Brighton i Huddersfield w Premier League - grafika

Podczas gdy u progu sezonu uwaga wszystkich skupiła się na wielkich firmach, nieco z boku do Premier League dołączyły Huddersfield Town oraz Brighton & Hove Albion. Dwaj beniaminkowie będą chcieli udowodnić, że niemożliwe nie istnieje i pozostać w angielskiej elicie na dużej niż przysłowiową chwilę. Wygląda jednak na to, że przynajmniej jedna z tych drużyn będzie mieć spore problemy z utrzymaniem w najwyższej klasie rozgrywkowej. Która? Zapraszamy do naszej analizy.

Na początek przenieśmy się do południowej Anglii. Urokliwe portowe miasto znaneprzede wszystkim z University of Sussex – jednej z najlepszych uczelni wyższych w całej Wielkiej Brytanii. Turystyczna stolica, gdzie co roku chętnie przybywają nie tylko Wyspiarze, ale także obcokrajowcy, aby naładować akumulatory. Mowa oczywiście o dystrykcie Brighton & Hove, który siedemnaście lat temu z woli królowej Elżbiety II otrzymał status city, ale dopiero teraz będzie mógł pochwalić się posiadaniem drużyny w Premier League.

Kiedy w 2016 roku Brighton & Hove Albion zajęło trzecie miejsce w tabeli Championship, wydawało się, że futbolowy raj jest już na wyciągnięcie ręki. Dwie porażki w końcówce sezonu i przegrana w play-offach z Sheffield Wednesday oznaczały jednak, że plany o podboju Premier League trzeba było odłożyć minimum o kolejny sezon. I tak też się stało. W rozgrywkach 2016/17 drużyna The Seagalls już na trzy kolejki przed końcem była pewna promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej. Czy jednak będzie w stanie na dłużej zadomowić się w sportowo-finansowym eldorado zwanym Premier League?

Ostatnie lata w Brighton najlepiej określa jedno słowo – „rewolucja”. W 2009 roku, kiedy klub znajdował się jeszcze w League One, za 200 mln £ kupił go… były pokerzysta Tony Bloom. 47-latek na dzień dobry wydał blisko 90 mln na budowę nowej areny. The Amex Stadium należy zresztą obecnie do najpiękniejszych w całej Anglii. Oddanie do użytku nowoczesnego i funkcjonalnego obiektu miało miejsce w 2011 roku, kiedy popularne Mewy awansowały do Championship. I właśnie tam spędziły sześć kolejnych sezonów.

Tony Bloom, mimo swojego ogromnego majątku, wygląda bardziej na racjonalistę niż szaleńca. Sprowadzony przed nową kampanią Holender Davy Pröpper został najdroższym nabytkiem klubu z południowej Anglii, a kosztował, jak na obecne realia, zaledwie 13 mln €.


W brytyjskich warunkach to kwota wręcz śmieszna. Nie przez przypadek zresztą przez lata mówiło się, że największymi gwiazdami w Brighton byli… trenerzy. Na Falmer Stadium Bloom zatrudniał już znanego z boisk Premier League Gustavo Poyeta, czy też legendę Liverpoolu, Fina Samiego Hyypię. Dziś ekipę The Seagalls prowadzi charyzmatyczny Chris Hughton. 58-letni szkoleniowiec potrafił w krótkim czasie znakomicie poukładać drużynę, która w poprzednim sezonie zajęła drugą lokatę w Championship.

Nie byłoby to jednak możliwe bez odpowiednich wykonawców. Jak już było wspomniane, Bloom nie wydaje kroci na nowych graczy. Najważniejszą postacią zespołu beniaminka z East Sussex od dwóch sezonów jest 25-letni Francuz Anthony Knockaert. Szybki, przebojowy piłkarz ze znakomitym strzałem i podaniem trafił do Brighton w 2015 roku przechodząc za 3,5 mln € z belgijskiego Standardu Liège. Porównywany do Riyada Mahreza pomocnik przed laty grał w drużynie Leicester City, jednak Algierczyk okazał się być dla Francuza zbyt wymagającym konkurentem. Momentem, który kibice Lisów mogą kojarzyć z Anthonym jest niewykorzystany rzut karny w 2013 roku przeciwko Watfordowi w dramatycznej końcówce meczu play-off o awans do elity. Kilkanaście sekund później Szerszenie zdobyły bramkę po kontrataku, czym ostatecznie pogrzebały szansę Leicester na promocję do angielskiej ekstraklasy.

Poprzednie rozgrywki wywindowały Knockaerta do miana jednego z najciekawszych zawodników na Wyspach. 15 goli i 9 asyst na poziomie Championship sprawiło, że został wybrany najlepszym piłkarzem całej ligi.


Kluczem do skutecznej gry The Seagalls jest dobra organizacja taktyczna. Każdy zawodnik ma ściśle określoną rolę w zespole. Za strzelanie bramek odpowiedzialny jest weteran Premier League Glenn Murray. 33-latek w poprzednim sezonie zdobył aż 22 gole na zapleczu ekstraklasy i Chris Hughton liczy, że w najwyższej klasie rozgrywkowej będzie podobnie. Zawodnikiem, na którego warto zwrócić uwagę powinien być także Tomer Hemed. Izraelczyk z polskim paszportem w ubiegłej kampanii ustrzelił 11 ligowych bramek, jednak to nie ofensywa, lecz obrona jest główną siłą Brighton. Żelaznym punktem drużyny był bramkarz David Stockdale, który latem odszedł do Birmingham City. W jego miejsce sprowadzono Mathew Ryana, ale w sparingach Australijczyk nie zaprezentował się z najlepszej strony.


Nawet najlepsza defensywa ubiegłego sezonu w Championship, jaką dysponowało Brighton, może nie wystarczyć do utrzymania w Premier League. W klubie jest wprawdzie kilku doświadczonych zawodników, jak Rosenior, Pocognoli, Bong, Sidwell czy Hünemeier, ale dopiero po czynach poznamy ekipę, która w szeregi najlepszych wraca po 35 latach nieobecności.

Zdecydowanie więcej problemów z utrzymaniem będzie miało jednak Huddersfield Town. Zespół, który od dwóch lat prowadzi trener David Wagner, wraca do angielskiej elity po czterdziestu pięciu latach! Awans The Terriers był tym większą sensacją, że zaledwie rok temu zajęli oni dziewiętnaste miejsce w Championship i do ostatnich kolejek drżeli o ligowy byt. Czwarta lokata w rozgrywkach 2016/17 musiała więc wzbudzić na Wyspach niemałe zdziwienie. Jeszcze większe niedowierzanie przyniosły play-offy, w których podopieczni niemieckiego szkoleniowca dwukrotnie rzutami karnymi pokonywali papierowych faworytów – Sheffield Wednesday i Reading. Bohaterem obu konkursów jedenastek był Walijczyk Danny Ward i jeżeli kogokolwiek można było w Huddersfield rozpatrywać w kontekście gwiazdy drużyny, to właśnie 24-letniego bramkarza.


Było, bowiem fantastyczny sezon na Kirklees Stadium zaowocował powrotem do Liverpoolu. Ward, mający na swoim koncie udział w tak udanym dla Walijczyków EURO 2016, nie jest zresztą jedyną konotacją Huddersfield ze słynnymi The Reds. Menedżer beniaminka w latach 1991-1995 był zawodnikiem FSV Mainz, gdzie pewny plac gry miał obecny opiekun Liverpoolu Jürgen Klopp. Jakby tego było mało, zanim Wagner trafił do Huddersfield, był trenerem rezerw Borussii Dortmund i blisko współpracował z popularnym „Kloppo”. Abstrahując jednak od znajomości opiekuna drużyny z West Yorkshire, sensacyjny awans jest w głównej mierze jego zasługą. I o ile w Brighton trener jest gwiazdą, to w Huddersfield szkoleniowiec ma status człowieka-instytucji. Przy niewielkich nakładach finansowych 45-letni Niemiec potrafił znakomicie dobrać wykonawców, którzy przynieśli spełnienie marzeń kibiców, ale i jego samego.

Źródło: Liverpool Echo
Źródło: Liverpool Echo

Dla Wagnera to bowiem pierwsza samodzielna praca w roli pierwszego trenera. W obliczu awansu do Premier League postanowiono wzmocnić drużynę, choć i tak kadra The Terriers nie rzuca na kolana. Najlepszym strzelcem drużyny był wypożyczony, a 1 lipca bieżącego roku wykupiony z Ingolstadt, Elias Kachunga. 12 bramek piłkarza pochodzącego z Demokratycznej Republiki Konga to bilans przeciętny, ale za zdobywanie goli w elicie ma być odpowiedzialny najnowszy nabytek klubu – Steve Mounié.

13 mln € to kwota, jaką szefowie Huddersfield przelali na konto Montpellier HSC. Ciemnoskóry 22-latek w ubiegłym sezonie Ligue 1 aż czternastokrotnie pakował piłkę do siatki rywali i Wagner liczy, że na Wyspach nie zatraci skuteczności. Alternatywą w ataku powinien być Laurent Depoitre, za którego beniaminek zapłacił FC Porto 4 mln €. Defensywę klubu z John Smith’s Stadium będą starali się trzymać w ryzach pozyskany z Kopenhagi Duńczyk Matthias Zanka Jørgensen i Christopher Schindler. Ciekawym piłkarzem na skalę krajową może być Aaron Mooy – w poprzednich rozgrywkach wypożyczony z Manchesteru City, a dziś już pełnoprawny piłkarz Huddersfield Town. Rozpoznawalną postacią jest także Niemiec Chris Löwe, który bezskutecznie próbował robić karierę w Borussii Dortmund Jürgena Kloppa.


Z dwójki tegorocznych nowicjuszy większe szanse na utrzymanie daje się Brighton. Ekipa trenera Hughtona posiada w swoich szeregach większą liczbę klasowych zawodników od tej, której szefem jest David Wagner. Pierwszy sezon dla beniaminków jest zwykle łatwiejszy od tego drugiego, pytanie tylko, czy obie drużyny dotrwają do końca rozgrywek bez szwanku i w sierpniu 2018 roku będą przygotowywały się do kolejnej kampanii w najbogatszej lidze świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *