DrZBL90X4AA6uJg

Chyba mało kto spodziewał się, że po takim okienku transferowym, jakie zaserwowali swoim socios włodarze Valencii, sześciokrotny mistrz Hiszpanii po 11. kolejkach LaLiga będzie znajdował się raptem dwa punkty nad strefą spadkową. Nowi zawodnicy Los Murciélagos prezentują rażącą indolencję strzelecką, a co gorsza – wtórują im także piłkarze z dłuższym stażem. Zaledwie jedno zwycięstwo w jedenastu spotkaniach ligowych to wynik znacząco poniżej oczekiwań i możliwości ekipy z Estadio Mestalla. Ku zdziwieniu opinii publicznej, szkoleniowiec Los Che, Marcelino García Toral, stwierdził jednak niedawno, że prowadzony przez niego zespół nie znajduje się w kryzysie, choć wyniki oraz liczby osiągane przez jego podopiecznych pokazują kibicom zupełnie inną rzeczywistość. Mizerny dorobek punktowy, niespotykana w tej fazie sezonu liczba remisów (aż 10!) oraz pierwsze niesnaski na linii trener – drużyna to znamiona tego, że nad Avenida de Suecia zgromadziły się czarne, kłębiaste chmury.

Analizę niesatysfakcjonujących rezultatów Valencii wypadałoby rozpocząć od spojrzenia na obecną kadrę popularnych Nietoperzy. Z zawodników, którzy w ubiegłym sezonie odgrywali w walenckim klubie znaczącą rolę, bez większego żalu pożegnano się (pomimo 13 bramek) z Simone Zazą. Pech chciał, że tym, który najbardziej przyczynił się do tego transferu był… aktualny szkoleniowiec dwukrotnego triumfatora Champions League. Marcelino stwierdził, że Włoch nie odnajduje się dostatecznie dobrze w preferowanym przez niego systemie gry 1-4-4-2. W miejsce reprezentanta Squadra Azzurra na Estadio Mestalla zameldował się szereg wypożyczonych: Michy Batshuayi, Kevin Gameiro, Mouctar Diakhaby, Denis Cheryshev oraz Geoffrey Kondogbia, a także w ramach transferu definitywnego Gonçalo Guedes.


Bez wątpienia aktualna kadra Los Che jest o wiele mocniejsza od tej z poprzednich rozgrywek. Już przed rozpoczęciem sezonu asturyjski szkoleniowiec głośno mówił o tym, że od jego zespołu zwyczajnie należy wymagać zajęcia miejsca w TOP4 LaLiga. Rzeczywistość po raz kolejny okazała się brutalna…


Głównej przyczyny tak słabych wyników zespołu z Walencji wielu upatruje w tym, co jest podstawą piłkarskiego rzemiosła – umieszczaniu piłki w siatce. Aktualne statystyki Los Murciélagos w tej kategorii nie są nawet słabe, lecz wręcz katastrofalne. W trwającym sezonie Santi Mina i spółka oddali na bramkę rywali 159 strzałów w 11. spotkaniach ligowych, co daje blisko 14,5 strzału na mecz, a więc całkiem niezły dorobek. Stare piłkarskie porzekadło głosi jednak, że „liczy się to, co w sieci”, tymczasem z tych wszystkich prób golem zakończyło się jedynie… 7. Oznacza to, że do zanotowania jednego trafienia piłkarze Marcelino potrzebują blisko 23 uderzeń. Dla takich piłkarzy, jak wymienieni na wstępie, jest to spora ujma na honorze. Nawet w ostatnim meczu z Gironą z 27 oddanych strzałów przynajmniej 4 powinny zakończyć się bramką.


Zdziwienia z powodu indolencji swoich snajperów nie kryje sam szkoleniowiec, który po ostatnim spotkaniu ligowym podsumował je dobitnie:

„Stworzyliśmy 26 okazji, oni jedną. Co więcej mamy zrobić?. Po prostu pewnych rzeczy nie da się wytłumaczyć. Analiza na chłodno przekonała nas, że jeśli powtórzymy grę z tego spotkania, odniesiemy sukces.”

Marcelino García Toral

Jednym z zawodników, który znalazł się w sporym dołku jest Rodrigo Moreno. Mimo wielkiego poświęcenia na boisku, urodzony w Rio de Janeiro napasntik nie jest w stanie umieścić piłki w siatce od pierwszej kolejki i zremisowanego starcia z Atlético. Znamienne, iż w rozegranym 27 listopada meczu przeciwko ekipie z Bilbao 27-latek pracował ciężej niż ktokolwiek inny – przebiegł ponad 11 km, co jest wynikiem lepszym nawet od pomocników. Oprócz imponującego przemierzonego dystansu, bardzo często wychodził na pozycje, starał się być „pod grą” i widać było, że bardzo zależy mu na przełamaniu, jednak te wszystkie starania po raz kolejny zostały przyćmione przez brak trafienia. Jakże odmienny rysuje się zatem obraz zawodnika, który jeszcze niedawno był łączony z przenosinami do wielkiego Realu Madryt.

Nie można również zapominać, że od początku sezonu Nietoperze trapione są przez kontuzje. Od tego czasu z urazami musieli lub nadal muszą borykać się Garay, Kondogbia, Santi Mina, Guedes, Cheryshev, a teraz do tej listy trzeba jeszcze dopisać nazwisko Daniego Parejo.

„Liczba ataków przeprowadzonych w tym sezonie przez Valencię jest dosyć słaba. Potwierdzają to statystyki, ale największym problemem jest skuteczność. Słyszałem, że Marcelino zarządzał nawet specjalne treningi, które miały tą skuteczność poprawić. To nie jest tak, że Gameiro czy Batshuayi nie dochodzą do sytuacji strzeleckich – oni ich po prostu nie wykorzystują. Cała praca związana z organizacją środka pola też nie funkcjonuje należycie. Na domiar złego teraz wypadł jeszcze Dani Parejo, choć zobaczymy, czy to paradoksalnie nie będzie dla Valencii uwolnieniem od zawodnika, który jest w słabej formie, i przekazaniem odpowiedzialności innym. To będzie bardzo ciekawy okres dla Los Che.”

Marcin Gazda, komentator Eleven Sports

Zarząd VCF zachowuje na razie spokój. Na niedawnej konferencji prasowej Dyrektor Generalny klubu, Mateu Alemany dał do zrozumienia, że jest świadomy obecnej sytuacji w tabeli, jednak zapewnił też o absolutnej wierze zarówno w piłkarzy, jak i trenera. Dodatkowo zapewnił, że zarząd bardzo dokładnie monitoruje i analizuje obecne statystyki, które wskazywać mają na to, iż w najbliższej przyszłości… wyniki ulegną poprawie. To ciekawa interpretacja, wszak inna piłkarska prawda głosi, że statystyki nie grają. Pocieszeniem i nadzieją na to, że dobre wyniki wrócą na Mestalla jest to, że w takich przypadkach zazwyczaj wystarczy jedna-dwie bramki, najlepiej w dwóch spotkaniach z rzędu, a pewność siebie oraz skuteczność wracają na swoje miejsce. Być może początkiem dobrej serii będzie środowe zwycięstwo w Lidze Mistrzów nad BSC Young Boys.


Kibice Los Murciélagos dali już wyraz swojemu niezadowoleniu po porażce z Gironą, w dość chłodny sposób żegnając swoich ulubieńców. Do mediów wyciekły także informacje o rzekomo pojawiających się pierwszych konfliktach pomiędzy zawodnikami a menedżerem. Reagować trzeba szybko, bo na horyzoncie walka o wyjście z grupy w Champions League, rewanżowe starcie w Pucharze Króla (w pierwszym meczu wygrana 2:1 z Ebro – przyp. red.), a także liga, gdzie Valencia nie może już pozwolić sobie na kolejne straty. Obecna sytuacja będzie więc poważnym testem i pozwoli oddzielić mężczyzn od chłopców. Odcięcie się od medialnego szumu i liczb, które cały czas są wypominane napastnikom Los Che, to także spora sztuka, której nieopanowanie w odpowiednim momencie może zakończyć się zaliczeniem klubu zarządzanego przez Layhoon Chan w poczet ligowych średniaków.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *