Roma - Napoli

Luty był dla Giallorossich wyśmienitym okresem. W tym miesiącu podopieczni Luciano Spalettiego wygrali cztery spotkania ligowe, w tym prestiżowe starcia z Fiorentiną i Interem, oraz awansowali do półfinału Pucharu Włoch. Ich koszmar rozpoczął się wraz z początkiem marca. Na przestrzeni zaledwie kilku dni Roma przegrała trzy bardzo ważne mecze, przez co znacząco oddaliła się od sukcesu na wszystkich frontach.

AS Roma od początku sezonu jest głównym rywalem Juventusu w walce o Scudetto. Rywalem wprawdzie mocno teoretycznym, ponieważ nie było okresu, w którym Stara Dama mogłaby realnie odczuć na plecach oddech goniącej ją bandy Spalettiego. Znakomity luty w wykonaniu Giallorossich przywrócił jednak we Włoszech dyskusję o możliwym ciekawym końcu sezonu w Serie A, który po raz kolejny miałby nie zakończyć się ostatecznym triumfem Bianconerich. Od początku roku Roma grała doprawdy wybornie. Świetny atak, szczelna obrona, a do tego bardzo dobra organizacja taktyczna sprawiły, że 7 z 8 rozegranych po przerwie świątecznej spotkań Lupi zakończyli z kompletem punktów. Marzec nie okazał się już jednak tak przychylny dla zawodników z Wiecznego Miasta. Wszystko zaczęło się od pierwszego półfinałowego starcia Coppa Italia z Lazio. Jeszcze przed meczem Radja Nainggolan przekonywał, że mimo wymagającego terminarza on i jego koledzy z pewnością uporają się z każdym z przeciwników. Drużyna Simone Inzghiego postawiła jednak ciężkie warunki. Aquile umiejętnie się bronili, a jednocześnie posyłali zabójcze kontry. Ostatecznie po trafieniach Sergeja Milinkovicia-Savicia i Ciro Immobile to Biancocelesti wypracowali sobie dwubramkową przewagę przed rewanżem.

Drugi cios nadszedł 4 marca podczas arcyważnej konfrontacji z Napoli, bowiem jeśli ktoś może zagrozić wicemistrzostwu Romy, to właśnie zespół ze stolicy Kampanii. Podopieczni Maurizio Sarriego przyjechali do stolicy Italii pewni siebie i skrzętnie wykorzystali błędy taktyczne gospodarzy. W samej końcówce Rzymianie mieli jeszcze co prawda kapitalną sytuację do wyrównania, ale interwencją sezonu (?) popisał się Pepe Reina i to Partenopei wrócili do domu na tarczy. To cenne zwycięstwo na Stadio Olimpico sprawiło, że Neapolitańczycy mają już tylko dwa punkty straty do Lupich, których przy okazji wyrzucili z wyścigu o Scudetto, bowiem strata Romy do liderującego Juventusu wynosi na ten moment już jedenaście „oczek”.

Gorzką pigułkę Giallorossi musieli przełknąć także w rozgrywkach Ligi Europy. Rzymianie nie mieli łatwego losowania, bowiem wpadli na nieprzewidywalny Olympique Lyon. Mimo wszystko, to właśnie Włosi byli uważani za faworyta tego dwumeczu. Już w ósmej minucie gospodarze czwartkowej konfrontacji wyszli na prowadzenie, jednak dwie szybkie bramki Salaha i Fazio podcięły nieco skrzydła Les Gones. Po przerwie gracze Bruno Génésio całkowicie zdominowali jednak obraz meczu i ostatecznie wygrali 4:2. Ćwierćfinalista z tej pary nie został jeszcze wyłoniony, ale Lyon w rewanżu na Stadio Olimpico ograniczy się głównie do kontrataków chcąc skutecznie wykorzystać zaliczkę z pierwszego spotkania.

„Oni mieli dzisiaj jakość, młodość i odpowiednie nastawienie. My mieliśmy natomiast wiele okazji na skończenie tego meczu i strzelenie kolejnych bramek, jednak tego nie zrobiliśmy. Myślałem, że w drugiej połowie uda nam się kontrolować spotkanie, jednak szybkie trafienie gospodarzy nas osłabiło, a potem nadeszły jeszcze dwa kolejne. Nie uważam, aby moja drużyna zagrała słabo. Nie potrafiliśmy po prostu wykorzystać swoich sytuacji i zbyt wolno rozwijaliśmy kontrataki” – mówił tuż po meczu z Lyonem Luciano Spaletti

Szukając powodów słabej dyspozycji Romy trzeba zacząć przede wszystkim od wąskiej kadry. Media na Półwyspie Apenińskim zauważają, że Luciano Spaletti notorycznie korzysta jedynie z 15-16 zawodników, co biorąc pod uwagę grę na trzech frontach jest dla piłkarzy mocno wyczerpujące. Z tego powodu szkoleniowiec dał wreszcie wolne Edinowi Džeko, który nie pojedzie z drużyną na najbliższe ligowe starcie do Palermo. Bośniak zaliczył w tej kampanii już 39 spotkań i szczególnie w ostatnich meczach było u niego widać brak dynamiki i świeżości. Taki problem dotyczy zresztą wielu zawodników Giallorossich, jednak z powodu dużego natłoku gier Spaletti nie ma możliwości swobodnej rotacji. Sytuację dodatkowo podgrzewają plotki i zawirowania wokół osoby samego szkoleniowca. Dziennikarze „Corriere della Serra” podali w sobotę, jakoby trener Romy miał mieć ustne porozumienie z Juventusem w sprawie zastąpienia po sezonie na stanowisku Massimiliano Allegriego. Fani Lupich szybko zareagowali oburzeniem na te doniesienia, jednak najostrzejszy w tej sprawie okazał się prezydent stołecznego klubu James Palotta, który otwarcie skrytykował Spalettiego. Co prawda później szybko się ze swoich słów wycofał, jednak niesmak pozostał…

„Mamy mnóstwo zawodników, którzy rozgrywają wiele minut z powodu kontuzji innych graczy albo złych ruchów transferowych z ubiegłego lata. Podoba mi się wielu młodych graczy w klubie, jednak nasza ostatnia polityka zmuszała ich do odejścia bądź wypożyczenia. Trzeba to zmienić! W spotkaniu z Napoli mam wrażenie, że sami siebie przechytrzyliśmy. Ten mecz mi się nie podobał. Już na samym początku nie byłem optymistą odnośnie jedenastki, która wybiegła na murawę. To tylko moje przemyślenia, jednak wydaje mi się, że sam Spaletti również przyzna, że tamto starcie mogliśmy przynajmniej zremisować albo nawet wygrać. Z Lyonem z kolei wyglądaliśmy, jakby całkowicie brakowało nam energii”James Palotta


Roma wpadła w dołek i tylko od postawy piłkarzy zależy teraz, czy będzie to chwilowa zadyszka, czy głębszy kryzys. Rzymianie nie odpadli bowiem jeszcze z walki o finał Coppa Italia ani awans do kolejnej rundy Europa League. Obie rywalizacje są do odwrócenia, jednak Luciano Spaletti musi znaleźć nową formułę, która pozwoli zawodnikom ponownie odczuwać głód piłki i cieszyć się grą podobnie jak miało to miejsce na początku roku. W przeciwnym razie Giallorossi mogą skończyć kolejny sezon bez żadnego trofeum na półce…