3t5p

Atalanta Bergamo jest rewelacją obecnego sezonu Serie A, a jej wychowankowie co tydzień dowodzą, że pod Mediolanem młodzież szkoli się równie fenomenalnie. Na czele tej bandy stoi jednak charyzmatyczny i pełen energii kapitan Alejandro „El Papu” Gómez. Argentyńczyk w minioną niedzielę zdobył swojego pierwszego w karierze hat-tricka we Włoszech i walnie przyczynił się do rozbicia Genoi 5:0 na jej stadionie.

Tak naprawdę pełne imię i nazwisko bohatera niniejszego tekstu brzmi Alejandro Darío Gómez, ale przydomek „El Papu” przylgnął do niego tak bardzo, że nawet komentatorzy telewizyjni przy czytaniu składów meczowych przedstawiają go jako „Papu” Gómeza. Skąd wzięło się to przezwisko, co oznacza i jaka historia się z nim wiąże? Odpowiedź na te pytania jest doprawdy banalna i na swój sposób infantylna: mama Alejandro od małego wołała na niego zdrobniale „Papuchi”, a tak nazywał się słodki przysmak wszystkich argentyńskich dzieciaków. Rodzina i przyjaciele Gómeza dla swojej wygody skrócili jeszcze to słowo do zwykłego „Papu” i owo przezwisko przylgnęło już na stałe do wychowanka Arsenalu Sarandí.

Kapitan Atalanty debiutował w dorosłym futbolu w barwach macierzystego klubu, a po czterech latach spędzonych na El Viaducto postanowił przenieść się do San Lorenzo. Ukochany klub papieża Franciszka to świetne miejsce, by ruszyć z dobrą rekomendacją w CV na podbój Europy. Z tego samego założenia wyszedł w 2010 roku Alejandro i obrał kierunek na Włochy, a dokładniej na Sycylię – do Catanii. Być może „Papu” mógł trafić do lepszego klubu, ale w Boedo nic go nie trzymało. Wręcz przeciwnie – chciał jak najszybciej wyrwać się stamtąd, bo kibice Matadores na każdym kroku dawali mu do zrozumienia, że akurat on nie jest mile widziany w barwach Azulgrana. Gómez nie ukrywa bowiem, że jest zdeklarowanym fanem Independiente i właśnie w spotkaniu przeciwko Los Diablos Rojos przy wyniku 0:3 filigranowy piłkarz obejrzał czerwoną kartkę, na którą kibice San Lorenzo zareagowali… wybuchem entuzjazmu. „Papu” był wściekły schodząc z boiska, ale już w tunelu rozpłakał się:

„Myślałem, żeby rzucić grę w piłkę. Nie wierzę, że moi kibice mogli zareagować z takim entuzjazmem na moje wykluczenie z gry. Nigdy na żadnym stadionie nie płakałem tyle, co tutaj”

Od tamtego czasu Gómez na każdym kroku podkreśla swoją wdzięczność wobec Diego Simeone, który nie pozwolił mu na zbyt długie użalanie się nad sobą i szybko po karze zawieszenia przywrócił do gry. Był to świetny ruch, bo pół roku później, kiedy nad „Cholo” wisiało fatum zwolnienia w przypadku porażki, od utraty pracy uratował go właśnie rodak, któremu nie pozwolił się poddać. W 90. minucie pojedynku z Colon zdobył bramkę na 2:2, a swoją radość okazał zrzucając koszulkę i biegnąc w kierunku trenera. Za ten pierwszy gest ukarany został drugim żółtym kartonikiem, ale wynik meczu już nie uległ zmianie, a Simeone uratował stołek jeszcze na parę spotkań. Ostatecznie obecny opiekun Atlético został zwolniony po… wygranej z Independiente. Gómez natomiast dograł w San Lorenzo pozostałe pięć kolejek i odszedł do wspomnianej Catanii.

Na Stadio Angelo Massimino argentyńskiego atakującego ściągał Marco Giampaolo, ale już w styczniu 2011 roku „Papu” znów grał pod okiem szkoleniowca, o którym Błażej Augustyn mówił wówczas, że żaden z niego trener (później prowadził go również Vincenzo Montella – dod. red.). Dla ówczesnego pracodawcy Gómez rozegrał 111 meczów, w których zdobył 18 bramek i zaliczył 17 asyst. Zespół z Sycylii nie osiągał może efektownych wyników, ale w miarę spokojnie utrzymywał się w lidze, a w ostatnim sezonie pobytu Gómeza (2012/13) Catania zajęła nawet swoje najwyższe miejsce w Serie A – ósme (rok później spadła do Serie B – przyp. red.). Taki wynik stanowił dla Argentyńczyka przepustkę do zespołu walczącego o udział w europejskich pucharach. Lazio, Fiorentina, Torino? Nie! Alejandro postanowił zasilić szeregi… Metalista Charków.

Alejandro-Gomez

Ukraińcy zapłacili za niego 7 mln €. Przygoda u naszych wschodnich sąsiadów rozpoczęła się dla Gómeza bardzo niefortunnie i tak też się zakończyła. Metalist w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów mierzył się z PAOK-iem i na boisku nie pozostawił Grekom żadnych złudzeń: 2:0 w Salonikach i 1:1 u siebie dawało awans do kolejnej rundy. Na dalszą grę w międzynarodowych rozgrywkach zgody nie wyraziła jednak UEFA, która wykluczyła klub z Charkowa za ustawienie meczu ligi ukraińskiej z Karpatami Lwów w 2008 roku. „Papu” w kwalifikacjach LM nie wystąpił, więc pozostała mu jedynie gra na ukraińskim podwórku. W Premier Lidze nie spisywał się jednak zbyt dobrze, bo tylko trzy zdobyte bramki na przestrzeni całego sezonu nie są rezultatem, którym napastnik mógłby się pochwalić. Poza tym sam Gómez i jego rodzina nie czuli się bezpiecznie w Charkowie, który stawał się teatrem działań wojennych. Alejandro wprost poprosił działaczy Metalista, żeby pozwolili mu odejść z Ukrainy w obawie o życie swoje i swoich najbliższych. Nie było to jednak takie proste – piłkarz podpisał bowiem umowę na cztery lata, w której zawarta została klauzula wykupu w wysokości 12 mln €, a po tak słabej kampanii w jego wykonaniu ciężko było liczyć na to, że ktoś będzie chciał tyle zapłacić. Zresztą kampania to określenie zbyt ogólne. Argentyńczyk nie pojawił się w kadrze meczowej popularnych Łasic na żadne z ostatnich sześciu spotkań (tylko w pierwszym był zawieszony za kartki – przyp. red.), bo zwyczajnie… uciekł z Charkowa do Włoch. Kiedy latem 2014 roku Metalist mierzył się z chorzowskim Ruchem, Gómez wciąż negocjował możliwość rozwiązania kontraktu. Wybawienie nadeszło w ostatniej chwili – 1 września Atalanta zdecydowała się zapłacić za snajpera z Ameryki Południowej 2,5 mln €. Władze Metalista przystały na tę ofertę i „Papu” mógł odetchnąć z ulgą. Jak pokazał czas, obie strony mogą być zadowolone z takiego obrotu spraw. Gómez wraz ze swoimi najbliższymi czuje się w Lombardii dużo bezpieczniej niż na wschodzie Ukrainy, a obecne rozgrywki dają wreszcie Argentyńczykowi nadzieję na grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.

Alejandro Gómez ma 29 lat, więc jest jednym ze starszych piłkarzy w kadrze La Dea, ale nie oznacza to, że pełni rolę statecznego pana, który dba o spokój i dyscyplinę w szatni. Wręcz przeciwnie – to właśnie od mierzącego 165 centymetrów Latynosa zaczyna się większość spontanicznych i śmiesznych akcji w obozie Atalanty. On sam często przygotowuje sobie różne wzory opaski kapitańskiej, które pozwalają mu podkreślić wagę jakiegoś wydarzenia, jak np. dzień matki, dwusetna rocznica niepodległości Argentyny czy katastrofa lotnicza z udziałem piłkarzy Chapecoense.

Bez tytułu

Oprócz tego jest prawdziwym „zwierzęciem” mediów społecznościowych. Jego Facebook, Instagram, Twitter czy Snapchat pełne są przeróżnych występów, memów czy żartobliwego podszczypywania kolegów z zespołu, a nawet… żony.

#papudance @gliautogol allora che facciamo ? Non ci ferma nessuno grazie a tutti per i video 🕺💣🔥❤️

Post udostępniony przez Alejandro Gomez (@papugomez_official)

Hitem Internetu był dialog, jaki zamieścił przed tegorocznymi Walentynkami. Na pytanie swojej wybranki Lindy, w jaki sposób ma zamiar spędzić z nią ten wyjątkowy dzień, odpowiedział: „A co sądzisz o Paryżu?”. Ona była oczywiście zachwycona – wiadomo, stolica Francji to jedno z najbardziej romantycznych miejsc na świecie. „Papu” dopytał też, czy Barcelona jej odpowiada i tu także uzyskał odpowiedź twierdzącą. Po tym wszystkim skonstatował więc, że… zostają w domu, bo właśnie tego dnia Blaugrana gra w Lidze Mistrzów z Paris Saint-Germain. Oczywiście ta scenka była przygotowywana specjalnie pod Instagram w celu rozbawienia fanów. Na co dzień Alejandro i Linda tworzą idealnie uzupełniającą się parę, co zresztą przyznaje sama zainteresowana. W wywiadzie dla bergamopost.it nie mogła się nachwalić swojego męża:

„Jak tylko go poznałam, wiedziałam, że będzie idealnym mężem i ojcem. Jest pełen radości, do wszystkiego ma pozytywne podejście i niczym się nie martwi. Kiedy proszę go o pomoc bądź mówię: „Spójrz, co się stało!”, on przychodzi z uśmiechem i spokojnie mówi: „Nie martw się. Wszystko uda się jakoś rozwiązać”.”

Cała rozmowa nie dotyczy jedynie życia prywatnego „Papu”. Jego żona zwraca też uwagę na to, jakim kapitanem jest Alejandro:

„To prawdziwy kapitan, a nie taki, który biegnie do sędziego tylko się kłócić. Kiedy wchodzi już z arbitrem w polemikę, stara się przekazać swój punkt widzenia i odpowiednio go uargumentować”

Właśnie jako lider Atalanty Gómez odnajduje się znakomicie. Liczby, jakie wypracował sobie w obecnym campionato, robią wrażenie: czternaście bramek i osiem asyst to mogłaby być przepustka nawet do kadry Włoch, bo Argentyńczyk ma także włoskie obywatelstwo. Na to nie pozwalają jednak przepisy FIFA. Artykuł ósmy stanowi, że gracz może zmienić reprezentację, jeśli w momencie pierwszego powołania legitymuje się dwoma paszportami. Takim przypadkiem Alejandro nie jest, ponieważ gdy grał w drużynie Albicelestes U-20 w 2007 roku, nie posiadał jeszcze obywatelstwa Italii. Zresztą to właśnie z argentyńską młodzieżówką zdobył w Kanadzie złoto mistrzostw świata. Po drodze „ofiarą” jego i kolegów padła także reprezentacja Michała Globisza, która musiała uznać ich wyższość w 1/16 finału (3:1 po dwóch bramkach Sergio Agüero i jednej Angela Di Maríi, a dla Polski Dawida Janczyka; „Papu” wszedł wtedy w 89. minucie – przyp. red.).

Alejandro może więc liczyć tylko na pierwsze powołanie do seniorskiej reprezentacji swojej ojczyzny, jeśli marzy o występie na „dorosłym” mundialu. Być może jego obecność w kadrze Argentyny dobrze wpłynęłaby na cały zespół, bo ten targany wewnętrznymi problemami może nie zakwalifikować się na turniej do Rosji. Czy ma szansę na powołanie? Aktualna forma jest najlepszym argumentem. Jeśliby spojrzeć na liczby w popularnej grze „Fantacalcio”, okazuje się, że według komputerowego współczynnika lepiej mieć w składzie właśnie Gómeza niż np. Cristiano Ronaldo! Szaleństwo? Dziennikarze „La Gazzetta dello Sport” udowadniają, że jednak nie. Od początku roku to właśnie zawodnik rodem z Buenos Aires osiągnął lepsze rezultaty niż Portugalczyk. CR7 ma na koncie dziewięć bramek, a „Papu” po niedzielnym hat-tricku i doppieccie sprzed przerwy reprezentacyjnej już jedenaście. Algorytm tej zabawy wskazuje również, że zawodnik Atalanty jest tak samo niezbędny swojemu klubowi, jak Messi Barcelonie czy Robert Lewandowski Bayernowi Monachium. Fantastyka? Może, ale bez swojego kapitana La Dea nie pokazywałaby w tej chwili pleców w tabeli obu mediolańskim gigantom.

Jaka przyszłość czeka naszego bohatera? On sam zapewnia, że chce zostać w Bergamo i grać z Atalantą w europejskich pucharach, ale pytanie, czy po ewentualnym sukcesie drużyna ze Stadio Atleti Azzurri d’Italia nie będzie latem wykupiona przez bogatszych. Pracodawcę zmienił już Roberto Gagliardini, kontrakt z Juventusem podpisał Mattia Caldara, a Franck Kessié, Remo Freuler czy Andrea Petagna to także łakome transferowe kąski. Jeśli jednak „Papu” ruszy się gdzieś z Lombardii, to albo pod skrzydła Diego Simeone („Cholo” chciał go podobno sprowadzić do Atlético latem 2013 roku – przyp. red.), albo do innego włoskiego klubu, bo na Półwyspie Apenińskim jemu i rodzinie żyje się zdecydowanie najlepiej.


Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *