14691988_725919454239853_3514680506254543671_o

Powiedzieć, że na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán doszło do zmian, to jakby nie powiedzieć nic. Ustabilizowaną dotychczas drużynę z Andaluzji w jednym okienku transferowym opuścił trener oraz kilku kluczowych graczy. Ponadto bliski odejścia był legendarny dyrektor sportowy Monchi, który ostatecznie odrzucił zaloty Manchesteru United i pozostał w Sevilli, aby po raz kolejny błysnąć swoim geniuszem. Jak na razie równowaga w zespole nie została zachwiana, a zwycięzcy Ligi Europy świetnie spisują się w rozgrywkach Primera División.

Paryski kierunek Emery’ego

Trzy lata Los Nervionenses przetrwali bez zmiany szkoleniowca, a piastujący to stanowisko Unai Emery doprowadził w tym czasie klub do trzech z rzędu triumfów w Europa League. To z kolei pozwoliło Sevilli wystąpić w Lidze Mistrzów, choć pozycja ligowa do tego nie uprawniała. Sukcesy Andaluzyjczyków nie uszły uwadze możniejszych futbolowego świata i już w czerwcu ogłoszono, że Bask zostanie nowym opiekunem Paris Saint-Germain. Paryżanie mogli oczywiście zapłacić zdecydowanie więcej utalentowanemu szkoleniowcowi, lecz dali mu również nowe perspektywy w porównaniu z poprzednią posadą.

Na następcę 44-latka wytypowano Jorge Sampaoliego, który do tej pory był znany głównie kibicom w Ameryce Południowej. Największe sukcesy Argentyńczyka związane są z pracą w Chile, gdzie świetnie radził sobie w roli trenera Universidad de Chile, wygrywając trofea krajowe oraz Copa Sudamericana. To sprawiło, że powierzono mu pieczę nad tamtejszą reprezentacją, która pod wodzą Sampaoliego zwyciężyła w Copa América 2015. Głównie dzięki temu ekscentryczny szkoleniowiec w końcu otrzymał szansę poprowadzenia zespołu na Starym Kontynencie.




Przetrącony kręgosłup drużyny

Wraz z odejściem Emery’ego klub opuściło kilku ważnych zawodników. Jednym z nich był Grzegorz Krychowiak, którego podkradł właśnie hiszpański trener. Na Polaku Sevilla zarobiła ponad 30 mln €, co i tak należy uznać za korzystną transakcję, jeśli weźmiemy pod uwagę, że inny przedstawiciel środka pola Éver Banega przeszedł do Interu za darmo po wygaśnięciu kontraktu.

Znacznie boleśniejszą stratą wydawał się jednak transfer Kévina Gameiro. Francuz początkowo był łączony z Barceloną, ale odrzucił ofertę katalońskiego giganta wiedząc, że nie będzie mógł liczyć na regularną grę wobec monopolu tercetu MSN. Włodarze Sevilli chcieli docenić swojego czołowego strzelca i zaproponowali mu odnowienie umowy, która gwarantowała Gameiro podwyżkę oraz status najlepiej opłacanego gracza zespołu. W końcu mające problem ze znalezieniem napastnika Atlético Madryt zgłosiło się po 29-latka, za którego zapłaciło 32 mln € z ewentualnymi późniejszymi bonusami.


Owocne zakupy

Utrata wyżej wymienionych graczy sprawiła, że tego lata pełne ręce roboty miał Monchi oraz jego współpracownicy, którzy szybko musieli znaleźć następców. Atutem Sevillistas był spory zastrzyk gotówki, jednak mylił się ten, kto twierdził, że pieniądze zostaną wydane lekką ręką na głośne nazwiska, bowiem na Ramon Sánchez Pizjuán postawiono tym razem na piłkarzy niedocenionych lub mających nawet problem z aktualną formą. Tak właśnie było z napastnikami. Na zasadzie rocznego wypożyczenia do stolicy Andaluzji zawitał Luciano Vietto, który fatalnie prezentował się w ekipie Diego Simeone. W Sevilli nie zapomnieli jednak o jego świetnym wejściu do LaLiga w barwach Villarrealu, a na dodatek Los Nervionenses nie musieli płacić za transfer Argentyńczyka i zapewnili sobie opcję wykupu gracza. Konkurencją dla 22-latka został Wissam Ben Yedder, który od kilku lat regularnie notował po kilkanaście trafień w Ligue 1. Tunezyjski atakujący był jednak do tej pory pomijany przez piłkarskich agentów i skautów, co pozwoliło Hiszpanom sprowadzić go za kwotę 9 mln €.



Znaczące wzmocnienia miały też miejsce w linii pomocy. Przy kompletowaniu obsady drugiej linii również pomyślano o wariancie z wypożyczeniem, co spowodowało, że przez kolejny rok z hiszpańskim futbolem będzie się zaznajamiał Matías Kranevitter, przez argentyńskie media ogłoszony „nowym Javierem Mascherano”. Nie zabrakło także graczy z inklinacjami do gry ofensywnej gry. Tutaj na szczególną uwagę zasługuje sprowadzenie Pablo Sarabii, który był wiodącą postacią w słabym Getafe, a zmiana otoczenia 24-letniego piłkarza kosztowała Sevillę zaledwie 1 mln €. Znacznie droższymi nabytkami okazali się przybysze z ligi włoskiej. Na Joaquina Correę oraz Franco Vázqueza Andaluzyjczycy musieli przeznaczyć odpowiednio: 11 i 15 mln €, choć jak przyznają w klubie, ten drugi jest wart o wiele więcej. Szansę na pokazanie się w Europie otrzymał w końcu Ganso, który kilka lat temu był wymieniany w jednym szeregu z Neymarem, kiedy mówiono o największych talentach brazylijskiego futbolu.




Szukając optimum

Jorge Sampaoli pierwszy sezon na Starym Kontynencie w roli trenera rozpoczął od walki o Superpuchary Europy i Hiszpanii. Przeciwnikami byli Real Madryt oraz Barcelona, ale wyrównaną walkę Los Nervionenses stoczyli tylko ze zwycięzcą Ligi Mistrzów. W Trondheim Sevilla przegrała po dogrywce 2:3, natomiast dwumecz z Dumą Katalonii zakończył się wynikiem 0:5. Na pierwsze zwycięstwo argentyński szkoleniowiec musiał poczekać do inauguracji LaLiga, kiedy po szalonym meczu jego piłkarze pokonali Espanyol 6:4. To oznaczało, że w pierwszych czterech meczach pod wodzą Sampaoliego Sevilla traciła średnio trzy bramki, na co oczywiście w dużym stopniu wpływ miała siła przeciwników. Swoje zrobiła również odważna taktyka preferowana na początku sezonu przez 56-letniego trenera, który nie bał się wystawiać do gry jedynie trzech nominalnych obrońców. Tak było m.in. we wspomnianym spotkaniu z Espanyolem, w którym notabene wszystkie bramki dla Andaluzyjczyków zostały zdobyte przez nowe nabytki.

Z czasem jednak Sampaoli zrozumiał, że koncepcja wymiany ciosów z dobrze zorganizowanymi hiszpańskimi zespołami nie jest na dłuższą metę korzystna. Z tego względu Argentyńczyk zdecydował się ostatecznie na ustawienie z czterema defensorami. Zrezygnował także z gry dwoma defensywnymi pomocnikami, a w zamian za to postawił na duet napastników. Największą ofiarą taktycznej rewolty Sampaoliego na ten moment okazuje się więc Kranevitter, który wyraźnie przegrywa rywalizację ze Stevenem N’Zonzim. Francuz ze względu na swoje warunki fizyczne dużo lepiej pasuje do wizji południowoamerykańskiego szkoleniowca.

Problemem mógł okazać się fakt, że aż czterech z pięciu ofensywnie grających zawodników dołączyło do ekipy z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán dopiero przed rozpoczęciem kampanii 2016/17. Na szczęście dla sympatyków Sevilli letnie nabytki szybko odnalazły się w nowych realiach. Vietto, który w ubiegłym sezonie zdobył tylko trzy bramki, w obecnych rozgrywkach na taki wynik pracował przez zaledwie sześć meczów, a w ostatnim czasie lepiej odnajduje się w roli asystującego. Co najważniejsze, nie cierpi na tym jednak gra Sevilli, gdyż Argentyńczyka świetnie wyręcza Ben Yedder, który na pewno nie żałuje przeprowadzki na Półwysep Iberyjski.


Nie zatrzymał ich nawet lider

Październik jest niezwykle udanym miesiącem dla graczy z Andaluzji, którzy wygrali wszystkie dotychczasowe cztery potyczki. Seria zwycięstw została zapoczątkowana jeszcze pod koniec września triumfem nad Olympique’m Lyon w Champions League. Następnie w pokonanym polu Los Nervionenses pozostawili kolejno: Alavés, Leganés oraz Dinamo Zagrzeb. W meczach z tymi drużynami zdobycie kompletu punktów było raczej obowiązkiem dla ekipy chcącej walczyć o czołowe lokaty w LaLiga oraz pragnącej awansować do 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Znacznie trudniejszym zadaniem było ostatnie starcie z Atlético. Zespół z Vicente Calderón przyjechał do Sewilli jako lider tabeli, którego obrońcy bardzo rzadko pozwalali wbić sobie gola. Gospodarze absolutnie nie przestraszyli się jednak klasy przeciwnika. Pierwsza połowę udało im się przetrwać bez straty bramki, choć to rywale z Madrytu mieli więcej do powiedzenia, a w 73. minucie bramkę na wagę zwycięstwa zdobył N’Zonzi, który zwykle odpowiada za destrukcję. Dzięki tym niezwykle cennym trzem punktom Andaluzyjczycy awansowali na pozycję wicelidera LaLiga.


Walka o coś więcej

Gra w Champions League także może napawać optymizmem kibiców Sevilli. Ich ulubieńcy obecnie plasują się na drugim miejscu w grupie H, ustępując faworyzowanemu Juventusowi jedynie gorszym bilansem bramkowym. Jeśli piłkarze Sampaoliego równie dobrze spiszą się w rundzie rewanżowej, jeszcze w tym roku… stracą szansę na czwarty z rzędu triumf w Europa League, co jednak nie powinno być w tej sytuacji powodem do smutku. W końcu na ćwierćfinał najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych na Starym Kontynencie z udziałem swojego zespołu fani Sevillistas czekają już od prawie pół wieku!

Obecna forma ligowa pozwala przypuszczać, że Andaluzyjczycy w końcu powalczą o awans do Champions League z miejsca premiowanego. Diego Simeone jeszcze przed meczem na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán stwierdził, że Sevilla będzie jednym z kandydatów do walki o mistrzostwo. Porażka jego drużyny pokazuje, że wcale nie musiała to być jedynie kurtuazja.