Polacy, którzy nie poradzili sobie zagranicą - foto główne (Kopiowanie)

Już od kilku miesięcy było jasne, że najpóźniej do lata będziemy mogli podziwiać grę Szymona Żurkowskiego na krajowych boiskach. Pomocnik Górnika Zabrze, porównywany przez zagraniczne media do Zbigniewa Bońka czy Franka Lamparda przenosi się do Fiorentiny, ale do końca sezonu pozostanie jeszcze w ekipie Marcina Brosza na zasadzie wypożyczenia. Następnie czeka go niezwykle trudne zadane, gdyż już niejeden młody zawodnik z Ekstraklasy wyjeżdżał do solidnego klubu, by udowodnić tam swoją wartość, a chwilę później wracał do ojczyzny z podwiniętym ogonem. Oto zestawienie pięciu polskich piłkarzy, których kariera na nie potoczyła się optymalnie po opuszczeniu rodzimej ligi.

1. Rafał Wolski (Lechia Gdańsk / wcześniej ACF Fiorentina)

Źródło: Legia.Net
Źródło: Legia.Net

Ofensywny pomocnik po bardzo dobrym sezonie w barwach Legii Warszawa otrzymał mnóstwo ofert, a liczni eksperci twierdzili, że Ekstraklasa jest już zbyt ciasna dla młodzieżowego reprezentanta Polski. Ostatecznie Wolski przeniósł się, podobnie jak teraz Żurkowski, do Fiorentiny za 2,7 mln €, co okazało się kompletnie nietrafionym ruchem. W stolicy Toskanii wychowanek Wojskowych miał ogromne problemy z aklimatyzacją i regularną grą. Dość powiedzieć, że przez cały pobyt we Włoszech udało mu się rozegrać zaledwie 16 spotkań, w których zdobył jedną bramkę i zanotował dwie asysty. Sztab szkoleniowy Violi starał się jednak zapewnić Wolskiemu regularne występy wysyłając go na wypożyczenia do Serie B (FC Bari) czy Jupiler Pro League (KV Mechelen), jednak nawet tam nie pokazał się z dobrej strony. We Florencji stracili więc cierpliwość do 25-letniego piłkarza, w związku z czym najpierw został wypożyczony do Wisły Kraków, gdzie odzyskał formę, a potem definitywnie sprzedany do Lechii Gdańsk.


Na pamiątkę z Florencji pozostaje Wolskiemu jedyne, aczkolwiek efektowne trafienie w meczu z Atalantą.



2. Bartłomiej Pawłowski (Lechia Gdańsk / Málaga CF)

0e14fc7eaa363b76b5af4158a05165bf (Kopiowanie)

Dynamiczny skrzydłowy po udanych rozgrywkach 2012/13 w zespole Widzewa miał spore powody do optymizmu, jednak nikt nie spodziewał się, że po zawodnika zgłosi się czołowy wówczas klub Primera División. Z nowymi, bogatymi właścicielami ekipa z południa Hiszpanii miała wtedy mocarstwowe plany, ale chciała również zabezpieczyć się na przyszłość, stąd transfer Polaka. Pawłowski w Maladze grał jednak tylko na początku sezonu – zdobył nawet bramkę w meczu z Realem Valladolid i zagrał 63. minuty w konfrontacji z wielką Barceloną.

Potem sytuacja wychowanka akademii Promienia Opalenica mocno się skomplikowała. W zespole Boquerones zmienił się trener, a Pawłowski albo siedział na ławce, albo w ogóle nie był powoływany do kadry. Ostatecznie skończyło się na ośmiu meczach w LaLiga, a mimo to Hiszpanie chcieli wykupić skrzydłowego z Widzewa. Szybsza okazała się jednak gdańska Lechia, która wykładając na stół 600 tys. € przejęła Pawłowskiego. Od tego czasu 24-latek zalicza notoryczny zjazd w dół.


3. Dominik Furman (Wisła Płock / Toulouse FC / Hellas Verona)

DDU8g-xXUAAsTeo

Kreatywny pomocnik, który potrafił (potrafi?) zrobić z piłką wszystko, łącznie z dokładnym dośrodkowaniem czy dograniem co do milimetra. Nic dziwnego, że świetny technicznie piłkarz w końcu chciał spróbować sił za granicą. Trafił do Ligue 1, a konkretnie do Toulouse FC, gdzie zupełnie się jednak nie przebił. Jego bilans we Francji zamknął się w pięciu występach, po których przyszło wypożyczenie do Hellas Verona.


W ostatniej drużynie Serie A Furman całą rundę przesiedział na ławce rezerwowych, wchodząc na murawę dopiero w ostatniej kolejce i to na zaledwie 19 minut. Po tej nieudanej włoskiej przygodzie blondwłosy pomocnik powrócił do Polski – został wypożyczony do Wisły Płock, która ostatecznie zdecydowała się go wykupić. W Ekstraklasie wychowanek Szydłowianki Szydłowiec ponownie zaczął grać regularnie i stał się ważną postacią ekipy Nafciarzy.


4. Wojciech Pawłowski (Górnik Zabrze / Udinese Calcio)

Źródło: FAKT
Źródło: FAKT

„We will say what time wille tell”, „I have okazejszyn to face to face” – te teksty zna już każdy polski kibic. Wojciech Pawłowski już pierwszą wypowiedzią w klubowej telewizji nakreślił swoje dalsze losy w Udinese. Polski golkiper, oprócz komicznego wywiadu, nie pokazał na Stadio Friuli niczego, co mogłoby skłonić Zebrette do zatrzymania go w składzie. 24-latek nawet nie zadebiutował w pierwszym zespole Bianconeri Friuliani, a nie wiodło mu się również na wypożyczeniu w drugoligowej Latinie.

Po swoich wyczynach we Włoszech Pawłowski szybko powrócił do Polski, gdzie jego kariera również przypominała równię pochyłą. Śląsk Wrocław, Bytovia Bytów, Rozwój Katowice, a ostatnio Górnik Zabrze. W ekipie prowadzonej przez Marcina Brosza przegrywał rywalizację z młodym Tomaszem Loską i ponownie musiał się zadowolić rolą rezerwowego.




5. Filip Starzyński (Zagłębie Lubin / KSC Lokeren OV)

Źródło: Katowicki Sport
Źródło: Katowicki Sport

Z Polski wyjeżdżał jako ukształtowany pomocnik, który szybko stał się liderem Ruchu Chorzów. Eksperci wróżyli mu sporą karierę, szczególnie że nie porywał się z „motyką na słońce”, lecz wybrał średniaka belgijskiej ligi – KSC Lokeren.


W byłym klubie Włodzimierza Lubańskiego popularny „Figo” miał zrobić kolejny krok do przodu, a potem trafić do silniejszego klubu. Nic z tych rzeczy. Starzyński potknął się już na pierwszej poważniejszej przeszkodzie. Nie znał języka, nie potrafił się zaaklimatyzować w multikulturowym zespole (w sezonie 2015/16 barwy Lokeren reprezentowało aż 20 obcokrajowców – przyp. red.) i tym samym grał mało. Skończyło się na 10 występach i powrocie do Polski, gdzie rozgrywającego przejęło Zagłębie Lubin. W Ekstraklasie szczecinianin ponownie był wiodącą postacią swojej drużyny, co poskutkowało jego definitywnym wykupieniem.




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *