Henryka Kasperczaka. W ciągu siedmiu minut (od 28. do 35.) Azerowie zdobyli aż trzy bramki i zakończyli marzenia polskiego zespołu o awansie do kolejnej rundy. Później co prawda Wisła odpowiedziała trafieniami Pawła Brożka i Rafała Boguskiego, ale był to wyłącznie łabędzi śpiew. Po tym niesławnym dwumeczu po raz drugi z posadą szkoleniowca drużyny spod Wawelu pożegnał się Kasperczak.




5. Jagiellonia Białystok – Irtysz Pawłodar (1:0 i 0:2; sezon 2011/12)

Źródło: FAKT
Źródło: FAKT

To nie była długa przygoda Jagi z europejskimi pucharami. Już w I rundzie eliminacji LE podopieczni Michała Probierza zostali odprawieni z kwitkiem przez kazachski Irtysz Pawłodar. Patrząc z perspektywy czasu, na Podlasiu stworzono w tamtym okresie całkiem niezły zespół, z Grzegorzem Sandomierskim, Thiago Cionkiem, Tomaszem Kupiszem i Tomaszem Frankowskim na czele. Nie przełożyło się to jednak na sukcesy na arenie międzynarodowej. Po wypracowaniu skromnej zaliczki w pierwszym spotkaniu, za sprawą trafienia Frankowskiego, białostoczanie zostali boleśnie upokorzeni w rewanżu, gdzie już po pierwszych 45 minutach przegrywali 0:2. W drugiej części meczu gospodarze skutecznie się bronili, a zawodnicy Probierza nie potrafili znaleźć sposobu na przełamanie oporu rywala i ostatecznie odpadli już na samym początku swojej przygody z Europa League.




6. Lech Poznań – Žalgiris Wilno (0:1 i 2:1; sezon 2013/14)

plakat-kibicow-lecha-62038675

Mariusz Rumak już przed tym dwumeczem stąpał po bardzo cienkim lodzie, a za jego zwolnieniem opowiadała się znaczna część kibiców Kolejorza. Zarząd wielkopolskiego klubu postanowił jednak dać mu szansę poprowadzenia drużyny także w kolejnym sezonie. Planem minimum miało być wejście do fazy grupowej Ligi Europy, a skończyło się bolesnym laniem od sąsiadów z Litwy. Już w pierwszym spotkaniu w Wilnie za lekceważące podejście do meczu lechici zostali skarceni i niespodziewanie przegrali 0:1. W rewanżu długo utrzymywał się podobny rezultat. Już w 29. minucie Rytis Leliūga zapewnił gościom prowadzenie, toteż atmosfera na stadionie zaczęła się robić gorąca. Co prawda za sprawą trafienia Łukasza Teodorczyka i samobójczego gola Pericia miejscowi wyszli na prowadzenie, jednak zabrakło czasu na strzelenie jeszcze jednej, dającej awans bramki. Efekt? Poznaniacy odpadli z europejskich rozgrywek, a trener Mariusz Rumak został zwolniony. Sporym paradoksem był fakt, że Žalgiris prowadził wówczas trener Marek Zub, który przed długi czas nie potrafił znaleźć klubu we własnej ojczyźnie…



7. Wisła Kraków – Levadia Tallinn (1:1 i 0:1; sezon 2009/10)

Jednym ze specjalistów w kwestii odpadania z pucharów w kompromitującym stylu pozostaje Wisła, jednak to, co stało się w starciu z Levadią Tallinn, osiągnęło status legendy. Mistrz Polski z sezonu 2008/09 rozpoczął swoją przygodę z Ligą Mistrzów od II rundy eliminacji, a rywalem był półamatorski klub z Estonii. W pierwszym spotkaniu padł sensacyjny remis 1:1. Wiślacy usilnie tłumaczyli wówczas, że ten rezultat to tylko wypadek przy pracy i jadą do Tallinna po awans. Rzeczywiście, ekipa z Krakowa atakowała i dominowała, jednak co z tego, skoro w doliczonym czasie gry, po jednym z nielicznych ataków gospodarzy, bramkę zdobył Vladimir Iwanow i Biała Gwiazda z wielkim hukiem odpadła z Champions League.


3 thoughts on “Piast nie jest wyjątkiem – 7 największych blamażów polskich drużyn w pucharach

  1. „Blamażów”? To tak poważnie czy żeby zdobyć kliknięcia? Pisać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej…

    1. Szanowny Panie Janie,

      autor tego tekstu (a zarazem tytułu) kierował się definicją ze Słownika Języka Polskiego PWN, w którym czytamy:

      – blamaż «ośmieszenie się, kompromitacja»

      – blamować się «ośmieszać się»

      Rzeczownik został również odmieniony zgodnie z zasadami kategorii gramatycznej, jaką jest liczba, toteż jesteśmy niezmiernie skonfudowani Pana komentarzem.

      PS. Po wyjazdowym występie Legii na Gibraltarze cisną się znacznie mocniejsze określenia, jednak nie zamierzamy naśladować jednego z konkurencyjnych portali, na łamach którego pojawiają się artykuły z licznymi wulgaryzmami…

      1. Forma jest może i poprawna, ale wygląda dziwnie i jakoś tak mało profesjonalnie. Statystyk nie prowadzę, ale mogę przypuszczać, że 99% osób użyje formy „blamaży” – krócej i… mniej się kojarzy z przytaczaną czasami formą dopełniacza liczby mnogiej rzeczownika „mrówka” 🙂

        Poza tym artykuł jest w porządku, tylko ten tytuł jakoś tak mnie zabolał. Może reakcja była przesadzona – powodem zapewne wynik, musiałem odreagować na kimś.

        PS. Konkurencyjny portal kojarzy się jedynie z wulgaryzmami i niekończącymi się porównaniami – zdecydowanie go nie naśladujcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *