Polityka transferowa Barcelony po przyjściu Dembele - foto główne

Nic nie jest dane na zawsze – włodarze FC Barcelony zdaje się zapomnieli o tej ponadczasowej maksymie. Wielki klub, którego gra była odnośnikiem dla pozostałych, przegapił bowiem moment, w którym należało pomyśleć o przyszłości. Słynna akademia La Masia zaczyna tracić na znaczeniu, a ponadto transferowa saga z Neymarem w roli głównej zakończyła się odejściem Brazylijczyka z Camp Nou. Nawet gigantyczny zastrzyk gotówki nie okazał się być dla Katalończyków dobrodziejstwem, a wręcz przysporzył kolejnych kłopotów. Dopiero przybycie Ousmane’a Dembélé pozwoliło Culés nieco odetchnąć z ulgą.

Pieniądze szczęścia nie dają

To stare i wyświechtane powiedzenie w przypadku Barcelony pasuje jednak jak ulał. Kataloński klub, zgodnie z zapisami w kontrakcie Neymara, otrzymał za niego 222 mln € i został zobligowany do zwolnienia piłkarza z umowy. Oczywiście pieniądze nie pochodziły z kieszeni Brazylijczyka, którego nie byłoby stać na tak gigantyczny wydatek. Rekordową kwotę wyłożyło Paris Saint-Germain, a konkretnie firma Qatar Sports Investments, która jest właścicielem francuskiej drużyny. Cena za 25-letniego skrzydłowego wydawała się być zaporowa m.in. ze względu na Finansowe Fair Play. Arabscy szejkowie postanowili dopisać jednak do FFP kolejny skrót – z o.o.


Odejście reprezentanta Canarinhos było dla Barcelony bolesne nie tylko z uwagi na klasę gracza, ale również czas. Na mniej niż miesiąc przed zamknięciem okna transferowego czołowe drużyny z najsilniejszych lig myślami są już przy inauguracji nowego sezonu i raczej nie biorą pod uwagę utraty kluczowego gracza. Dodatkowo wieść o zasobnym portfelu wicemistrzów Hiszpanii natychmiast sprawiła, że ustalono dla nich odrębny, mniej korzystny cennik. Z tego względu trudno jest działaczom Blaugrany znaleźć zastępstwo dla swojego byłego asa. Wśród potencjalnych kandydatów najczęściej wymieniało się nazwiska Philippe Coutinho oraz Ousmane Dembélé.

Jeszcze przed odejściem wychowanka Santosu Barça zagięła parol na rozgrywającego Liverpoolu, a media ochoczo informowały, że jego przenosiny na Camp Nou są „kwestią godzin”. Po raz kolejny potwierdziło się jednak, że rację miał Albert Einstein twierdzący, że czas jest względny. „Kwestia godzin” raz może oznaczać „kilka godzin”, a innym razem „nigdy”. Gracz z Ameryki Południowej w pierwotnym wariancie miał być wzmocnieniem drugiej linii Dumy Katalonii i w przyszłości zastąpić Andrésa Iniestę, który z wiekiem ma coraz więcej problemów zdrowotnych, a w efekcie notuje gorsze liczby niż przed kilkoma laty. Negocjacje z Liverpoolem nie należą do najłatwiejszych, zatem szybko można było się zorientować, że transfer nie ma prawa zamknąć się w kwocie poniżej 100 mln €. Na kilka dni przed końcem tegorocznego okna Barcelona nadal walczy o Brazylijczyka, a media donoszą, że najnowsza oferta wynosi 110 mln € + 40 mln € zmiennych.


W międzyczasie upadł temat Jeana Michaëla Seriego z Nicei, ale tylko dlatego, że Hiszpanie spóźnili się z aktywacją klauzuli. Później środowisko gracza zapewniło jednak, że zapis jest nadal ważny i czarnoskóry pomocnik może odejść za 40 mln €.


Gdzie ci wychowankowie?

La Masia przez wiele lat była symbolem silnej Barcelony i przykładem dla innych canter, jak należy szkolić młodzież. W tej drugiej kwestii nic się nie zmieniło, gdyż nadal w kategoriach juniorskich piłkarze Blaugrany święcą triumfy. Coraz trudniej jest im natomiast przebić się do pierwszej drużyny FCB, a jeśli nawet to się uda, pozostaje kręta droga do podstawowego składu. Nie każdemu wystarcza cierpliwości, co skutkuje odejściami, jak w przypadku Marca Bartry czy Thiago Alcântary.

Przed laty trzon katalońskiego zespołu tworzyli gracze, którzy byli produktem klubowej szkółki. Bramki strzegł Victor Valdés, linią obrony dyrygował Carles Puyol, którego później wspomagali Gerard Piqué czy Jordi Alba. W drugiej linii królowali Xavi do spółki z Iniestą, a potem także Sergio Busquetsem. W ataku do dziś występuje niezastąpiony Lionel Messi. Część z tych zawodników zakończyła już kariery lub odeszła z Camp Nou, a w ich miejsce nie pojawili się nowi wychowankowie. Sytuacja pod tym względem może pogorszyć się jeszcze bardziej, wszak pozostali, którzy znajdują się w zespole Ernesto Valverde, do najmłodszych nie należą, a następców nie widać. Dla porównania, jeszcze pięć lat temu Barcelona przez godzinę potrafiła grać wyłącznie wychowankami w meczu z Levante.


Problem starzejącej się kadry został zauważony rok temu, kiedy drużynę 24-krotnego mistrza Hiszpanii wzmocniło kilku zawodników poniżej 24. roku życia. Zabrakło jednak wychowanków, a zamiast tego wydano ponad 100 mln € na nowych piłkarzy. W tym okienku również starano się pozysakć przyszłościowych graczy, aż w końcu za 40 mln € zakontraktowano… 29-letniego Paulinho. Grający przez ostatnie dwa lata w lidze chińskiej pomocnik ma w dodatku walczyć o miejsce w drugiej linii, gdzie nie brak doświadczonych graczy. Taka polityka transferowa może skłonić w ostateczności Denisa Suáreza (23 lata) czy Rafinhę (24 lata) do poszukania szczęścia gdzie indziej. A chętnych na ich usługi z pewnością nie zabraknie…


Valverde kozłem ofiarnym?

Były szkoleniowiec Athleticu nie przybył na Camp Nou w ostatniej chwili, więc włodarze Barçy mieli odpowiednio dużo czasu, aby nakreślić z nowym trenerem kształt drużyny na sezon 2017/18. Indolencja na runku transferowym sprawiła jednak, że Katalończycy rozpoczęli sezon z ewidentnymi brakami kadrowymi i nie widać, aby zmniejszała się różnica do Realu Madryt, który samym utrzymaniem obecnych piłkarzy pokazał siłę, a w dodatku wzmocnił się młodymi graczami: Danim Ceballosem, Marcosem Llorente czy Jesúsem Vallejo (dwaj ostatni powrócili z udanych wypożyczeń – przyp. red.).

Na razie złość Culés skupiona jest na zarządzie, z prezydentem Josepem Marią Bartomeu na czele. Fani Barcelony wręcz domagają się jego dymisji, wszak w ich mniemaniu to właśnie 54-latek odpowiada za nieudolną i nierozważną politykę transferową. Sytuacja może się zmienić, jeśli ich ulubieńcom częściej zacznie podwijać się noga, a za wyniki drużyny odpowiedzialnością zostanie obarczony Valverde. Porażka w Supercopa de España tragedią jeszcze nie jest, zwłaszcza w obliczu ważniejszych celów, jak chęć powrotu na tron w Primera División czy podbicie Ligi Mistrzów.

Źródło: Sport.es
Źródło: Sport.es

Dla Baska przygoda z Barceloną miała być ukoronowaniem kariery menedżerskiej, podczas której nieraz udowodnił, że jest w stanie wycisnąć z drużyny maksimum możliwości. Teraz jednak Valverde stoi przed trudną i niewdzięczną misją przeprowadzenia podopiecznych przez okres przejściowy po Luisie Enrique.


Sukces na ostatniej prostej

Piątek był dniem, kiedy z ulgą mogli wreszcie odetchnąć wszyscy, którym na sercu leży dobro katalońskiego klubu. Zgodnie z zapowiedziami, późnym popołudniem oficjalnie zostało potwierdzone pozyskanie Ousmane’a Dembélé. Po długich negocjacjach i ustalaniu ostatnich szczegółów w końcu oświadczono, że Francuz za 105 mln € przeniesie się z Borussii Dortmund do Barcelony, a kwota może wzrosnąć o kolejne 40 mln € w zależności od osiągnięć piłkarza i drużyny.


W kontrakcie 20-latka zapisano także klauzulę wykupu w wysokości 400 mln €, co przynajmniej na razie powinno odstraszyć potencjalnych nabywców.


Dembélé będzie musiał szybko udowodnić swoją wartość, gdyż przejmie po Neymarze prestiżowy numer 11. 20-latek bez wątpienia posiada ponadprzeciętny talent i już w pierwszym sezonie na niemieckich boiskach zachwycił obserwatorów.

Podczas negocjacji między zainteresowanymi stronami reprezentant Trójkolorowych wykazał się jednak nieprofesjonalnym podejściem do swoich obowiązków bojkotując treningi, aż w końcu został przez Borussię zawieszony. Nie był to zresztą jego pierwszy tego typu występek…


Na Camp Nou wychowanek Stade Rennais znowu ma czystą kartę, choć szybko będzie musiał udowodnić, że zainwestowane pieniądze nie zostały zmarnotrawione. W Bundeslidze potwierdził, że jest w stanie szybko zaadaptować się do nowych warunków w lepszej lidze i mocniejszym klubie. To doświadczenie będzie musiało mu wystarczyć za przetarcie przed przystąpieniem do podboju najsilniejszej ligi na Starym Kontynencie. Ousmane Dembélé z pewnością będzie symbolem Barcelony Valverde. Pytanie tylko, jaka to będzie Barcelona?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *