4595323

Sensacyjny sezon w roli kopciuszka pozwalający wypromować kilka młodych, wschodzących gwiazd, a na deser awans do europejskich pucharów. Następnie gorące lato transferowe i gigantyczne oferty dla liderów zespołu. Drużyna zostaje pozbawiona kluczowych postaci, w związku z czym pojawiają się problemy z łączeniem ligi i pucharów, a to z kolei skutkuje spadkiem lub miejscem w dolnych rejonach tabeli. Niejednokrotnie futbol na Starym Kontynencie powielał już ten scenariusz, a takich, którzy znaleźli sposób na przełamanie owego schematu było bardzo niewielu. W samej lidze niemieckiej można przytoczyć niedawne przypadki Freiburga, Hannoveru czy Augsburga. Czym zatem różni się od poprzedników RB Lipsk i co ma sprawić, że los większości sensacyjnych pucharowiczów ominie klub spod znaku Red Bulla?

Chciałoby się powiedzieć: pieniądze! Kto jednak orientuje się w futbolowych realiach, ten wie, że nie zawsze bywa to kluczowy argument, zwłaszcza obecnie, kiedy coraz więcej klubów jest gotowych płacić za piłkarzy gigantyczne sumy. To prawda – na Red Bull Arena funduszy nie brakuje, ale działacze Lipska gospodarują nimi nadzwyczaj ostrożnie i rozsądnie. RasenBallsport, trzymając się nakreślonej przez Ralfa Rangnicka strategii rozwoju, jest w stanie złożyć wielomilionową ofertę, ale tylko za zawodnika poniżej 23. roku życia. W zespole wicemistrza Niemiec nie tworzy się też kominów płacowych i nie pozwala, aby którykolwiek zawodnik stał się ważniejszy niż klub.


Świadomość, że po udanym sezonie rozpocznie się arcytrudna walka o zatrzymanie kluczowych graczy towarzyszyła włodarzom klubu z Saksonii od samego początku. Oferty za Emila Forsberga zaczęły spływać już zimą, a po równie udanej co jesienna rundzie rewanżowej chętnych na zatrudnienie Szweda tylko przybyło. Również Naby Keïta rozkręcał się z meczu na mecz i pod koniec kampanii 2017/18 nikt nie miał już wątpliwości, że to nietuzinkowy zawodnik. Gdyby RB postanowił sprzedać zarówno Forsberga, jak i Keitę, zainkasowałby prawdopodobnie sumę w okolicach 130 mln €. Tyle tylko, że dla Die Roten Bullen te pieniądze, w obliczu utraty dwóch filarów ofensywy, nie przedstawiałyby większej wartości…

Ale dlaczego właściwie ci zawodnicy tak mocno pragną odejść z klubu, który w nadchodzącym sezonie będzie rywalizował w Lidze Mistrzów? Gdyby tylko wyrazili taką chęć, z pewnością doszliby również do porozumienia z władzami i podpisali nowe, lukratywne kontrakty. Taki ruch jeszcze mocniej skomplikowałby jednak ewentualne odejście w niedalekiej przyszłości. W przypadku Forsberga spekuluje się, iż nacisk na klub i próby wymuszenia transferu wynikały z obawy, że tak dobry sezon w jego wykonaniu już się nie powtórzy. W końcu reprezentant Trzech Koron ma już 25 lat i ciężko uznać jego wątpliwości za bezpodstawne, wszak przez ostatni rok grał mocno powyżej swoich faktycznych możliwości. Jako kontrargument zwolennicy talentu wychowanka GIF Sundsvall wskazują, że przecież dopiero w poprzedniej kampanii miał okazję pokazać się w poważnej lidze (wcześniej reprezentował barwy Malmö FF i grał dla obecnego pracodawcy w niższych ligach niemieckich – przyp. red.).


Naby Keita jest znacznie młodszy od Forsberga i nikt nie ma wątpliwości, iż jest to piłkarz z papierami na wielkie granie. W jego przypadku istotną rolę odgrywają jednak zupełnie inne czynniki.

„Wiem, jak reagują zawodnicy tacy jak Naby w obliczu tych ogromnych sum. Rozumiem, że rozważają takie oferty. W trakcie swojej kariery pracowałem z wieloma zawodnikami pochodzenia afrykańskiego – na przykład z Isaakiem Vorsahem w TSG Hoffenheim. Piłkarze z tego kontynentu czasem utrzymują całe klany czy wioski w rodzinnych stronach. Gdy zatem nagle mają możliwość zarabiania kilkakrotnie więcej niż dotychczas, nacisk ze strony rodziny, aby z tego skorzystać, jest bardzo duży. Bo na takim kroku wszyscy przecież korzystają…”

Ralf Rangnick


Buńczuczne wypowiedzi Forsberga i jego chęć odejścia udało się działaczom RB ukrócić stosunkowo szybko. W toku pozostała więc jedynie saga związana z czarnoskórym środkowym pomocnikiem. Kiedy na stole leżała opiewająca na 65 mln £ oferta z Liverpoolu, Ralf Rangnick jednym zdaniem zakończył spekulacje, skarcił piłkarza i spławił klub z miasta Beatlesów: Tego lata z klubu nie odejdzie żaden kluczowy zawodnik!”. Ten komunikat okazał się nadzwyczaj klarowny i niszczący marzenia piłkarza o podwojonych zarobkach.

Keïta nie miał zamiaru kryć swojej frustracji. Wrócił do zajęć z drużyną, ale swoim zachowaniem dawał do zrozumienia, jak bardzo nie chce tu być. Na jednej z sesji treningowych w austriackim Seefeld, gdzie wicemistrzowie Niemiec przygotowują się do sezonu, granica została jednak przekroczona. W deszczowy dzień na grząskiej murawie Gwinejczyk zaatakował niezwykle brutalnym wślizgiem kolegę z zespołu, Diega Demme. Poszkodowanego długo opatrywał później sztab medyczny, a Keïta musiał tłumaczyć się przed oburzoną resztą drużyny.

Waga tej sytuacji okazała się nie do przecenienia. Hassenhüttl próbował co prawda obrócić cały epizod w żart, ale tak bezpardonowe wejście, ewidentnie nie będące dziełem przypadku (na nagraniu widać zresztą, jak Demme fauluje Keïtę, a ten później szuka okazji do rewanżu – dod. red.), ze strony zawodnika naciskającego na transfer wywołało burzę w niemieckich mediach. Jednak już kilka dni później w Internecie pojawiły się zdjęcia i materiał video, których bohaterami byli właśnie obaj pomocnicy Czerwonych Byków. Młodszy z nich wcielił się w rolę fizjoterapeuty pomagającego dojść kontuzjowanemu koledze do zdrowia, zatem przekaz był jasny – temperament Keïty został poskromiony, jego żądania ostatecznie odrzucone, a on sam został zobowiązany do naprawienia swojego wizerunku oraz atmosfery w drużynie.


Tym samym powoli (bez)transferową sagę z gwiazdami Lipska w rolach głównych można uznawać za zakończoną. RasenBallsport w imponujący sposób zapanował nad charakterami swoich piłkarzy, a przede wszystkim nad ich długimi językami i głębokimi kieszeniami zaangażowanych w sprawę agentów. Doprawdy spektakularny był styl, w jakim decydenci spod znaku Red Bulla dali zarówno publiczny, jak i wewnątrzklubowy pokaz siły. Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości, że RB Lipsk to klub, który chce, a co ważniejsze jest gotów równać się z Bayernem Monachium na wszystkich płaszczyznach. Jak dotąd w całej Bundeslidze tylko Bawarczyków stać było bowiem na odrzucanie gigantycznych ofert angielskich potęg i zatrzymywanie kluczowych zawodników bez względu na okoliczności. Skuteczne zablokowanie transferów Keïty i Forsberga, nawet jeśli ci zanotowaliby teraz znaczne spadki formy, jest ogromnym sukcesem Die Roten Bullen i w znamienny sposób ukazuje zarówno aspiracje, jak i możliwości tego zadziwiającego austriacko-niemieckiego tworu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *