DWgmsInW4AEAvdD

To bez wątpienia jedna z najciekawszych par 1/8 finału Ligi Mistrzów. Z podobną dozą prawdopodobieństwa można było jednak stwierdzić, że ma ona zdecydowanego faworyta, a głównym zadaniem „pretendenta” będzie honorowe pożegnanie z elitarnymi rozgrywkami. Piłkarka rzeczywistość znów wprawiła jednak kibiców w duże zakłopotanie. Chelsea długimi fragmentami zupełnie zneutralizowała Barcelonę i tylko jeden błąd zniweczył naprawdę silną londyńską konstrukcję. Bramki Williana i Messiego oznaczają, że w tym pojedynku jeszcze nic nie rozstało rozwiązane.

Chociaż nie opadły jeszcze do końca emocje po zeszłotygodniowych rywalizacjach Juventusu z Tottenhamem i Realu Madryt z Paris Saint-Germain, oczy wszystkich sympatyków futbolu znów zostały skierowane na najbardziej prestiżowe zmagania klubowe na Starym Kontynencie. Nie mogło być jednak inaczej, wszak przyszedł czas na jeszcze jeden hit na tym etapie rozgrywek.


Przed pierwszym gwizdkiem arbitra Cüneyta Çakıra bukmacherzy jednogłośnie stawiali na zwycięstwo Dumy Katalonii. Takich przewidywaniom przeczyła nieco historia. Dość powiedzieć, że sam Leo Messi mierzył się z ekipą The Blues w ośmiu meczach i nie tylko nie zdołał ani razu wpisać się na listę strzelców, ale przede wszystkim wygrał zaledwie jedno z tych spotkań.


Ostatnia dyspozycja podopiecznych Antonio Contego była jednak dużą zagadką. Z jednym strony Chelsea cały czas należy do ścisłej czołówki Premier League, z dużymi szansami nawet na wicemistrzostwo, z drugiej zaś w samych starciach z Watfordem i Bournemouth mistrzowie Anglii stracili aż siedem goli. Z tego względu nie należało się spodziewać innej decyzji włoskiego menadżera niż szczelne zabezpieczenie dostępu do bramki strzeżonej przez Thibauta Courtoisa. W związku z tym w wyjściowej jedenastce gospodarzy zabrakło nominalnego napastnika, a znaleźli się obdarzeni dużą szybkością Pedro oraz Willian.


Sporą niewiadomą był natomiast plan obrany przez menedżera gości. Media na Półwyspie Iberyjskim zastanawiały się, czy – podobnie jak Real przez tygodniem – opiekun Katalończyków zdecyduje się na ustawienie wysokiego pressingu i szukanie okazji bramkowej już od pierwszych sekund. Odpowiedź przyszła stosunkowo szybko. Piłkarze Blaugrany nie zamierzali nadzwyczajnie forsować tempa, lecz skupili się raczej na skrupulatnym budowaniu ataku pozycyjnego oraz jak najdłuższym utrzymywaniu się przy piłce, które oscylowało w granicach 80%.

O tym, że nie jest to najważniejsza statystyka w futbolu wydatnie pokazał poniedziałkowy pojedynek Manchesteru City z Wigan. I niewiele brakowało, aby także Barcelona została boleśnie skarcona przez swojego angielskiego oponenta. Sprzymierzeńcem wicemistrzów Hiszpanii okazał się jednak słupek, który dwukrotnie zatrzymał świetne uderzenia Williana.


Wspomniane okazje Brazylijczyka były ukoronowaniem bardzo dobrej pierwszej polowy w wykonaniu miejscowych. Wciąż aktualny obrońca tytułu najlepszej drużyny Premier League niezwykle umiejętnie korzystał z nie najlepszej dyspozycji rywala i do pełni szczęścia The Blues brakowało tylko nieco więcej precyzji.


W zasadzie jedynym piłkarzem po stronie katalońskiego przeciwnika, który próbował brać na siebie ciężar odpowiedzialności był Leo Messi, ale nawet genialny Argentyńczyk niewiele mógł zdziałać w pojedynkę. Zwłaszcza, gdy miał przed sobą niezwykle szczelny, niebieski mur.


Od początku drugiej połowy należało się zatem spodziewać znacznie lepszej gry ze strony lidera LaLiga. Nic takiego nie miało jednak miejsca, a poza utrzymywaniem się przy piłce żadna statystyka nie przemawiała na korzyść Barçy. Sporym zaskoczeniem była z pewnością duża nieporadność w środku pola powiązana ze słabą dyspozycją Paulinho. Taki stan rzeczy zauważył także sam Valverde, ale zanim zdołał odpowiednio zareagować, na jego barki spadło kolejne zmartwienie. Zupełnie niepilnowany Willian tym razem skutecznie sfinalizował akcję całego zespołu i na Stamford Bridge zapanowała euforia.


Zdobyta bramka podziała na gospodarzy nader optymistycznie i jeszcze przed upływem kwadransa dostali za to bolesną lekcję. Nieodpowiedzialne zagranie Andreasa Christensena przed własnym polem karnym skończyło się wyjątkowym trafieniem Leo Messiego.


Antonio Conte próbował co prawda dokonywać zmian, ale ani wprowadzenie Danny’ego Drinkwatera, ani wejście Alvaro Moraty nie zdołały już zmienić losów dzisiejszej rywalizacji.

Przed początkiem rywalizacji w stolicy Anglii wielu sympatykom Chelsea towarzyszyły ogromne obawy. Były jednak w pełni uzasadnione: stołeczny zespół nie spisywał się w ostatnich tygodniach najlepiej, a wysokie porażki z Watfordem i Bournemouth na pewno nie napawały optymizmem. Tymczasem okoliczności boiskowe okazały się zupełnie inne i niewiele brakowało, a The Blues ruszaliby do stolicy Katalonii ze skromną, ale bardzo cenną zaliczką. Niemniej jednak gospodarze długimi fragmentami prezentowali się naprawdę dobrze i z pewnością nie pojadą na Camp Nou wyłącznie w kategoriach turystycznych.


Chelsea FC 1:1 FC Barcelona


W drugim wtorkowym pojedynku Bayern Monachium nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem rewelacji tegorocznej edycji Ligi Mistrzów – Beşiktaşu JK, w czym wydatnie pomogła jednak Bawarczykom czerwona kartka dla Domagoja Vidy jeszcze w pierwszej połowie. Dwie cegiełki do wysokiego zwycięstwa mistrza Niemiec dołożył niezawodny Robert Lewandowski. Tym samym kolejny dwumecz tegorocznej fazy pucharowej Champions League został rozstrzygnięty już po pierwszej części.

FC Bayern 5:0 Beşiktaş JK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *