Df1WnkjXUAIFOdY

Trzeci dzień na Mistrzostwach Świata w Rosji przyniósł pierwsze problemy dla faworytów. Typowana jako jeden z głównych kandydatów do złota Francja wymęczyła zwycięstwo nad Australią, a Argentyna zaledwie zremisowała z debiutującą na mundialu Islandią. Sobota upłynęła także pod znakiem rzutów karnych, których sędziowie podyktowali aż pięć. Jednego z nich nie wykorzystał Leo Messi, który zdecydowanie przegrywa korespondencyjny pojedynek z Cristiano Ronaldo.

Męczarnie Les Bleus

Po wczorajszym niezwykłym pojedynku Hiszpanii z Portugalią, pierwszym sobotnim daniem na Mistrzostwach Świata było starcie Francji z Australią. Na papierze faworyt był tylko jeden – ekipa Les Bleus przepełniona gwiazdami, która na rosyjski pojechała chociażby bez Karima Benzemy, czy Kingsleya Comana. Po drugiej stronie barykady ambitna drużyna Socceros, ale bez wyrazistych postaci, jak przed laty Harry Kewell, Mark Viduka, czy Mark Bresciano, a do tego trawiona związkowymi problemami i zmianą trenera tuż po zakończeniu wygranych eliminacji.


Mimo wszystko spotkanie na Kazan Arenie miało dość nieoczekiwany przebieg, bo bardzo długo zajęło Francuzom strzelenie pierwszej bramki. Oczywiście podopieczni Didiera Deschampsa atakowali, byli stroną dominującą, jednak nadziewali się także na groźne kontry Australii, a po jednej z wrzutek przed stratą bramki uratował Trójkolorowych Hugo Lloris. Na początku drugiej części gry, tuż po przekroczeniu linii szesnastego metra, sfaulowany został Antoine Griezmann, który pewnie wykorzystał jedenastkę. Gdy wydawało się, że teraz Francuzi będą mieli już z górki, Samuel Umtiti dłonią zmienił kierunek lotu piłki przelatującej przez pole karne i sędzia nie miał wyboru wskazując na wapno. Jedenastkę pewnie wykorzystał Mile Jedinak. Po wyrównaniu obraz gry się nie zmienił – Les Blues dalej atakowali, aż w samej końcówce przebłysk geniuszu Paula Pogby zapewnił mistrzom świata z 1998 roku wygraną na inaugurację.





Messiego walka z wiatrakami

Po wczorajszych popisach Cristiano Ronaldo genialny Argentyńczyk miał odpowiedzieć Portugalczykowi w najlepszy możliwy sposób, szczególnie że jego reprezentacja mierzyła się z turniejowym debiutantem, Islandią. Albicelestes dominowali, a pierwszą bramkę zdobyli po indywidualnej akcji i pięknym uderzeniu Sergio Agüero. Problem w tym, że w opłakanym stanie jest obrona ekipy dowodzonej Jorge Sampaoliego, która kilka minut później, po licznych błędach defensorów i niepewnym zachowaniu Willy’ego Caballero, dała sobie strzelić wyrównującą bramkę. Konieczność wystawiania 36-letniego bramkarza, który w tym sezonie rozegrał łącznie 13 spotkań w Manchesterze City, jest dla aktualnych wicemistrzów globu uwłaczająca, szczególnie że jego błędy kosztowały stratę punktów.

Leo Messi standardowo troił się o dwoił, jednak Islandczycy niezwykle uporczywie i twardo odpierali ataki napastnika Barcelony i jego kolegów. Gdy „La Pulga” dochodził w końcu do sytuacji strzeleckich, to albo piłka leciała obok bramki, albo blokował ją jeden z zawodników Strákarnir okkar. Najlepszą sytuację Messi miał jednak ze stałego fragmentu gry, ale nie wykorzystał rzutu karnego. Nie wychodziły mu także rzuty wolne – wszystkie trafiły bowiem w mur, a na aż 11 oddanych strzałów tylko 3 były celne.


Po raz kolejny zszokował również zmianami Jorge Sampaoli który goniąc wynik posłał na boisko 22-letniego Christiana Pavóna zamiast Paulo Dybali albo Gonzalo Higuaina, który na boisku zameldował się dopiero w samej końcówce meczu. Mający polskie korzenie snajper cały mecz przesiedział natomiast na ławce rezerwowych, co dziwi tym bardziej, że od pierwszej minuty na murawie mogliśmy oglądać przeciętnego Maximiliano Mezę.


Na pochwałę zasługuje za to Szymon Marciniak, który dwukrotnie puścił grę, gdy zawodnicy przypadkowo dotykali piłkę ręką w polu karnym. Jedyna kontrowersja miała miejsce, gdy w „szesnastce” upadł Pavón, a powtórki wykazały, że był lekko zaczepiany przez stopera Islandii, jednak polski arbiter zdecydował się nie używać w tej sytuacji gwizdka. Oprócz tego nasz eksportowy rozjemca nie dał sobie, kolokwialnie mówiąc, wejść na głowę i w dobrym tempie prowadził spotkanie rozgrywane w Moskwie.




Peruwiańska (piękna) katastrofa

Peruwiańczycy zapewne nie są świadomi, że mundialowym meczem z Danią przysporzyli sobie całkiem pokaźną bazę fanów w Polsce. Wielu kibiców znad Wisły porwała bowiem ofensywna, szybka gra drużyny z Ameryki Południowej, zakończona jednak zupełnie nieoczekiwaną porażką. Drużyna prowadzona przez Ricardo Garecę masowo marnowała stuprocentowe sytuacje, a pod koniec pierwszej części gry Christian Cueva zaprzepaścił również rzut karny. A Skandynawowie byli, jak zwykle, bardziej pragmatyczni. Jedna z najwyższych ekip na mundialu w obronie wygrywała większość pojedynków siłowych z filigranowymi piłkarzami Los Incas. Chłodne podejście ekipy Åge Hareide przyniosło skutek w 59. minucie, gdy Yussuf Puolsen wpakował piłkę do siatki.

Peruwiańczycy na pewno zaskoczyli tych, którzy myśleli, że La Blanquirroja będą typowym chłopcem do bicia. Szybka, nastawiona na atak drużyna pokazała jednak kawał dobrego futbolu i mimo że znacząco skomplikowała sobie drogę do fazy pucharowej, to ze zniecierpliwieniem czekamy na kolejne mecze Farfana i spółki.


Największym minusem sobotniego spotkania był z pewnością duet komentatorów TVP: Jacek Jońca – Mirosław Trzeciak. Historie o tym, że zawodnik strzelił głową z woleja, wstawianie Pione Sisto do reprezentacji Peru, czy też wprowadzanie widzów w błąd, jakoby Paulo Guerrero został zawieszony za zażywanie narkotyków (wypił tradycyjną herbatę z liśćmi koki, co w Peru jest swoistym rytuałem – przyp. red.) sprawiały, że momentami włosy jeżyły się na głowie…




Po 20 latach Chorwaci znów górą w meczu inauguracyjnym

Po dniu pełnym interesujących i wyrównanych spotkań, o godzinie 21 na boisku w Kaliningradzie byliśmy świadkami bardzo jednostronnego spotkania, w którym od początku swoje tempo narzuciła Chorwacja. Wydaje się, że kolejne zamieszania w związku, kłótnie z kibicami i zmiana trenera przed samym turniejem nie zdekoncentrowały piłkarzy Vatrenich, którzy bezlitośnie wykorzystywali błędy Nigeryjczyków.


Super Orły od początku wyszły bowiem na murawę z… głową w chmurach. Ataki podopiecznych Gernota Rohra były bardzo szarpane, wiele z nich opierało się na zagraniu do Victora Mosesa i próbie przedarcia się skrzydłem. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy samobójcze trafienie Etebo dało ekipie z Bałkanów prowadzenie. W drugiej połowie obraz gry zasadniczo się nie zmienił – Chorwaci stwarzali sporo okazji bramkowych, jednak ponownie z pomocą musieli im przyjść rywale. Bezmyślny faul na Mandžukiciu w polu karnym i Luka Modrić z rzutu karnego ustalił wynik spotkania na 2:0. W samej końcówce w świetnej sytuacji znalazł się jeszcze Mateo Kovačić, ale zamiast podać do niekrytego Perišicia, uderzył prosto we Francisa Uzoho.

Za kilka dni niezwykle ciekawie zapowiadające się starcie Chorwacji z Argentyną. Nieoczekiwanie to przedstawiciele Europy zagrają o zapewnienie sobie awansu do fazy pucharowej, a Messi i jego koledzy o utrzymanie szans na awans.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *