C3rwm3DWMAEx-lP

Zimowe okno transferowe na Półwyspie Iberyjskim przebiegło bardzo spokojnie. Kluby LaLiga wydały łącznie 24 mln €, podczas gdy jedna Marsylia połasiła się na Dimitriego Payeta za bagatela 30 mln €. Brak szastania pieniędzmi wcale nie oznacza, że w Hiszpanii było w tym czasie nudno, a uwagę warto zwrócić zwłaszcza na dwa wypożyczenia do Las Palmas. Na Wyspy Kanaryjskie, bynajmniej nie na wypoczynek, przybyli Alen Halilović oraz Jesé Rodríguez, którzy po opuszczeniu ligi hiszpańskiej nie potrafili się odnaleźć w innych rozgrywkach. Czy ofensywni piłkarze okażą się zatem wzmocnieniem ekipy Los Amarillos?

„Joker” z Wysp Kanaryjskich

Jesé w świadomości większości piłkarskich kibiców figuruje jako wychowanek Realu Madryt, co oczywiście jest prawdą, gdyż skrzydłowy był związany z Królewskimi od czternastego roku życia. Nie każdy zdaje sobie jednak sprawę, że piłkarskiego rzemiosła 23-latek zaczął się uczyć w rodzinnym Las Palmas. Nie miał jednak okazji grać dla UDLP, lecz reprezentował barwy mniejszego lokalnego klubiku AD Huracán. Jego umiejętności nie uszły uwadze skautów silniejszych zespołów, a walkę o młodego gracza wygrał stołeczny zespół.

Pełnoprawnym członkiem pierwszej drużyny Jesé został w sezonie 2013/14 i choć grał głównie „ogony”, potrafił wykorzystać nadarzające się szanse i niedługo później rozpoczynał mecze także w wyjściowym składzie. W marcu 2014 roku w potyczce Ligi Mistrzów przeciwko Schalke utalentowanego Hiszpana dotknęła jednak sportowa tragedia. Wtedy również wystąpił w białym trykocie od pierwszej minuty, ale już po chwili musiał opuścił murawę po brutalnym ataku Seada Kolašinaca.

Badania potwierdziły, że skrzydłowy zerwał więzadła krzyżowe w prawym kolanie, co oznaczało pół roku przerwy. Rozbrat z futbolem trwał jednak dłużej niż zakładano i dopiero w grudniu Jesé pojawił się ponownie na murawie. Powrót przypadł na mecz w Pucharze Króla przeciwko Cornelli, w którym Kanaryjczykowi udało się zresztą zdobyć bramkę. Do końca sezonu zaliczył już niewiele minut.

Przełomowa okazała się kampania 2015/16, w której Jesé był wprawdzie głównie rezerwowym, ale – tak jak wcześniej – świetnie radził sobie w roli zmiennika. Nie było dla niego istotne, ile minut otrzymywał, gdyż zawsze mocno przykładał się do gry. Dowody? 8 minut przeciwko Romie i bramka, 20 minut z Celtą – gol i asysta, 27 minut w konfrontacji z Espanyolem – asysta i wymuszenie samobójczego trafienia.



Paryżanie płacą i wymagają

Mimo dobrej gry na Santiago Bernabéu, Jesé nie mógł być pewny, że zacznie w końcu otrzymywać więcej minut. W białej części Madrytu zdecydowano się więc pożegnać skrzydłowego. W lekki szok wprawiała jedynie suma odstępnego. 25 mln € – tyle za podpis 23-letniego piłkarza zapłaciło Paris Saint-Germain. Rywalizacja w zespole mistrza Francji stanowiła dla Hiszpana nie lada wyzwanie, ale i szansę, gdyż nowym trenerem Paryżan został Unai Emery, który chciał mieć u siebie zawodnika Realu. Nowe środowisko generowało nowe problemy, a podstawową przeszkodą w adaptacji okazała się choćby niechęć piłkarza do nauki języka francuskiego. Dodatkowo media znad Sekwany donosiły, że styl życia Rodrígueza daleki jest od sportowego. Jesé, wraz ze swoimi znajomymi, był bowiem częstym bywalcem paryskich dyskotek…

maxresdefault

Skrzydłowy zdołał rozegrać w barwach PSG jedynie 9 meczów ligowych, w których raz wpisał się na listę strzelców. Groteskowo wyglądają statystyki Jesé w Lidze Mistrzów, gdzie zanotował 4 spotkania, które łącznie złożyły się na… 17 minut. Baskijski szkoleniowiec przed Świętami Bożego Narodzenia przestał brać rodaka pod uwagę przy ustalaniu kadry meczowej, a jedyną okazją na grę było starcie w Pucharze Ligi, gdzie Rodríguez dorzucił trafienie. To jednak ani trochę nie polepszyło jego sytuacji…




Powrót do domu

Jesé długo zwlekał z odejściem ze stolicy Francji i wreszcie ostatniego dnia styczniowego okna transferowego zdecydował się dołączyć do Las Palmas na zasadzie półrocznego wypożyczenia. Długi okres wyczekiwania na zmianę pracodawcy był związany z kilkoma spornymi kwestiami, wśród których na pierwszy plan wysuwały się niewspółmiernie wysokie pobory piłkarza. Niezbyt bogaty klub z Wysp Kanaryjskich nie byłby w stanie pokryć całości wynagrodzenia dla skrzydłowego, ale jego agent zdołał przekonać włodarzy PSG, że hiszpański kierunek będzie najlepszym z możliwych.


Nominalną pozycją byłego młodzieżowego reprezentanta La Roja jest lewe skrzydło. W ekipie Quique Setiéna najczęściej gra tam Jonathan Viera, bez którego trudno wyobrazić sobie drużynę z Gran Canarii. 27-latek swoimi występami zwrócił również uwagę selekcjonera Julena Lopeteguiego, który być może da mu nawet szansę na debiut w narodowych barwach. Znacznie łatwiej o grę powinno być na prawym skrzydle, gdzie ostatnio najlepiej poczyna sobie Momo, ale konkurencja zmniejszyła się za sprawą odejścia Nabila El Zhara do Leganés.


Chorwacki talent

Alen Halilović od najmłodszych lat udowadniał, że ma papiery na grę. W Dinamie Zagrzeb debiutował jako szesnastolatek, a już w kolejnym sezonie wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie najlepszej ekipy rodzimej ekstraklasy. To spowodowało oczywiście spore zainteresowanie ze strony zagranicznych klubów, które były w stanie zapłacić za utalentowanego pomocnika nawet kilkanaście milionów euro. Koniec końców Chorwat trafił do Barcelony, ale za kwotę znacznie niższą (ok. 5 mln € – przyp. red.).

W stolicy Katalonii rzadziej wystawiano Halilovicia na skrzydłach, a raczej widziano w nim piłkarza operującego w środku pola, który będzie rozgrywał piłkę. Młody gracz nie otrzymał szansy w pierwszym zespole Dumy Katalonii i musiał zadowolić się jedynie występami w klubowych rezerwach. Wyjątek stanowił mecz Pucharu Króla z Elche, w którym zadebiutował w barwach Blaugrany.


W sezonie 2015/16 Alen powędrował na wypożyczenie do Sportingu Gijón, co wydawało się znakomitą opcją dla młodego piłkarza, który mógł w końcu ograć się na poziomie Primera División. Pobyt na El Molinón okazał się dla Chorwata rewelacyjny. Halilović wyróżniał się na tle przeciętnych kolegów i walnie przyczynił się do utrzymania ekipy z Asturii w elicie.



Niewłaściwy kierunek

Świetna postawa na wypożyczeniu nadal nie spowodowała, że w Barcelonie zapragnęli postawić na utalentowanego reprezentanta Vatrenich. Z tego względu piłkarz obrał dość nieoczekiwanie kierunek na Niemcy i dołączył na zasadzie transferu definitywnego do Hamburgera SV. Die Rothosen zapłacili Hiszpanom 5 mln €, a Barcelona zachowała opcję odkupu gracza – po pierwszym sezonie za 10 mln € lub po dwóch za 12,5 mln €.

Wydawało się, że gra za naszą zachodnią granicą będzie dla Halilovicia kolejnym krokiem naprzód, a nadzieje potęgował debiut Chorwata w Pucharze Ligi przeciwko Zwickau. Wychowanek Dinama Zagrzeb wszedł wówczas jako rezerwowy i rozstrzygnął losy meczu zdobywając zwycięską bramkę.

Halilović był stopniowo wprowadzany do zespołu HSV w spotkaniach ligowych, zaliczając kolejne spotkania w roli rezerwowego. Przełomowym miał okazać się pojedynek przeciwko Eintrachtowi w 8. kolejce Bundesligi, który blondwłosy pomocnik rozpoczął w wyjściowym składzie. Po pierwszej połowie Hamburczycy przegrywali, dlatego już w przerwie trener zdecydował się wpuścić Bobby’ego Wooda w miejsce Chorwata, aby wzmocnić linię ataku. Był to ostatni występ 20-latka w barwach niemieckiego zespołu. Dziennik „Mundo Deportivo” donosił, że Halilović zupełnie nie potrafił odnaleźć się w niemieckich realiach, a w rozmowie telefonicznej z dyrektorem sportowym Barcelony miał nawet przyznać, że transfer na Volksparkstadion był błędem.




Półtora roku na odbudowę

Haliloviciem interesowało się kilka zespołów LaLiga, więc na Półwyspie Iberyjskim z lekkim niedowierzaniem przyjęto jego wybór. W ekipie Las Palmas Chorwat będzie przebywał aż do końca sezonu 2017/18. Podczas swojej prezentacji pomocnik wyjaśnił, że uwielbia styl gry prezentowany przez drużynę Los Amarillos, a także docenia konkretny projekt rozwoju klubu z Kanarów. Zachętą była również obecność w zespole Marko Livaji, który jest bliskim znajomym Alena – obaj znają się jeszcze z gry dla chorwackiej młodzieżówki. Halilović zdążył już nawet zadebiutować w barwach nowego zespołu w meczu 20. kolejki LaLiga Santander. Jego nowi koledzy dobrze sobie radzili na boisku i po godzinie gry prowadzili z Valencią już 3:1. Były piłkarz Gijón zameldował się więc na murawie dopiero w 73. minucie, zajmując miejsce na prawym skrzydle. Jego podania były jednak zachowawcze, a nieliczne zagrania w pole karne nie przyniosły sukcesu. Ponownie wejście w rytm meczowy będzie zatem w przypadku Chorwata kluczowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *