Club Atletico de Madrid v FC Bayern Muenchen - UEFA Champions League Semi Final: First Leg - Jose Gimenez

Dobrą alternatywą dla brazylijskich i argentyńskich talentów sprowadzanych do Europy za ogromne pieniądze wydają się gracze z Urugwaju. Mniej niż milion euro zapłaciły chociażby Groningen za Luisa Suáreza czy Villarreal za Diego Godína. Tą drogą w 2013 roku poszło także Atlético, które za około 900 tys. € zakontraktowało José Giméneza. Środkowy obrońca świetnie rozwijał się pod wodzą Diego Simeone i znalazł się nawet na liście życzeń innych klubów mających mocarstwowe ambicje. Od jakiegoś czasu 22-latek ma jednak problemy z regularną grą, a kiedy już otrzymuje szansę, popełnia błędy.

Dojrzewanie pod okiem Simeone

Giménez jest wychowankiem Danubio FC, w barwach którego zadebiutował jeszcze przed osiągnięciem pełnoletniości. W swoim premierowym sezonie w seniorskim futbolu zdołał wywalczyć miejsce w podstawowym składzie zespołu z Montevideo, co następnie zaowocowało transferem do Los Rojiblancos. Mimo młodego wieku „Josema” został od razu włączony do kadry pierwszej drużyny Atlético. Dla Urugwajczyka stanowiło to niemałą nobilitację, gdyż inni zdolni piłkarze z Ameryki Łacińskiej, tacy jak Caio Henrique czy Nicolás Schiappacasse, muszą zadowolić się grą w klubowych rezerwach i jedynie okazjonalnymi zaproszeniami na treningi do Diego Simeone.

Na Vicente Calderón nikt jednak nie zamierzał rzucać utalentowanego nastolatka na głęboką wodę, więc początkowo urodzony w Toledo defensor mógł zapomnieć o regularnych występach. Zamiast tego miał czerpać z doświadczenia rodaka Diego Godína oraz Brazylijczyka Mirandy, którzy tworzyli wówczas najlepszą defensywę w Primera División. Dodatkowo do ekipy Los Colchoneros sprowadzono z Ajaksu Toby’ego Alderweirelda, który również znalazł się w hierarchii przed Giménezem. Tak doświadczeni piłkarze dysponujący całym spektrum umiejętności byli dla debiutującego na Starym Kontynencie obrońcy doskonałym punktem odniesienia.

Początek kampanii 2013/14 był w wykonaniu madryckiego klubu wyjątkowo udany. Atleti kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa, lecz bez udziału Urugwajczyka. Giménez zazwyczaj nie znajdował się w kadrze meczowej, ale mimo braku choćby jednego meczu na koncie otrzymał we wrześniu powołanie do kadry narodowej na mecze eliminacji mistrzostw świata. Spotkanie z Peru młody stoper obejrzał z perspektywy ławki rezerwowych, a zadebiutował dopiero w wygranym przez La Celeste 2:0 pojedynku z Kolumbią 10 września 2013 roku.


Po powrocie do klubu nadarzyła się okazja do debiutu w barwach Rojiblancos, a wszystko przez niedyspozycję João Mirandy zmagającego się z gorączką. Ekipa znad Manzanares mierzyła się z Almeríą i choć zdołała zwyciężyć 4:2, w grze Giméneza można było dostrzec mankamenty w przygotowaniu szybkościowym oraz zwyczajnie brak doświadczenia. W swoim pierwszym sezonie w Madrycie Latynos otrzymał jeszcze dwie szanse na pokazanie się – obie w dwumeczu Copa del Rey z Sant Andreu. Mimo minimalnego wkładu w ostateczny sukces, swoje CV powiększył także o mistrzostwo Hiszpanii.


Cel – pierwszy skład

Kolejne rozgrywki miały przynieść Giménezowi więcej okazji do regularnej gry, co zwiastowało wypożyczenie do Southamptonu Alderweirelda, w miejsce którego włodarze Atlético nie sprowadzili żadnego nowego środkowego obrońcy gotowego do gry w wyjściowej jedenastce. Wprawdzie na Calderón zawitał kolejny urugwajski talent – Emiliano Velázquez, lecz od razu został wypożyczony do Getafe. Wartość wychowanka Danubio wzrosła dodatkowo po udziale w brazylijskim mundialu. Óscar Tabárez zdecydował się jednak postawić na piłkarza, który nie miał odpowiedniego ogrania w klubie i wystawił go w trzech z czterech spotkań MŚ 2014. Urugwaj z Giménezem w składzie pokonał Anglię i Włochy, ale przegrał w 1/8 finału z Kolumbią.

W sezonie 2014/15 „Josema” był już etatowym członkiem kadry meczowej Atlético, lecz nadal musiał ustępować miejsca bardziej doświadczonym kolegom. Niemniej jego obecność w wyjściowej jedenastce była dla stołecznej drużyny swoistym talizmanem, a sam 22-latek skrzętnie wykorzystywał otrzymywane szanse. W meczu z Espanyolem Rojiblancos zachowali czyste konto, a Urugwajczyk popisał się asystą. Następnie uczestniczył w kilku wygranych meczach, a w potyczce z Elche zaliczył wreszcie premierową bramkę, kończąc składną akcję całego zespołu strzałem, którego nie powstydziłby się żaden gracz ofensywny.

Kłopoty zdrowotne Mirandy przysporzyły kadrowiczowi La Celeste jeszcze więcej występów. Postawa Giméneza w tamtym czasie okazała się na tyle dobra, że nawet kiedy Brazylijczyk był w pełni dyspozycji, Simeone nie bał się stosować rotacji. Doskonałymi przetarciami były konfrontacje ze słabszymi zespołami, lecz czasami sytuacja wymagała także stawienia czoła najlepszym. Tak było m.in. w ćwierćfinale Pucharu Króla, w którym przeciwnikiem Atlético był Real Madryt. Podopieczni argentyńskiego taktyka prowadzili 1:0, a na kwadrans przed końcem wynik podwyższył José Giménez, który tym razem w stylu swojego starszego kolegi z reprezentacji zdobył bramkę głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.



Gorąca głowa

Przed poprzednią temporadą Vicente Calderón na rzecz San Siro zamienił João Miranda, a powracający z wypożyczenia Alderweireld opuścił Atlético definitywnie i związał się z Tottenhamem. To jeszcze bardziej ugruntowało pozycję Giméneza, którego nowym konkurentem został Stefan Savić. „Cholo” dostrzegał także utalentowanego wychowanka Lucasa Hernándeza, ale Czarnogórzec i Francuz musieli jednak uznać, przynajmniej na początku, wyższość urugwajskiego duetu.

Szkoleniowiec z Buenos Aires długo stawiał na Giméneza. Savić rzadko otrzymywał szanse i był zmuszony cierpliwie czekać, zwłaszcza że obrona Atletich w sezonie 2015/16 spisywała się znakomicie. Jan Oblak przed rokiem z powodzeniem walczył o pobicie rekordu najmniejszej średniej liczby traconych bramek w LaLiga, który pozostawał nienaruszony od ponad dwudziestu lat. Młody Urugwajczyk miał oczywiście w tym wyniku swój udział, lecz znacznie lepiej podczas swoich występów spisywał się gracz z Bałkanów. Wychowanek FK BSK Borča był niemalże bezbłędny, a w meczach z jego udziałem Los Colchoneros tracili bramki najrzadziej.


W końcówce ubiegłorocznych rozgrywek 22-latek doznał kontuzji, ale po rehabilitacji szybko powrócił do wyjściowego składu. Atlético czekał wówczas ćwierćfinałowy dwumecz Ligi Mistrzów z Bayernem. Pierwsze spotkanie na Vicente Calderón zakończyło się minimalnym zwycięstwem gospodarzy 1:0. W rewanżu natomiast Niemcy odrobili straty po rzucie wolnym egzekwowanym przez Xabiego Alonso. Po drodze piłka odbiła się właśnie od Giméneza, co kompletnie zmyliło Oblaka. To akurat można jeszcze zrzucić na karb pecha, choć rozstawione szeroko nogi prosiły się o wyszukanie tej luki przez rywala. Trudno natomiast wytłumaczyć złapanie „w pół” Javiego Martíneza w jednej z późniejszych akcji i sprokurowanie rzutu karnego. Na szczęście dla samego winowajcy i fanów Rojiblancos, na wysokości zadania stanął słoweński golkiper, który znakomicie obronił „jedenastkę” wykonywaną przez Thomasa Müllera.


Karą dla 22-letniego defensora była nieobecność w składzie na finał Champions League, na który desygnowany został Stefan Savić. Według hiszpańskiej prasy Giménez miał wyrazić ogromne niezadowolenie z zaistniałej sytuacji i wręcz domagać się odejścia z klubu. Chętnych na jego usługi nie brakowało, a najczęściej w kontekście transferu przewijały się nazwy Arsenalu oraz… Realu Madryt. Klauzula wykupu zawarta w kontrakcie Urugwajczyka wynosi 65 mln € i tyle byli ponoć gotowi wyłożyć Królewscy (w grę wchodziła także wymiana na Moratę – dod. red.). Sam zainteresowany odmówił komentarza, co jeszcze bardziej podsyciło medialne doniesienia. Koniec końców skończyło się na pozostaniu u obecnego pracodawcy.


Trwające rozgrywki Giménez rozpoczął już jako rezerwowy, gdyż w hierarchii wyżej od Urugwajczyka znalazł się Savić. Drużyna z Czarnogórcem w składzie radziła sobie świetnie i podczas pierwszych sześciu kolejek straciła tylko dwie bramki. Szansą dla stopera z Ameryki Południowej było starcie w Lidze Mistrzów, ale i tym razem rzut karny został podyktowany po jego interwencji. Na usprawiedliwienie gracza Atlético trzeba jednak oddać, że kartka należała się, ale dla wymuszającego „jedenastkę”. Uzasadnienia nie ma jednak do sytuacji z ligowego meczu z Osasuną, kiedy Giménez odepchnął przeciwnika w sytuacji bez piłki. Ciekawostką jest fakt, że oba karne zostały wybronione przez Jana Oblaka.



Na pograniczu

Z czasem linia defensywna Atletich zaczęła grać gorzej niż przyzwyczaiła do tego w ostatnich latach, co ma związek z obniżeniem formy całego zespołu. Musiało się to odbić na liczbie traconych goli, gdyż w ekipie Simeone każdy jest odpowiedzialny za bronienie dostępu do własnej bramki. Wszystko zaczęło się na przełomie października i listopada, a więc pod nieobecność kontuzjowanego Giméneza. Najbardziej bolesnym doświadczeniem dla fanów z Calderón była oczywiście sromotna porażka derbowa 0:3 z Los Blancos. Po niej Urugwajczyk zacząć grać częściej, a w siedmiu meczach z nim w składzie Rojiblancos dali sobie wbić tylko jednego gola.

Posunięciem, które miało być także szansą dla 22-letniego piłkarza, było wystawienie go w roli defensywnego pomocnika. Na tej pozycji Giménez występował w czasach juniorskich, więc nie była to dla niego zupełna nowość. Szkoleniowiec Los Colchoneros był zmuszony do takiego rozwiązania, gdyż w obecnym sezonie cierpi na chroniczny brak środkowych pomocników o inklinacjach defensywnych. W nowej roli Urugwajczyk został sprawdzony tylko kilka razy, a szczególnie przydatny okazywał się w trakcie spotkań, w których Simeone chciał wprowadzić więcej spokoju w środku pola. Efekt? Ani jednej straconej bramki z Giménezem jako pivotem! Największym mankamentem 22-latka było jednak wyprowadzanie piłki, co mogło być spowodowane nałożonymi nań ramami taktycznymi albo po prostu niewystarczającym przystosowaniem się do nowych warunków. Ostatecznie jednak „Josema” nie zdołał się przebić do podstawowego składu Atlético jako pomocnik.

W ostatnich spotkaniach Giménez może liczyć jedynie na epizodyczne występy, lecz Stefan Savić robi wiele, aby ustąpić miejsca swojemu młodszemu koledze. Nie można również zapominać o obecności Lucasa, który w obecnej kampanii rozegrał tylko 90 minut mniej od Urugwajczyka. W przypadku Latynosa najważniejsze będzie zapanowanie nad emocjami, które często biorą górę nad rozsądkiem i chłodną oceną boiskowej sytuacji. Nie sposób odmówić mu umiejętności czy talentu, zatem jego problem tkwi gdzieś w sferze mentalnej.


Przed wielkim wyzwaniem stoi zatem Diego Simeone, który twierdzi, że ma „czterech najlepszych środkowych obrońców na świecie”. Dwa miejsca w podstawowym składzie powodują, że zawsze któryś ze stoperów będzie pokrzywdzony lub niezadowolony z liczby otrzymywanych minut. Kontrakt Giméneza wygasa już w przyszłym roku, więc latem włodarze, sztab trenerski Atlético i sam gracz będą musieli podjąć konkretną decyzję w sprawie przyszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *