20248311_10156385261409325_281679942526982773_o

Niemiecka kultura piłkarska, bardziej niż jakakolwiek inna, kładzie nacisk na znaczenie bogatej tradycji i długiej historii klubów na najwyższych szczeblach rozgrywek. Zarówno kibice, jak i środowisko za naszą zachodnią granicą krzywym okiem patrzą na „obcych”, są wobec nich nieufni, a w szczególności nie lubią, gdy ktoś próbuje w ich ukochanej Bundeslidze cokolwiek zmienić. Kwintesencję tych konserwatywnych poglądów sympatyków piłki nożnej zza Odry można było podziwiać na przestrzeni kilku ostatnich sezonów, obserwując chociażby ich zachowanie w stosunku do błyskawicznie zmierzającego do elity RB Lipsk. Miną zapewne długie lata, zanim fani niemieckiego futbolu zapomną aktualnemu wicemistrzowi austriacki rodowód, tak jak po dekadzie w niepamięć poszła uraza do Hoffenheim, również swego czasu znienawidzonego za ubogą historię i stojące za jego powstaniem ogromne pieniądze prywatnego inwestora. Przed sezonem 2017/18 sympatycy ligi mistrzów świata nie mają jednak na co narzekać, wszak nie będą już musieli oglądać w niej dwóch „kopciuszków” (Ingolstadt i Darmstadt), których zastąpią wielkie firmy: Hannover 96 i VfB Stuttgart.

W 1963 roku, a więc jeszcze przed utworzeniem Bundesligi w takiej formie, w jakiej dziś ją znamy, VfB Stuttgart dwukrotnie zdobywał tytuł mistrza Niemiec. Wówczas sezony rozgrywano osobno w poszczególnych rejonach kraju, a wieńczące rozgrywki play-offy pomiędzy mistrzami lig regionalnych wyłaniały ostatecznego triumfatora. Klub z miasta Mercedesa był w tamtym okresie jedną z największych futbolowych marek za naszą zachodnią granicą, w dodatku hegemonem w swoim regionie, zatem drzwi do Bundesligi po jej utworzeniu stały dla popularnych Die Schwaben otworem. Podczas 54 lat istnienia rozrywek tylko przez trzy nie było w elicie słynnego VfB. Pierwszą degradację z najwyższej klasy rozgrywkowej Stuttgart zaliczył w latach siedemdziesiątych – wtedy powrócił w szeregi najlepszych po dwóch latach. Rozpoczęty w 2016 roku pobyt Die Weiß-Roten w 2. Bundeslidze okazał się jeszcze krótszy. Na przestrzeni tych lat spędzonych w gronie najlepszych ekip, zrzeszonych już pod szyldem Bundesligi, VfB trzykrotnie cieszyło się natomiast z mistrzostwa. W sumie tylko cztery niemieckie kluby mogą się pochwalić lepszym wynikiem.


Zespół, który przed kilkoma tygodniami wywalczył awans, to jednak kompletnie inna drużyna niż ta, która opuszczała Bundesligę rok temu. Naturalnie, kilka nazwisk w kadrze Die Schwaben powtarza się, ale to mentalność i podejście do futbolu tak diametralnie różnią dzisiejszy Stuttgart od tego z sezonu 2015/16. Kampania, w której VfB zostało zdegradowane, była momentami aż groteskowo dziwna. Zespół o ogromnym potencjale ofensywnym (m.in. Werner, Didavi, Kostić, Kravets, Kruse, Maxim) przeplatał okresy absolutnej strzeleckiej indolencji z passami spektakularnych zwycięstw. Tak było zresztą nie tylko we wspomnianych rozgrywkach. Początku kłopotów klubu ze stolicy Badenii-Wirtembergii można upatrywać w roku 2013, bo właśnie wtedy pożegnano z Mercedes-Benz Arena ostatniego szkoleniowca, który na trenerskim stołku w Stuttgarcie wytrzymał pełny sezon.

Spadek okazał się dobrą okazją do zmiany priorytetów i ponownego nadania odpowiedniego kierunku rozwoju klubu. Porzucono równie bezsensowne, co kosztowne poszukiwania doświadczonych piłkarzy mających zapewnić jakość tu i teraz, a w zamian postanowiono wrócić do korzeni, czyli pracy z młodzieżą. A w tym stuttgartczycy zawsze byli wyśmienici – w końcu to właśnie w tej części Niemiec swoje kariery rozkręcali tacy piłkarze, jak Sami Khedira, Philipp Lahm, Mario Gómez czy Aleksander Hleb. Z najnowszych przykładów wystarczy wspomnieć rewelację minionego sezonu Bundesligi, Timo Wernera czy najnowszy nabytek Chelsea, Antonio Rüdigera (35 mln € odstępnego – przyp. red.).

Przed nadchodzącą kampanią VfB wydało już 13 mln € na sześciu piłkarzy. 4 mln € kosztował 28-letni Ron-Robert Zieler – doświadczony, renomowany bramkarz, który był członkiem kadry Joachima Löwa w 2014 roku, kiedy ta zdobywała mistrzostwo świata w Brazylii. Pozostałe nabytki Die Schwaben to niezwykle obiecujący gracze w granicach 19-22 lat. Aktualnie w lidze mistrzów świata tylko RB Lipsk może pochwalić się niższą średnią wieku swojej kadry.


Taka polityka transferowa VfB to ogromna zmiana w stosunku do stylu zarządzania klubem sprzed kilku lat, jednak wśród kibiców Die Roten coraz częściej pojawia się pytanie, czy tym razem nie przesadzono w drugą stronę. Jan Schindelmeiser, dyrektor sportowy klubu z południa Niemiec, w ostatnim czasie musi radzić sobie z falą krytyki, jaka spłynęła na niego w związku z postawą drużyny w letnich sparingach. Stuttgart nie wygrał bowiem żadnego z trzech meczów kontrolnych (stan na 25 lipca 2017), a przyczyn tej niekorzystnej serii upatruje się w zbyt wąskiej kadrze. Przez 45 minut jednego z letnich sparingów na środku obrony grało… dwóch skrzydłowych, bo aktualnie trener Hannes Wolf ma do dyspozycji tylko dwóch nominalnych stoperów. Kolejni dwaj (Benjamin Pavard – 21 lat, Jérôme Onguéné – 19 lat) są kontuzjowani, ale nawet gdyby byli w pełni sił, ciężko byłoby w nich upatrywać solidnego zabezpieczenia defensywy na wypadek kontuzji któregoś z podstawowych zawodników – Timo Baumgartla czy Marcina Kamińskiego.

Lokalne media donoszą, że na Mercedes-Benz Arena na pewno pojawią się jeszcze nowe nabytki mające wzmocnić pozycje defensywnego pomocnika i właśnie środkowego obrońcy. W kontekście centrum bloku obronnego mówi się o zainteresowaniu Markiem-Oliverem Kempfem z Freiburga, który ma za sobą wyśmienite EURO U-21 oraz Diego Reyesem z FC Porto. Za pierwszego trzeba byłoby jednak wyłożyć 15 mln €, a za drugiego 10, co znacznie przekracza budżet, jaki ustalił sobie na ten sezon klub wspierany przez Mercedesa. Mimo że te transfery są bardzo mało realne, nazwiska potencjalnych kandydatów pozwalają wysnuć wnioski na temat typu gracza, jakiego aktualnie poszukują w Stuttgarcie.


W tym przypadku działacze VfB nie rozglądają się za kolejną inwestycją w przyszłość, lecz chcą sprowadzić zawodnika doświadczonego i sprawdzonego, co z kolei jest fatalną informacją dla Marcina Kamińskiego. 21-letni Timo Baumgartl, któremu Polak partnerował w środku defensywy w ostatnim sezonie, jest nie do ruszenia (młodemu Niemcowi zdarza się nawet zakładać opaskę kapitańską – dod. red.). Wychowanek Die Schwaben jest ulubieńcem trybun, zarządu i trenera Wolfa – wszyscy wróżą mu ogromną karierę. To oznacza, że obecne poszukiwania stopera ukierunkowane są na znalezienie zastępcy dla byłego piłkarza poznańskiego Lecha. Pocieszający może być jednak fakt, iż – jak się zdaje – klub znad Neckaru nie nastawia się przesadnie na taki transfer. Prawdopodobnie, jeśli nie uda się znaleźć odpowiedniego kandydata w przystępnej cenie, śmiało dadzą szansę popularnemu „Kamykowi” na wykazanie się w Bundeslidze.


Powrót VfB Stuttgart do Bundesligi to świetna wiadomość dla każdego sympatyka niemieckiego futbolu. Do elity powraca bowiem jeden z najbardziej zasłużonych klubów, który w dodatku znakomicie wykorzystał rok spędzony na jej zapleczu. Gruntowne zmiany organizacyjne, które przeprowadzono na Mercedes-Benz Arena, przyniosły efekt w postaci awansu z pierwszego miejsca. Nowy menedżer wpisujący się w aktualny niemiecki trend, zaledwie 36-letni Hannes Wolf, korzysta z najnowszych metod treningowych, a przy tym ma swój styl oraz charyzmę, którą zaraża piłkarzy. Pochodzący z Bochum szkoleniowiec kładzie ogromny nacisk na tempo gry, a ćwiczenia mające na celu doskonalenie tego aspektu pojawiają się na jego zajęciach cały czas. To zwiastuje, że w nadchodzącej kampanii znów będziemy oglądać taki Stuttgart, jaki uwielbiają kibice, czyli grający szybką, ofensywną, atrakcyjną dla oka piłkę. Gwarantem goli ma być Simon Terodde, który w ostatnich dwóch sezonach strzelił 50 goli i dwukrotnie wywalczył koronę króla strzelców 2. Bundesligi. Jego pozostanie w klubie to kolejny sukces działaczy ze Stuttgartu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują zatem, że z czystym sumieniem będzie można zignorować słowa żywej legendy VfB Christiana Gentnera, który ostrzegał na łamach „Bilda”, że jeszcze nie cały zespół jest gotowy na wyzwanie, jakim jest Bundesliga.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *