wypozyczanie-hiszpanie-powrotnie-kopiowanie-kopiowanie

Powroty do poprzednich klubów nie są w futbolu niczym niezwykłym. Setki piłkarzy postanawia po raz drugi spróbować sił w zespole, który niegdyś opuściło, lecz różne są powody takiej decyzji. Dla części graczy jest to chęć zakończenia kariery w drużynie, z której wypłynęli na szerokie wody, ale najczęściej przyczyną jest niesprawdzenie się w nowym środowisku. W takiej sytuacji powrót na stare śmieci okazuje się być najlepszą drogą odbudowania formy. Oto kilka najnowszych przykładów piłkarzy z Primera División, którzy po próbie podboju innych ekip ponownie związali się ze swoim eks-pracodawcą.

Transfer nie do końca definitywny – Denis Suárez

Denis Suárez po raz pierwszy dołączył do Barcelony przed sezonem 2013/14. Sprowadzony z Manchesteru City piłkarz został włączony jedynie do kadry rezerw występujących wówczas w Segunda División. Dobra kampania na zapleczu nadal nie przekonała trenerów pierwszego zespołu Blaugrany do włączenia pomocnika do składu, ale zamiast tego wypożyczono go do mocnej ekipy Sevilli. W Andaluzji Suárez był podstawowym zawodnikiem, lecz po roku znowu uznano, ze nie jest gotów, aby reprezentować Dumę Katalonii. Zdecydowano więc, że młodzieżowy reprezentant Hiszpanii dołączy do Villarrealu na zasadzie transferu definitywnego, ale zastrzeżono w umowie klauzulę odkupu w ciągu dwóch sezonów.

W drużynie z prowincji Castellón wychowanek Celty Vigo odnalazł się szybko i był jedną z wiodących postaci. Żółta Łódź Podwodna doszła wówczas aż do półfinału Ligi Europy, a Denis zanotował kilka ważnych asyst. Formę z rozgrywek kontynentalnych Galicjanin przeniósł na rodzimą ligę, gdzie przyczynił się do zdobycia czwartego miejsca przez Villarreal, strzelając cztery gole i zaliczając siedem asyst. Udany sezon zaowocował debiutem w dorosłej kadrze La Roja i sprawił także, że Barcelona zdecydowała się skorzystać z opcji transferu powrotnego i wyłożyła 3,3 mln €.


Na Camp Nou Denis Suárez gra już jako środkowy pomocnik i nie ma tylu okazji do zapędzania się pod pole karne rywali. Spadła również liczba kreowanych przez niego szans bramkowych w stosunku do dwóch poprzednich sezonów. Wprawdzie opuścił tylko jedno ligowe spotkanie, ale na piętnaście meczów udało mu się wybiec w pierwszym składzie siedmiokrotnie. Piłkarz dopiero co skończył 23 lata i jest najmłodszym z obecnych graczy środka pola Barçy, co pozwala mu jeszcze z nadzieją wyczekiwać ważniejszej roli w drużynie mistrza Hiszpanii.


W poszukiwaniu dawnej formy – Fernando Torres

Fernando Torres był związany z Atlético od jedenastego roku życia i jeszcze przed 18. urodzinami zadebiutował w pierwszym zespole Rojiblancos. Na początku XXI stulecia Los Colchoneros znajdowali się na zgoła innym poziomie. Trudnością dla piłkarzy znad Manzanares okazywał się nawet awans do europejskich pucharów. Blondwłosy napastnik od temporady 2002/03 stał się wiodącą postacią Atlétich, a zakusy na niego czyniły największe europejskie kluby. Na Estadio Vicente Calderón występował przez siedem lat, a brak perspektyw sprawił, że w końcu zdecydował się dołączyć do swojego ulubionego zagranicznego zespołu, jakim był Liverpool.

W mieście Beatlesów „El Niño” szalał w najlepsze i notował jeszcze lepsze statystyki niż w Madrycie. Już w pierwszym sezonie udało mu się zostać wicekrólem strzelców Premier League. Niedosyt stanowiła postawa klubu z Anfield, która nie pozwalała na zdobycie upragnionych trofeów. 3,5 roku spędzone w koszulce The Reds nie przyniosło sukcesów, więc Hiszpan zdecydował się przenieść do Chelsea. Na Stamford Bridge napastnik od początku miał problemy ze skutecznością, a nie pomogła mu na pewno presja związana z sumą odstępnego, która wyniosła prawie 60 mln €. Wraz z drużyną The Blues udało mu się triumfować w Lidze Mistrzów, ale podczas 3,5 sezonu miewał tylko nieliczne przebłyski dawnego geniuszu. W poszukiwaniu formy Torres wyruszył zatem do Włoch, na wypożyczenie do Milanu, gdzie zaliczył fatalne pół roku z tylko jedną bramką na koncie.

Rękę do swojego byłego gracza wyciągnęło Atlético i w styczniu 2015 roku zdecydowało się wypożyczyć go na pół roku. Mistrz Świata i Europy powrócił na Vicente Calderón po 7,5 roku zagranicznych wojaży. Pół roku później skończyła się Hiszpanowi umowa z Chelsea, dzięki czemu mógł dołączyć na zasadzie wolnego transferu do Los Colchoneros, mimo że jego forma daleka była od optymalnej. Kolejne sześć miesięcy to pasmo porażek, a bramki przeciwko Barcelonie i Eibarowi stanowiły tylko przerywnik w poszukiwaniu dawnej dyspozycji. Odrodzenie przyszło w rewanżu z baskijskim zespołem, kiedy Torres trafił po raz setny w barwach dziesięciokrotnych mistrzów Hiszpanii.

Od tego momentu Torres zaczął grać znacznie lepiej, coraz bardziej przypominając siebie z okresu gry w LFC. Sielanka trwała jednak tylko do końca ubiegłego sezonu, bowiem w trwających rozgrywkach ponownie oglądamy 32-latka męczącego się na boisku i nie potrafiącego wywrzeć wpływu na drużynę.


Za młody na wyjazd – Mikel San José

Źródło: AS
Źródło: AS

San José już jako nastolatek rozpoczął treningi w młodzieżowej sekcji Athleticu Bilbao. Przełomowym okazał się dla niego 2007 rok, kiedy zdobył Mistrzostwo Europy U-19 i przeniósł się do Liverpoolu, mimo że nie rozegrał jeszcze ani jednego spotkania w seniorskiej ekipie Los Leones! Trenerem angielskiego zespołu był wówczas Rafael Benítez, który stawiał na rodaków. To jednak nie pomogło zadebiutować nastoletniemu Baskowi w pierwszym składzie po dwóch latach zdecydował się powrócić na San Mames na zasadzie wypożyczenia.


W końcu San José miał okazję zaistnieć w dorosłym futbolu, co zaowocowało po sezonie definitywnym transferem za 2,7 mln €. Z racji polityki transferowej Athletiku stoper nie musiał się obawiać o swój byt, a w kampanii 2012/13 zaczął być wystawiany również jako defensywny pomocnik. Coraz lepsza postawa Mikela na hiszpańskich boiskach była przyczynkiem do pierwszego zaproszenia na zgrupowanie reprezentacji. Debiut w kadrze ówczesnych mistrzów Europy nastąpił we wrześniu 2014 roku przeciwko Francji. Dwa lata później San José otrzymał powołanie na kontynentalny czempionat, lecz wówczas nie dostał szansy nawet przez minutę. Znacznie lepiej wiedzie mu się w klubie, gdzie rozgrywa ósmy sezon z rzędu i jest bliski osiągnięcia granicy 300 występów dla ekipy z Bilbao.


Nagły upadek po długiej wspinaczce – Iago Aspas

Graczem, który długo musiał czekać na pokazanie się w elicie jest Iago Aspas. Wychowanek Celty najpierw ogrywał się w klubowych rezerwach, a następnie został członkiem pierwszej drużyny, która grała wówczas jedynie w Segunda División. W sezonie 2011/12 zajął z galicyjską drużyną drugie miejsce i awansował do LaLiga, a sam dał się poznać jako znakomity napastnik – z 23. bramkami zdobył wówczas tytuł wicekróla strzelców. Debiutancki sezon w wyższej lidze nie okazał się zbyt dużą przeszkodą dla piłkarza, który znowu decydował o sile ofensywnej Celestes, czym zapracował sobie na transfer do Liverpoolu.

Pobyt na Wyspach okazał się jednak kompletną klapą. Po otrzymaniu kilku szans na początku sezonu Apsas doznał kontuzji, a następnie grał sporadycznie. W rozgrywkach Premier League nie udało mu się trafić do siatki ani razu, a jedyną bramkę zanotował w Pucharze Anglii przeciwko dużo niżej notowanemu Oldham Athletic. Hiszpan postanowił zrezygnować z dalszej próby podboju ligi angielskiej i powrócił na Półwysep Iberyjski, aby spróbować sił w Sevilli. W Andaluzji udało mu się błysnąć tylko w Pucharze Króla, gdzie zaliczył dwa hat-tricki w dwumeczu z Sabadell. W pozostałych rozgrywkach ani na moment nie przypominał lidera z czasów gry w Vigo.


Zbawienny okazał się dopiero powrót na Estadio Balaídos, który zadziałał na Aspasa niczym dotknięcie czarodziejskiej różdżki, gdyż 29-letni napastnik znowu zaczął zdobywać bramki. Jego czternaście ligowych trafień wydatnie pomogło Celcie w zajęciu miejsca premiowanego grą w Lidze Europy. Jeszcze lepsza okazała się obecna kampania. Galicjanin jest najlepszym hiszpańskim strzelcem w LaLiga z dziesięcioma trafieniami, a nie minęła jeszcze nawet połowa sezonu! Dobra forma wychowanka Celtiñas w końcu zwróciła uwagę Julena Lopeteguiego, który w listopadzie pozwolił Iago zadebiutować w reprezentacji, a ten odwdzięczył się bramką w towarzyskiej potyczce z Anglią.



Real Realowi nierówny – Asier Illaramendi

Asier Illaramendi jest wychowankiem Realu Sociedad. Występy dla Txuriurdin rozpoczął od drużyny B w sezonie 2008/09, a następnie pracował na coraz mocniejszą pozycję w pierwszej ekipie. Defensywny pomocnik na dobre zadomowił się w składzie La Realu w rozgrywkach 2012/13, kiedy rozegrał 32 potyczki ligowe i świetnie spisywał się w destrukcji. To zwróciło uwagę mocniejszych zespołów, a Illaramendi ostatecznie zdecydował się podpisać kontrakt z Realem Madryt, który zapłacić Baskom aż 30 mln €.

Gra dla Królewskich zdecydowanie przerosła Baska, który na moment zatrzymał się w piłkarskim rozwoju. Chociaż na Estadio Santiago Bernabéu otrzymywał dużo szans, najczęściej były to wejścia z ławki rezerwowych, nierzadko w minimalnym wymiarze czasu. Pierwsza, nieudana kampania w stolicy Hiszpanii nie zniechęcił jednak Asiera, który postanowił pozostać w klubie. Skończyło się na przegranej rywalizacji i pożegnaniu po kolejnym przeciętnym sezonie naznaczonym nieregularną grą. Pomocnika ponownie przygarnęli wówczas Txuri-Urdin.

Na Anoeta, gdzie panuje znacznie mniejsza konkurencja niż w Realu Madryt, Illaramendi znowu zaczął regularnie występować, a przede wszystkim zbierać pozytywne opinie. Szczególnie udana jest dla niego trwająca kampania, w której nie opuścił jeszcze ani jednej minuty w meczach ligowych. 26-latek wreszcie próbuje brać na siebie ciężar gry i to przez niego jest posyłanych najwięcej piłek. Efekt? Sociedad walczy o awans do europejskich pucharów, a być może nawet zagości ponownie w Lidze Mistrzów.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *