27657893_1851221951578037_3716895994501378818_n

W 24. kolejce włoskiej Serie A doszło do szlagierowego starcia. Lider z Neapolu pokonał na własnym stadionie S.S. Lazio 4:1, a jednym z bohaterów sobotniego meczu był Piotr Zieliński. Polski rozgrywający zagrał od początku drugiej połowy (zmienił Marka Hamšíka) i miał udział przy dwóch bramkach zdobytych przez zespół ze stolicy Kampanii. Mimo powszechnej euforii nad świetnym występem kadrowicza Nawałki, niepokoi fakt, że kolejne prestiżowe spotkanie nasz rodak rozpoczął na ławce rezerwowych…

„Jesteś tak dobry, jak Twój ostatni mecz”

Sobotnie spotkanie na Stadio San Paolo rozpoczęło się bardzo niefortunnie dla gospodarzy. Już w 3. minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego wykonywanego przez Cirro Immobile na bramkę zamienił środkowy obrońca Biancocelestich, Stefan de Vrij. Tuż przed przerwą do wyrównania doprowadził José Callejón.

W 46. minucie na murawie zameldował się Piotr Zieliński, zmieniając niewidocznego w pierwszej odsłonie meczu Słowaka. Ledwie 10 minut później gospodarze prowadzili już 3:1. Najpierw samobójcze trafienie zaliczył Wallace, a dwie minuty później mocny strzał zza pola karnego oddał Mario Rui. Piłka otarła się o znajdującego się w polu karnym Polaka, znacznie zmieniając swój tor lotu, co kompletnie zmyliło golkipera Lazio, Thomasa Strakhosha. Ostatecznie jednak bramka została zapisana Portugalczykowi.


Wychowanek akademii Zagłębia Lubin nie zaprzestał jednak staraniom wpisania się do protokołu meczowego i omal tego nie dokonał w 70. minucie. Popularny „Zielu” oddał wówczas mocny strzał z dystansu, ale świetną interwencją popisał się albański bramkarz gości. Trzy minuty później reprezentant Biało-Czerwonych wbiegł w pole karne z piłką, minął dwóch obrońców i posłał idealne podanie do Driesa Mertensa. Belgowi nie pozostało nic innego, jak skierować futbolówkę do siatki.


Zieliński przez cały czas spędzony na boisku był bardzo aktywny. W ciągu 45 minut gry zanotował 60 kontaktów z piłką, podawał ze skutecznością 96%, nie bał się dryblować, strzelał na bramkę, zaliczył asystę i miał spory udział przy trafieniu Ruia. Nie dziwi zatem fakt, że przez wiele serwisów Polak został uznany zawodnikiem meczu. Jego postawę docenił również szkoleniowiec Partenopeich, Maurizio Sarri, który stwierdził, że klasa jego 23-letniego podopiecznego jest niepodważalna i wkrótce może on stać się jednym z najlepszych graczy w Europie.




Nie zawsze jest kolorowo…

Mimo że Zieliński potrafi rozegrać świetne zawody, wciąż nie wywalczył sobie pewnego miejsca w galowym składzie Napoli. Najczęściej nasz utalentowany kadrowicz wchodzi z ławki rezerwowych, zwykle w okolicach 70. minuty. Co prawda w poprzednim sezonie wystąpił aż w 36. meczach Serie A, ale tylko w 18 wychodził od pierwszej minuty, a jedynie 10 rozegrał w pełnym wymiarze czasowym. Łącznie na boiskach włoskiej ekstraklasy były zawodnik Empoli spędził w ubiegłej kampanii ligowej 1850 minut, podczas których zdołał ustrzelić 5 goli.

W bieżących rozgrywkach sytuacja Polaka wygląda bardzo podobnie. W Serie A do tej pory rozegrał 22 spotkania, co przekłada się na nieco ponad 900 minut spędzonych na zielonych murawach, 4 bramki i 2 asysty. Do tego Piotrek zaliczył 5 występów w Lidze Mistrzów (352 minuty), 2 w kwalifikacjach do fazy grupowej Champions League (58 minut) oraz 2 spotkania w Pucharze Włoch w pełnym wymiarze czasowym. Łącznie daje to ponad 1500 minut w 31. meczach (6 trafień, 2 kluczowe podania).



Niepodważalny Hamšík

Obecna pozycja Zielińskiego w Napoli wynika między innymi z tego, że Polak gra na tej samej pozycji co Marek Hamšík. Słowak jest niekwestionowaną gwiazdą i żywą legendą neapolitańskiego klubu. W grudniu ubiegłego roku zdobył swojego 115 gola dla Azzurrich, stając się obok Diego Maradony najlepszym strzelcem w historii SSC Napoli. Tak więc nawet, gdy Słowak jest w nieco niższej formie, trudno wygryźć go ze składu. Z kolei dość ryzykownym rozwiązaniem jest wystawianie obu panów obok siebie, gdyż obaj słyną ze swego ofensywnego usposobienia i nie zawsze zbyt chętnie wracają do obrony.

Źródło: Corriere del Mezzogiorno - Corriere della Sera
Źródło: Corriere del Mezzogiorno – Corriere della Sera


„Jest jeszcze młody, ma czas…”

To, że Zieliński jest niezwykle utalentowany wiemy już od kilku dobrych lat. Świetnie drybluje, umie dokładnie podać, także mocno i precyzyjnie uderzyć, a co ważniejsze jest mu obojętne czy robi to lewą, czy prawą nogą. Takiego zawodnika nie mieliśmy od lat. Czy zatem nadszedł już czas, by Zieliński stanowił o sile topowego klubu na Starym Kontynencie i reprezentacji Polski?

Ciągle słyszymy, że wychowanek Orła Ząbkowice Śląskie jest jeszcze młody, że należy roztropnie wprowadzać go do wielkiej piłki, że za kilka lat może być jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Ale czy rzeczywiście jest na co czekać? W maju Zieliński skończy 24 lata. Leo Messi w wieku 22 lat odbierał swoją pierwszą Złotą Piłkę, zaś Cristiano Ronaldo jako 23-latek. Robert Lewandowski w tym czasie był już wiodącą postacią Bundesligi, a Mario Götze gwiazdą Borussii Dortmund i reprezentacji Niemiec stawał się jako nastolatek.

Takich przykładów jest bardzo wiele. Nikt jednak nie czekał, by tych piłkarzy wprowadzać „później i ostrożnie, bo mają czas”. Mecz z Lazio pokazał, jak wielki potencjał drzemie w kadrowiczu Adama Nawałki. Polak musi grać jak najwięcej – nie ma na co czekać, bo za chwilę może się okazać, że najlepszy okres na zrobienie wielkiej kariery nasz rozgrywający przeznaczył na czekanie. Miejmy nadzieję, że trener Sarri w końcu zda sobie z tego sprawę i idąc za przykładem selekcjonera Biało-Czerwonych obdarzy go całkowitym zaufaniem i pozwoli w pełni rozwinąć skrzydła. W innym przypadku Zieliński będzie musiał poważnie zastanowić się nad zmianą klubu, wszak szkoda byłoby tak wielki talent rozmienić na drobne…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *