DKwR_M2WAAY23Bz

Jedni uważali, że to najciekawsze starcie nie tylko tego tygodnia, ale całej piłkarskiej jesieni, inni natomiast przekonywali, że to jedynie zwykły, grupowy pojedynek. Nie ulegało jednak wątpliwości, że na rywalizację w „Parku Książąt” z niecierpliwością czekali wszyscy fani futbolu. I mimo, że długimi fragmentami była to konfrontacja jednostronna, to niewiele osób mogło odejść od telewizora z zarysowanym na twarzy rozczarowaniem. Les Parisiens po raz pierwszy wysłali jasny sygnał, że ten sezon może przynieść im zdecydowanie więcej radości niż poprzednie miesiące.

Lewandowski vs Cavani, Neymar vs James Rodríguez, Veratti vs Thiago Alcântara czy Ancelotti vs Emery – gwiezdne wojny na Parc de Princes przynajmniej na papierze były jednym z najważniejszych, obok gier Borussii z Realem czy Atlético z Chelsea, wydarzeniem piłkarskiego tygodnia.


Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego wiadomo było jednak, że obaj trenerzy nie będą mogli liczyć na wszystkich swoich zawodników. Były opiekun Sevilli już od jakiegoś czasu nie może wpisać do protokołu meczowego Javiera Pastore, ale ze znacznie większymi utrudnieniami musiał się mierzyć ten, który w 2014 roku doprowadził Real Madryt do zwycięstwa w najbardziej prestiżowych rozrywkach na Starym Kontynencie. Do jego dyspozycji nie był przede wszystkich Manuel Neuer, który złamał lewą stopę i na placu gry pojawi się dopiero w przyszłym roku. Ponadto Włoch doprowadził do małej rewolucji, umieszczając na ławce Matsa Hummelsa, Francka Ribéry’ego czy Arjena Robbena, w związku z czym za wspieranie Roberta Lewandowskiego w ataku mieli być odpowiedzialni James Rodríguez oraz Thomas Müller.


Dla samego „Lewego” była to przy okazji dość sentymentalna podróż, bo wracał do Paryża po siedmiu latach przerwy. Wówczas jeszcze jako zawodnik BVB przebywał na placu gry niewiele ponad 20 minut. Jeszcze większe przeobrażania mieli za sobą gospodarze, którzy opierali wtedy swój atak na piłkarzach, którzy mogą być zupełnie anonimowi dla wielu kibiców.


Przed pierwszym gwizdkiem hiszpańskiego arbitra Mateu Lahoza wielu ekspertów zadawało sobie to samo pytanie: jak gospodarze rozpoczną środowy pojedynek? Czy spokojnie, oddając nieco rywalowi inicjatywę, czy raczej agresywnie i ofensywnie, pokazując światu, że transfery dokonane w letnim okienku sprawiły, że są już w stanie rywalizować z najsilniejszymi ekipami. Odpowiedź na to pytanie przyszła błyskawicznie – w momencie, gdy część fanów zapewne nie zdążyła jeszcze w całości otworzyć piwa i przelać go do szklanki. Neymar przeprowadził znakomitą akcję, uzupełniając ją szeregiem dryblingów, a następnie znakomicie wypatrzył Daniego Alvesa. Współpraca, która miała swój początek jeszcze w Barcelonie, przyniosła miejscowym wymarzone otwarcie.


Bayern wydawał się zupełnie zaskoczony takim obrotem spraw i przez dłuższą chwilę przypominał boksera zamroczonego po niezwykle silnym ciosie. Dochodziło nawet do tego, że aktualny mistrz Niemiec miał problem ze skutecznym wymienieniem kilku podań! Pierwsze sygnały do ataku dał niespodziewanie Javi Martínez, którego potężne uderzenie z dystansu omal nie doprowadziło do wyrównania. Ale wówczas na zegarze wybiła już 20 minuta meczu…


Głównym grzechem, który popełnił tego wieczora Ancelotti była pycha. Taktyka, którą przygotował na dzisiejszy mecz zdecydowanie lepiej pasowałaby do rywalizacji z Augsburgiem, HSV czy Freiburgiem. Niefrasobliwość w środku pola, brak asekuracji i częste straty musiały w końcu przynieść brzemienne skutki. Oczywiście nikt nie oczekiwał aż tak głębokich zasieków, jakie długimi fragmentami stawiali miejscowi, ale z pewnością należało zdecydowanie uważniej przeanalizować mocne strony adwersarza wspieranego katarskimi petrodolarami.


Bawarczycy dostali najpierw jedno ostrzeżenie, później drugie, aż w końcu srogo zapłacili za swoją dyspozycję i na własne oczy mogli przekonać się o sile ataku Neymar – Mbappé – Cavani, która przyniosła trafienie tego ostatniego. Dla świata był to przy okazji wyraźny sygnał, że konflikt „na górze” udało się szybko wygasić.


Inna sprawa, że uderzenie Urugwajczyka nie sprawiłoby pewnie nadzwyczajnych problemów Neuerowi, a kto wie, czy Niemiec nie popisałby się lepszą interwencją także przy strzale, który otworzył wynik szlagierowego starcia w Paryżu.


Wszystkie te okoliczności spowodowały, że już w przerwie 58-letni szkoleniowiec zdecydował się na aż dwie roszady: Sebastian Rudy, który wrócił na areny Ligi Mistrzów po 2773 dniach przerwy, zmienił Corentina Tolisso, a Kingsley Coman zastąpił Jamesa. Ci, którzy spodziewali się, że przyniesie to natychmiastowe skutki i poprawę gry Bayernu musieli przełknąć solidną dawkę goryczy.

Dodatkowo już po upływie godziny gry i egzekucji Neymara stało się jasne, że ekipa, która swoje domowe pojedynki rozgrywa na Allianz Arenie będzie musiał skupić się już wyłącznie na próbie uniknięcia kompromitacji, która w obliczu kolejnych pomyłek Martineza czy Davida Alaby coraz mocniej zaczęła Die Roten zaglądać w oczy.


I udało się jej uniknąć w zasadzie tylko dlatego, że PSG coraz mniej było zainteresowane kolejnymi zdobyczami bramkowymi i z każdą kolejną minutą atakowało już ze znacznie mniejszą werwą. To nie zmieniło jednak ogólnego obrazu, z którego wyłaniała się frustracja Roberta Lewandowskiego, którą dopełniały szeroko rozłożone ręce. I nadchodzi chyba odpowiednia pora, aby jeszcze raz zajrzeć do niedawne wywiadu kapitana i filaru kadry Adama Nawałki i uświadomić sobie, że nie był to głos gracza, któremu marzy się „życie jak w Madrycie”, ale po prostu realna ocena kierunku, w którym zmierza zespół.


Nie był to z pewnością najlepszy tydzień w historii niemieckiej piłki. We wtorek porażki poniosły ekipy z Lipska i Dortmundu, a dzisiaj obraz degrengolady dopełniła klęska Bayernu Monachium. I nie jest to w żadnym wypadku nadużycie tego słowa, wszak w tym sezonie bilans przedstawicieli Bundesligi na arenie międzynarodowej to dwa zwycięstwa, dwa remisy i aż dziewięć porażek! Doprawdy trudno o bardziej wyraźny sygnał, że za naszą zachodnią granicą powstał pożar, który jak najszybciej należy ugasić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *